Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Darma

Fobie

Polecane posty

złota----------> dla mnie sam widok pociągu czy autobusu nawet dzisiaj to trzęsawka szczerze mówiąc-doskonale cię więc rozumiem.Można powiedzieć,że do jeżdżenia pociągiem miałam dość silną motywację-mój chłopak mieszka 74 km ode mnie-ale nie mówię,że jeżdżę sobie i jest super,nie.Wczoraj wracałam do domu i pociąg zaczął podejrzanie zwalniać,a ja od razu miałam spocone dłonie i myśl:mam Cloranxen,w razie czego wezmę!!!Już czułam jak w głowie nakręca mi się spirala,że stoimy w polu ileś GODZIN!,że ja mdleję,że mam atak paniki,że wysiadam i dzwonię do mamy,żeby załatwiła auto i co prędzej po mnie przyjechała...Oczywiście do niczego takiego nie doszło,a ja cały czas wiedziałam,że to moja chora wyobraźnia i przykre doświadczenia np.z atakami paniki są przyczyną moich stanów w danej chwili.Po prostu:raz jest dobrze,raz gorzej,a raz całkiem źle-kiedy myślę,jadąc 10 minut(!!)autobusem raz na kilka tygodni,że na następnym przystanku wysiadam,że dość,że zemdleję,że wyląduję na pogotowiu-czyli powtórka sprzed kilku lat.Ale mówię sobie:to tylko moje myśli,jeszcze 3 przystanki,jeszcze 2,jeszcze 1...w każdej chwili mogę wysiąść i pójść piechotą. Co do leków-biorę chyba z 2 lata,ale nie czuję,że jakoś one działają,podobno tak ma być,tzn.nie sądzę,a może się mylę,że to one odzwyczają mnie od fobii-robię to sama,świadomie. I może to zabrzmi dla ciebie tak,jakbym się wymądrzała,ale...naprawdę trzeba się przełamywać,krok po kroku,np.wsiądź i przejedź sama jeden przystanek albo z jakąś bliską osobą,ale niech siedzi w drugim końcu autobusu-ja tak robiłam,kiedy jeździłam z mamą: ona w jednym wagonie,ja w drugim,i to ja decydowałam kiedy tak ma być i jaka \"odległość\" miała nas dzielić.Jednak dalsza droga niż te 74 km jest na razie...w sferze moich ambitnych planów i wyobraźni-póki co.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie ma sensu licytować się komu gorzej;zauważyłam,że od czytania jest mi właśnie gorzej,ale mam do tego dystans,chociaż jak za dużo przeczytam... Ja też myślałam,że jak schizuję w busie czy pociągu to to klaustrofobia...nie,na terapii określili to jako agorafobię,a to ci była niespodzianka:D A sama terapia nie miała głównego celu wyleczenia mojej fobii-też się zdziwiłam,bo z tym do nich przyszłam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Aha-ja też mieszkam w prowincjonalnym mieście,gdzie psychiatra dojeżdża z województwa i przyjmuje 2 razy w miesiącu.Psychologa nie ma,więc na czas terapii-3 miesiące-musiałam się przeprowadzić do miasta,gdzie się leczyłam i zostawić studia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kris40
Witam serdecznie! Przeczytałem mnóstwo wypowiedzi bo temat jak najbardziej na czasie. Wiąże się też z przejściowym okresem jesienno zimowym co sprzyja lękom i depresjom. Wiele osób myli lęk ze strachem Strach odczuwamy wszyscy. Głupi jest ten kto powie, że niczego się nie boi. Jeśli zobaczymy nagle np. tygrysa to bedziemy odczuwać strach, nie lęk. Lęk możemy mieć przed wszystkim. Każdy (no prawie), kto tu się wypowiedział czegoś się bał. Nie ma skali porównawczej czyj lęk jest wiekszy. Ważne jak w danej chwili radzimy sobie z nim. Ważne co czujemy. Myślę, że niewiele osób zna nawet po imieniu wszystkie uczucia jakie w nas siedzą. W moim wypadku była to totalna PANIKA! Rozsypał mi się całkowicie układ emocjonalny, Bałem się nie wiedząc czego. Zacząłem brać leki. Tylko, że leki potrafią uzależnić. Szybko zareagowałem. 