Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
Susanna

Czy mieliście w życiu sytuację zagrożenia własnego życia?

Polecane posty

Jakiś wypadek, jakaś straszna sytuacja do której wracacie wspomnieniami z gęsią skórka i potem na czole? Np. Zadławienie, wypadek samochodowy lub inne nieprzyjemne wydarzenia? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeżdżę na międzynarodówce, miałem wielokrotnie takie sytuacje, w zasadzie to już się przyzwyczaiłem i nawet nie mam gęsiej skórki 😁 Wychodzę z założenia, że i tak kiedyś trzeba umrzeć, a lepiej tak niż na raka czy dogorywając w samotności i niedołężniejac. To pomaga 😀

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

1. topilam sie dwukrotnie, w obu przypadkach brak pomocy skonczylby się dla mnie zle (beznadziejne sytuacje) 

2. po operacji wrocila swiadomosc a oddech nie, zycie doslownie przelatuje przed oczami (podejrzewam ze przez niedotlenienie mozg robi nam piekny film ze wspomnien) najbardziej traumaryczna z sytuacji

3. napad z nozem w reku nacpany agresor skupil sie na mezczyznie z ktorym bylam natomiast czynnie probowalam mu pomoc (moment walki instynktu samozachowawczego ktory kaze ratowac i chronic siebie  z potrzeba ratowania kogos bardzo waznego - wyjatkowy...) 

4. 2sytuacje drogowe: gdybym nie przyhamowala przez glupote pewnej pani za 200m zginelabym pod tirem ktory wjechal rozpedzony na skrzyzowanie na moim zielonym, druga niezlapana za ramie weszlabym pod kola samochodu

 

Edytowano przez szi
  • Sad 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
18 minut temu, szi napisał:

1. topilam sie dwukrotnie, w obu przypadkach brak pomocy skonczylby się dla mnie zle (beznadziejne sytuacje) 

2. po operacji wrocila swiadomosc a oddech nie, zycie doslownie przelatuje przed oczami (podejrzewam ze przez niedotlenienie mozg robi nam piekny film ze wspomnien) najbardziej traumaryczna z sytuacji

3. napad z nozem w reku nacpany agresor skupil sie na mezczyznie z ktorym bylam natomiast czynnie probowalam mu pomoc (moment walki instynktu samozachowawczego ktory kaze ratowac i chronic siebie  z potrzeba ratowania kogos bardzo waznego - wyjatkowy...) 

4. 2sytuacje drogowe: gdybym nie przyhamowala przez glupote pewnej pani za 200m zginelabym pod tirem ktory wjechal rozpedzony na skrzyzowanie na moim zielonym, druga niezlapana za ramie weszlabym pod kola samochodu

 

Szi, uważaj, żebyś Ty aby swojego limitu szczęścia nie wyczerpała. Niby piorun nigdy nie uderza dwa razy w to samo miejsce, ale po Twoim przykładzie widać, że to nieprawda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Są tacy za którymi "coś chodzi". Wieczny problem, bo co by ten ktoś nie zrobił, to i tak znajdują go kłopoty. Jakieś stłuczki  na rowerach ,, rozcięte głowy, rozłupane kolana, pogryzienia przez psy, poparzenia, podtrucia dwutlenkiem węgla, ciągle stłuczki samochodowe, zle sny, w końcu poważny wypadek samochodowy i śmierć. To jakby urodzić się z wyrokiem śmierci. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Zpaznokcilakier napisał:

Są tacy za którymi "coś chodzi". Wieczny problem, bo co by ten ktoś nie zrobił, to i tak znajdują go kłopoty. Jakieś stłuczki  na rowerach ,, rozcięte głowy, rozłupane kolana, pogryzienia przez psy, poparzenia, podtrucia dwutlenkiem węgla, ciągle stłuczki samochodowe, zle sny, w końcu poważny wypadek samochodowy i śmierć. To jakby urodzić się z wyrokiem śmierci. 

 

Są też tacy, przy których psują się wszystkie urządzenia elektroniczne. Tacy, którym przedmioty palą się w rękach.

