Kochana. W piątek jak się zaczęło było znośnie. Wydaliłam pęcherzyk ciążowy, trochę skrzepów, krwawilam dość mocno ale ból był jak dla mnie nie największy.
Wczoraj prawie nic nie krwawilam i zero bólu. Myślałam, że mam mega lightowe poronienie i już się kończy ...
No ale się mylilam ...
...dziś umieram..skurcze są nie do zniesienia 🥺 biorę paracetamol ale mało pomaga..zwijam się z bolu...krwawienie bardzo mocne 🥺 mam nadzieję, że nie będę musiała jednak jechać do szpitala...
Myślałam żeby starać się o skrócony macierzyński ale cała papierologia + konieczność odwiedzenie szpitala skutecznie mnie odstraszyła.
Psychicznie , o dziwo, jest dobrze. Pogodziłam się ze strata...nawet nie płacze. Co najbardziej szokujące na pęcherzyk który ze mnie wypadł popatrzyłam nie jak na moje dziecko tylko jak na materiał do badania 🥺...to smutne... Mam wrażenie, że działają u mnie mocne mechanizmy obronne...ja już nie pamiętam, że byłam w ciąży
Najdziwniejsza sytuacja świata gdy idziesz robić kolację a w lodówce masz swoje dziecko w kubeczku 🥺... I już nawet nic nie czujesz patrząc w jego kierunku 🥺
Cieszę się bardzo, że uda mi się przebadać zarodek. Ponoć rzadkość, z tego co mi pani w test dna mówiła, żeby go w takiej formie zachować bez łyżeczkowania ( jest cały pęcherzyk z płynem, zarodek, kosmówka i pepowina - wszystko). Powiedziała, że prawie na pewno uda się go przebadać. Nie mogę się doczekać na wyniki.
Sama jak tylko dojdę do siebie wybieram się do psychiatry i psychologa...brak u mnie emocji trochę mnie martwi 🥺🥺🥺muszę nad sobą popracować przed kolejnym transferem.