Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Diana_na_wózku

Zarejestrowani
  • Zawartość

    40
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

3 Neutral

1 obserwujący

O Diana_na_wózku

  • Urodziny 30.11.1994

Ostatnio na profilu byli

1292 wyświetleń profilu
  1. Chyba muszę się wygadać. Historia o przyjaźni damsko-męskiej, lecz bez wątku miłosnego czy też friendzone. Jestem samotniczką. Jestem też niepełnosprawna fizycznie, obie rzeczy w tym wyznaniu chyba mają znaczenie. Cztery razy do roku jeżdżę sobie na obozy rehabilitacyjne gdzie postawiono mnie na nogi i mam tam dwójkę kumpli. Jeden jest tam rehabilitantem i jest super, gadamy głównie na obozach, bo pomiędzy to za duża różnica kilometrów no i ma robotę od rana do wieczora. Drugi gościu jest pacjentem , nazwijmy go Arkiem, cztery lata starszy ode mnie, student psychologii, ale poznaliśmy się zanim zaczął studia na tych obozach. Kumpel jest bardzo autorytatywny. Sam siebie mianował do pilnowania w czasie ćwiczeń, pomimo że jest tam tak samo pacjentem jak ja mówił, że pilnował moich ćwiczeń w domu, mówił mi co mam robić, ile razy w tygodniu mam jeździć do mojej rehabilitantki miejscowej ( szczególnie w czasie pandemii.) Niby to co mi zalecał do robienia w domu to konsultował z moimi rehabilitantami z ośrodka, ale jakiś czas temu odkryłam, że daje mi ćwiczenia które on sam dostawał od kadry, od tamtej pory ćwiczę tylko to co mi kadra z owego ośrodka każe osobiście, a jemu wysyłałam takie raporty które mu pasowały, tak samo jeździłam i jeżdżę do rehabilitantki do rehabilitantki miejscowej kiedy mi się tylko podoba i i kiedy mogę o niczym mu nie mówiąc . Dlaczego jednak mu o tym nie mówiłam? Bo kiedy wszystko gra to jestem a raczej byłam dla niego najlepszą przyjaciółką, księżniczką, a kiedy coś nie robiłam po jego myśli, czy nie wysłuchałam jego miłosnych problemów bo kocha jedną rehabilitantkę a ona go nie, to jestem głupią ...ką bez rozumu, wczoraj mi nawet groził, że mnie uderzy gdy zobaczymy się na obozie we Wrześniu( chociaż ma za słabe łapy na to) Arek od dwóch lat studiuje psychologię i sam zdiagnozował u mnie Schizoidalne Zaburzenie Osobowości, sam też prowadził moją terapię ( przez fejsa) a według niego robiłam duże postępy w owej terapii, wszystkie też moje zmiany nastrojów też podpinał pod zjazdy emocjonalne towarzyszące temu zaburzeniu, a z drugiej strony wysłuchiwał moich problemów, wie wszystko o tym jakie mam relacje z innymi, albo ich brak, że mam problemy z relacjami w rodzinie, myślałam, że od tych czasu pójścia na studia nie będzie reagował na odmowę furią, fakt ma już tego mniej, ale wciąż ma i wciąż chce rządzić, chociaż to mnie on zarzuca. Co do „terapii psychologicznej” to bardzo mnie chwalił za postępy Jeśli chodzi o te moje obozy to są już otwarte od tego miesiąca (maj), właśnie jest pierwszy turnus, oczywiście zajęcia są okrojone, nie ma basenu i są zachowane wszystkie te zakazy i nakazy od sanepidu, na obozach też może być maksymalnie czwórka pacjentów (chyba). Arek kazał mi jechać we wrześniu, bo i on wtedy jedzie i możliwe jest to że większość obostrzeń zostanie zdjęta, chociaż pewności nie ma nikt. Jednak po telefonicznej rozmowie z ośrodkiem zapisałam się też na czerwiec, okazało się, że pomimo obostrzeń warto tam pojechać, a brak rehabilitacji przez marzec i kwiecień dał się we znaki a dwa razy w tygodniu u miejscowej rehabilitantki nie wystarczają aby te braki nadrobić, szczególnie, że jest w ciąży i już niedługo idzie na urlop, więc wydawało mi się, że turnus teraz to dobre wyjście. Jednak bałam się o tym wszystkim powiedzieć Arkowi, bo