Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Darma

Fobie

Polecane posty

Gość malinka...
Cześć Dziewczyny!!!!!!!!!!! Bardzo się cieszę że znalazłam ten topik.Mam 25 lat i od roku choruję na nerwicę lękową.Boję się wychodzić z domu............. przed każdym wyjściem przeżywam koszmar.Moje życie straciło sens!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!, jeżeli możecie poradźcie jak z tym żyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość stefankmiot
ojoj! widze, ze tutaj same Kobiety sa. :P mam nadzieje, ze jeden facet nie bedzie Wam przeszkadzal. hehe

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zuuuzzia
Ja mam fobie nawet nie weim jak to nazwac , lecz jest to bardzo ale to bardzo uciazliwe:(boję róznego rodzaju srodków lokomocji o podrózowaniu autobusem podmiejskim hmmm na sama mysl juz sie boję , wchodząc do tramwaju metra czy tez autobusu robi mi sie niedobrze słabo , myslalam iz to choroba lokomocyjna lecz lekarz powiedzial iz choroba lokomocyjna jest wrodzona nie nabyta przepisal mi lek zwany:ABOFAM" nic nie pomaga , a co najgorsze od ponad pól roku boje sie tez przebywac w duzej gromadzie ludzi poprostu sie dusze jest mi słabo i niedobrze , nie wiem co mam robic :(to jest tak uciazliwe:(:(od ponad dwóch lat mam zawsze przy sobei w torebce torbe na wymioty to fobia nigdzie sie bez niej nie russze bo wydaje mi sie sie iz w kazdej chwili moze mi sie zrobic słabo i niedobrze(jak wychodze gdzies gdzie jest wieksza gromadka ludzi ) jest to straszna moze ktos ma podpbny problem a raczej fobie bo nie wiem jak to nazwac:(:(:(:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czego się boję? To się nazywa arachnofobia, czyli lęk przed pająkami. Nie nawidzę ich i na samą myśl o nich, przebiegają mi po ciele dreszcze. W ogóle nie znoszę wszelkiego rodzaju robactwa...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Spotkanie to fajna sprawa,tyle tylko,że....większość z fobiczek po prostu by na nie nie dotarła,hihihi,bo trzeba by było jechać:a to pociągiem,a to autobusem itp. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Na poniedziałek zaplanowałam sobie wyjazd-pociągiem, bo inaczej się nie da... budziłam się w nocy co dwie,t rzy godziny i miałam \"wizje\" :mdleję, mam atak paniki, muszę wysiąść na jakiejś stacji i dzwonić po rodziców, w ogóle nie dojadę, bla bla bla-nudy, czyli- jak zwykle to samo .Oczywiście nic mi się nie zrobiło ani nie robiło, podróż w obie strony przebiegła gładko i bez jakichkolwiek zakłóceń, ale chyba to już tak jakoś będzie ,że raz jest lepiej a raz gorzej. Czytałam bloga Izki (też tu pisała) i u niej przełamywanie fobii odbyło się \"bezboleśnie\" -tak stwierdziła- nic na siłę (czy jak to nazwać). Hm, no cóż, chyba nie ma jednej recepty na przełamanie lęku... u mnie akurat było odwrotnie -musiałam (i dalej chyba muszę) przekonywać się, że- tak, mogę to zrobić, nic mi się nie stanie, szłam z trzęsącymi się nogami, walącym sercem i drętwiejącymi kończynami na stację, wsiadałam, jechałam- objawy ustępowały albo i nie... No ale jeżdżę. Obecnie jestem na etapie rozpracowywania wyjazdu... wakacyjnego :D trzeba pomału :D nastawiać się psychicznie :D (ale to głupio brzmi :wakacje za pół roku, a ja już mam mini schizy- dnooooo) Ja również mam często problemy z przebywaniem w tłumie- między innymi dlatego nie chodzę do kościoła, a na wykładach siadam zawsze blisko drzwi- żeby szybko wyjść (no i w ciągu 4 lat studiów wyszłam RAZ!!!) .Zjazd mam za 2 tygodnie, a już robi mi się ... \"nietego...\" jak pomyślę o siedzeniu na zajęciach :0 Zauważyłam, ale to żadne novum, że jak się ma jakieś zajęcie, od którego \"się nie myśli\" o tym, co się z nami dzieje (że wali jakoś podejrzanie serce, czy robi się słabo),to objawy ustępują albo zmniejszają się.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
