Rozumie Cie doskonale. W pewnym momencie człowiek dochodzi do ściany i czuje, że dalej nie da rady...Ja co prawda mam jeszcze jeden zarodek, ale jest to ostatni z ostatnich i nie wiąże z nim wielkich nadziei. Miałam 4 transfery w sumie 5 bardzo dobrych zarodków, z tego 3 ciążę i 3 poronienia. Nie mam już siły ani funduszy na kolejną procedurę i chęci chyba też nie. Do tego mój mąż jest już też zrezygnowany w tym temacie i sceptycznie nastawiony nawet gdybym chciała kolejną procedurę. Nie wiem, czy to moje komórki są takie ch....e czy co. Do transferów miałam mega obniżaną odporność i guzik z tego. Komórki dawczyni też nie biorę pod uwagę, bo mi chodzi o to, żeby mieć swoje biologiczne dziecko ze swoim mężem, ale może kierowane jest to tym, że mam już syna nastoletniego. Pozostaje mi liczyć na cud, myślę, że mam jeszcze jakieś nieco ponad 10 lat do menopauzy, może zaskoczy naturalnie, ale wtedy naprawdę uwierzyłabym w CUDA. Na koniec powiem Wam co usłyszałam niedawno od osoby z bliskiej rodziny po tym jak teraz poroniłam : "widocznie Bóg ne stworzył Cie po to, żebyś rodziła dzieci tylko do czego innego..." To ja się pytam kogo do tego stworzył?? Menelice z pod sklepu, która rodzi dzieci jedno za drugim, nawet nie wie kto jest ojcem i zostawia te biedne dzieci w szpitalu?? Nie wiem jak można być aż tak nietaktownym.
Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam tym wpisem, ale jak czytam te Wasze historie, gdzie kobiety walczą z całych sił o to, żeby móc zostać tak po prostu mamą i po wielu próbach nadal jest to niemożliwe, to niestety emocje biorą u mnie górę.