Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Zagubiona1212

Mąż mnie nie pociąga, nie kocham męża

Polecane posty

Gość gość
Tekst też rozumiem. Nie rozumiem kobiet.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość szaman wielki
pojmij najpierw siebie,potem weż się za kobiety!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Kobieta to taki dziwny stwór. Sama siebie nie rozumie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Myślę, że zaczęło mi się obrywać tylko dlatego, że jestem szczęśliwa. Nie wiem, może niektórym to przeszkadza? Nie wybrałam wygodniejszego życia. Nie odeszłam bo ktoś mi w głowie zawrócił. Odeszłam bo nie chciałam spędzić życia z kimś kogo nie kocham, odeszłam zanim miałam dzieci. Wtedy pewnie postąpiłabym inaczej. Odeszłam bo chciałam żyć uczciwie wobec siebie i jego. Nie chciałam stać się jedną z tych co szukają przygód, zdradzają męża. To nie było najłatwiejsze wyjście. Spędziłam miesiące lecząc się u psychiatry, prawie 2 lata brałam antydepresanty codziennie. Wyszłam na prostą, zobaczyłam że mam po co żyć i wychodzi że jestem egoistką bo jak napisała totalnie smutna chcę żyć w zgodzie ze sobą. Totalnie smutna, też fajnie byłby mieć jakiś kontakt do Ciebie, ale na forum nie jestem w stanie podać nic więcej niż jakiegoś na szybko stworzonego maila lub ewentualnie gg. No chyba, że Ty masz jakiś pomysł? wiesz, nie chcę by pod moim blokiem czekali z kamieniami Ci, których moje szczęście w oczy razi :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Totalnie smutna
Wiesz, jest cos czego bede sie trzymac caly czas. Nie mozemy za nikogo niczego przezywac, decydowac, czy zmuszac. Mamy prawo do wyrazania wlasnych opinii. Oczywiscie, ze gosc-kobieta moze robic I mowic co chce. To jest jej zycie. To o czym ja pisze odnosi sie do mnie I mojej sytuacji. Ja zwyczajnie nie potepiam ludzi. Staram sie kazdego zrozumiec. nie mowie o skrajnosciach, ale skoro ktos tu cos pisze, ja pisze, to zalezy mi jedynie na formie. Zobacz, Nie czepialam sie przezyc, nie staram sie wmowic ze ktos wie mniej niz ja. Wrecz odwrotnie, chcialabym pomoc sobie I innym. A historie, te ciezkie, tragiczne, I te inne, one pozwalaja zrozumiec pewne mechanizmy. Nie wiem co bym zrobila gdyby spotkalo mnie to goscia-kobiete. Nie mam pojecia I nawet nie chce sobie tego wyobrazac. Nie podwazam rowniez Jej doswiadczen, przeciez to wielka tragedia patrzac dodatkowo na okolicznosci. Jedyne czego ja sie czepialam to sposob przekazania swoich doswiadczen. Tu padaly zle slowa, ktos zlorzeczyl (tu niestety ciezko stwierdzic kto bo gosci bylo sporo;)) To co przeczytalam I od goscia-kobiety I mezczyzny, ich historie, szczerze podzialaly na mnie. Wystarczyly dwa posty. Normalnie napisane. Piszesz, ze nie bedziesz juz pisac. A szkoda. Przybierz jakis nick I zostan. Przeciez o to chodzi by rozmawiac, spierac sie, nie kazdy musi myslec jak ja;) To jest w tym najfajniejsze;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Totalnie smutna
Zagubiona to moze szybko sklicony email? Odpisze Ci a tamten skasujesz;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pprowokatorr
