Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

dominikananana

mój narzeczony to nieudacznik!!!

Polecane posty

Jesteśmy razem 3 lata. Zaręczeni od roku, razem mieszkamy. Przez te 3 lata : przez pierwsze pół roku miał stałą pracę, potem rok "szukał" - tzn. 3 razy podjął pracę po ok miesiacu, nigdzie się nie sprawdził, żył częściowo z moich i jego rodziców pieniędzy. Wtedy byłam zakochana, wpierałam go, pocieszałam i głaskałam po głowie. Pracę - po roku bezrobocia załatwił mu ktoś z mojej rodziny. Ja usłyszałam od tej osoby: "dobrze się zastanów..... co to za mężczyzna, który prosi o pomoc rodzinę - jeszcze wtedy nawet nie narzeczonej.... Powienien postawić sobie za punkt honoru, to, aby pokazać, iż jest zaradny i mimo przeciwności losu będzie potrafił utrzymać rodzinę" Wtedy oczywiscie odrzuciłam te słowa, tłumacząc sobie, że z pracą teraz cięzko, że bez znajomoci nic się nie załatwi itd itp. bycie ze sobą na dobre i złe, biednie byle razem itd. Przepracował spokojnie półtora roku. Koniec. Znów go zwolnili. Ma wykształcenie średnie. Właściwie bez zawodu. Pracownik administracyjny - a to pismo napisać, a to na mieście coś załatwić. Przez te półtora roku - gdy miał lekką, przyjemną pracę, wręcz nudził się w niej, usiłowałam go namówić na jakiś kurs, licencjat, cokolwiek, co dałoby mu lepsze wykształcenie, bądx uprawnienie do wykonywania jakiegoś alternatywnego zawodu. Nie chciało mu się. Usiłowałam mu uświadomić, że praca którą posiada, jest niepewna, wywalą prezesa ( co w tej firmie dzieje się często) wywalą i jego. tak też się stało. Boję się, ze znów będzie szukał rok. A we mnie irytacja narasta. Bo ja pracuję i studiuję zaocznie, rozglądam się za pracą dodatkową - już prawie mam zaklepaną. Mieliśmy jechac na wakacje - znów nigdzie nie pojedziemy, tyle że on po miesiacu siedzenia w domu będzie wypoczęty, a ja po sesji marzę o wyjeździe i odpoczynku. Nie będzie za co. Najgorsze jest to, że on nie jest obrotny, zaradny. Mam mnóstwo znajomych, którzy tracą pracę i sobie radzą,nikt nie siedzi po roku na bezrobociu, nikt nie użala sięnad sobą. Zaczepiaja się gdziekolwiek, nawet do sklepu czy baru, aby zarobić, a w miedzyczasie szukają czegoś poważniejszego. Natomiast on szuka pracy wyłącznie za biurkiem, w godz 8-16. Nie rozumiem tego, wkurza mnie to i przypomina serial o Kiepskich, gdzie główny bohater twierdzi,iż w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem. Przeraża mnie jego postawa. I zastanawiam się co będzie, gdy będziemy mieli dziecko.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość SPAYK
Myslę, że jeżeli tak sytuacja wygląda jak piszesz, to kiepsko to widzę!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Właśnie tez kiepsko to widzę. Jestem młoda, może nie jakaś wybitnie zdolna i ambitna, ale jednak od 19 roku życia utrzymuję się sama, jednocześnie pracując i studiując dość ciężki kierunek. Być moze to kwestia szczęścia ale od 4 lat nie miałam ani miesiaca "bezrobotnego", mimo że to moja 3 praca. Nie zarabiam kokosów, ale starcza mi na życie. Na wspólne życie starczało nam RAZEM. Zarabialiśmy po równo. On jest ode mnie starszy. Mieszkał z rodzicami do 28 roku życia, nadal mu pomagają - chodź - biorą tu pod uwagę momenty gdy miał pracę - nie musieli. Mierziło mnie, gdy jak już mieszkaliśmy razem, jego matka przywoziła nam zakupy - chleb, wędlina, sery, warzywa, owoce..... Albo słoik zupy, albo zapas kotletów...... Albo babcia miała urodziny, ja zastanawiam się co jej kupić, a ona dzwoni do nas, że kupiła prezent od nas dla tej babci..... oczywiscie bo my nie mamy pieniedzy. I tak go przyzwyczaili,że dużo rzeczy spada mu z nieba. Jest w tym też na pewno moja wina. Wtedy, gdy nie miał pracy rok, zamiast "młotkować go", pocieszałam, wspierałam i..... zabierałam na obiad, stawiałam lody, kino, nocował u mnie w zimę, by zaoszczędzić na ogrzewaniu itp itd. Wtedy nie miałam poczucia, że się poświęcam i coś tracę. Teraz mam widzę jak na dłoni, że jest moją kulą u nogi. Mogłabym pojechać na wakacje, ale prawdopodobnie zostanę i będę biedować. RAZEM....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość h465trgfg
ha! i już wiem w czym tkwi problem-on ma nadopiekuńczą mamę,dlatego jest taki niezaradny-mamusia za rączkę prowadzi...oj znam to znam...długo walczyłam ....2 lata....teraz dopiero zaczyna być dobrze,stał się odpowiedzialny...matki zbrakło,to się mną podpierał,brał kasę bez wsytdu...kupowałam mu nawet bieliznę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
