Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Przegrałam życie jak to mówią

Nie mogę już płakać...

Polecane posty

Gość Przegrałam życie jak to mówią

Jakiś czas temu myślałam, że gorzej już być nie może. Ale życie mnie zaskoczyło - oczywiście, że może być... Nie chcę się rozpisywać na temat tego, co mi w życiu nie wyszło. Nie wyszło nic. Mam 20 lat. Jestem sama, brzydka, chora... Nie mam nikogo, a samotność coraz bardziej mi doskwiera. Nie mam zbyt dobrych relacji z rodzicami, kiedyś jeszcze marzyłam o tym, że się od nich wyrwę, ale nie wyrwę się. Oboje są już starzy (byłam późnym dzieckiem) i schorowani. Mama jest teraz w szpitalu, miała operację i jak wyjdzie, to będę się musiała nią opiekować. Myślałam, ze wyjade gdzieś chociaż na wakacje, zobacze kawałek świata, zarobię trochę pieniędzy, ale nie...W dodatku rodzice źle mnie wychowali - tak panicznie bali się, że będę rozpieszczona, że przegięli w drugą stronę - pielęgnowali we mnie niewiarę we własną wartość i możliwości. Teraz jestem słaba, niepewna siebie, chorobliwie nieśmiała... Mieszkam na wsi i nienawidzę tego. Wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, plotkują, a ja jestem uważana za ofiarę losu. Fakt, że słusznie, ale tak bardzo chciałabym gdzieś uciec, zacząc wszystko od nowa...A nie mogę. Jestem uwiązana.Nie mam wyjścia, więc zostanę tu, gdzie jestem, będę opiekować się rodzicami, skończe studia, zostanę nauczycielką w wiejskiej szkółce i starą panną do końca życia... Mam 20 lat i już żadnych szans na spełnienie marzeń... Boże, kiedyś byłam taka cholerną optymistką. Takim fajnym człowiekim. Pomagałam ludziom. A teraz nie mam nic, żadnych perspektyw i gorzknieję...I nawet niepotrafię się popłakać. Tak bym chciała się porządnie wyryczeć, zrzucić z siebie żal, gorycz, rozczarowanie, frustrację. Zamiast tego ogarnia mnie apatia... Co ja mam z tym zrobić??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
cxhyba nie zamierzasz sie opiekowac mama do konca zycia i poswiecic swoja przszlosc dla nich...:O bez przesady!! tobie tez sie cos od zycia nalezy... jezeli masz jakies marzenia, chcesz wyjechac a wakacje to po prostu wyjedz i nie patrz na nikogo...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lalka barbee
Masz dopiero 20 lat i zycie przed toba.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wąż od pralki
Kuźwa, dziewczyno, masz DOPIERO 20 lat,nie pleć bzdur, opamiętaj się. Nie użalaj się nad sobą, tylko głowa do góry, cycki do przodu i walcz!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
A rodziców oddać do przytułka?? No właśnie muszę się nimi zajmowac, bo po prostu muszę, to naturalne, w domyśle... Chociaż mam do nich żal. Nikt normalny nie decyduje się na dziecko w wieku 50 lat. Chociaż w sumie nie mam pojęcia jakim cudem moi rodzice się o mnie postarali, bo przez całe moje życie widziałam między nimi tylko nienawiść i wzajemną pogardę... Czasem sobie myślę, że byłoby lepiej, gdyby oboje umarli. Byłabym wolna... Ale to przecież takie straszne myśli. Nie są szczere. Ja tak naprawdę nie myślę. Kocham ich. To moi rodzice. Tylko to jest takie trudne...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość denat w porzeczki
1. Trzeba przestać się nad sobą roztkliwiać, to wkręca, ale w niczym nie pomaga. 2. Trzeba usiąść i zastanowić się, co począć; a) chory rodzic w domu to problem, ale nie najdrastyczniejszy z możliwych, b) mieszkanie na wsi to nie tragedia, nastaw się, że całe życie mieszkać tam nie będziesz, c) skoro kiedyś byłaś optymistką, to znaczy, że masz w sobie ciągle ten optymizm, tylko zachmurzony, d) samotność to stan przede wszystkim psychiczny, na to zawsze można coś poradzić, e) jeśli nie umiesz płakać, to idź do lasu i krzycz ile masz siły w płucach. Grunt to się przełamać, potem samo pójdzie. Pomaga, sprawdzone & potwierdzone. 3. Trzeba się uśmiechnąć i powiedzieć sobie, że sami jesteśmy kowalami własnego losu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
Wąż od pralki - cycki akurat mam wielkie, same idą przodem, a ja daleko, daleko z tyłu... To nie jest tak, że siedzę w domu i płaczę, bo, jak już mówiłam, płakać nie umiem. Na roku, wśród znajomych jestem uważana za raczej wesołą i zabawną, choć niesmiałą i beznadziejną osobę. A w środku marzę o tym, żeby się zabić... Gdyby ktoś mnie pokochał, to może miałabym po co żyć. Ale tak... Powinnam chcieć żyć dla rodziców, ale to już jest zbyt cięzki jak dla mnie moralny obowiązek...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja bym tylko sie nimi zajela dopoki nie mialabym swojego zycia ... potem oczywiscie tez ale nie siedziala bym z nimi w domu prez caly dzien i czula jak zycie mi ucieka..:O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
denat - w teorii to tak fajnie brzmi...Myślisz, że nie próbowałam?? Próbowałam. Stawiałam sie życiu ładnych parę lat. Ale już nie mogę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość denat w porzeczki
W teorii fajnie brzmi, a zamienianie tego w praktykę jest jeszcze fajniejsze. Sprecyzuj w punktach, co jest dla Ciebie w tej chwili najgorsze. Uszereguj to.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wąż od pralki
ej,smutasie nie wierz ślepo wężom od pralek ale będzie dobrze tylko uwierz w siebie i nie myśl za dużo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
strong woman - ale ja chyba nie będę mieć własnego życia... Nikt mnie nie chce. Ja jakoś tak naprawdę nie mam szczęścia w życiu... Tyle, że gdybym mogła wyrwac się gdzieś daleko, to mogłabym być nawet sama. Ale tutaj, w tej mojejh zapadłej dziurze...Muszę mierzyć się z oceniającym wzrokiem bliższych i dalszych sąsiadek, porównywac się z kolezankami, którym wiedzie się jakoś lepiej...Muszę liczyć każdy grosz, żeby starczyło na lekarstwa dla rodziców, dla mnie (bo tez jestem chora, tylko tak, że mi to póki co w niczym fizycznie nie przeszkadza), na rachunki itd... Studiuję dziennie i jak na razie te studia sa jakimśtam małym sensem życia dla mnie, ale chyba będe musiała je rzucić, mamy za mało kasy. Zresztą nie mam teraz nawet czasu, zeby się uczyć, a sesja jest, to może akurat ten problem rozwiąże się sam. Ale jest ich taka masa... JEstem w klatce