U kosmetyczki wiedzą, że nie mogę długo usiedzieć, u fryzjera też, ale co poradzą. Gadam trochę, ale trzy godziny to mi tematów w końcu brakuje. I jeszcze to spanie! Może ktoś miał też problem ze spaniem. Ja po prostu ciągle bym spała i cały czas jestem śpiąca. Jak w końcu zwlekę się z łóżka to mam wyrzuty sumienia, że niczego nie zrobiłam w domu. Nie bardzo się jednak mogę zmusić. Czasem posprzątam, ugotuję, albo napalę w piecu. Wszystko na głowie matki mojego męża. Jak ona to znosi, nie wiem. Lekarz mnie nie chce wysłać na badania, bo zdrowo wyglądam i według niego to depresja. Leki od niego mi szkodzą, aż mi sie nie chce iść znowu zawracać mu głowę, bo i tak mi nie pomoże. Na zmianę lekarza nie umiem się zdecydować, bo się przyzwyczaiłam i on mnie pociesza i porozmawia, ale pomóc nie umie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość koziasta
a ja sie boje kotów!nienawidze ich!nie wyobrazam sobie przebywac z kotem w jednym pomiszczeniu!!!!!!!!!!odrazu mi sie wtedy wydaje,ze on sie na mnie rzuci i mnie podrapie!to chore!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
Do koziasta: Jestem maniaczką kocią, po prostu je uwielbiam. Dziwi mnie, że ktoś ich nie znosi. To są najbardziej urocze ze zwierząt. Są czyste, pachnące i przyjacielskie. Radzę Ci kupić parę książek o kotach i poczytać. Zakochasz się od razu. Powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
Do koziasta: Jestem maniaczką kocią, po prostu je uwielbiam. Dziwi mnie, że ktoś ich nie znosi. To są najbardziej urocze ze zwierząt. Są czyste, pachnące i przyjacielskie. Radzę Ci kupić parę książek o kotach i poczytać. Zakochasz się od razu. Powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kasiaz--------> z tymi kotami to tak łatwo nie pójdzie:) to tak, jakby tobie ktoś powiedział:\" boże, co za kobieta! nie wysiedzi NORMALNIE u fryzjera??? a przecież tam jest tak fajnie!\" i na koniec, poklepawszy z porozumiewawczym błyskiem w oku, powiedział: \"wiesz co- kup sobie książkę z nowymi fryzurami albo zmień fryzjerkę- będzie lepiej! to nie gryzie, przekonasz się\" Ja też nie zawsze rozumiem dlaczego moja przyjaciólka boi się panicznie psów, chociaż jej lęki sa akurat jak najbardziej racjonalne, ale z kolei ona nie rozumie mojej fobii i jest po równo ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kozasta
do kosiaz-ale ja juz tak mam in ic na to niporadze!jedni boja sie pajków,inni latania a ja boje sie kotów! moge na nie patrzec na rysunkach,w gazetach,w TV,ale nie przekonam sie!mialam kiedys kilka kotow w domu,i ani razu nie bylam w stanie nawet ich dotknac reka!próbowalam,ale nie potrafie !!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
Do elifia : Masz racje. Ja się boję pająków i czytanie o nich nic nie pomaga. Co do fryzjera to jedyny powód dla którego tam idę to właśnie te czasopisma z "fajnymi" fryzurami. Ja ogólnie kocham zwierzaczki. Pająka nie zabiję, chyba żeby mnie gonił. :-))) Nawet muchom odpuszczam i komarom jak mogę. Pająki zazwyczaj wynoszę na dwór. Brrr - są okropne, ale nie zabiję. Nad myszami płaczę i próbuję zabierać je kotom. Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
elifia : Też miałam problem jak jeździłam do szkoły. W końcu mój tato zdecydował, że będzie mnie odwoził i przywoził. Samochód można zawsze zatrzymać i wysiąść. W sytuacjach awaryjnych brałam tabletki uspokajające i jakoś dawałam radę. Zauważyłam, że mniej mi szkodzi taka podróż gdy nie wypiję wcześniej kawy i zjem porządne śniadanie. I wychodziłam na każdym postoju żeby odetchnąć. Raz mi się nawet kierowca zatrzymał żebym "złapała" oddech.Obciach. Teraz jeżdżę tylko samochodem, jako pasażer, bo prowadzenie jest stresujące. Do kościoła też nie chodzę, bo brakuje mi powietrza, najwyżej latem stojąc na dworze. Czy Ty bierzesz coś na uspokojenie? Na lęki?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
