Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość danulka

Sama prosiłam się o cierpienie

Polecane posty

Gość Present
Danulka, jak sie zapomni o sobie w malzenstwie, to placi sie potem slono- w ten czy inny sposob. Samoocena spada do minimum (a my nawet tego nie zauwazamy), czy jak u mnie przed wielu, wielu laty - do zera. A gdy przyjdzie czas i miejsce na to, pojawic sie moze ktos, kto przypomni ci kim chcialas byc, a o czym to wlasciwie zapomnialas.. (pisze o sobie). I wtedy dopiero zdajemy sobie sprawe jak straaaasznie nam tego w malzenstwie brakowalo i chcemy to miec....Po prostu chcemy - nie tak jego, jak tego uczucia pelni w sobie..Ja mysle, ze przez to doswiadczenie sama siebie poznalas lepiej. Nie rezygnuj z siebie..Nie wiem jak, ale nie rezygnuj.. Ja przed b.wielu laty po takim doswiadczeniu, juz nie moglam kontynuowac malzenstwa. Pomimo, ze nic w konsekwencji sie nie ulozylo, musialam odejsc od meza ...dla s i e b i e juz tylko. Mialam wtedy 2 malych dzieci. Ale ja mialam meza egoiste i despote, ktory poprostu nie umial inaczej zyc, a ja juz nie chcialam i nie moglam sie z tym pogodzic.To doswiadczenie dalo mi sile odejsc. Nie wiem jakie sa twoje relacje z mezem, bo moze bedzie okey i wystarczajaco, aby zyc. Pytanie tylko jakie to zycie. Danulka, ja caly czas pisze o sobie, nie mysl, ze sie wymadrzam. Nie rezygnuj z siebie, nie zaprzeczj temu co czujesz. Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
present, bardzo Ci dziękuję za dobre słowo, ja nie ujęłabym inaczej tego co czuję. Myślę, że to doświadczenie właśnie przypomniało mi , że jestem, istnieję, nie wiem, czy teraz wystarczy mi sił by kontyuować to co zaczęłam. Bo widzisz tak do końca nie wiem, co spowodowało, że przestał ze mną rozmawiać, czy wyrzuty sumienia, czy dostrzegł coś we mnie co go zniechęciło, w rezultacie, znowu są chwile zwątpienia we własne ja, jakaś niska samoocena. Boję się, że wrócę do tego stanu, w którym tkwiłam do tej pory.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Present
Danulka. Moze sie po prosty wystraszyl..Moze (sorry) mial inny plan, bo moze..chcial kontynuowac te znajomosc w realu tylko znajomosc mialaby inny "status"..I tego chcial. Moze..nie jest taki szlachetny, jak myslisz..?? Nie wiem. Moze trzeba bylo miec wiecej odwagi i sie z nim zobaczyc. Danulka wszystko to tylko .."moze??". Tylko ze we wszechswiecie za dzialaniem idzie skutek i pewnie sie tego balas..Ja dokladnie wiem co czujesz. Tzn. mysle, ze wiem. Pewnie czujesz sie jakbys stracila czesc siebie.Po zakonczeniu kazdego relationship czlowiek czuje sie tak dopoki nie zamknie drzwi. Aby zamknac drzwi potrzeba czasu.. Jestem troche od ciebie starsza (mysle..), ale jestem w tym samym miejscu. Bez wzgledu na powody zakonczenia i jego okolicznosci (naprzyklad barszo parszywe) czlowiek czuje sie tak samo. To o sobie oczywiscie. Znowu pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Present