Nie lubię koncepcji o przeznaczeniu do jakiś ciężkich zdarzeń. Gdyby przyjąć, że to prawda, to może odechcieć się żyć. Natomiast hellingerowcy z lubością podtrzymują tą teorię "przekleństw rodowych", bo na ich terapii można rzekomo z tego wyjść.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, kir napisał:

fatalizm zawsze powinien się odnosić do jednostki, a nie grupy ludzi. w innym wypadku jest wypaczeniem.

Wpaczenie czy nie, terapeuci posługujący się metodą Hellingera, zakładają, że powielamy, "odrabiamy", "odkupujemy" losy naszych przodków w rodzie. Trudno to udowodnić, właściwie jest to niemożliwe, ale rzeczywiście często w rodzinach zastanawiająco powtarzają się niektóre zdarzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam na myśli oczywiście zdarzenia nietypowe (samobójstwa, wypadki, uzależnienia), a nie to, że ludzie się pobierają i rodzą im się dzieci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
40 minut temu, Elfride napisał:

Szi, uważaj, żebyś Ty aby swojego limitu szczęścia nie wyczerpała. Niby piorun nigdy nie uderza dwa razy w to samo miejsce, ale po Twoim przykładzie widać, że to nieprawda.

Mysle, ze "splacilam" swoj dlug wdziecznosci. Dziekuje jest juz spokojnie:) 

Edytowano przez szi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
21 minut temu, Zpaznokcilakier napisał:

Są tacy za którymi "coś chodzi". Wieczny problem, bo co by ten ktoś nie zrobił, to i tak znajdują go kłopoty. Jakieś stłuczki  na rowerach ,, rozcięte głowy, rozłupane kolana, pogryzienia przez psy, poparzenia, podtrucia dwutlenkiem węgla, ciągle stłuczki samochodowe, zle sny, w końcu poważny wypadek samochodowy i śmierć. To jakby urodzić się z wyrokiem śmierci. 

 

masz racje co do pecha. znam faceta  ktory dostalby wprdol nawet na pielgrzymce;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Miałam, tylko wtedy nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji, jak miałam 9  lat miałam sepsę, wylądowałam w szpitalu, gdyby leki na mnie nie zadziałały mogłabym umrzeć, ale organizm jakoś się wybronił i pediatra dobrał dobry antybiotyk, być może uratował mi wtedy życie, bo dawali mi 50:50 procent szans.

Jakby nie szpital to bym raczej nie przeżyła bo goraczka nie chciała mi spadać przez wiele dni, plułam krwią itd. Wenflon mi po kilka razy zakładali tak długo byłam na kroplówkach już nie mieli się gdzie wkuwać.

W ogóle byłam bardzo chorowitym dzieckiem, ale przynajmniej wtedy się wychorowałam i teraz choruję już dość rzadko.

 Innym razem już kilka lat później o mało bym nie weszłabym pod ciężarówkę bo się zagapilam na przejściu gdyby nie pewien facet nie złapał mnie za ramię 

Edytowano przez Livka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zdarzyło się poważne porażenie prądem w wyniku rutyny, kilka razy milimetry od zderzenia czołowego na trasie bo ktoś z przeciwka popełnił błąd, jako 5-latek omal się nie utopiłem ale jestem ostrożny, więc żadne fatum się za mną nie ciągnie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ktoś komuś podaje rękę, łapie drugiego  za "kołnierz" na przejściu dla pieszych, kiedy tamten niczego nieświadomy "pcha się" pod koła, na czerwonym. Jak jakiś nie przymierzając Anioł Stróż. To dopiero ciekawe zjawisko. No bo, "łapie za kołnierz", a co by było, gdyby nie złapał? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, #Piotr# napisał:

Miałem nie wiem czy to pisać.

Proszę, napisz. Jestem zdania, że takie historie mogą kogoś w jakiś sposób czegoś nauczyć i przestrzec w życiowych sytuacjach. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wisialem i na swoje nieszczęście nie wytrzymała belka w szafie ciężaru 😅

Pech chciał.. i po tym wszystkim chrupie mi coś w plecach😔

  • Sad 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, #Piotr# napisał:

nie ustrzeże,  miałem kiedyś wyrostek robaczkowy byłem w szpitalu dali  mi głupiego jasia,  operacja trwała z 5 godzin poważne sie rozlał czyścili,respirator itd, miałem wrócić  do ciała, wybudzenie,  nie chciało mi się oddychać  wracać. Czułem bym wracał do mięsa i robaków zgnilizny inny stan  podświadomości byłem po za ciałem. 

