Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
wiecznie_steskniona

chłopak mnie rzucił :(

Polecane posty

Gość kochazyciemimo
nie pomyslalalm o tym,że po kazdej naszej sprzeczce mógłby biec do niej z zalem i wypłakiwać się, ze jestem zla i niedobra...chyba tak nie pomyslalam bo to malo podobne byloby do niego, ale kto wie;) jesli juz mielismy jakies sprzeczki to jasno i rzeczowo wyjasnialismy sobie te kwestie, ale czy i w jaki sposob jej to relacjonował, tego nie wiem. Moje jedyne obawy bardziej dotyczą tego,że ja i ona mamy do siebie taki dystans i zadna z nas nie prze.łamuje go. Nie potrafie z nia rozmawiac, znalezc wspolny temat, jasne ze zapytam o cos, probuje jakos nawiazac kontakt, ale bez wiekszych rewelacji. I powodem tego nie ejst jakas moja niechec , ze sie zraziłam, bo na poczatku nic o niej nie wiedzialam, nie znalalam jej, i dopiero po tym piwerszym spotkaniu kiedy zostalysmy sobie przedstawione dalo sie wyczuc taką dziwną relację. Zreszta mój chlopak to sam wychwycil i chyba dlatego tez nie inicjuje zbyt wielu wspolnych spotkań. Poza tym jest aprawde dobrze, az czasem nie wierze ze w krotkim czasie tak wiele moze sie odmienic. Pod pewnymi względami to uczucie tez nie ejst najłatwiejsze, po pierwsze ze względu na pewne okolicznosci zwiazane z poprzednim zwiazkiem trwajacym kilka lat. Wsrod nich taka ktora widze ze bardzo go boli jest taka,że większosc znajomych jakie mial bylo zwiazanych tez z jego byłą. Po roztsaniu oni zostali z nią a on sam odłaczył sie tak jakby... widze ze mu brakuje tamtych ludzi,że jest mu przykro. Oboje nie mamy wspolnych znajomych, w ogole prawie nie mamy znajomych, bo ja zmieniłam otoczenie, prace, po studiach moi najblizsi znajomi wyjechali....przyjaciół mam daleko od siebie. Stąd mam obawy ze zamkniexcie się tylko w swoim towarzystwie tez nie da dobrych efektów. Ehh, i tak zle i tak niedobrze;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość czytelniczka_oddawna
Wiecznie_steskniona,od dawna czytam Twoją historię bo naprawdę mnie zainteresowała,jednak jak dotąd nie udzielałam się na tym wątku. Kiedy pisałaś jak traktował Cię Twój chłopak i jak za nim tęskniłaś,gdy widziałam sposób w jaki o tym pisałaś,myślałam ''rany taka fajna,mądra dziewczyna z poczuciem humoru,ten chłopak musi być nienormalny albo ślepy''. Po tygodniach Twoich postów zwątpiłam,że do siebie wrócicie a gdy stało się odwrotnie niż przypuszczałam strasznie ucieszyłam się,że los się do Ciebie uśmiechnął. Ale po tym co ostatnio tu piszesz diametralnie zmieniłam zdanie o Tobie. Jak można tak sobie pogrywać uczuciami innych? sama to przeszłaś,więc wiesz jak to boli a mimo wszystko to robisz...łaziłaś za facetem tyle czasu,wyznawałaś mu miłość,za wszelką cenę starałaś odzyskać i kiedy udało Ci się to a on dojrzał wreszcie do tego związku Ty zachowujesz się mniej więcej tak : ''sorry,znudziłeś mi się mam innego na oku,może z nim będzie mi lepiej'. Zachowujesz się jak facet znudzony obecną panienką,która szuka wrażeń. Do tego w sposób strasznie niedojrzały, nie bierzesz odpowiedzialności za to co robisz. Miej choć na tyle godności by jasno postawić sprawę i powiedzieć prawdę obecnemu bo na nią zasługuje. Obyś się nie przeliczyła i nie została w efekcie z niczym. Kiedy nie daj Boże nie wyjdzie Ci z tym kolegą,możesz dojść do wniosku,że popełniłaś straszny błąd i przekonać się,że jednak tamto to było prawdziwe uczucie. Miłość dojrzewa a ludzie często utażsamiają miłość z namiętnością,która uatnia się po czasie i dlatego dochodzą potem do fałszywych wniosków. Przemyśl sobie to. Pozdrawiam i życzę podejmowania dobrych decyzji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość hcvgasjdsaK