Danulka. A jakie jest twoje malzenstwo. Przepraszam za smialosc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Present - myślę, że masz rację, chyba oczekiwał czegoś więcej, w każdej naszej rozmowie ta propozycja choć nie natrętna ale się pojawiała. Jeśli chodzi o mnie ja też zaczynałam przyzwyczajać się do tej myśli. Nie wiem, czy dobrze się stało, jak się stało.Jeszcze czekam. Moje małżeństo jest pewnie jakich wiele, takie nijakie, na ogół nie powinnam narzekać. Zabrakło w moim związku zrozumienia. Mnie się wydaje, że chciałam, robiłam co mogłam, może za mało..... Wydaje mi się, że charakteru człowieka dorosłego nie da się zmienić i zawsze wyjdzie coś co Cię powali.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Present
Danulka! Znajac go troche, myslisz, ze on moze dac o sobie znac? Myslisz, ze on moze czytac to, co na tym temacie piszemy i cie zidentyfikowac..? A propos malzenstwa.. czlowieka nigdy nie mozna zmienic. Czlowiek jest w stanie sam cos w sobie zmienic, jesli dojrzeje do tego. Wylacznie sam. Ale to jest proces, to nie dzieje sie z dnia na dzien. Danulka! Ja gleboko wierze, ze jak cos komus przeznaczone to i tak sie stanie.Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość owodnia
Słuszna uwaga , jak dojrzeje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
do Present- Ja wiem, że on się już nie odezwie, zrobiłam coś, co mnie w tym przekonaniu utwierdziło, chyba już nawet czuję się lepiej, gdy sobie uświadomiołam, że to koniec - w końcu dotarło do mnie. Nie sądzę, że On czyta kafeterię.... Chyba jestem mu wdzięczna, że to On podjął tę decyzję zanim by doszło za daleko, to nie miało sensu, a powrót z daleka jeszcze gorszy... Jedno wiem, te chwile, które spędziłam na rozmowach z nim , były dla mnie wyjątkowe. Jeszcze w tej chwili wspomnienia wywołują łzy, ale jeśli trochę czasu upłynie będą dla mnie miłą przygodą, z której i ja wyciągnęłam korzyści.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Present
Danulka! Super. Cierpimy dopoki rozdwajamy wlos na czworo. Gdybamy, co by bylo.. itak dalej. Cierpienie konczy sie kiedy fully zaakceptujem fakt, ktory zaistnial.Gratuluje. Zycze milego weekendu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Odezwał się , byłam tak wściekła, że nie chciało mi się z nim rozmawiać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość A On
chętnie z Tobą rozmawiał, chciał kontynuować, waszą zanjaomość?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wunia
do danulki dlaczego bylas wsciekla? Prosze napisz cos, Mam 39 lat, dzieci meza i przechodze cos podobnego. W jednej chwili jestem w siodmym niebie a potem mam wyrzuty sumienia przez jego rodzine

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wuniu, nigdy nie miałam wyrzutów sumienia, ani przez jego ani przez swoja rodzinę, bo ja swojej rodziny nie zaniedbywałam, a te chwile, które przeżywałam rozmawiając z nim dodawały mi sił, do walki z codziennością. Wiem, że również jego rodzina była dla niego najważniejsza.... A to co było między nami to było nasze..., porozumienie dusz, dodawanie sobie otuchy, dowartościowywanie sie wzajemne. Nie wiem, czy dla niego tak było do końca, bo w rezultacie, zgodził sie na milczenie. Gdy się odezwał wywołał we mnie złość nic więcej.Przerwa była zbyt długa (3 tygodnie), cały czas wierzyłam, że to koniec i w momencie kiedy sie z tym pogodziłam, odezwał się... Nie miałam ochoty na