Po co komu ta wiedza.

Dla mnie to interesujące. Miałeś ciekawe przeżycie 😮

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, #Piotr# napisał:

to opisać byłem dwoma nogami po tamtej stronie,  ale miałem anioła stróża który mnie wepchnął z powrotem nie chciałem. 

kolega po wypadku motocyklowym mial wiele operacji ale po jednej z nich opisywal w szczegolach moment opuszczania ciala. Moze cos w tym jest. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

ogolnie nie ma co dramatyzowac. na opisane sytuacje nie  patrze jak na pecha a szczescie. bylam w kilku sytuacjach gdzie ja pomoglam (m.in. nie swojemu dziecku ktore zakrztusilo sie, kobiecie w wypadku albo po prostu temu mezczyznie z pkt 3) i mysle ze jakas rownowaga jest:)

Edytowano przez szi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
11 minut temu, BoniBluBombka napisał:

Spotkanie z żaba. Wielka ohydna i do dziś czuje jak umieram na jej myśl. 

lustro pękło? 😁😘

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś poszedłem z kolegami do opuszczonej fabryki. Popiliśmy i się wygłupialiśmy. W pewnej chwili wychyliłem głowę przez wielki otwór aby zobaczyć jak wysoko jestem. Gdy ją cofnąłem runął przed moimi oczami wielki głaz. Okazało się że kumple z góry chcieli go strącić dla zabawy. Nie wiedzieli że ktoś stoi piętro niżej. Sekundy zadecydowały że wciąż żyje. Narobili mi pietra jak jasna...

Innym razem się topiłem. Przeceniłem swoje siły i ledwo dopłynąłem do drabinki.   

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przeżyłem coś jeszcze bardziej przerażającego. Podczas snu zawiesił mi się sen. Serio! Tak jakby ktoś zapauzował film na odtwarzaczu DVD. Mogłem tylko patrzeć na nieruchomy obraz i powtarzający się ten sam dźwięk. Nie wiedziałem jest z tego wyjść. Udało się po czasie sam nie wiem jak. Cały wystraszony byłem. Doświadczyłem takiego snu 2 razy.

Do dziś pamiętam o czym były te sny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dwa razy się topiłem, za pierwszym razem straciłem już przytomność i obudziłem się na brzegu gdy już mnie ocucili, drugim razem spadłem z wodospadu i w ostatniej chwili podano mi rękę. Przeżyłem też jeden wypadek samochodowy, a raz doświadczyłem czegoś na podobę opuszczenia ciała - widziałem siebie jak straciłem przytomność poczym za jakąś chwilę znów byłem w swoim ciele.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, TenX napisał:

Dwa razy się topiłem, za pierwszym razem straciłem już przytomność i obudziłem się na brzegu gdy już mnie ocucili, drugim razem spadłem z wodospadu i w ostatniej chwili podano mi rękę. Przeżyłem też jeden wypadek samochodowy, a raz doświadczyłem czegoś na podobę opuszczenia ciała - widziałem siebie jak straciłem przytomność poczym za jakąś chwilę znów byłem w swoim ciele.

Twoje życie się zmieniło od wtedy? Ty się zmieniłeś?

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gdy się topiłem to byłem dzieckiem, w pozostałych dwóch przypadkach już dorosły. Zmieniło tylko mój pogląd na prowadzenie auta, choć to nie ja spowodowałem wypadek.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, TenX napisał:

Gdy się topiłem to byłem dzieckiem, w pozostałych dwóch przypadkach już dorosły. Zmieniło tylko mój pogląd na prowadzenie auta, choć to nie ja spowodowałem wypadek.