wiem, że by była furia, jasne mogłabym tu ukryć, ale prędzej czy później by to wyszło, postanowiłam też, że mam dość udawania. I wczoraj spokojnie chociaż bez podania powodów zakończyłam znajomość, ja go wyrzuciłam ze znajomych a on mnie zablokował i co dziwne na przemian czuję ulgę z tęsknotą, bo wszak to była jedyna osoba której mogłam się wygadać tak codziennie, poza obozami. Postanowiłam wypytać go przez SMSy, okazało się, że on już mnie nie chce w swoim życiu, że muszę ponieść konsekwencje mych zachowań, że nie ma sobie nic do zarzucenia i chciał mi pomóc Na koniec coś mnie ruszyło i wypisałam wszystkie powody dla których zakończyłam znajomość, napisałam to około dwie godziny temu. Walczyć o tą znajomość? Czemu czuję tęsknotę? No i jeszcze się boję, że we wrześniu nagada o mnie w ośrodku, co prawda nic na mnie nie ma, ale potrafi wiarygodnie kłamać no i dużo o mnie wie. Co prawda w ośrodku go lubią, ale pomimo że nikt tego nie mówi wprost to każdy ma chyba dość jego awantur o błahe powody, raz zrobił awanturę w biurze , bo jeden rehabilitant nie przyszedł do niego po godzinach pracy ośrodka do pokoju Arka o czymś pogadać, co wcale nie dotyczyło stanu zdrowia Arka i owy rehabilitant się z nim na nic nie umawiał. Co robić? Nie chcę zmieniać ośrodka bo robię tam mega postępy, no i mam tam tego drugiego kumpla. Warto naprawiać relacje z Arkiem? Kto tu jest toksyczny, ja czy on?
  2. Chyba muszę się wygadać. Historia o przyjaźni damsko-męskiej, lecz bez wątku miłosnego czy też friendzone. Jestem samotniczką. Jestem też niepełnosprawna fizycznie, obie rzeczy w tym wyznaniu chyba mają znaczenie. Cztery razy do roku jeżdżę sobie na obozy rehabilitacyjne gdzie postawiono mnie na nogi i mam tam dwójkę kumpli. Jeden jest tam rehabilitantem i jest super, gadamy głównie na obozach, bo pomiędzy to za duża różnica kilometrów no i ma robotę od rana do wieczora. Drugi gościu jest pacjentem , nazwijmy go Arkiem, cztery lata starszy ode mnie, student psychologii, ale poznaliśmy się zanim zaczął studia na tych obozach. Kumpel jest bardzo autorytatywny. Sam siebie mianował do pilnowania w czasie ćwiczeń, pomimo że jest tam tak samo pacjentem jak ja mówił, że pilnował moich ćwiczeń w domu, mówił mi co mam robić, ile razy w tygodniu mam jeździć do mojej rehabilitantki miejscowej ( szczególnie w czasie pandemii.) Niby to co mi zalecał do robienia w domu to konsultował z moimi rehabilitantami z ośrodka, ale jakiś czas temu odkryłam, że daje mi ćwiczenia które on sam dostawał od kadry, od tamtej pory ćwiczę tylko to co mi kadra z owego ośrodka każe osobiście, a jemu wysyłałam takie raporty które mu pasowały, tak samo jeździłam i jeżdżę do rehabilitantki do rehabilitantki miejscowej kiedy mi się tylko podoba i i kiedy mogę o niczym mu nie mówiąc . Dlaczego jednak mu o tym nie mówiłam? Bo kiedy wszystko gra to jestem a raczej byłam dla niego najlepszą przyjaciółką, księżniczką, a kiedy coś nie robiłam po jego myśli, czy nie wysłuchałam jego miłosnych problemów bo kocha jedną rehabilitantkę a ona go nie, to jestem głupią ...ką bez rozumu, wczoraj mi nawet groził, że mnie uderzy gdy zobaczymy się na obozie we Wrześniu( chociaż ma za słabe łapy na to) Arek od dwóch lat studiuje psychologię i sam zdiagnozował u mnie Schizoidalne Zaburzenie Osobowości, sam też prowadził moją terapię ( przez fejsa) a według niego robiłam duże postępy w owej terapii, wszystkie też moje zmiany nastrojów też podpinał pod zjazdy emocjonalne towarzyszące temu zaburzeniu, a z drugiej strony wysłuchiwał moich problemów, wie wszystko o tym jakie mam relacje z innymi, albo ich brak, że mam problemy z