:( właśnie.... ojciec niby taki "twardziel" wojskowy, nie patyczkuje się z nim i czasami wali z grubej rury..... z jego ojcem dogaduje się świetnie. co prawda przez niego mój narzeczony był nieczuły, nie potrafił okazywać uczyć, ale tego juz go nauczyłam. Natomiast matka ZAWSZE głaskała go po głowie i pocieszała. Zjedz sobie, to CI sie poprawi humor. Ojciec - jesteś gruby, odchudzaj się. Matka - zjedz kotlecika, odchudzał się bedziesz jak przyjdzie bieda. Ojciec - znajdz sobie dodatkową pracę. Matka - Przecież po całym dniu i tak jesteś zmęczony. ( czym? siedzeniem i pierdzeniem w stołek????) Wiecie co mu matka powiedziała, jak ją poinformował o tym ,że kiepska sytuacja w firmie i mogą go zwolnić? "oj tam, bedziesz się martwił jak Cię zwolnią" A do mnie kilkakrotnie niby w żartach mówiła, że ja po studiach będę miała super pracę, że w ogóle z tego co mówię o obecnej pracy, to jestem tam niezastąpiona, a on taka pierdołka jest i moze mi co najwyżej ostrzyc ołówki. Mówiła to bez żadnej żenady, wręcz z uśmiechem na ustach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pomożcie, doradźcie, tylko tu mogę się wyżalić.... nie wiem co mam robić, kocham go, ale powoli tracę do niego szacunek jako do faceta, bo nie czuję sie przy nim bezpieczna... nie mówię że on ma utrzymywać mnie i w przyszłosci dziecko, ale o tym, bysmy razem dawali radę, a tu zanosi się na to,że JA będę zarabiać a on będzie pasozytem. Tak jak był już przez rok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tofffinek
Mój były taki był, nie zazdroszczę, uciekaj....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość szikaka !!!!!!!!
moj byly tez taki byl :o te jego 'poszukiwania' pracy wygladaly tak ze czekal przez rok na telefon od kolegi,wujka,stryjka czy huj wie kogo zeby mu ktos po znajomosci zalatwil prace,szukanie w necie to wg niego żenada,a roznoszenie osobiscie cv po firmach to śmiech na sali:o takie podejście:o:o odeszlam od niego bo juz mialam dosc zycia za moje pieniadze, nie byloby w tym nic zlego gdyby on mial jakies skrupuły w zwiazku z tym,gdybym widziala ze szuka,ze sie stara,a tu klops.dobrze mu bylo tak jak bylo.na dodatek całość prowadzenia domu byla na mojej glowie.a on tylko tv,tel.,muzyka i tym podobne pierdoly :o żal.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość szikaka !!!!!!!!
o dziwo - gdy odeszlam, to po tygodniu znalazl prace i to dosc dobrze platna! teraz blaga mnie o powrót,ale ja sie waham bo nie mam gwarancji ze sie sytuacja za chwile nie powtorzy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KAMAAAA98765
Kurcze powiem Wam, że miałam podobnie:))) Przyszedł kryzys..a, że M pracował w banku...to posypały się stanowiska...zaproponowali mu za dużo mniejszą kasę..plus dojazdy to do domu przynosiłby niecały 1000...do tego targety, stres... 2 miesiące jeździł po rozmowach, wysyłał CV...w końcu otworzył swoją działalność..zajmuje się tym co lubi...może na razie nie am z tego kokosów...ale dajemy rade..ja tez pracuje:) I tez miałam żal, że nie znajdzie sobie czegoś pewniejszego...raz jest klient raz nie...a tak przynajmniej stałą pensję by miał...ale sama myslałam o zmianie pracy...w tej naszej mieścinie..pojeździłam po umowach..i co?głodowe stawki..proponują...najlepiej za 12 godzin pracy..telefon przy dupie 24 h na dobę...za na rękę 1200 zł...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bdyurgforf
Moim zdaniem przyda mu się kubeł zimnej wody na łeb- jedź na wakacje sama, to znaczy znjadź ofertę, zaproponuj mu wyjazd- powie, że nie ma kasy, powiedz, że nie masz zamairu mu fundować wyjazdu, bo na wakacje zarabia się przez cały rok i pojedź sama, ciekawe jak bedzie się czuł. Może coś go ruszy, jak nie to kopnij w dupę, bo nie warto być z kimś takim.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Miałam kiedys kolegę - powiedzmy - nieudacznika. Juz samo przebywanie z nim doprowadzało mnie do irytacji. Gość nigdy nie miał na fajki a palił jak smok. Owszem pracował - na pół etatu w bibliotece :) na wiecej nie miał czasu - bo wolał czas poswięcic swojemu hobby - mecze w tv. Normalnie smiech na sali. Oczywiście mieszkał z rodzicami, zył na ich koszt i do niczego się nie dokładał. Jedyne na co wydawał swoje ciężko zarobione pieniądze to sprzet tv by mieć jak najlepszą jakość oglądania meczy. PORAŻKA. A...w koncu wyszło,ze spotyka się wyłącznie z starszymi babkami, które wszystko mu sponsorowały.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Prawdopodobnie się nie zmieni, chociaż to różnie bywa. Ja wytrzymałam w czymś takim kilka lat, w końcu wywalczyłam zmianę a związek i tak się rozpadł... ale to inna bajka. Jeżeli chcesz walczyć to musisz być twarda, naprawdę twarda. Niech odczuje zmianę waszej sytuacji kiedy nie ma pracy. Nie staraj się ratować dziury w budżecie sama, drugą, trzecią, kolejną dodatkową pracą, drastycznie ogranicz wydatki. Wiem że Ty też będziesz się męczyć przez jakiś czas ale może warto. A jeżeli to go nie ruszy... po prostu odejdź jeżeli nie chcesz mieć takiego dzieciaka na głowie do końca życia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość po cholerę Ci taki facet
to jakiś popieprzony Maminsynek, niech wraca do Mamusi i niech ona się z nim cacka szkoda Twojego życia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Byłam kiedyś z jednym takim, który wiecznie szukał pracy i nigdzie nie zagrzał miejsca dłużej nić 3 miesiące. Nie polecam :-O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
to wszystko a przynajmniej w większości przez matkę. Wychowała mamin- synka i on nie czuje potrzeby stania się samodzielnym :P musisz z nim pogadać, że to NIE Z MAMUSIĄ TWORZY ZWIĄZEK TYLKO Z TOBĄ i masz prawo wymagać żeby i on dokładał się do waszych dochodów :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość provokejszyn jak nic
no to skoro wreszcie zdalas sobie sprawemze twoj facet to NIEUDACZNIK to go zostaw i znajdz innego ,nikt nie chce miec za partnera jakiejs cioty zyciowej bez wzgeldu na to cvzy to facet czy baba