WIECZNIE STESKNIONA POWINNAS ZOSTAC SAMA JESTES OKROPNA OSOBA!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do w_s i czytelniczki
Droga czytelniczko_oddawna. Wyprzedziłaś mnie. Miałam zamiar dokładnie to samo napisać, ale jakoś nie zdążyłam bo nie miałam czasu. Popieram Cię. Również od pewnego czasu czytałam historię w_s i liczyłam na to że jakoś się to ułoży. No jednak przez jedną wypowiedz faktycznie można zmienić zdanie o kim -.-

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
owszem, czuję się okropnie od dłuższego czasu. życzę wam tylko, żebyście nigdy nie miały takiej sytuacji, bo wcale nie jest łatwa. i nie jest nic kwestią znudzenia drugą osobą. z nami zawsze było jakoś tak dziwnie, z jednej strony super, naprawdę nam na sobie ZAWSZE zależało, ale coś w tym związku byo ciężkiego.. powiedziałam mu. nie mogłam już tego dusić. stweirdziłąm, że będę szczera i powiem co czuję, a co będzie to będzie. zbierałam się jak widać bardzo długo. bo to nie jest decyzja którą się podejmuje z dnia na dzień. zachował się oczwiście wspaniale. ja płakałam, on mnie przytulał. rozmawialiśmy. powiedział, że nie może być w związku w takim razie jeśli ja coś czuję do innego mężczyzny. i że w szczególnści do TAMTEGO. i tu słowa które mi najbardziej zapadły w pamięć - "bo zawsze byłem o niego zazdrosny, bo do siebie pasujecie, świetny koleś" :( rozstaliśmy się. ale nie tak jak się rozstawaliśmy wcześniej - że jedno wychoziło z hukiem drzwi. rozstaliśmy się z pocałunkiem :( i z jednej strony coś mi mówi, że to dobra decyzja, no bo wiadomo, z drugiej cały dzień płaczę i nie wiem co robić dalej.. już za nim tęsknię. życie jest porąbane. chyba dam sobie czas żeby przemyśleć całe swoje życie, bo czas je poukłądać w końcu..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samozycie..
czytam od samego poczatku ten topik, sama jestem w takiej sytuacji, poki co jestem na 9 stronie, strasznie ciekawia mnie losy wszystkich tych bohaterek jednak najbardziej chyba ciekawi mnie los autorki. Moglabys mi autorko napisac w skrocie jak potoczyly sie losy z tym chlopakiem o ktorym pisalas na poczatku tematu ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość madziaaaaa2
Widocznie przestalas dla niego byc wyzwaniem!Faceci potrzebuja bodzca, ktory bedzie pobudzal ich do dzialania. Przez uleglosc mozesz stracic na atrakcyjnosci zobacz sobie pare filmikow o tej tematyce na videoblogu http://jakzdobywac.pl/ moze to cos pomoze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
na wszystko da się powiedzieć "jesteś niedojrzała". ok, nie mówię, że się zachowałam super, ale co człowiek w takiej sytuacji ma zrobić? naprawdę nie życzę tego nikomu, bo nie jet to miłe. nie wybiera się tego co się czuje.. można powiedzieć też łatwo, że to kwestia wyboru. ale to też nie takie proste. miałam sporo momentów gdzie sobie myślałam jaka to głupia jestem, przecież mam takiego super chłopaka i jego miłość na którą tak bardzo długo czekałam. waliłam głową w ścianę i stwierdzałam, że przecież nie mogę tego stracić i że przecież jest jedno słuszne wyjście. tylko to jest oszukiwanie samego siebie - coraz mniej mnie rajcowały spotkania, coraz mniej mi się chciało seksu. i nie mogłam na to nic poradzić chociaż chciałam! denerwałam się na siebie i się odbijało na nim za każdą głupotę.. a wszstko to wpływa źle na związek. podobno można kochać więcej niż jedną osobę.. to co czuję do tego kumpla na pewno miłością nie jest. zauroczenie też nie, bo za długo trwa. mojego (ex) chłopaka wiem, że kocham. tylko nie jestem pewna do końća co to za miłość. zresztą tak samo jak on nie był pewny. przez moją głowę przewija się milion