rozmowę, za bardzo bolało, za dużo żalu, bo w końcu dlaczego?, po tych wszystkich wyznaniach i obietnicach, że nigdy nie przestanie ze mną rozmawiąć...., itd. Wuniu to wszystko, to głupota, faceci nie potrzebują porozumienia dusz, im chodzi o jedno, o Twoje ciało i jak by z Tobą było... Jeśli to sie przedłuża, rezygnują, a jeśli ulegniesz i sie spotkasz, to albo są zadowoleni i chcą jeszcze, albo od razu koniec. To są z mojej strony czysto teoretyczne rozważania, nigdy z nikim się nie spotkałam , a taką znajomość przeżyłam pierwszy i ostatni raz. Naprawdę to bez sensu. Mogło by być wspaniale, gdyby On myślał tak jak ja, a on tylko udawał, że tak myśli...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wunia
Danulko myslalas, ze nigdy nie przestaniecie rozmawiac? ale tak juz jest, nawet najlepsi przyjaciele sie "rozchodza" i kontakt sie z jakichs powodow urywa. Moze dodawliscie sobie otuchy, energii i powoli sie to wykruszylo. A ze o Ciebie cala chcial... jest to mozliwe i przerwal bo myslal, ze juz nie ma u Ciebie szans. Przykro mi z tego powodu..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wuniu, powiedz jak Ty, czy bardzo się w TO wkręciłaś?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wunia
U mnie sytuacja jest troche inna bo ten "moj" to pierwsza milosc z przed 20 lat. Odezwal sie dopiero teraz. Balam sie na poczatku z nim rozmawiac bo balam sie odnowienia uczuc wobec niego, ale teraz rzucam sie na komuputer jak tylko wstane rano, no i bardzo go pragne a jednoczesnie boje sie skutkow w przyszlosci, kochac meza i kochac sie z nim? Moze to dla innych glupia rozterka a dla mnie czasami bol i cierpienie a czasami uczucie szczescia. Przez pierwsze 3 tygodnie przestalam prawie jesc. A teraz czuje sie znowu tak mlodo...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wuniu nie masz pojęcia jak ja Cię rozumiem, jak bardzo znam to uczucie, które Ty przeżywasz, ale jednocześnie nie zazdroszczę Ci, bo wiem, jak jest ciężko z tym żyć... Ty masz jeszcze większy dylemat, bo uczucia dawne powróciły pewnie ze zdwojoną siłą. Wiem, że moja rada nie w porę, bo to już się stało, ale nie angażuj się w ten związek z całą siłą , nie zapominaj się, jeśli nie jest za późno przynajmniej fizycznie nie ulegaj. Wiem, że teraz jesteś w \"siódmym niebie\", wiem jak to ekscytuje, ale też wiem, jak to później boli....,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wunia
Danulko zagladasz tu jeszcze, dzieki za rade, fizycznie nie ulegnac, ja o innym niczym nie mysle, moze bedzie lepiej jak ulegne.. dlaczego ma bolec jeszcze wiecej???? Rozstanie po, rozerka miedzy nim a mezem, znowu tesknota a moze wszyskto na raz? co teraz u Ciebie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość malusia_malwincia
wiesz powiem Ci tak : zoorganizuj wieczór rodzinny - twoje dzieci maż i ty.... podczas tego wieczoru niech bedzie prawdziwie rodzinna atomsfera... przyjzyyj sie swojej rodzinie i odpowiedz sobie na pytanie: CZY MOGŁABYM ICH ZOSTAWIĆ DLA KOGOŚ KOGO NAWET DOBRZE NIE ZNAM.. wtedy zrozumiesz jak bardzo ich kochasz.... pozdro i pomóż mi !! moj post na spisie :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a może...