relacjami w rodzinie, myślałam, że od tych czasu pójścia na studia nie będzie reagował na odmowę furią, fakt ma już tego mniej, ale wciąż ma i wciąż chce rządzić, chociaż to mnie on zarzuca. Co do „terapii psychologicznej” to bardzo mnie chwalił za postępy Jeśli chodzi o te moje obozy to są już otwarte od tego miesiąca (maj), właśnie jest pierwszy turnus, oczywiście zajęcia są okrojone, nie ma basenu i są zachowane wszystkie te zakazy i nakazy od sanepidu, na obozach też może być maksymalnie czwórka pacjentów (chyba). Arek kazał mi jechać we wrześniu, bo i on wtedy jedzie i możliwe jest to że większość obostrzeń zostanie zdjęta, chociaż pewności nie ma nikt. Jednak po telefonicznej rozmowie z ośrodkiem zapisałam się też na czerwiec, okazało się, że pomimo obostrzeń warto tam pojechać, a brak rehabilitacji przez marzec i kwiecień dał się we znaki a dwa razy w tygodniu u miejscowej rehabilitantki nie wystarczają aby te braki nadrobić, szczególnie, że jest w ciąży i już niedługo idzie na urlop, więc wydawało mi się, że turnus teraz to dobre wyjście. Jednak bałam się o tym wszystkim powiedzieć Arkowi, bo wiem, że by była furia, jasne mogłabym tu ukryć, ale prędzej czy później by to wyszło, postanowiłam też, że mam dość udawania. I wczoraj spokojnie chociaż bez podania powodów zakończyłam znajomość, ja go wyrzuciłam ze znajomych a on mnie zablokował i co dziwne na przemian czuję ulgę z tęsknotą, bo wszak to była jedyna osoba której mogłam się wygadać tak codziennie, poza obozami. Postanowiłam wypytać go przez SMSy, okazało się, że on już mnie nie chce w swoim życiu, że muszę ponieść konsekwencje mych zachowań, że nie ma sobie nic do zarzucenia i chciał mi pomóc Na koniec coś mnie ruszyło i wypisałam wszystkie powody dla których zakończyłam znajomość, napisałam to około dwie godziny temu. Walczyć o tą znajomość? Czemu czuję tęsknotę? No i jeszcze się boję, że we wrześniu nagada o mnie w ośrodku, co prawda nic na mnie nie ma, ale potrafi wiarygodnie kłamać no i dużo o mnie wie. Co prawda w ośrodku go lubią, ale pomimo że nikt tego nie mówi wprost to każdy ma chyba dość jego awantur o błahe powody, raz zrobił awanturę w biurze , bo jeden rehabilitant nie przyszedł do niego po godzinach pracy ośrodka do pokoju Arka o czymś pogadać, co wcale nie dotyczyło stanu zdrowia Arka i owy rehabilitant się z nim na nic nie umawiał. Co robić? Nie chcę zmieniać ośrodka bo robię tam mega postępy, no i mam tam tego drugiego kumpla. Warto naprawiać relacje z Arkiem? Kto tu jest toksyczny, ja czy on? Mam 25 lat.
  3. Mam 24 lata, jestem hetero, ale nigdy nie potrafiłam rozpływać się nad facetami, nie wzdychałam do aktorów, piosenkarzy. Interesuje się facetami tylko wtedy kiedy się kimś zauroczę i to tylko tym jednym. Ostatnio znalazłam się w gronie dziewczyn podobnych do mnie wiekiem i starszych. Zaczęły się rozpływać nad facetami, w sensie aktorami z komedii romantycznych i nad samymi filmami tego typu. Powiedziałam im że takie filmy to tanie granie na emocjach, i zdziwiły się że nie mam swojego typu urody u faceta. Co jest ze mną nie tak?
  4. Mam 24 lata, jestem hetero, ale nigdy nie potrafiłam rozpływać się nad facetami, nie wzdychałam do aktorów, piosenkarzy. Interesuje się facetami tylko wtedy kiedy się kimś zauroczę i to tylko tym jednym. Ostatnio znalazłam się w gronie dziewczyn podobnych do mnie wiekiem i starszych. Zaczęły się rozpływać nad facetami, w sensie aktorami z komedii romantycznych i nad samymi filmami tego typu. Powiedziałam im że takie filmy to tanie granie na emocjach, i zdziwiły się że nie mam swojego typu urody u faceta. Co jest ze mną nie tak?
