Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Darma

Fobie

Polecane posty

Gość Ami_lii
Wiesz że ja też tego nie rozumiem? Chodzi o to że jak oni by się rozchorowali, to ja bym nie miała już opieki i mogłoby mi się coś stać. Dlatego to na co zwykle nie zwracam zwykle uwagi, teraz mnie przeraża. Np. jak zbliża się burza, mama ma migrenę. Zwykle po prostu siedziałam wtedy cicho, a teraz się martwię że migrena może być objawem cos poważnego! Chociaż ja takie obawy mam od czasu jak przez telefon dostaliśmy informację o śmierci dziadka. Przez blisko rok się bałam że następny telefon też będzie dotyczył czyjeś śmierci

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość witam Was
smutne to, co Piszesz... każdy lęk jest smutny; Piszesz, że gdyby coś się stało Twoim rodzicom to nie miałby kto się Tobą zaopiekować; ale Ty Jesteś zdrowa, prawda? Więc czemu potrzebujesz opieki (chyba, że chodziło Ci o kwestię po prostu psychicznego komfortu tego, że osoba bliska Twemu sercu jest przy Tobie)?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość shange1
do BPD: ja też podejrzewam u siebie bpd. napisz do mnie leskucha@o2.pl

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość eee.....
taak? to ja nie moge normalnie funkcjonowac??!! dlaczego?/ a to dlatego ze bez gumy do zucia, obojetnie bez czegokolwiek w buzi nie wyjde z domu i nie podejde do noikogo...czuje sie jak ...najgorszy smiec, jakby zaraz miał mi kto powiedziec ,,nie amsz gumy!! wynocha!!'' nie wiem czy jest to spowodowane, ale ejst, myje zeby ok. 5 razy dziennie i musze miec ta gme albo cukierka bo inaczej...wrr...nie wyobrazam sobiue zycia bez gumy czy cuksa...;(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Usłyszałam dzisiaj coś bardzo ciekawego od terapeuty: \"czasami łatwiej jest chorować, niż nie chorować, bo bycie zdrowym jest trudniejsze i coś się w związku z tym traci- choroba daje szereg przywilejów, których zdrowy człowiek nie ma\"- cholera, święta prawda! Ja wiem, czemu choruję, czemu zachorowałam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do elifa
To jest prawda dla podświadomości' ona nas w ten sposób chroni. Jest to wymysł bo ja wolałabym być radosna, otwarta a nie izolować się w domu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dla jednych wymysła, dla innych- dla mnie- nie, bo dzięki terapii wiem, dlaczego mam lęki i inne \"atrakcje\" :) i wiem przed czym chroni mnie choroba.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja natomiast tak jak Darma po prostu boje sie wychodzic sama na ulice, do sklepu itp. itd. W zasadzie to nie jest taki lek, ze mdleje ze strachu czy cos w tym stylu. Dla przykladu: do uczelni mam zaledwie 15 minut na piechote, mimo ze wychodze z domu tak zeby sie nie spoznic, ide wolnym krokiem, to gdy dochdoze do budynku to jestem cala spocona z nerwow. Nie wiem skad te nerwy: mam znajomych.... Nie wiem skad to wynika, jakie jest podloze... Idac ulica (ale tak mam tlko jak sama ide) mam wrazenie, ze ludzie zwracaja na mnie uwage (ale nie w sensie pozytywnym, wrecz widze ich swidrujace spojrzenia) i momentalnie znowu sie poce... Nawet w zimie mimo mrozu, przychodze do domu i musze zmienic nawet koszulke, bo mam cale plecy mokre :( Mieszkam teraz sama, 300 km od rodzinnego miasta, na studiach trafilam w bardzo mala grupe (11 osob) i Ci moi najlepsi znajomi sa spoza miasta i ja praktycznie caly czas wolny spedzam w domu.... Przede mna dluuugi weekend... Miala jutro przyjechac do mnie kumpela, ale nie ma dojazdu... A dla mnie zeby tak normalnie sobie wyjsc do parku i usiasc z gazetka na lawce to tragedia! Koszmar! Czulabym sie jak podstawiona pod sciana... Dzis jak wracalam do domu, zobaczylam jak jakas dziewczyna rozwalila sie na plecach na lawce i lapala slonce... Zazdroszcze jej i innym ludziom luzu, ktorego ja nie mam. Czasami sama sobie wydaje sie taka sztywna, ze mam juz tego dosc! Prosze piszcie jesli macie podobny problem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
grey---> będę się powtarzać, ale... psycholog się kłania, bo z tego, co piszesz, wcale nie jest ci z tym wesoło. Chyba, że jesteś po właściwej stronie Mocy ;) i sama dasz radę się zmienić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oooooo, jest co poczytać. tymczasem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Darma, dzieciaku, ja jestem w połowie! :D Od tego tygodnia z górki!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