zastanów się co powiesz mężowi, gdy przez przypadek przeczyta twoje z nim rozmowy, jak mu wytlumaczysz zdradę???/Bo to niestety jest zdrada, a ty pchasz się w to g......świadomie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MALUSIU-MALWINCIU, A MOŻE - ja rozumiem Wunię, wiem co czuje, nie wiem jak to wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje, myślę, że to są chyba niespełnione marzenia. Każdy je ma. Ja kocham swoją rodzinę, nie wyobrażam sobie życia bez nich (dzieci) mąż ma też swoja mocną pozycję w mym sercu, ale tęsknota za czymś , szczególnym tak tylko dla siebie jest bardzo silna. Wiem są rozterki wyrzuty sumienia , myślę że jeszcze większe gdyby doszło do zbliżenia..., nie wiem tylko czy warto, czy nie.Wiem jedno człowiek wtedy wie, że żyje.. Radość, jeśli w rodzinie jest wszystko w porządku jest wielka, gdy dzieci są zdrowe, gdy nie sprawiają kłopotów wychowawczych, gdy mąż jest nienajgorszy, to wszystko mam, ale gdzie jestem ja.....?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość M-A-G-D-A
To był taki Twoj internetowy przyjaciel , mialam cos podobnego wszystko bylo ok potrafilam przegadac z nim cala noc ale kiedy nie odzywal sie dluzej niz 3 dni robilo mi sie bardzo zle , chodzilam rozbita , zaplakana. Staram sie wykluczyc uczucie poniewaz mysle sobie ze nawet jesli to bylo zauroczenie on do niczego nie dopuszczal , ja jestem wolna ale on mial dziewczyne dowiedzialam sie o tym dopiero po dwoch miesiacach naszych rozmow poniewaz one od poczatku byly tajemnicze ja nie pisalam za duzo o sobie ani on rozmawialismy ogolnie o zyciu, gdzies tak po 2,5 miesiaca zapytal sie mnie czy moze dac moj numer gg swojej dziewczynie bo ona go o to prosila zgodzilam sie , ona ogolnie wypytywala mnie o tysiac spraw pisala jak to kocha Konrada , że mnie chciala poznac poniewaz on spedza sporo czasu na rozmowach ze mna. Potem byla awantura bo jej nie spodobaly sie moje opisy nie chciala ich czytac i mnie zablokowala ja sie zdenerwowalam napisalam mu o tym , on jej , ona sie wsciekla i ja naprawde bardzo sie unioslam on sie obrazil i sie pozegnal. Teraz gadam z innymi na gg i koncze po kilku tygodniach z braku tematow nikt go nie przypomina , nikt go nie zastopi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witaj Danulka, mam podobny problem do Twojego, dlatego też z pewną zadumą czytałam Twoje wypowiedzi. Też mam \"swoje lata\", ustabilizowaną sytuację rodzinną, męża, dziecko (nastoletnie) - właściwie niczego mi nie brakuje. Małżeństwo - jak tysiące - bez wzlotów, ja w nim przygaszona, upewniana w poczuciu niewielkiej wartości... I nagle pojawia się (niestety, w realu :) ) mężczyzna, który mnie docenia, liczy się z moim zdaniem, podziela moje zainteresowania, wysłucha, ale też prosi o radę, spotykamy się, jest nam ze sobą dobrze, potrafimy rozmawiać godzinami o wszystkim... On jest wolny, starszy ode mnie. W swej nieodpowiedzialności brnę w ten układ dalej, bo jest mi po prostu dobrze, jestem szczęśliwa... A jednocześnie olbrzymie wyrzuty sumienia, bo to nie jest normalne, krzywdzę inne osoby, choć nawet o tym nie wiedzą. I co dalej? Wiem, że powinnam to skończyć, ale w swej niedojrzałości emocjonalnej (bo to chyba tak należy tłumaczyć) - nie potrafię. I w dodatku ten człowiek chce się ze mną związać, gdybym uznała, że jednak jestem gotowa podjąć taką decyzję, chce ze mną mieszkać, widzi wspólną przyszłość. Rozsądek podpowiada: nie, to byłby egoizm. Zostawić tyle lat wspólnie przeżytych, coś, co się zbudowało z mężem wspólnie w imię własnej radości? Bardzo mi ciężko, nie wiem co robić, rozsądek walczy z chęcią \"wyzwolenia\". Bardzo to niedojrzałe, wiem, ale pogubiłam się w tym wszystkim i dlatego - zamiast do psychoterapeuty - trafiłam na to forum, gdzie może znajdę trochę zrozumienia, wsparcia i pomocy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