3 miesiące pschoterapii i systematyczne odstawianie leków. Uważam, że psychoterapia jest potrzebna wszystkim. Poprzez zajęcia na psychoterapi podnosimy swoje poczucie wartości, odnajdujemy w sobie poczucie bezpieczeństwa. W SOBIE jeszcze raz powtórzę bo to jest naszym celem. Nie być nigdy zaleznym od drugiej osoby. Poza tym na psychoterapi uczymy się asertywności a mało kto z nas to potrafi. Są treningi autogenne i treningi relaksacji. Relaksacja wpływa na uspokojenie naszych emocji. Czy ktoś to potrafi? Tego nalezy się nauczyć jak jazdy na nartach czy pływania! Jest trening Jacobsona, trening Schulza. Nie będę opisywał na czym to polega bo wystarczy poszukać w Necie. Można kupić taką płytę CD juz nagraniem. Ja stosuje relaksację jak najczęsciej. Na to ZAWSZE trzeba znaleźć czas. Do tego stosuję także elementy YOGI. Nic nie ustrzeże nas przed problemami dnia codziennego ale latwiej będziemy umieli to znieść dzięki wcześniejszym treningom. Ktoś po drodze pytał jak poznać kiedy to się zbliża (lęk, jak się zachować). Najważnijeszy jest głeboki ODDECH !! Jego trzeba ćwiczyć codziennie! Od czasu terapi przeczytałem mnóstwo książek. Polecam stronę i opis ksiazek: http://www.foley.com.pl/ Zakochaj się w zyciu i Powiedz życiu tak Tą drugą każdy kto ma lęki czy chciałby się czuc lepiej powinien nosić przy sobie tak jak ja. Nie mam już ataków paniki ale w chwilach smutku czy przygnębienia jest dla mnie podporą. Ten kto z Was ma dzieci -to proszę - nie straszcie ich! Bo My jako dorosli nie umiemy sobie dac później z tym rady. W nas dorosłych drzemie przecież rodzic który nas wychowywał, uczył. Jest także dziecko, które się uczyło i MY sami którzy podejmujemy decyzje. Tylko nam nieraz tak cięzko, ponieważ odzywa w nas się to zalęknione dziecko. Tak to prawda. Lek jest nadwrażliwością. Od lęku do nerwicy niejeden krok. Bądźmy jednak szczerzy i popatrzmy wokół. Widzimy ludzi, którzy piastują stanowiska a swym zachowaniem pokazują, że sami nadją się do leczenia. I to jest prawda. Jest komeryjny wyścig szczurów i słowo CZŁOWIECZEŃSTWO zagubiło swoją pierwotną nazwę. Nie piszę tego aby się z kimś zgadadzać czy nie. To jest tylko moja prywatna wypowiedź. Pozdrawiam ciepło tych, którzy wytrwali do końca czytając moją wypowiedź :) Kris

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bajka58
20 lat temu, jestem w pociągu W-wa - Kołobrzeg,na peronie ścisk, piski , krzyki kobiet i płacz dzieci //sezon wakacyjny//i nagle nie słyszę nic innego jak krzyk i płacz dzieci, zaczynająsi epokazywać kolorowe płatki przed oczami, szum w uszach , straszliwy łomot serca i nagle nic więcej.Budze się jak mnie wynoszą z wagonu do karetki,potem znów przerwa i dopiro przytomnieje kilka godzin potem w szpitalu na Banacha.od tej pory gwar na peronie ,łoskot jadącego pociągu, a nawet trzśnięcie zamykanych drzwi autobusu powodują u mnie paniczny lęk przedróżą , tworzą barierę nie do pokonania.ńie mogę od tylu lat odwiedzać krewnych, zwiedzać odleglejszych miejsc, jeśli wymagają podróży pociągiem , lub autobusem. Jestem niemal uwięziona przez moją fobię, bo to chyba fobia?.przez tyle lat nie mogę się uwolnić od tego okropnego uczucia lęku przed podróżą.Żadnych innych towrzyszących objawór przed podróżą, jedynie natychmiastowa ,,ucieczka,, w utratę przytomności, to okropne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość psycholog dla was-