Tyle dobrego, że jesteś ostrożny i rozważny. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, TenX napisał:

Dwa razy się topiłem, za pierwszym razem straciłem już przytomność i obudziłem się na brzegu gdy już mnie ocucili, drugim razem spadłem z wodospadu i w ostatniej chwili podano mi rękę. Przeżyłem też jeden wypadek samochodowy, a raz doświadczyłem czegoś na podobę opuszczenia ciała - widziałem siebie jak straciłem przytomność poczym za jakąś chwilę znów byłem w swoim ciele.

Masakra, jak to można wytłumaczyć racjonalnie? 😮 jak dobrze, że żyjesz.. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

1.Plywalam z kims w morzu za dzieciaka, osoba obok zaczela sie topic ciagnac I mnie pod wode, zaczynalismy dobijac do pali, ktore wciagaja.Wylowil nas przypadkowy facet z brzegu.

2.Gdy mialam 6lat mialam niegrozna operacje, jednak dostalam za duza dawke narkozy I w momencie wybudzania dostalam zapasci czego konsekwencja byla smierc kliniczna, odratowano mnie. 

3.Majac jakies 11lat podlaczylam lampki choinkowe, nie dzialaly. Do wtyczki porowadzily 2 kabelki, jeden jakby sie naderwal, chcialam poprawic. Huk, blysk, korki wystrzelily, mnie pokopalo, gniazdko sie lekko okopcilo.

4.Moze to nie bylo zagrozenie zycia, ale spalam na dziko w namiocie w bieszczadzkich lasach. Ktorejs nocy slyszalam ciezkie kroki I odglosy sapania, charakterystyczne odglosy niedzwiedzia. Nie wyszlam z namiotu, tylko nasluchiwalam, wiec pewnosci nie mam. Powolnym ruchem wlozylam puszke konserwy ktora jadlam do worka.

5. Wracalam z kuzynka z wakacji z mazur. Prowadzila nasza babcia, pirat drogowy. Dachowalysmy. Pozniej miala jeszcze kilka wypadkow, ale juz bez dachowania. 

6. Wakacje w Niemczech u rodziny. Pojechalam rowerem do zoo ktore bylo w lesie jak typowe niemieckie zoo. Rok 2000, nie mialam tel. Postawilam rower niedaleko bramy, pozne popoludnie, kilka osob. Po 2-3h krecenia sie poszlam w strone bramy. Zamknieta, biegne do drugiej, tez zamknieta. Probowalam sie wspinac. Spedzialam tam zamknieta z 2h, moze jakbym obleciala cale zoo, ktos by tam byl, ale balam sie zostac przylapana, ze jestem w srodku. W koncu przechodzen z psem, wdrapal sie I mnie wydostal. Te wycia zwierzat juz byly meczace, balam sie ze bede tam siedziec z nimi po ciemku.

Edytowano przez Vedma

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co do 5 -dachowania z ladowaniem na drzewie mam jeszcze pamiatke. Nikomu nic sie nie stalo, nawet babci, ktore wtedy pod koniec lat 90tych byla jeszcze stosunkowo mloda. Jako, ze nie bylo komorek, dlugo czekalysmy na pomoc na tym wygnajewie w nocy. Kuzynka podjarana tym, ze nikomu nic sie nie stalo, wyjela aparat na klisze I zaczela pstrykac zdjecia, finalnie obie weszlysmy na powyginany dach tego zmasakrowanego auta I babcia z niechecia zrobila nam zdjecie😄😅

Edytowano przez Vedma

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak, mialam kilka takich przypadkow.

Jako dziecko powaznie zachorowalam na chorobe, na ktora umarlo wtedy pare dzieci w moim lokalnym szpitalu. Nie balam sie, bo jako dziecko nie zdawalam sobie sprawy z powagi sytuacji. 

Raz zostalam pobita na ulicy przez zlodzieja, ktoremu nie chcialam oddac torebki, bylam w takim szoku, ze tez sie nie balam i nawet nie poczulam, ze on mial cos na rekach co mi pocielo skore.

Jedyny raz gdy naprawde sie wystraszylam, ze to koniec byl wtedy, gdy raz wywrocilam sie przebiegajac przez dwupasmowke i widzialam nadjezdzajacego z duza predkoscia tira, nie wiem jakim cudem udalo mi sie doczolgac na pobocze, wtedy zrobilo mi sie naprawde goraco.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×