Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

marek_kk

Co zrobić?

Polecane posty

Cześć Dziewczyny, Zwracam się do Was z pewną prośbą. Nie wiem gdzie mam o to pytać, a internet daje mi (ograniczoną, ale jednak) anonimowość. Mam przyjaciela, z którym znamy się od wielu-wielu lat. Jakieś 3 lata temu przebyłem z nim pewną rozmowę, w której powiedział mi, że jest poważnie chory. Powiedział mi jak jest, ale (jak to on) dodał, że pobiega po lekarzach i na pewno wszystko będzie dobrze. Niestety, kilku-letinie leczenie i kilkanaście tys. zł wydane na lekarzy nic nie dało. Jego choroba jest poważna i z tego co wiem mało jest wyleczeń - nie będe opisywał szczegółów, wiem, że on mi ufa, nie chciałbym go w żaden sposób ujawnić. Nikomu poza mną tego mówił (nawet swojej żonie). On jest bardzo optymistycznie nastawiony do życia, nawet wtedy kiedy o tym gadaliśmy to się z tego trochę pośmialiśmy. Ale od tego czasu wszystko się zmieniło. Piszę tutaj, ponieważ facet bardzo się zmienił. Kiedyś dusza towarzystwa... teraz zupełnie go poznać nie można - zamknięty w sobie i ledwo się odzywa. Jego żona (wyrozumiała i rozumna dziewczyna) nie jest w stanie pojąć co się z nim dzieje. On nie potrafi się przed nią otworzyć. O \"tym\" rozmawia tylko ze mną. Ja widzę jak się z \"tym\" męczy. Jak do mnie wpada wysłuchuje go jak mogę - pocieszam go, żartujemy, ale jak ode mnie wychodzi zamyka się w sobie całkowicie. Człowiek zupełnie nie do życia. Przez niego (nie mówie tego z wyrzutem) sam jestem w kiepskiej formie. Od kilku tygodni rozmawiamy o jego \"wyjściu ostatecznym\" - samobójstwie. Jestem przerażony. Znam go wiele lat, razem kradliśmy jabłka z sadu, gdzie mieszkaliśmy, razem piliśmy pierwsze piwo, cała moje dzieciństwo byliśmy razem!.... Chcę mu pomóc, ale kurwa jak ?! Czuje się bardzo odpowiedzialny za to wszystko. W tym wszystkim czuje się ważniejszy niż jego żona, czuję że na mnie spoczywa obowiązek pomocy mu, ale do jasnej cholery jak !!! Poza zwykłymi lekarzami, kumpel bywał u jakiś psychologów, którzy, jak kumpel stwierdził \"przydają się jedynie w pierdołach, przypadkach nieporozumień małżeńskich\", itp. Dawali mu jakieś psychotropy, po których zasypiał jak niemowlę, ale to zbytnio nie pomaga.... Dla niego ta choroba jest jak kalectwo i skaza na całej rodzinie. Jezu.... Co ja mam zrobić ? Znam go dobrze (chyba lepiej niż jego żona). Jestem pewien, że on to zrobi... kwestia czasu i okazji... Jeżeli powiem o tym jego żonie, on być może załatwi sprawe tego samego dnia co się dowie. On traktuje to jako kalectwo i skaze... żadne tłumaczenie do niego nie trafia... psychologów, nawet moje. Ufa tylko mi. Obiecałem mu, że nikomu nie powiem. Sam dużo czytałem o \"tej\" sprawie. Faktycznie jest źle... są jakieś cudowne uzdrowienia, ale to nawet nie ułamek procenta. Kurwa mać. Co ja mam zrobić ?! On to zrobi, jestem tego pewien. Jeżeli będzie widział, że próbuje zaingerować w \"sprawe\" (powiedzieć jego żonie, itp.) boje się, że zrobi to natychmiast, a ja będe winien wszystkiego. Czy mam być asertywny i pozwolić, aby sprawy same się potoczyły? Czy ja będe winien jego śmierci ?! Czy mam ingerować? Ryzykować, że zdarzy się to do razu? Czy wtedy też będe winny ? Czy będe winien jeżeli kolega będzie... warzywem (kurwa... co za słowo) ? Dziewczyny, Wy macie życiowe podejście do spraw jak nikt inny, doradźcie proszę. Z góry Dziękuje wszystkim za dobre rady. PS: Jakkolwiek to się skończy nie będzie to ujawnione na tym forum, to nie jest telenowela, to poważna sprawa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dfddfdf
wydupiaj--za dlugie to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klawiatura0101
Czytam. Jestem w połowie. Widze, ze to faktycznie ciezka sprawa. :( Może napisz to na jakimś forum, powiedzmy, medycznym? Bo tutaj o tej porze to nie czesto siedzą jakieś normale osóbki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klawiatura0101
A jego problem jest natury fizycznej czy psychicznej? Tzn chodził do psychologa w sprawie tej konkretnej choroby czy psycholog byl jako dodatek to calej maści lekaży "od ciała nie od duszy" u których sie leczył?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klawiatura0101
Ale byka walnelam :/ dobra, btw Autorze tego tematu jestes jeszcze? bo jak nie to ide spac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klawiatura0101
ide spac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość highloo
Trudna sytuacja. Ciezko nawet ja sobie uzmyslowic. Hmmm... Na pewno niezaleznie od rozwoju sytuacji nie bedziesz winny. Inna rzecza jest, ze mozesz rzeczywiscie tak sie czuc. Ja przede wszystkim porozmawialabym z przyjacielem, ale nie pod katem tego, co zamierza sam uczynic, ale tego jak jego decyzja moze wplynac na zycie innych. Opowiedzialabym mu jaka odpowiedzialnosc i jakie psychiczne obciazenie naklada na Twoje barki. Ale nie chodzi mi tu o robienie mu wyrzutow, ale szczera odpowiedz, jak bardzo jest dla ciebie wazna osoba w zyciu i jak bardzo czujesz sie bezradny wobec tejze sytuacji. Moze jesli przedstawisz mu swoj punkt widzenia, jakos pomoze Wam to wspolnie znalezc wyjscie z tej sytuacji. A moze warto, abys Ty wybral sie do specjalisty (psychologa, psychiatry) i z nim omowil strategie dzialania, ale tez i swoje emocje. Tobie zycze sily. A przyjacielowi Twojemu cudu, ktory czasami sie zdarza... Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość highloo
Tak mi jeszcze przyszlo do glowy- internet jest kopalnia wiedzy, a moze wyszukasz gdzies jakies stowarzyszenie osob chorujacych na te chorobe (badz ich rodzin) ? Zapewne beda mogly bardziej fachowo pomoc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mmarzenka
co tu mozna pomoc jak niewiadomo o co dokladnie chodzi??:o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×