Odnośnie kontaktu. Tworzy się jakąś pocztę, taką na 1 raz. Tam podaje sie namiar na stały adres mailowy. No i po ptokach. Trzeba tylko pamiętać, żeby wybrać pocztę aby nie było IP komputera. Nie podaję konkretów. Kobiety ponoć są tak inteligentne że potrafią........... :P Czasem wszystko zniszczyć. Moja rada. Dla zdrowotnośc****ozostańcie znajomymi z kafeterii. Nie przenoście tego do Realu. Świat wirtualny i tak wkręca. Zrobicie jak chcecie. Ja tylko po raz pierwszy radzę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Totalnie smutna ja wpisze tu adres e-mail. Ja jestem zalogowana na tym koncie tu więc raczej nikt nie się pode mnie nie podszyje. adres zagubiona1212@gmail.com dzięki za radę pprowokatorr Ale czasem znajomości z wirtualnego świata przeradzają się w coś fajnego. A totalnie smutna ma podobne problemy i odczucia co ja kiedyś. Jeśli mój przypadek daje jej siłę by walczyć i się nie poddać to tylko się cieszę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Totalnie smutna
Wyslane;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No i teraz wiadomo będzie jak odejść od męża:P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Totalnie smutna
E tam, do tego nie trzeba emaila;) Wystarczy forum kafeterii;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak się ma taką żonę to właśnie się od niej odchodzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Totalnie smutna
No to zle. Tak nie mozna. Trzeba walczyc nawet o zla zone;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pprowokatorr
oś mnie w tym wszystkim zaintrygowało. Wypowiedzi niektórych osób. A właściwie wszystkich. Skrajnie wyrażające swoje stanowisko, te bardziej umiarkowane i wpisy kobiet które w pewnym momencie przestały kochać. Pokusiłem się o podsumowanie. Z cynizmem do którego się przyznaję. Zagubiona1212 Wyszła za mą z miłości. Mąż jest dobrym człowiekiem. Kocha ją i mówi o tym przez cały czas. Konflikt interesów zaczyna sie na polu seksualnych doznań. Autorka zaczyna poszukiwania. Gry erotyczne, bielizna, figlarne pozycje i nic...... Rozstanie. Przez jakiś czas jedzie na depresantach. Jest zdołowana. Żyje jak klatce z własnymi problemami. Znikąd pomocy. Tylko te leki.:) Po czasie gdy emocje opadły (czytaj, gdy leki spowodowały przyćmienie umysłu) Zagubiona odkrywa nowy świat. Świat pełen radości i uniesień. Spotyka mężczyznę swojego życia. Wybawienie. Cudowną miłość, która daje jej szczęście i spełnienie. Już pewnie bez seksownej bielizny i gierek erotycznych. Totalnie smutna. Historia lubi się powtarzać. Mąż w porządku facet. Życie bez awantur i przemocy. Szuka w innym tej iskry. Nagłe opamiętanie po przeczytaniu kilku wpisów. Na szczęście obyło się bez depresantów :) Reszty wynurzeń nie będę przytaczał ze względu na zbyt drastyczne wspomnienia. Lub ze względu na jeszcze większą skrajność powodów. Nasuwające się pytania. Zagubiona. o spowodowało aż dwuletnią prawie że psychiczną paranoję ? Co spowodowało aż taki dramatyzm i tak ciężką chorobę ? Tego nie wyjaśniła. I o dziwo pomija milczeniem. I taka osoba radzi jak postępować. o zrobić, o co walczyć. No właśnie. O co walczyć, czy z czym ? Bo ja widzę tylko własną głupotę i fanaberie. Totalna. Jeżeli skorzystasz z jej rad, gwarantuję ci że przejdziesz totalną metamorfozę. Dostrzeżesz światełko w tunelu na drodze donikąd. To droga która pokazuje jak można być głupią nawet gdy czujesz się szczęśliwa. Bo każdy głupiec jest szczęśliwy tylko w swojej głupocie. Było tu parę tekstów krytykujących Zagubioną. Teraz już wiem dlaczego. Tak jak jej zachowanie jest irracjonalne. Tak i efekt końcowy nie pokazuje tej pełni szczęścia. Nie chcę powtarzać słów pani tak wrogo nastawionej. Ale jest powiedzonko: Nie zbudujesz swojego szczęścia na nieszczęściu innych. Więc pani Totalnie smutna. Szukaj wsparcia u Zagubionej. Może za chwilę też trafisz do psychiatryka. Poczytaj topik jeszcze raz. Znajdź sensowny powód jej odejścia od męża. Pokaż go. Zacytuj. I jak tu wierzyć kobietom po przejściach. Szczególnie psychicznych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Totalnie smutna
