Podchodzac do pierwszego transferu byłam przekonana, że się uda. Udało się, ale dobrze wiesz jak moje szczęście zostało mi przez los brutalnie odebrane. Drugi i trzeci transfer to było rozpaczliwe chwytanie się nadziei - potrzebowałam ciąży, żeby nadać kierunek mojemu życiu. Błędne nastawienie. Brak ciazy był dla mnie jak kolejny cios, rozdrapanie ran. Czwarty transfer to był transfer ostatniej, najsłabszej blastki. Nie miałam nadziei. Podchodziłam do transferu tylko po to, żeby wykorzystać ostatni zarodek i moc ruszyc z kolejna procedura. I z tego transferu urodziłam zdrowa córeczkę Przy piątym transferze znowu los ze mnie zadrwil - byłam przekonana, ze się uda. W ciążę zaszłam, ale ja straciłam. Puste jajo płodowe.
Pani psycholog, z którą rozmawiałam zwróciła uwagę na ten proces. Nie mając doświadczenia z ciaza, bądź mając za sobą szczęśliwa ciążę do kolejnego transferu podchodziłam z nadzieją i radością. Mając za sobą stratę bądź niepowodzenie, do kolejnego transferu podchodziłam że strachem, trochę z rezygnacja. Prawda jest taka, że każda kolejna ciąża, każdy kolejny transfer to inna historia, niezależna od tej poprzedniej. Zwróć uwagę na Twoje transfery. Każdy zakończył się inaczej. Nie ma wspólnego mianownika. Twój Synek miał wady rozwojowe, nie genetyczne. To nie ma żadnego wpływu na przyszłość i na kolejne ciąże. Spójrz na moją historie, na historie koleżanki ze szpitala, która już przytaczałam. Doczekałyśmy się zdrowego maluszka. I Ty się doczekasz. Jestem przekonana. Nadzieja w Twoim przypadku jest przeogromna! Postaraj się spojrzeć na to chłodno, naprawdę tak jest