witam wszystkich. grey: ja mam podobny problem tyle tylko że ja wychodzę na krótki dystans bez problemu (zależy od dnia) natomiast jak mam jechać na uczelnię "autobusem" i siedzieć tam przez cały dzień to jest problem. Jakbym miała do uczelni tak blisko jak ty to nie miałabym teraz tyle problemów ( chodzę zaocznie i powinnam być już dobrych pare zazy a nie byłam ani raz). Mamy podobny problem tylko że ja wole jak jest jak najmniej osób w około ale z kimś idzie mi się znacznie raźniej. Powiedz grey gdzie mieszkasz i do jakiej uczelni chodzisz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
Wiecie co dla mnie jest najgorsze. To że jak nie mogę gdzieś iść z powodu lęku to nie mogę powiedzieć np. do znajomych że cierpię na nerwicę lękową i dzisiaj albo wogóle nie dam rady, tylko muszę kręcić a nie zawsze jest to takie proste. Jak cierpiałabym na inną chorobę to po prostu powiedziałabym że źle się czuję i już, i z pewnością wszyscy zrozumieliby. Inaczej ma się sprawa z nerwicami pomyśleliby że jestem nienormalna hipohądryczka.I tu jest mój główny problem boję się że ktoś zauważyłby moje problemy i tego chyba bym nie przeżyła. Jest po prostu starą prawdą, że zdrowy chorego nie zrozumie tylko, że co do innych schorzeń to jesteśmy pełni współczucia i zrozumienia a jak chodzi o nerwice to poprostu jego wina i psychol.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KRISI----------> ja mam nerwicę lękową, którą leczę drugi raz terapią grupową, no i cały czas przyjmuję leki. Co do leków mam mieszane uczucia, natomiast dzięki terapii umiem opanować lęk i nareszcie wiem, co go powoduje, co mi niesamowicie ułatwia życie :) Terapia daje wymierne efekty- polecam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lady spicsteak
nie wiem czy to fobia czy tez nie ale ciagle mi sie wydaje ze ktos jest kolo mnie ze ktos przechodzi przez przedpokoj ze ktos wlasnie wisi pod sufitem:/ :O:O:O:O:O:O:O o zgrozo mam dosc!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
Ja nie przyjmuję rzadnych leków bo chcę się wyleczyć i być tego świadoma, że to moja zasługa a nie leków. Co do terapi to leczę się indywidualnie co dwa tygodnie 1,5 h. Ale takich widocznych efektów nie ma. Jestem na etapie szukania co powoduje moje lęki ale wydaje mi się że u mnie nie tylko problem tkwi w przeszłości ale także w tym że wciągłam się w błędne koło i teraz nie wyobrażam sobie że umiem żyć inaczej. Powiedz mi jak często się spotykacie i jak to wygląda. I z kąd jesteś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
Ja mam także lęk przed lękiem tzw. boję się że będe się bała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
grey: mam na razie problem z kontaktem bo piszę od taty i nie chciałabym kontaktować się przez poczte i gg. Ale może w krótce to się zmieni. Jestem z Krakowa a ty?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KRISI--------> jeśli te pytania były do mnie, to jestem z podlaskiego, a leczę się na Oddziale Dziennym (drugi raz) w Białymstoku. Chodzę na terapię grupową- 10 tygodni- jestem w połowie, zajęcia są codziennie od 9.00 do 13.15. Mam 24 lata. A że lęki tkwią w przeszłości- to normalka :) Terapeuci mówią, że \"leczenie to proces\" i żeby nie zniechęcać się brakiem natychmiastowych skutków, bo to raczej nie tak działa. Ja zaczęłam samodzielnie jeździć autobusami spory kawałek czasu po leczeniu, a pociągiem- dopiero w tamtym roku, czyli jakieś 2 lata po terapii.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Andula23
witam lekliwych;_)) krisi ja tez boje sie bac,w sumie to moj nawiekszy problem teraz,bno przeszlam juz kilka etapow swoich lekow,a ten jest jednym z gorszych,bo niby wszystko spoko,ale czuje sie jak zamknieta w prozni...sama wole nie wychodzic,a jak jestem zmuszona to nic sie nie dzieje,tylko wlasnie ta obawa przed lekiem...dziwne to,ale ciezko mi nad tym zapanowac.to samo dzieje sie jak zostaje sama.. pozdrowka P.S. nie biore zadnych lekow,chodze na terapie,ale nie wiem jeszcze z jakim skutkiem,boje sie uzaleznic od pomocy innych ludzi,w tym wlasnie terapeutki