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość provokejszyn jak nic
no to skoro wreszcie zdalas sobie sprawemze twoj facet to NIEUDACZNIK to go zostaw i znajdz innego ,nikt nie chce miec za partnera jakiejs cioty zyciowej bez wzgeldu na to cvzy to facet czy baba

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To nie takie proste, mimo wszystko nadal go kocham.... ale irytuje mnie ta cała sytuacja.... czuję, że on ciągnie mnie w dół..... Kiedyś spotykałam się z facetem, przy którym chciałam być lepsza, mądrzejsza, imopnował mi....a on? nie daje mi nawet poczucia bezpieczeństwa.... Nie pojadę na wakacje sama. Nie chcę jechać sama. A koleżanki już mają zaplanowane urlopy. Z resztą, wiem, że gdybym pojechała - wciąż bym o nim myślała.... w ciągu dnia mogłabym sobie chodzić na plażę itd, ale wieczorami dopadałaby mnie przejmująca samotność. Ostatecznie wyjadę na tydzień do rodziców, do rodzinnego miasta, mam tam przyjaciół.... Ale przecież to nie chodzi o te wakacje......

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kei_bak
tak. strach przed samotnością to dobry powód aby utrzymywać pana do towarzystwa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pezet
Wcześniej czy później, i raczej wcześniej niż później, Wasz związek się rypnie. To tylko kwestia czasu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oj to nie chodzi o strach przed samotnością ogólnie! Pisałam to w kontekście wakacji, moim zdaniem wakacje w pojedynkę to słaba przyjemność.... JAkby udało mi się "zwerbować" jakąś koleżankę, to pojechałabym....no ale niestety.... nieswojo bym się czuła - ale nie chodzi mi tu o strach przed samotnością - byciem singlem. Tego się nie boję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kei_bak
aha. bo ja myślałem "tak ogólnie".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×