Witam was kochani! Poczyniliscie wielki postep, ujawniajac sie z waszymi problemami i mowiac o tym na forum publicznym. To pierwszy krok w oswojeniu sie z waszymi fobiami i mozliwosc odczucia ze nie jestescie sami. Terapia zbiorowa przynosi bardzo dobre efekty. Piszcie jak najwiecej i traktujcie to jako terapie wlasnie. Sprobujcie bez emocji przyjrzec sie podobnym przypadkom innych osob. I starajcie sie, nie odbierzcie tego zle, zaczac usmiechac sie w duchu, myslac ze to co czytacie przeciez nie ma sensu.W tych zachowaniach nie ma prawdziwych zwiazkow przyczynowo skutkowych.Sa tylko imaginacja. Taka fobia nie ma zadnego logicznego uzasadnienia. Postarajcie sie to stwierdzic ze zrozumieniem tej drugiej osoby. Potem przeniescie wasz schemat oceny na wlasna osobe. Ocencie siebie. I pomyslcie ze to co sie dzieje wlasciwie nie ma sensu i wasza fobia tylko komplikuje wam zycie. Powtarzajcie takie cwiczenie wielokrotnie. I usmiechajcie sie jak najwiecej! I piszcie, piszcie, piszcie! Opisujcie wasze postepy. Pozdrawiam goraco Was wszystkich i trzymam kciuki! PS. tez kiedys mialem fobie. Paralizujaca przed publiczna wypowiedzia. Teraz jestem swietnym mowca i sprawia mi ogromna radosc kiedy moge ludziom pokazac ze potrafie!!! :-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość beatrixtoja
cześć kochani! a ja mam fobie społeczną i nerwicę natręctw i co wy na to? odezwijcie się czasem do mnie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
do złotej- słonko jestem! 😘 czy Ty też wszędzie chodzisz piechotką? :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość typanobolo
Znam taką historie: Qmpel bal sie zastrzykow i strzykawek jak jasna holera. Matka powiesiła mu nad łóżkiem (gwoździem do sufitu przybitą)taką bardzo delikatną nieprzezroczystą siatkę (taka z bibułki). wisiała sobie tak przez miesiąc. a qmpel spał na łóżku pod nią. Potem jego mam kazała mu odwinąć siatkę. Byłą w nia zawinięta strzykawka sierowana igłą w dół. Chłopak na początku spanikował ale po chwili jak uświadomił sobie że spał pod ta strzykwaską cały miesiąc i nic mu sie nie stało, to zaczęła mu tafobie przechodzić. potem postawili mu w pokoju taką gablotę szklana ze strzykawkami i igłami różnych wielkości (i tez na początku był zasłonięta). Przeszło mu chyba całkowiecie gdzies po pół roku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość typanobolo
Jeszcze mi sie przypomniało - przypadek ze stanów: Pewne dziecko bodaj w przedszkolu albo w podstawówce zostało tak wykrzyczane przez nauczyciela ze zaczęło się bać chodzić do szkoły i wogóle uczyć. Wyobrażacie sobie? Nawet nauczanie prywatne nie pomagało. Gościu musiał skończyć szkołę korespondencyjnie. Mature zdał mając chyba ze 30-35 lat a na samym egzaminie (z powodu samej obecności profesorów którzy siedzieli około 40 metrów od niego) mdlał 4 razy, ale zdał. To jest dopiero fobia!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość M22
Kris, ja wytrwałam do końca w czytaniu Twojego listu... i zazdroszcze Ci tego że potrafisz tak pratrzeć na życie... ale ja też tak będę patrzeć obiecałam sobie... jak tylko moje leki zaczną działać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Panikara
Ja tam boję się głębokiej wody!!! Już na sam widok dostaję dreszczy!!! A co najśmieszniejsze w tej mojej fobii to fakt, że nigdy się nie topiłam ani nia takiego co mogłby spowodować mój lęk. Tak wię cgdy jestem nad wodą wolę się opalać niż doniej wchodzić i Mamuśka jest zawsze spokojne-że sie nie utopię... czy cuś. Pozdrawiam wszystkich Panikarzy ;-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pałka