Hej, ale fajnie ze przeczytales wszystko. Kurcze, tylko czemu znowu przeoczyles kilka spraw? Kto powiedzial ze wsparcie Zagubionej bedzie polegalo na namowach mnie do rozwodu? Przeciez pisala ze dobrze ze walcze. Gdzie tu jakies wskazowki by zostawic meza? Decyzje o walce o malzenstwo nie podjelam po kilku postach, ale to chyba dobrze, ze historie innych daja czlowiekowi do myslenia. Czy moze tez zle? Wiesz mysle ze bez wzgledu co sie nie zrobi I tak cos nie bedzie C*****owalo. Czy bym walczyla, bedzie zle. Czy bym zostawila meza, jeszcze gorzej. Ale przynajmniej mialbys wieksze pole do popisu w ocenach;) Z tym cynizmem to nie przesadzaj. Zwykle podsumowanie I tyle, zreszta wybiorcze. Jesli ja pokusze sie o podsumowanie to niestety wychodzi ze czlowiek powinien meczyc sie dla samego meczenia. Bo tak byc powinno I juz. Poczytaj jaki "optymizm" zieje z niektorych postow. Straszne to I totalnie smutne;) Powiedz mi tylko jedno? Jak powinna postapic Zagubiona, bys jej historie ocenil za dobra, a postepowanie za madre? Prosze, napisz taki scenariusz, bo to moze pomoc niektorym. Teraz to wiesz, takie slowne przepychanki, w stylu "ty glupi, nie, bo ty" Ja szczerze chcialabym wiedziec jak powinna wygladac taka walka o malzenstwo no I czy faktycznie jest gdzies jej kres, czy tez nie? Wysil sie prosze na jeszcze jeden post, okrasz ulubionym cynizmem I odpowiedz;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Powiem Ci, że nawet nie chce mi się odpowiadać na Twoje argumenty. Powodów do odejścia miałam mnóstwo. Nie mam zamiaru publicznie prać brudów mojego małżeństwa bo nie o to chodziło w temacie. Zaczęłam pisać topik bo winę za wszystko widziałam we mnie, że to ja jestem zła, niedobra bo nie pragnę. Powody do długiej depresji miałam, pisałam o nich tu na forum. W jednym czasie mój ojciec zachorował poważnie, był umierający, siostra urodziła martwe dziecko, wcześniej w wypadku straciłam drugą siostrę, która była dla mnie najbliższą osobą załamałam się, że ciągle nas coś spotyka. Wsparcia w mężu nie miałam. On mi tylko powiedział, nie płacz jeszcze spotka Cię w życiu wiele nieszczęść. Wręcz miał do mnie pretensje że się mazgaję zamiast sprzątać mieszkanie bo w każdą sobotę sprzątaliśmy. W tym momencie jakakolwiek chęć walki zniknęła. Nie tylko leki mi pomogły, miałam wsparcie u mamy, siostry, przyjaciółek ale leki dały mi siłę by wyjść z domu, by się uśmiechać by zrobić takie błahe czynności jak pomalować się do pracy. Leczyłam się na depresję ale to nie oznacza, że jestem psychiczna. Nie wstydzę się tego, że pomógł mi specjalista. Wstyd to kraść. Życzę Ci by nigdy nie brakło Ci sił, żeby Ci się wszystko układało i żeby nie spotkała Cię żadna tragedia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dodam jeszcze, że nie chciałam spędzić życia z człowiekiem, który nie daje mi poczucia bezpieczeństwa. Nie daje mi wsparcia. Kiedy było dobrze, było dobrze. Kiedy ja miałam siłę walczyłam. Potem się poddałam. Była pora by ktoś o mnie zawalczył.