  5. Chodzi o piosenkarza o pseudonimie Alekseev. Estetycznie jest po prostu urodziwy. Lubię takie miękkie, ale nie dziecinne rysy twarzy. Nie wiem co dziewczyny widzą w ostrych rysach twarzy, zaroście czy brodami,(~!) nie rozumiem też czemu dla wielu dziewczyn facet zaczyna sie od 180 cm. Sama mam 148 cm, więc jeśli jakimś cudem sie kiedyś zakocham, to te 173 cm u faceta nie jest dla mnie wcale tak mało
  6. Hej. Mam 24 lata, i jest tak dokładnie jak w temacie. Nigdy nie byłam w związku, ba nawet się nigdy nie całowałam i jakoś mi się nie śpieszy, nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Myślałam, że byłam dwa razy zauroczona, ale nie myślałam o tych facetach obsesyjnie, nie miałam na ich punkcie fantazji ani romantycznych, ani seksualnych, nie tęskniłam. Zrozumiałam, że ja po prostu podziwiam tych gości Ogólnie, żaden facet ani żadna kobieta nie wzbudziła we mnie erotycznych myśli. Czasami pomyślę że jakiś piosenkarz ma ładną twarz, ale to tyle. Nie zazdroszczę parom, niektóre nawet podziwiam pod względem rozsądnego podejścia do związków. Wątki miłosne w książkach mi nie przeszkadzają, o ile nie są jedynymi wątkami. Nie lubię być adorowana, szczególnie przez obcych, w sensie jeden komplement jeszcze zniosę, ale jak dostaję morze komplementów to aż wymiotować mi się chce od tej słodyczy. Mam trójkę przyjaciół, w tym dwóch facetów z którymi znam się dwa lata, ja nic do nich nie czuję ani oni do mnie, jeden jest zajęty, a drugi zakochany w pewnej kobiecie, nigdy nie było żadnych flirtów z żadnej strony ani nic w tym rodzaju. Dzieci mieć nie chcę, a potrafię wyobrazić sobie samotne. lecz szczęśliwe życie z kotem, małym mieszkanku i w towarzystwie przyjaciół. Czy ktoś też tak ma?
  7. Hej. Mam 24 lata, i jest tak dokładnie jak w temacie. Nigdy nie byłam w związku, ba nawet się nigdy nie całowałam i jakoś mi się nie śpieszy, nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Myślałam, że byłam dwa razy zauroczona, ale nie myślałam o tych facetach obsesyjnie, nie miałam na ich punkcie fantazji ani romantycznych, ani seksualnych, nie tęskniłam. Zrozumiałam, że ja po prostu podziwiam tych gości Ogólnie, żaden facet ani żadna kobieta nie wzbudziła we mnie erotycznych myśli. Czasami pomyślę że jakiś piosenkarz ma ładną twarz, ale to tyle. Nie zazdroszczę parom, niektóre nawet podziwiam pod względem rozsądnego podejścia do związków. Wątki miłosne w książkach mi nie przeszkadzają, o ile nie są jedynymi wątkami. Nie lubię być adorowana, szczególnie przez obcych, w sensie jeden komplement jeszcze zniosę, ale jak dostaję morze komplementów to aż wymiotować mi się chce od tej słodyczy. Mam trójkę przyjaciół, w tym dwóch facetów z którymi znam się dwa lata, ja nic do nich nie czuję ani oni do mnie, jeden jest zajęty, a drugi zakochany w pewnej kobiecie, nigdy nie było żadnych flirtów z żadnej strony ani nic w tym rodzaju. Dzieci mieć nie chcę, a potrafię wyobrazić sobie samotne. lecz szczęśliwe życie z kotem, małym mieszkanku i w towarzystwie przyjaciół. Czy ktoś też tak ma?