Mylisz się z klaustrofobią jest ciężko żyć. Jak mam wejść na 10 piętro - piechotą, bo do windy nie wejdę za nic. Z kimś to jeszcze pół biedy, ale jak jestem sama?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ula
Mam chorobę v-ustną. Od 5 lat cierpię na niedobór wapnia, przez co jestem rozdrażniona i dostaję epipilepsji. Podzielam wasze problemy i jednocześnie wam współczuje. Rodzina się ode mnie odwróciła i nawet nie wiem dla czego. Ledwie dorabiam na życie jako kasjerka w sklepie. Nie chcę się leczyć ponieważ nie mam zbytnio pieniędze. Wierzę iż kiedyś się wyleczę.Mam problemy z własnym opanowaniem. Doradżcie mi co mam zrobić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
tadam to ja! :) Chyba powoli wygramalam się z wielkiego dołka. Minął drugi tydzień z prochami antyd, jestem pod stałą kontrolą lekarza a od stycznia ... terapia grupowa (o ile nie stchórzę) - nie sądziłam nigdy że sie na to zdecyduję, ale... grunt się pali pod nogami a ja już NIE CHCĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ!!!!!!!! Elifia, poczytałam Twoje wypowiedzi z tamtego roku nt. terapii i dodało mi to otuchy i wiary w to, że to słuszna decyzja. Pękam strasznie, ale raz kozie śmierć!!! :) Kris, duża buzia za Twój głos w sprawie, uważam, że bardzo cenny. W mojej terapii indywidualnej też jakby nastąpił przełom-na lepsze. I wiem, ze spadłam na pysk właśnie po to, żeby wkrótce móc chodzić z podniesioną głową, o! I powiedziałam sobie, ze dziś będe miała super dzień. I tak będzie. elifia, kolejny raz jestem z Ciebie baaaaaaaardzo dumna! I dzięki, że dzierżysz pałeczkę, kiedy ja nie jestem w stanie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość edith
Witam wszystkich! jestem psychologiem... i pomimo wszelkiej wiedzy na poruszany tutaj temat dopadł mnie paniczny lęk przed przebywaniem w autobusie! trwało to tylko 3 m-ce, ale tego okresu nie zapomnę do konca zycia. nie moglam spokojnie przejechac calej zamierzonej trasy bez wyskakiwania z autobusu! I tak siedzialam pozniej w oslupieniu na przystanku proszac w duchu wszystkie swietosci, zeby pozwolily mi wsiasc do nastepnego autobusu... zauwazylam, ze jesli moglam usiasc, to lek byl lagodniejszy i czasami udawalo mi sie z zamknietymi oczami dojechac do celu, ale jesli widzialam juz z przystanku, ze jest tlok i nie moge liczyc na wolne miejsce to rezygnowalam... najbardziej pomagal gleboki oddech i mysl o czyms przyjemnym, ale przyznam sie bez bicia, ze na krotko! ktoregos dnia poddalam sie i ..... poszedl psycholog do psychologa :-) przepisano mi doraznie tabletki przeciwlekowe. Bralam je naprawde sporadycznie - przed waznym spotkaniem, kiedy to spoznienie nie byloby wskazane. I tak ktoregos dnia po prostu minęlo! Czego i WAM moi drodzy życze! Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bubuu
a ja sie panicznie boje psów(ogólnie zwierząt) jak wiem ze ktoś ma w domu pas to juz do niego nie pojde do tego boje się ciemności nie raz nie moge zasnąc przy zgaszonym świetle nie wiem dlaczego to dziecinne a jak jest w domu ciemno i mam isc do wc to biegne tam i spowrotem do pokoju tez przez długi ciemny korytarz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość beatrixtoja