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja tylko zacytuję pierwszy post zagubionej: Od roku jestem mężatką, z moim mężem przed ślubem byliśmy parą kilka lat. Mąż był moim pierwszym facetem z którym uprawiałam seks, nigdy nie sprawiało mi to żadnej przyjemności, na początku myślałam, ze to dlatego, że pierwszy raz tak bolał i że z czasem będzie lepiej. Nie było... Tylko coraz gorzej. Unikałam seksu jak tylko mogłam, bardzo rzadko zdarzały się sytuacje że miałam na niego ochotę. Kochaliśmy się raz na miesiąc, czasem dwa razy w miesiącu. Orgazm może miałam 2 razy przez kilka lat. Pomimo tego zdecydowałam się na ślub gdyż byłam pewna, że ja jestem oziębła a mój mąż to najlepszy mężczyzna jakiego znam, że mnie kocha, jest dla mnie dobry a seks nie jest ważny a z czasem może będzie lepiej... Próbowałam różnych rzeczy. Kupiłam nawet grę erotyczną dla par... Nic nie wzbudziło mojego pożądania do niego... Po prostu nie kręci mnie i tyle. Mąż przez te kilka lat naszego związku często powtarzał mi: " Ty mnie chyba nie kochasz bo nie chcesz uprawiać ze mną seksu" Zaczęłam się nad tym zastanawiać głębiej i uświadomiłam sobie, że ma racje. Nie kocham go... Jest mi bardzo bliski,ale traktuję go jak brata a nie mężczyznę mojego życia. Bardzo chcę by był szczęśliwy ale nie potrafię go uszczęśliwić. Nie wiem co zrobić. Chciałabym walczyć o nasze małżeństwo ale już nie mam na to siły,popadłam w jakieś otępienie.Mam nawet czasem myśli samobójcze... Powiedziałam mu, że go nie kocham, ze jestem nieszczęśliwa i widzę, ze on też. Chciałam odejść, przemyśleć, ale błagał bym go nie zostawiała bo mnie kocha i nie umie beze mnie żyć. Co zrobić? Miał ktoś podobną sytuację? x x Prowokator nic nie zmyślał. To zagubiona ma problemy emocjonalne ze sobą. Nawet z mężem nie potrafiła dojść do ładu. Śmieszna jesteś. Może prowokator trochę przekoloryzował te porady dla Totalnej. Ale w sumie co może zagubiona wnieść mądrego w temat. Tylko opisać swoje ułomności. Ten nowy model pewnie ma małego penisa i dlatego seks z nim nie jest bolesny. Jakie to prozaiczne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zagubiona. Generalnie mąż powinien c***odać chusteczkę, być cudotwórcą i przywracać zdrowie i życie. Odsuwać od ciebie wszystkie troski. A on powiedział tylko że życie jest okrutne. Powiedział prawdę. Zapomniał też dodać,że ty też jesteś okrutną egoistką. Może podesłać ci trochę anty depresantów, tak z pół tony. Bo za chwilę znowu wpadniesz w stres i zaczniesz płakać ze ludzie są bezduszni i cię nie rozumieją. Nie okazują ci wsparcia. Nie dodają otuchy. Jesteś zwykłą nieudacznicą życiową. A teraz cieszysz się z ochłapów. Totalna, masz rację to dla ciebie prawdziwy wzór do naśladowania. Bierz z Zagubionej przykład, jak należy walczyć o siebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość gość6
Co się czepiacie dziewczyny? Jakie kurcze ona dostaje ochłapy szcześcia? Nie układalo jej się z mężem, może byli za młodzi, niedojrzali. Kilka lat później wraca na forum i pisze, że wyszła z tego wszystkiego, że mimo wszystko życie jej się ułożyło, że jest szczęśliwa. A Wy z niej robicie wariatkę i nieudacznicę życiową. Nieudacznicą by była jakby została z kimś tylko dla wygodnego życia a że coś zmieniła to już jest bleeeee. Puknijcie się w głowę. Oceniacie ją przez pryzmat własnego, pewnie beznadziejnego życia bo boli was to, że ktoś wyszedł na prostą. Dziewczyna powinna tu się żalić jaki świat jest niesprawiedliwy, a on jest szczęśliwa. Boli Was to, co?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość GOŚĆ1234