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A ja już coraz rzadziej używam określenia \"mam nerwicę lękową\" :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
Witam wszystkich. Podziwiam Cię elfia bo ja chyba bym nie wysiedziała tyle godzin na tej terapi. Szkoda, że żadna z was nie jest z Krakowa byłoby mi raźniej i przy okazji może ktoś by mi polecił polecił gdzie można się udać z tym problemem. Co do spotkań grupowych to nir wiem czy ja się nadaję. Bo nigdy nie lubiałam się wywnętrzać publicznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
Andula 23: Ja rónież przeszłam wiele etapów. Najpierw bałam się zupełnie czegoś innego niż teraz. Oprócz drobnych lęków główny problem to właśnie ten strach że będe się bała, i również tak jak ty zazwyczaj jak opanuję obawy to nic się nie dzieje. A mimo to nie potrafię tego wykorzystać. Ostatnio jak się tak długo nad tym zastanawiałam to doszłam do wniosku że ja uważałam, że ten lęk przed lękiem jest dobry bo chroni mnie przed złem-"lękiem". Czy to nie jest głupie. Coś co mi tak uprzyksza życie uważam, że jest dobre.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeśli chodzi o te godziny, to na poprzedniej terapii zajęcia trwały 8-14 i to było dużo! A jak się porusza problemy \"bliskie sercu\", to czas mija bardzo szybko, nawet za szybko, bo chciałoby się mówić, a tu już przerwa... Z tego, co zauważyłam, większość osób ma opotry przed podjęciem terapii grupowej z obawy przed publicznym wywnętrznianiem się- dopóki nie wezmą w tym udziału i nie poczują na własnej skórze, że to nie AŻ TAK boli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KRISI---> a czy ty przypadkiem nie masz żadnych bólów fizycznych?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
elifia: mnie nie chodzi nawet tyle o ilość godzin bo dla mnie 2 to by było za dużo tylko o to że ja nie dam się zamknąć. Ja nie lubie miejsc gdzie nie można lub nie należy wychodzić. I nie mam lęku przed zamknięciem tylko chodzi chyba o to, że jak wychodzisz np. z sali na uczelni to znaczy że coś jest nie tak a ja nie chcę pokazać że jest coś nie tak, no wiesz chyba o co chodzi. Sama bez ludzi to mogłabym nawet 10 godzin siedzieć. Co do tych bóli - to nic mnienie boli tylko serducho (ze wściekłości i tej mojej niemocy). Raz zdażyło mi się tylko, że wydawało mi się że mam chrypkę i boli mnie gardło a wszyscy mówili mi że mówie czysto. Tak szczeże to dziwne bo co do zdrowia to też troszkę panikuję - nienawidzę przyjmować nowych leków bo boję się że będe się źle czuła, wogule boję się złego samopoczucia jak zaczynam mieć katar to odrazu stosuję skuracje i zaczynam się denerwować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KRISI
Narazie co do tej terapi to jest wiele ale po pierwsze nie wiem gdzie, po drugie nie jeżdzę autobusami i rano nie miałby kto mnie odwieżć, po trzecie nie wyobrażam sobie że ja siedze tyle godzin w gronie ludzi, a po czwarte masz racje nie jestem przygotowana na takie "wywnętrzanie"(ale innych problemów posłuchałabym z przyjemnością) dlatego na razie chodzę indywidualnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kkkkkk
Witam, widze ze tu ludzie o podobnych problemach... Ja mam leki przed chorobami polaczone z hipochondria, bo lubie tez sobie wmawiac, ze cos mi jest. A jest mi nawet, jak mi nic nie jest (oprocz tego co mi jest naprawde;)). Teraz jakos bardzo mi to nie dokucza - tylko kiedy nie mam zajecia i zaczynam o tym rozmyslac, ale rok temu to byla tragedia. Nie moglam robic nic innego oprocz myslenia o tych wszytskich chorobach. Najgorsze kiedy o jakiejs chorobie mowia w TV i wszystkie objawy pasuja do moich "objawow"... Wtedy zaczyna sie szukac wszedzie informacji na ten temat i okazuje sie, ze z pewnoscia jestem wlasnie na to chora. Zasadniczo wiec unikam profilaktycznie ogladania programow i filmow o chorobach. To glupie, probuje sobie tlumaczyc, ze to niemozliwe zebym miala kilkanascie chorob na raz i troche mnie to nawet uspokaja. Ale za chwile przychodzi mysl, ze nawet jesli nie mam wszystkich, to ktoras jedna na pewno - a ponad polowa ich wszystkich jest smiertelna:p Najgorsze jednak jest to, ze jak sobie cos wmowie, to zaczynaja mnie rozne rzeczy bolec i wtedy upewniam sie w swoich podejrzeniach. Najczesciej trwa to kilka tygodni i przechodzi samo kiedy przestaje o tym myslec. Czasem mysle, ze jestem rabnieta, ale widze, ze wiecej jest tych szczegolnych przypadkow ;) pozdr

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kkkkkk
Aha, bym zapomniala, mam jeszcze pare dziwactw, jak np. bardzo czeste mycie rak (a po myciu nie dotykanie czegokolwiek "podejrzanego"), dostaje szalu kiedy mam suche rece i usta, boje sie brania lekow (ze to one mnie zabija, jak nie te moje choryby...) i lekarzy, poza tym obsesja na punkcie sprawadzania terminow waznosci na jedzeniu no i konserwantow. Z apetytem u mnie tez kiepsko i mam czesto mdlosci. No i boje sie, ze jak te choroby nie zabija mnie to kogos z moich bliskich... Widze, ze to standard tutaj, heh.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×