Przepraszam, ale jak ona miała ciężkie życie to przynajmniej połowa społeczeństwa mogłaby uznać, że wychowywała się w rynsztoku
Kto w tamtych czasach wyjeżdżał na święta? Obojętnie czy był to hotel czy prywatna kwatera. Mało kogo było stać na takie przyjemności. Ludzie jeździli na wczasy czy ferie do ośrodków, które posiadały zakłady pracy i które w większości były przez nie opłacalne. Huta w której pracuje mój tata ma do dziś dwa takie ośrodki. Kolonii czy ferii dla dzieci już nie organizują, bo nie ma chętnych, ale jakieś wyjazdy dla pracowników jak najbardziej.
Zakolak nigdy nie musiał się o nic martwić. Rodzice ją utrzymywali, żeby gwiazda mogła się zastanowić co chce w życiu robić, mieszkanie dostała, pracę jej załatwili, parobka który wokół niej skakał jak pajac na drucie znalazła.
Jak ma jakiś żal lub złość do rodziców to niech to przepracuje na terapii. Rodzice też są tylko ludźmi i mogli wychowywać ją tak samo jak sami byli wychowywani. A przecież dobrze wiemy, że te roczniki powojenne nosiły w sobie ogromny ładunek emocjonalny z którymi często nie wiedziano co robić, bo psycholog/psychiatra/terapia nie istniały lub mówiło się o nich jedynie w kontekście ludzi chorych psychicznie.
Moja babcia, którą bardzo kochałam, była osobą chłodną i zdystansowaną. Mam z nią wiele pięknych wspomnień, ale ona nigdy nie okazywała uczuć. Była bardzo zamknięta i wiele osób uważało ją za wredna, zimna babę. Ale trudno się dziwić, że taka była jak będąc dzieckiem razem z całą rodziną trafiła do obozu. Cudem przeżyła tylko ona, jej mama i młodszy brat. Reszta rodziny została zamordowana lub zmarła z powodu wycieńczenia.
Mam przyjaciółkę, której rodzice zgotowali w domu piekło. Alkohol, przemoc, awantury. Dziewczyna nigdy nie usłyszała od własnej matki czy ojca, że ją kochają czy są z niej dumni.
Mimo to skończyła świetne studia po których wyjechała za granicę. Po powrocie nie wróciła już do domu. Mieszka w innym mieście, pracuje, wynajmuje mieszkanie, radzi sobie ze wszystkim sama. Z rodziną utrzymuje bardzo sporadyczny kontakt. Nie ma tak naprawdę nikogo, bo jedyną osobą która ją kochała, broniła i do której uciekała z "domu" to była babcia, która zmarła wiele lat temu.
Znam tą dziewczynę od jakichś 10 lat. Od 5 chodzi na terapię, żeby się z tym wszystkim uporać i widzę w niej ogromną przemianę. Musiało ja to kosztować ogrom pracy i cierpienia, ale co innego mogła zrobić? Miała wybór, albo się z tym zmierzyć albo całe życie myśleć o sobie epitetami, które słyszała w swoim kierunku w "domu"- ...ka, ...ka, bachor, ....
Podsumowując ten elaborat. Zakolak jest zadufaną, zapatrzoną w siebie leniwą baba, która jest przekonana o swojej niezwykłej urodzie, inteligencji i zaj€bistosci. Do głowy jej nie przyjdzie, że sytuacja w której jest teraz to wynik jej podłego charakteru i złych decyzji. Dlatego szuka przyczyn wszędzie na około, a nie w sobie. Wszyscy są winni- rodzice, dziadkowie, wujek siedem pokoleń wstecz który dostał pasem od ojca i miał traume, kosiarz, tirarz, eks i jego mały bakłażan, larwy, inne influ które mają super życie. No dosłownie wszyscy tylko nie ona.