  8. Hej. Z racji wrodzonej fizycznej niepełnosprawności (obecnie chodzę przy kulach) Cztery razy do roku jeżdżę na obozy rehabilitacyjne. Mam też tam dwóch przyjaciół, obu płci męskiej, w tym jednego zajętego na amen z żadnym z nich nie łączy mnie nic więcej niż długie rozmowy czy wypady do kawiarni Nawet ten wolny jest zakochany w innej kobiecie, co prawda nie są razem., ale ale zawsze i miło się na ich patrzy. Jak byłam na obozie to w niedziele pojechałam z tym wolnym na miasto i nic, nie była to żadna randka, szczególnie że byli z nami jego opiekunowie którzy pomagali się nam przemieszczać :) z drugim natomiast łączą wspólne pasje i wartości życiowe, więc mamy o czym gadać godzinami. Nigdy co prawda nie lubiłam typowo męskich rzeczy typu auta, ale rozmowy o facetach, kosmetykach i plotkach nużą mnie jeszcze bardziej. Co w tym interesującego? Z wyglądu nie jestem chłopczycą, lubię uroczy styl inspirowany japońskim, ale gardzę seksownym stylem, flirtowaniem, itp do malowania też się nigdy nie przekonałam, wolę warkocze i słodkie dodatki :) Niby mam jedną kumpele, ale jak zaczyna gadać o tym jak bardzo by chciałaby być zakochana, albo jak przystojny jest ten czy tamten aktor to mnie to nudzi po prostu. Nawet jak jakąś dziewczynę szczerze polubię, to rozmowy z nią są takie mało konkretne, nacechowane jakimś rozmemłaniem. Z drugiej strony podziwiam kobiety za delikatność i powabność Z moich zainteresowań to uwielbiam się rehabilitować, Japonię oraz pisać moje opowiadanie
  9. i to taką mało samodzielną chodzącą przy kulach?
  10. Hej. Mam 24 lata i niedawno wróciłam z obozu rehabilitacyjnego, prościej i lepiej chodzę przy kulach. Mam też tam dwóch przyjaciół, obu płci męskiej, w tym jednego zajętego na amen ;) z żadnym z nich nie łączy mnie nic więcej niż długie rozmowy czy wypady do kawiarni :) Nawet ten wolny jest zakochany w innej kobiecie, co prawda bez znajomości, ale ale zawsze i miło się na ich patrzy. Jak byłam na obozie to w niedziele pojechałam z tym wolnym na miasto i nic, nie była to żadna randka, szczególnie że byli z nami jego opiekunowie którzy pomagali się nam przemieszczać :) z drugim natomiast łączą wspólne pasje i wartości życiowe, więc mamy o czym gadać godzinami. Nigdy co prawda nie lubiłam typowo męskich rzeczy typu auta, ale rozmowy o facetach, kosmetykach i plotkach nużą mnie jeszcze bardziej. Co w tym interesującego? Z wyglądu nie jestem chłopczycą, lubię uroczy styl inspirowany japońskim, ale gardzę seksownym stylem, flirtowaniem, itp do malowania też się nigdy nie przekonałam, wolę warkocze i słodkie dodatki :) Niby mam jedną kumpele, ale jak zaczyna gadać o tym jak bardzo by chciałaby być zakochana, albo jak przystojny jest ten czy tamten aktor to mnie to nudzi po prostu. Nawet jak jakąś dziewczynę szczerze polubię, to rozmowy z nią są takie mało konkretne, nacechowane jakimś rozmemłaniem. Z drugiej strony podziwiam kobiety za delikatność i powabność Z moich zainteresowań to uwielbiam się rehabilitować, Japonię oraz pisać moje opowiadanie
  11. Diana_na_wózku

    Ślub cywilny=Gorszy?

    Zastanawia mnie to, dlaczego ślub cywilny przez większość ludzi jest uznawany za coś mniej wartościowego niż ten w kościele? Kiedy ktoś bierze "tylko" cywilny to w mojej miejscowości od razu podejrzenie, że ciąża, a jak ktoś się wybiera na uroczystość cywilny to mówią, że to "tylko" cywilny. Mój brat brał w tym roku ślub cywilny to i w rodzinie było słychać, że to nie taki prawdziwy ślub, że nie trzeba się stroić itp. Może to dlatego, że w następnym roku będzie kościelny, pomimo że ani brat ani bratowa nie są zbyt przywiązani do religii, ale ich sprawa Według mnie ślub w kościele ma sens tylko wtedy kiedy państwo młodzi są naprawdę wierzący i serio chcą żyć w duchu Religi którą wyznają. Szczytem hipokryzji są dla mnie ciężarne panny młode w kościele , albo takie pary które mieszkały ze sobą przed ślubem Nie rozumiem argumentu,"bo tradycja" według mnie, to w jakim obrządku religijnym bierze się ślub to sprawa wiary, a nie tradycji. Argument, że "romantycznie" też do mnie nie trafi, ale to może ja nie widzę nic romantycznego w kościele Ale ślub cywilny nie musi się odbywać w USC. Równie dobrze można wziąć ślub w jakimś pałacyku, w plenerze czy gdzie tam para młoda chce, oczywiście za dodatkową opłatą, ale jest taka opcja. Argument "bo wesele" też do mnie nie trafia, po cywilnym jak ktoś chce to może sobie zrobić wesele, albo po kościelnym skromny obiad, to nie kwestia jaki rodzaj ślubu wybieramy. Argument białej sukni i welonu też do mnie nie trafia. Przyległo to do ślubu kościelnego, ale na cywilny też można tak się ubrać, nikt nie może tego pannie młodej zabronić. Ja , jeśli ktoś taki wybredny jak ja kogoś zechcę to bym chciała wziąć ślub cywilny, bo nie chcę być hipokrytką i udawać, że będę żyć jak przykładna katoliczka. Ślub by mógłby być zimą o zmroku w ładnym pałacyku a po ślubie albo skromny obiad dla gości, albo cała uroczystość zakończyłaby się tylko na ślubie.