kozasta: Jak już się dorwę do kociego tematu to nie mogę przestać. I tak mi przyszło na myśl, że może daj się podrapać. Koty to uwielbiają. Wbijają pazurki gdy tylko mogą i to nie żeby zrobić krzywdę tylko dla zabawy. Ja miałam kiedyś persa - terrorystę i ciągle lubił gryść i drapać a ja go za to wycałowałam po brzuchu, co bardzo lubił i tak potrafiliśmy się drapać, gryść i całować w kółko. Oczywiście nie można przesadzać, bo kotom zabawy szybko się nudzą i lubią mieć czasem trochę spokoju. Nie są nachalne jak psy i nie wymagają ciągłej uwagi. No i musi wiedzieć kto rządzi w domu, bo jak zejdziesz na drugi plan to Cię zdominuje. Musi cię uważać za kogoś równego sobie, bo koty mają taką mentalność, że uważają się za istoty wyżej stojące od człowieka. Jak mu pokażesz, że tu rządzisz to będzie cię szanował i od czasu do czasu próbował na nowo Cię zdominować. Trzeba trzymać rękę na pulsie. Są genialne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość złota
oj dziewczynki...! każda z was dobrze mówi... dziś nie mam czasu się podłączyć, ale wkrótce coś dodam... na razie- pozdrawiam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja biorę Amizepin i Fluanksol- regularnie, a dorywczo- w stanie lękowym (rzadko, bogu dzięki)- Cloranxen, a tak \"na spokojność\"- Validol. Jutro znowu jadę pociągiem (nie pospiesznym... :0, ale liczę, że koleżankę spotkam) i mam lekki niepokój: że będzie zawierucha i pociąg stanie w sinym polu i ja sina... No ale zawsze pocieszam się myślą, że muszę sie pozytywnie nakręcać, bo jadę do chłopaka i on na mnie czeka, i nic mi się nie stanie, i takie tam... a \"w razie czego\" są ludzie, powiem, że źle się czuję, niech robią, co chcą, najwyżej karetkę wezwą... a potem jak analizuję taką potencjalną sytuację, to zdaję sobie sprawę, że to głupie, bo jakby mi rzeczywiście coś było, to co powiem: niedobrze mi, bo się boję? Toteż zawsze staram się czymś zająć, głównie książką albo rozmową z kimś, a czasem wystarczy, że czuję się z kimś w przedziale bezpiecznie- wiem, że to głupowate, skoro nawet nie znam tej osoby... ale lepiej czuję się z kobietą- hm, do analizy do psychologa? A często jest tak, że sam stukot pociągu mnie uspokaja i chce mi się spać, wpadam w taki jakby trans... może to stan Alfa? A co najśmieszniejsze: po mnie w ogóle nic nie widać i wiele osób ma mnie za okaz stoickiego spokoju, hihihihi, schlebia mi to chyba ;) Zwierzaki też kocham, chociaż- szczerze- wolałabym mieć jakąś \"zwierzofobię\"...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Agataaaaa
Ja mam tzw. fobię społeczną. Podobnie jak wsześniej pisał Wojtek boję się w towarzystwie wypowiadać. W ogóle najlepiej się czujęgdy stoję gdzieś z boku gdzie nikt mnie nie widzi. A jak zaczynam mówić to zaraz zaczynam kreęcić, mowić nieskładnie. Gdy studiowałam, szczególnie początki były koropne. Siadałam w ławce i cała się trzęsłam. Nic nie byłam w stanie zjeść na przerwach. Nie znosze chodzic do restauracji bo nie jestem w stanie nic zjesc ani wypić. Głowa i rece mi się trzesą. Gdy idę ze znajomymi na piwo to dopiero jak wypiję jedno to się uspokajam i jestem na luzie. w ogole boję sie przebywanie w towarzystwie, szczególnie ludzi których nie znam. Koszmar. Ostatnio w ramach oswajania sie z tłumem na zebraniu w pracy odezwałam się! Ile mnie to nerwów kosztowało. Ale wróciłam cała roztrzęsiona. No a niedługo biorę ślub w kościele i jak pomyślę o tym że będę stala na środku i wszyscy się będą na mnie gapić to już się denerwuję. Czy ktoś ma podobne problemy ? Jak soie z tym radzicie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