witam ponownie! widze że coś ucichło ,każdy zajęty swoimi sprawami , a ja chciałam znów was pozdrowić .ciesze sie że powstało takie forum , bo mam podobne problemy.Zauważyłam że zaglądają tu także osoby , które chcą się powygłupiać ,no niestety to nie fer i rożnie w życiu bywa , dzisiaj się śmiejesz z kogoś a jutro dajmy na to jedziesz na wózku inw. , jakoś dziwne ,że ci wtedy nie bedzie do śmiechu.w każdej chwili może ci się życiorys pokomplikować i możesz wpaśc w nerwice czy fobie .Wiem ,że przy nerwicy mogą być różne problemy fizjologiczne iwierze ,że piszecie prawde , a o natrectwach też słyszałam np. czeste mycie rąk .Ja jak wychodzę z domu to sprawdzam kilka razy czy wyłączyłam wszystko w kuchni i czy drzwi zamknęłam. Chętnie znów sie do was odezwę pa!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No Darma-dzierżę i dzierżę!:D A jakie leki bierzesz-jeśli można wiedzieć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zlota
Hej. Dobrze powiedzialo któeś z Was, że pewnym krokiem terapii jest już opowiedzenie o swoich słabościach na forum publicznym, nawet ananimowym. Przyznaję sie , ze najpierw obserwowalam dyskusję, mialam obawy... ...bo ilu lekarzom można opowiadać tę samą historię... to prawda-bez wlasnych chęci nic się nie osiągnie... Anula! Pewnie, że wszędzie chodzilam piechotą . do momentu, gdy zaczęłam walczyc.Bedąc kierowca ufam sobie, więc prowadzę auto nawet sama. Ale ile kilometrów przeszłam w życiu pieszo... Nie pojadę pociagiem, metrem, ani autobusem. ale chcę to kiedyś zrobić! No i windą, jeśli nie widze mijających pięter! napisz, jak ty walczysz? Aha. Ludzie ! ja nie miewam dołów! i nic ani nikt mnie nie jest w stanie zdolować!T dobre... bajuuuu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość strachaja
ja się boję pająków. do tego stopnia, że nie śpię koło ściany bo wydaje mi się że będzie po niej chodził pająk i na mnie wejdzie. a jak sobie wyobraże że moga chodzic po mnie pająki to zaczynam strasznie się bać. nawet boję się je zabijać. jak jest jakiś pająk to już nie wchodzę do tego pomieszczenia. a pająki wdomu zabija moja mama. raz na miesiąc rozbi rozeznanie i urządza polowanie. masakra tak się bać. po za tym mam lęk wysokości. ale już nie tak bardzo jak tamten przed pająkami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość złota
Do elifii. Postanowialm, że przeczytam Twoje dotychczasowe wypowiedzi; ale tak się rozpisalaś(to dobrze!), że nie jestem w stanie przez nie wszystkie przebrnąć dzisiaj. Wyobraź sobie, że na Twoją ( i każdą) propozycje przejażdzki zareagowalam - znów- nieodpowiednio! Po cholere juz wyobrażam sobie jak jadę z kims, np. z Tobą , a mnie brakuje powietrza i sie drże!Przecież :jeszcze nie jadę! a może wogóle - nie pojadę!!! Tego muszę się oduczyc. Widzę ,że masz zmienne stany emocjonalne. Pisalam ja takich nie miewam. Nie mogę- jestem mamą i nie mogę sobie na to powolic.Z resztą taka nie jestem. Jestem zajebista i wszystkim wydaje się, ze palę zielone.Ładna przykrywka, co?! Też studiuję. Muszę dojeżdżać 200km na zajęcia.Zawsze ktoś mnie wiezie.I wraca po mnie. Na terapii nie mozna brać leków???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość złota
Do elifii. Postanowialm, że przeczytam Twoje dotychczasowe wypowiedzi; ale tak się rozpisalaś(to dobrze!), że nie jestem w stanie przez nie wszystkie przebrnąć dzisiaj. Wyobraź sobie, że na Twoją ( i każdą) propozycje przejażdzki zareagowalam - znów- nieodpowiednio! Po cholere juz wyobrażam sobie jak jadę z kims, np. z Tobą , a mnie brakuje powietrza i sie drże!Przecież :jeszcze nie jadę! a może wogóle - nie pojadę!!! Tego muszę się oduczyc. Widzę ,że masz zmienne stany emocjonalne. Pisalam ja takich nie miewam. Nie mogę- jestem mamą i nie mogę sobie na to powolic.Z resztą taka nie jestem. Jestem zajebista i wszystkim wydaje się, ze palę zielone.Ładna przykrywka, co?! Też studiuję. Muszę dojeżdżać 200km na zajęcia.Zawsze ktoś mnie wiezie.I wraca po mnie. Na terapii nie mozna brać leków???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość złota