  12. Mówię tu o bezdzietnych z wyboru :) Sama marzę o takim małżeństwie jeśli jakieś musi już być, chociaż jeszcze nie mam z kim go zakładać, ale dziec nigdy nie były w moich myślach czy planach. z samym mężem moglibyśmy żyć spokojnie,, te długie rozmowy, spacery, i wycieczki :) Chciałabym po prostu być żoną mojego męża :) wiem, że jeśli by nie było miłości po prostu byśmy się rozwiedli i tyle. :) a Jak nie wyjdzie to będę szczęśliwą starą panną ;)
  13. Mam na myśli takie przypadki gdy para jest pewna że nie chce mieć dziecka, albo gdy dzieci już mają i więcej nie chcą, ewentualnie boją się przekazać potomstwu genetycznej choroby. Zastanawiam się czemu to jest u nas nielegalne? Skoro tak bardzo nasz rząd nie chce aborcji to powinien zalegalizować wazektomię i podwiązanie jajowodów, a teraz jest to nielegalne nie licząc paru wyjątków Poza tym jest to opcja o miliard razy bardziej etyczna niż aborcja. Co o tym myślicie?
  14. Hej. Rocznikowo ma 24 lata, nigdy nie miałam chłopaka, ba nawet się nigdy nie całowałam i nawet mi za tym nie tęskno. I dziwnie mi, gdy czytam te żale dziewczyn w moim wieku uważają się za stare panny (!) Zawsze się też dziwiłam się ludziom którzy szukają miłości, przecież samemu też można być szczęśliwym, rozwijać się Co innego gdy człowiek się zakocha, na takich ludzi aż miło patrzeć Mieszkam w bardzo wschodniej części kraju, i jest tu bardzo tradycyjnie, więc większość dziewczyn w moim wieku z mojej rodziny czy miejscowości są już żonami i matkami. Gdybym była zdrowa to pewnie by mnie męczyli o to czy mam kogoś, a tak jestem niepełnosprawna i mam spokój w tym temacie . Nie wyobrażam sobie siebie w roli matki ani teraz ani nigdy. Nie mam w sobie większej sympatii i cierpliwości do maluchów, chociaż bardzo je szanuje. Może kiedyś mi się odmieni, ale na razie nic się na to nie zapowiada. Żoną mogłabym być ale to musiałoby być naprawdę małżeństwo oparte na szacunku, miłości i zrozumienia, a nie z przypadku. Jeśli ktoś taki się nie znajdzie, to nie będę rozpaczać nad losem starej pany, nadal będę inwestować w samorozwój, ba już to robię! rehabilituję się codziennie by chodzić jak najlepiej się da, piszę opowiadanie i wychodzi mi całkiem nieźle, czytam książki, słucham głownie polskiego rocka i poezji śpiewanej oraz całkiem sporo zwiedzam Mam też znajomych, trójkę, ale to mi wystarczy są w tej trójce osoby zajęte i mają dla mnie czas, nie często, ale i ja więcej nie potrzebuję, ba nawet z tą wolną częścią moich znajomych kontaktuje się rzadko, bo uwielbiam samotne spokojne dni
  15. Mam bratanicę, jest to naprawdę miła i w miarę grzeczna dziewczynka, ale nawet gdy jest u nas w domu to wybieram kompa niż zabawę z nią, no ja muszę to się pobawię coś podam, zdjęcia czy obecność dzieci nie wywołuje u mnie negatywnych uczuć, ale pozytywnych też nie. Dla bratanicy staram się być fajną ciocią, bo nie jej wina, że ma pokopaną ciotkę, ale czuję, że słychać, że to nie do końca naturalne z mojej strony Nie wiem czy to sprawa wieku bo mama bratanicy czyli moja bratowa jest w moim wieku, czyli obie rocznikowo mamy 24 lata
×