DOT_ KA - myślę, że nie jest to niedojrzałość emocjonalna, to co my robimy, tylko tęsknota, żal, że coś się kończy... Myślę, że również w naszych związkach tych właściwych czegoś brakuje.., dlaczego?, pewnie wina tkwi po obu stronach, tylko co my możemy zrobić ze swej strony?, jak zmienić coś co wrosło w nas tak mocno, jak zmienić swoje czy jego nawyki...Nie ma wyjścia, możemy sobie tylko współczuć i pocieszać się. Ty masz wolnego przyjaciela, może dobrze, może źle, jeśli się zdecydujesz zostać z nim przynajmniej jego rodziny nie skrzywdzisz, jeśli zostaniesz przy tym co masz On będzie nieszczęśliwy... Czemu nie można tego wszystkiego oddzielić ? nie krzywdząc nikogo być szczęśliwym?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Monika_
Dotka, rzeczywiście masz problem. Ja też mam męża, dziecko, stabilną (w miarę) sytuację rodzinną. Pracowałam na to przez dziesięć lat, w Twoim przypadku to pewnie czas jeszcze dłuższy...Każda miłość kiedyś się wypala, pozostaje tylko zobojętnienie ewentualnie przyzwyczajenie, wspólne obowiązki, tzw. rutyna. Zastanów się czy z miłością do nowego przyjaciela nie będzie tak samo...Nie odważyłabym się niczego Ci doradzać, bo Ty doskonale zdajesz sobie sprawę z tego co robisz.. Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytam ten temat od początku, bo poniekąd też mnie dotyczy. Szkoda że tak rzadko piszecie. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziękuję za Wasze odpowiedzi :) Wiem, że nikt mi nie powie, co mam zrobić, a tak naprawdę chyba chciałabym aby \"samo\" się zadecydowało, bo trudno mi podjąć jakąś decyzję. Tak, nie zranię rodziny przyjaciela, i o tych parę \"ofiar\" jest mniej, natomiast uważam, że mimo wszystko nie mam prawa zadawać cierpienia dziecku i mężowi i dlatego ten olbrzymi dylemat. Tak, Danulka, znów czujemy, że ktoś naprawdę nas potrzebuje, że jesteśmy dla kogoś ważne i mogę przypuszczać, że mój przyjaciel mówi szczerze, że byłby najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, gdybym mogła z Nim być nie \"z doskoku\", tylko cały czas. A ja z kolei nie jestem zaślepiona - zdaję sobie sprawę z jego \"niedoskonałości\", mogę wyobrazić sobie życie codzienne i wiem, że nie byłoby ono wyłącznie usiane różami, ale wiem, że ten człowiek mnie naprawdę szanuje, że jest nam dobrze w różnych sytuacjach, że potrafimy iść na kompromis (w obecnym związku mam wrażenie, że to ja cały czas, dla świętego spokoju, ustępuję). Gdyby nie dziecko, to na pewno decyzja byłaby prostsza. Przepraszam, że tak się rozpisuję, ale naprawdę miotam się i czuję się tak rozdarta. Mąż zdaje sobie sprawę z tego, że jest problem, chce zgody, ale we mnie coś się wypaliło i nie potrafię już na Niego popatrzeć tak, jak kiedyś... Dużo nazbierało się żalu przez te wszystkie lata i może dlatego...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
M-A-G-D-A -to chyba nie był internetowy przyjaciel, bo wtedy nie zostawił by tak naszej znajomości, przyjaciele tak nie robią... On wie, że mi na nim zależy, zawsze to wiedział... nie było z mojej strony żadnych niedomówień.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja juz się trochę zdystansowałam i już chyba nie myślę o tym wszystkim, chociaz nie powiem ciężko było. Hmmm, czegos się chyba nauczyłam, że nie panuję nad swoimi emocjami, co kobiecie trzydziestoletniej raczej nie uchodzi:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Panowanie nad emocjami, to chyba nie od wieku zależy, ja przy okazji dowiedziałam się, że stać mnie mimo wieku jeszcze na emocje, które wydawało mi się są tylko dla małolatów i z tego się cieszę, bo to mnie ożywiło, dodało sił, chęci do życia.Martwi mnie tylko, że teraz jeszcze nie mogę się pogodzić, że to już koniec. Z jednej strony ulga, bo co z tym zrobić...., z drugiej żal...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×