Do elifii. Postanowialm, że przeczytam Twoje dotychczasowe wypowiedzi; ale tak się rozpisalaś(to dobrze!), że nie jestem w stanie przez nie wszystkie przebrnąć dzisiaj. Wyobraź sobie, że na Twoją ( i każdą) propozycje przejażdzki zareagowalam - znów- nieodpowiednio! Po cholere juz wyobrażam sobie jak jadę z kims, np. z Tobą , a mnie brakuje powietrza i sie drże!Przecież :jeszcze nie jadę! a może wogóle - nie pojadę!!! Tego muszę się oduczyc. Widzę ,że masz zmienne stany emocjonalne. Pisalam ja takich nie miewam. Nie mogę- jestem mamą i nie mogę sobie na to powolic.Z resztą taka nie jestem. Jestem zajebista i wszystkim wydaje się, ze palę zielone.Ładna przykrywka, co?! Też studiuję. Muszę dojeżdżać 200km na zajęcia.Zawsze ktoś mnie wiezie.I wraca po mnie. Na terapii nie mozna brać leków???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zlota
Sorry za ilosć kopii.. pozdrawiam , wkrótce sie odezwę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość szszsz
hm...dobrze, ze przez przypadek wpadlo sie na strone ta..suma sumarum, sprawa wyglada nastepujaco...w domu od dzieciecia malego krzyki, awantury, wrzaski i c2h5oh ze strony rodziciela, ktory chyba nie chcial nas skrzywdzic, ale koledzy namawiali;)...poza tym mezczyzni czesto uzywaja argumentu, ze oni sobie nie pozwola na ograniczanie...nikt go zatem ograniczyc w stanie nie byl...zale mamy, bol, rozterki, wrecz nienawisc...co za tym idzie? szszsz czul(a) sie tak niesamowicie samotny(a), osamotniony(a), skrzywdzony(a) i nieszczesliwy(a), ze wpada w anoreksje...w momencie, kiedy robi za przeproszeniem siku bez wiekszej kontroli (poniewaz nie pracuje juz pecherz) i wyglada jak szkielet przy wadze 34 kg (co niestety sie w jakis tam sposob wowczas sie szszsz podoba), zauwaza, iz nalezy zrobic cos z istniejacym stanem fizycznym...ku swemu pozniejszemu ubolewaniu, konsekwentnie swiruje z jedzeniem i wpada w bulimie...kilkadziesiat pigul dziennie na pozbycie sie tego, co nabyte zostalo w ciagu dnia w ramach konsmpcji zostaje zwykle zapodane czesto, czesto, coraz czesciej...niestety jakies tam szczatki swiadomosci zostaja i boli wyrzut sumienia, strach o zdrowie i glosy z zewnatrz...zycie sie toczy, sa studia...tam na rozne ekscesy (inne niz 5 piw na wieczor) nie mozna sobie pozwolic (zwlaszcza w akademiku, gdzie ludzie nie sa juz tak wyrozumiali jak w domu...), lecimy...i Bozi dzieki, bo gdyby nie studia dawno juz bysmy wachali kwiatuszki up-side-down...tam sie jakos naprostowalo po dlugich walkach ze soba i po samej mysli o tym, co by "ludzie pomysleli, gdyby sie dowiedzieli"...niestety...jak to ktos ladnie tu napisal (mily pan), jest w nas ciagle to dziecko zastraszone, nasz rodzic "odpowiedzialny inaczej", i my sami...marze, ze uda sie wszystko jakos naprostowac i zaczC PODEJMOWAC W MIARE MADRE, ROZSADNE DECYZJE, NABIERZE SIE POCZUCIA WLASNEJ WARTOSCI I SKONCZY SIE Z TA CHORA FOBIA PRZED ZYCIEM I PLCIA DRUGA...WYPOCINY BOWIEM WLASNIE DOTYCZA FOBIIIII PRZED ZYCIEM ORAZ STRACHU PRZED BYCIEM SKRZYWDZONYM...POZDRAWIAM. (powyzsze litery wielkie to zasluga przypadkowego "kapsloka")...sorry za chaos, ale wypowiedzi w ten desen sa mi rzadkie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×