Agataaaaa: Też się bałam ślubu kościelnego, ale mój obecnie mąż tak mnie rozśmieszał (i zresztą wszystkich gości), że nawet nie zauważyłam kiedy było po wszystkim. Na weselu nawet nie miałam czasu nic zjeść, bo tyle jest "latania" i też mi szybko zleciało, chociaż pierwszy walc to była tortura. Jak teraz oglądam płyty z wesela to sama się sobie dziwię, że mi tak gładko poszło. Przed weselem też nie miałam czasu się denerwować, bo mój narzeczony przyjechał a ja nie miałam jeszcze na sobie sukni. Siedziałam z koleżanką i malowałyśmy paznokcie. W "towarzystwie" też się denerwuję i co gorsza to widać (tak mi się wydaje, że mi się ręce trzęsą) i raczej się nie odzywam. Wychodzę na osobę nieśmiałą a nie taką co nie ma nic do powiedzenia, bo robię "mądrą" minę (mam taką nadzieję). Za to w domu ciągle gadam i śpiewam (straszne). W pociągu jakoś nie mam "strachów", bo zawsze mogę się odizolować w toalecie, otworzyć okno, albo połazić po korytarzu (chodzenie pomaga). Nigdy jednak nie jeżdżę sama.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hmmmmmmm ja sie strasznei boje smierci i mam tak zwaną fobię somatyczna (hipochindria...) bardzo sie nasiliła po nagłej smierci mojej 29 letniej znajomej (podczas joggingu...)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość arna
witam. jestem tu nowa, ale mam podobne problemy... Ciągle wydaje mi się, że za chwilę umrę... Zaboli mnie głowa, w klatce piersiowej to wpadam w panikę, cała się trzęsę, serce wali jak oszalałe... Wstydzę się komukolwiek o tym powiedziec, bo boję się, że mnie wyśmnieją. ciągle doszukuję się jakichś znaków, że przydarzy mi się coś złego, np. zbije się jedna część świecznika, to przez głowę leci film, że to znak, że mąż zostanie sam.....Chodze po lekarzach - miałam silne bóle głowy, bałam się, ze mam jakiegoś guza, robiałam tomografię i rezonas, wyszło, że nic mi nie jest. trochę się uspokoiłam,\. Teraz mam helicobakter i bóle brzucha i w klatce piersiowej, to teraz myślę, że coś dzieje się z sercem. A najgorsze jest to, że boje się brać leki. dostałam dwa antybiotyki, to ze strachu podniosło mi się ciśnienie, a leki dwa tygodnie leżały w szufladzie.. teraz muszę terapię powtórzyć, bo ta cholerna bakteria ciągle siedzi w moim brzuchu i znowu muszę przyjmować leki i przechodzę męki. Chodze na terapię, i po każdym spotkaniu jest mi lepiej, ale na krótko... Poradźcie coś, proszę :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Inezzz
Agataaaaa, ja też boję się wypowiadać w tłumie.W szkole nigdy się nie zgłaszałam, bo sie bałam.Nie lubię gdy wszyscy zwracają na mnie uwagę Strasznie mnie to peszy.Moja druga fobia to myszy, a właściwie wszystkie gryzonie.Nie mogę nawet na nie patrzeć w telewizji i w książkach.A gdy je zobaczę to od razu krzyczę.Nie wiem skąd mi się wziął ten strach.Pamietam , że jak byłam dzieckiem to bałam się futerka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nb
ygytfg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
Bardzo polubiłam "fobiową" kafeterię. Pisanie do Was i czytanie listów innych pomaga. Znalazłam też stronę Towarzystwa "Logos" i choć listów za dużo tam ostatnio nie napływa to zamieszczono tam bardzo ciekawą wypowiedź - składankę pewnej uczestniczki, która sobie "radzi". Zapraszam do przeczytania. Tytuł: Poskromienie nerwicy. http://logos.republika.pl/logoterapia13/index.htm Z góry przepraszam Kafeterię za tę niewielką reklamę, ale przecież chodzi o pomoc. Inezzz: Strach przed myszami jest dość "popularny" wśród kobiet. W szkole mieliśmy taką nauczyciecielkę, która na hasło mysz wskakiwała na stół i do końca lekcji z niej nie zeszła. Później oczywiści się połapała, że uczniowie specjalnie "wywoływali" zwierzaka i były wyciągane konsekwencje za niepotrzebny alarm. Nie przejmuj się. Pokrzycz, wejdź na stół, na pewno nikt się nie będzie dziwił. Popatrzą z politowaniem (tylko mężczyźni) i nawet pomogą. Ja podobnie reaguję na pająki a moja teściowa też panikuje na widok futrzanych zwierząt (dziwne, bo na sobie nosi futra). Tak to już jest od pokoleń z myszmi i pająkami. Musimy się ich bać. Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasiaz
Bardzo polubiłam "fobiową" kafeterię. Pisanie do Was i czytanie listów innych pomaga. Znalazłam też stronę Towarzystwa "Logos" i choć listów za dużo tam ostatnio nie napływa to zamieszczono tam bardzo ciekawą wypowiedź - składankę pewnej uczestniczki, która sobie "radzi". Zapraszam do przeczytania. Tytuł: Poskromienie nerwicy. http://logos.republika.pl/logoterapia13/index.htm Z góry przepraszam Kafeterię za tę niewielką reklamę, ale przecież chodzi o pomoc. Inezzz: Strach przed myszami jest dość "popularny" wśród kobiet. W szkole mieliśmy taką nauczyciecielkę, która na hasło mysz wskakiwała na stół i do końca lekcji z niego nie zeszła. Później oczywiści się połapała, że uczniowie specjalnie "wywoływali" zwierzaka i były wyciągane konsekwencje za niepotrzebny alarm. Nie przejmuj się. Pokrzycz, wejdź na stół, na pewno nikt się nie będzie dziwił. Popatrzą z politowaniem (tylko mężczyźni) i nawet pomogą. Ja podobnie reaguję na pająki a moja teściowa też panikuje na widok futrzanych zwierząt (dziwne, bo na sobie nosi futra). Tak to już jest od pokoleń z myszmi i pająkami. Musimy się ich bać. Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nigdy nie bałam się żadnych zwierząt- ku utrapieniu chłopaków :D- więc nie zgodzę się z założeniem, że \"kobiety to tak mają\". Zmieniam psychiatrę, mam dosyć wiecznego asekurowania się innymi, może nowy lekarz coś pomoże, bo jak dotychczas- stany lękowe w pewnych sytuacjach utrzymują się pomimo leków. A może na to nie ma leku?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość HU
ah. moja fobia sie rozwija z kazdym dniem. jako dziecko nawet lubilam biedronki motylki te sprawy. teraz jest bardzo nie ok. na co dzien nawet sie z tego smieje ale jak potem robie z siebie idiotke przy znajomych bo do pokoju wlecial motyl to chcialabym sie gleboko schowac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Telesma
A ja się w okresie licealnym panicznie bałam szkoły. I nie był to taki zwyczajny strach nieprzygotowanej uczennicy "chyba dostanę pałę", tylko jakiś irracjonalny, obezwładniający lęk. Zupełnie chwilami bezpodstawny. Wszystko skręcalo mi się w środku, nie mogłam przekroczyć progu, czasami bywało, że szłam do szkoły i uciekałam na sam widok budynku... Nie wspominając już o porannych wymiotach (z nerwów). Nie mogłam się uczyć, bo wystarczyo, że spojrzałam na książki, a te od razu kojarzyły mi się ze szkołą - i znów mdłości, wymioty, siedzenie godzinami w kącie, zwinięta w kłębek... Psychiatra zapisał mi Fevarin, który miał mnie uspokajać, ale nic to nie dało. Ratunkiem okazała się długa terapia u zaprzyjażnionej psycholożki i przeniesienie do LO zaocznego... W tym roku wybieram się na studia (dzienne!), co jest dla mnie sporym sukcesem, ale wciąż się obawiam, czy lęk nie powróci...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a ja się boję
o moich bliskich i przyjaciół - to idiotyczne, ale nic na to nie poradzę, ze jak np. ktoś się spożnia albo nie zadzwoni na czas to ja wyobrazam sobie wszystko co najgorsze. To jest naprawdę problem ale nie umiem sobie z tym poradzić, dopiero jak ta spóźnialska osoba przyjdzie - to uświadamiam sobie że przesadzam. Może Wam wyda się to śmieszne mnie to zupełnie nie bawi tylko bardzo męczy. no i druga bardziej powszechna fobia - arachnofobia.... tak jak spora część osób wpisujących się - nie mogę się opanować jak widzę pajaka i to jest silniejsze ode mnie, na szczęście moi współlokatorzy tłuką te bestie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość HU
jezeli ktos ma jakies pomysly albo radzi sobie ze swoja fobia to proszemm o kontakt:D:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×