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
Alez piszecie szybko - aż mnie to wciąga :) Denat: 1. Samotność (ze wszystkim można sobie poradzić, jak się ma wsparcie) 2. Brak wolności, niemożność decydowania o własnym losie (bo nie mogę np wyjechacgdzieś, po prostu nie mogę) 3. Ja (to, że jestem taka beznadziejna - brzydka, glupia, bez siły przebicia i w dodatku tak się dołująca) Z tych najważniejszych to tyle. Ale mogłabym tak długo, jakby coś ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość denat w porzeczki
Moja diagnoza jest taka, że Twoim największym problemem jest brak poczucia własnej wartości. Piszesz, że porównujesz się do innych, że uważasz się za brzydką. Czy tak było zawsze ? Czy pamiętasz siebie sprzed okresu smutku ? Napisz jak to było wtedy, będziem mieć punkt odniesienia, coś zadziałamy 🖐️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mam troche podobnie
Jestem w dość podobnej sytuacji do Twojej... Może masz ochote porozmawiać? wyrzucić z siebie to wszystko??? jeśli tak to daj znać :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość presidentessa
Sprobuj wyprowadzic sie do wiekszego miasta w poblizu twojej wsi a do rodzicow dojezdzac codziennie po pracy. Ja rozumiem, ze nie mozna ich samych zostawiac, ale nie mozesz tez uzalezniac swego zycia od nich.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
I wiem, że jedyne, co moge zrobić, to wziąc się w garść, powiedziec sobie, że będzie dobrze (choć to akurat powtarzam od lat i jeszcze dobrze nie było...). Właściwie nie mam innego wyjścia. Chyba, że będzie dalej gorzej i gorzej, to się zabiję, ale jeszcze przez jakiś czas nie... Tylko, że nawet na to nie mam siły. Gdybym się porządnie wypłakala, to byłoby mi lżej i nastepnego dnia czułabym sie lepiej. Znalazłabym siłę, żeby jakoś iśc do przoodu z wiarą w to, co robię. A tak to siedzę i staram się robić jak najmniej. Zmuszam się do każdej aktywności, nawet do wstania z łóżka. Przez całe liceum wstawałam o piątej i przez godzinę ćwiczyłam. A teraz po 10 razy przesuwam rano budzik do przodu, żeby ten dzień się jak najpóźniej zaczął, żeby nie wstawać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
Denat - moi rodzice zadbali o to, żebym nie miała megalomanii:). Mamusia stosowała zimny wychów - żadnego chwalenia, tylko krytyka i zero okazywania uczuć. Tak to widzę teraz, ale myslę, że mieli podstawy, żeby tak robić, bo im się córka faktycznie nie udała. Choćbym nie iwem jak próbowała uwierzyć w siebie, to przecież się nie zmienię. A jestem faktycznie brzydka i nieszczególna chrakterologicznie :) Przed okresem smutku byłam całkiem fajna. Wtedy miałam dwa sposoby na życie: sposób I - wierzyłam w przyszłość. Mówiłam sobie, że teraz jest do dupy, ale kiedyś tam będzie w porządku. Tyle, że to do dupy trwa za długo. Ileż można się łudzić? sposób II - skupiałam się na innych ludziach. Na rodzicach, przyjaciołąch, pomagalam innym. Ale w którymś momencie przypomniałam sobie o sobie :). To był błąd... Mam trochę podobnie - jak podobnie masz?? W sumie to własnie robię - wypisuję się na kafeterii, żeby to z siebie zrzucić... presidentessa - no właśnie z różnych względów tak nie bardzo się da....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ej może Ty masz PMSa? nie wmawiaj sobie że gdybyś zaczeła płakać wszystko było by piękniejsza bo to nieprawda! Tylko pogrążyła byś się w tym wszystkim. słuchaj denata bo mądrze gada