Wydaje mi się, że każdy związek walczy o przetrwanie...walczymy, walczymy aż do momentu gdy brakuje nam sił, w końcu poddajemy się.... Ale to nie znaczy, że przestajemy walczyć, bo ta walka trwa, tylko zmienia się jej obrót... Skoro nie potrafię zapewnić szczęścia swojemu małżeństwu to czemu miałabym nie walczyć o szczęście dla siebie ? Ludzie mają jedno życie dlatego tak uparcie dążą do szczęścia, gdyby każdy miał po dwa życia, mógłby to jedno zmarnować i poświęcić je dla drugiej osoby...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sami macie małe penisy! Gość powyżej mądre słowa. Morał z waszych wywodzin taki, że jeśli człowiek popełni błąd, w tym przypadku to było nieudane małżeństwo to powinien w tym błędzie tkwić. Panowie i Panie tylko krowa nie zmienia poglądów. Historia jest nieudanego małżeństwa z mimo wszystko happy-enedem. On sobie znalazł dziewczynę, autorka pisze że podobno dobra spokojna, ona ma kogoś z kim czuje się sobą i jest szczęśliwa. Ale nie! Mieli waszym zdaniem być w związku gdzie nie umieli się zgrać łóżkowo jak i w innych sprawach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Tylko po co ta fikcja. Ktoś ma problem z własną psychiką i wciąga w to osoby najbliższe. Wini je za to że jest porąbana. Je3żeli ktoś jest niezrównoważony psychicznie i najbliżsi są dla niej oparciem to dlaczego mówić światu że oni są be. Ona jest be i nie chce się do tego przyznać. Nie chodzi o to że odeszła. Pewnie wyszło to mężowi na zdrowie. Istotne jest to że ta kobieta w dalszym ciągu tkwi w psychicznym marazmie. Nie ma odwagi stanąć twarzą w twarz ze swoim upiorem. Przecież o to w sumie chodzi. Ona oszukuje siebie w dalszym ciągu. Co ma szczęście do twardej prawdy. Prawda jest taka. Zagubiona ciągle się okłamuje. Uwierzyła w jedną bajkę i kurczowo się trzyma tej fikcji. Prawda boli. Prawda jest okrutna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Rzygać mi się już chce jak czytam o tych rozdartych na pół. Wychodzi za mąż z miłości i nagle przestaje kochać. Jest dla niej jak brat. Kazirodztwo jakieś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ale te baby są glupie. zawsze to one są takie biedne i nieszczesliwe. ci faceci to tacy wstretni manipulanci. jak baba zdradzi to sie zapomniala, jak facet to zrobi to lobuz cham i wywalic go na ryj. gnidy jetescie i tyle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sami sobie wmawiacie szczęście i w d**ę Was kłuje to, że ktoś dostał drugą szansę od losu bo pierwszą sprawę spieprzył z kimś wspólnie. Bo nie tylko autorka jest winna, jej mąż też nie jest taki świety. Dlaczego on nie walczył? Związek to dwie strony. Moim zdaniem on pieprzył kogoś na boku więc nie zależało mu na seksie z żoną. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. No kto jest święty i znów chce dziewczynę biczować?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Poczytaj dokładnie. Kto walczył, a kto o;ał małżeństwo.Mąż stara się, ale żona go nie kocha. O jakiej szansie piszesz. I dla kogo. Ja jestem szczęśliwa jeżeli unieszczęśliwię męża. Wtedy jest dobrze. (dla mnie) Jak poświęcę się żeby mąż był szczęśliwy wtedy ja jestem w dołku. 9jest bardzo, bardzo źle) Gdy brakuje rozmów, bo żona ma jeden argument - Nie kocham cię, bo nie, wtedy zawsze jest rozpierducha. Wiec przestańcie truć farmazony pseudo psychologiczne. Małżeństwo opiera sie na partnerstwie. Gdy żona nie chce traktować męża jak partnera tylko jak zbędny balast to wtedy są takie kwiatki Ponownie szczęśliwej. Żeby tylko znowu się nie Zagubiła w tym zawiłym życiu psychotropów. Przecież to zwykłe dno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A gdzie masz słowa męża o tym jak walczył. Jest tylko bełkot frustratki. Jak można wierzyć tylko jednej stronie gdy druga nie ma szans się bronić. Czy wy naprawdę jesteście takimi ograniczonymi istotami. To nie powiatska Harlekina.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×