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość denat w porzeczki
Ok, rozumiem. Pomimo, że wychowywano Cię surowo do tej pory jakoś sobie radziłaś. Co było impulsem do pojawienia się tego smutku ? Choroba mamy ? Czy po prostu wyczerpał się kres sił i się poddałaś ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mam troche podobnie
co to znaczy że mam troche podobnie... ...moi rodzice też są starsi od rodziców moich rówieśników ...czuje sie gorsza od innych, brzydsza ...jestem sama i mam wrazenie że nikomu nie potrzebna ...za jakis czas kończe studia i brak możliwości jakiegoś rozwoju i jeszcze kilka innych rzeczy ,ale ja nie lubie sie tak komus wcinać w wątek, sorry a chodziło mi o bardziej bezpośrednią rozmowę :) ale rozumiem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jak zyc
przeczytalam wszystko co napisalas. martwie sie czy nie dopadla cie depresja. wlasnie tak problemy (kazdy je ma)odbiera osoba w depresji.a z ta choroba nie ma zartow ale mozna skutecznie leczyc. idz do psychologa.wzmocni twoja psychike .potrzebujesz tego. powodzenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przegrałam życie jak to mówią
Mam podobnie - rozumiem, chyba faktycznie niektóre problemy nas łączą. Bo moi znajomi to czasem, choćby chcieli, nie są w stanie mnie zrozumieć. A nawet nie wiem, czy chcą... Bardziej bezpośrednią - masz na myśłi mejla, gg?? Jestem otwarta, jakby coś :). Denat - wyczerpał się kres sił, tak myślę. Ale też choroba mamy to był taki gwóźdź do trumny chyba, bo wcześniej jeszcze miałam blade nadzieje na jakąs rewolucję, ale chyba nic z tego... Bo ja wiem, że niby wszystko zalezy ode mnie, że ja powinnam zmienić swoje życie...Ale właściwie dlaczego?? Czekam tylko na mały cud od losu (od Boga chyba nie, przeżywam kryzys wiary), który inni dostali. Ot, żeby ktoś się we mnie zakochał, żebym w jakiś sposób dostała/zdobyła trochę pieniędzy, żeby się okazało, że mam jakiś talent, no wiecie... Jak żyć - od dłuższego czasu podejrzewałam u siebie nerwicę. Teraz to chyba faktycznie się przekształca w depresję, bo oziębłam strasznie. Nie stać mnie na żadne emocje. Jakiś czas temu się jeszcze zakochałam (nieszczęśliwie oczywiście :)), a teraz nawet się popłakac nie potrafię... Nie moge iśc do psychologa. Nie mam pieniędzy, czasu, nie odważę się...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×