myśli, wszystko jest niuporządkowane, strasznie chaotyczne i bardzo różne. w jednej minucie mam ochotę biec do Mojego (wciąż tak o nim myślę) i powiedzieć, że chcę być jego żoną i się z nim zestarzeć (raz nawet poderwałam się z fotela..), w drugiej chwili myślę, że to mogło być prawdziwe uczucie, skoro nie jestem pewna, a i on przecież tyle czasu miał wątpliwości.. dlatego uważam, że rozstanie było konieczne. bo ja muszę sobie wszytko uporządkować, dojść do tego czego chcę. a wiem, że mogę stwierdzić bardzo różne rzeczy. i wiem, że jeśli jednak uznam, że tamto to było prawdziwe i jedyne uczucie to on możę mnie nie chcieć z powrotem. ale niestety MUSZĘ to ryzyo teraz podjąć. bo oszaleję. i to nie jest tak, że chcę spróbować z tym drugim, jak nie wyjdzie to mam backup. nie mam zamiaru czynić żadnego kroku w stronę tego kolegi. teraz mój czas dla siebie. tęsknię bardzo, wieczorami popłakuję, ale jest mi to bardzo bardzo potrzebne.. samozycie, w skrócie to po ponad pół roku się zeszliśmy. akurat oboje szukaliśmy mieszkania więc stweirdziliśmy, że poszukamy razem. patrząc teraz nasz błąd polegał na tym,że nie wynajęliśmy sobie mieszkania całkiem sami tylko jeszcze z dwoma osobami. teraz jeśli kiedykolwiem zamieszkam z facetem to tylko w mieszkaniu dla siebie. mieszkaliśmy razem rok. był to ciężki rok ze względu na fakt, że on miał pewne problemy osobiste. to powodowało że nie chciał też nidzie wychodzić, spędzaliśmy czas razem praktycznie tylko na mieszkaniu. tak właśnie po jakimś pół roku ja zaczęłam sobie zdawać sprawę, że za bardzo lubię towarzystwo w pracy. po tym roku mieszkania zdecydowaliśmy że dopóki on nie rozwiąże problemu, zamieszkamy osobno (ja trochę wykorzystalam ten fakt - stweirdziłam, że muszę się zdystansować i popatrzeć czego chcę, no ale mi się jak widać nie udalo..). problem rozwiązał jakieś 2 miesiące później. bardzo wtedy odżył, ale niestety ja byłam w środku swoich zawirowań. on się mega starał, ja głupia tego nie doceniałam. no i wpadałam w coraz większy dół emocjonalny, trzymałam do na dystans. aż przyszedł moment gdy już nie wytrzymałam całęgo napięcia i stało się, rozstaliśmy się.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samozycie..
oj .. i jak sie teraz czujesz ? teraz obecnie masz juz kogos nowego ? ja jestem w tak samo glupiej sytuacji :/ tez widujemy sie na uczelni, ogolnie czasami spotykamy sie sam na sam..ciagly kontakt sms, gg, fb.. co zrobic by on zanowu sie zaangazowal bo mamy dystans do siebie pomimo tego ze na spotkaniach sie przzytulamy, calujemy..to wychodzi z jego inicjatywy, jednak dystans jest, strasznie mnie to meczy..bylismy ze soba 2 lata a czasami czuje jakbysmy byli zwyklymi kolegami(szczegolnie na uczelni), on wpadl w wir kolegow, imprez :/ jendak zadnej dziewczyny nie ma na oku.. dodam ze to ja go najpierw zostawilam, chcialam zeby bylo okej po 2-ch mies..jednak on juz nie chcial... mialas podobna sytuacje wiec moze mi cos poradzisz..w koncu on tez sie zaczal starac kiedy Tb juz przestalo..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ale Ci sie zamieszalo w zyciu steskniona, nie zazdroszcze. ciekawa jestem czy kontakty z kolega pojda do przodu. a moze poznasz calkiem kogos nowego i to bedzie w koncu to i nie bedzie watpliwosci? ponad 3 lata ma juz ten temat, niesamowicie szybko zlecialo, fajnie bedzie to kiedys poczytac od poczatku. a mi rozwalil sie kolejny zwiazek (wlasciwie to pierwszy po tym o ktorym pisalam w tym temacie) bo facet nie wiedzial czego chce. przykre, ale szybko sie pozbieralam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samozycie..
najgorsze jednak jest udawanie ze wszystko Ci obojetne..kiedy widzac go serce rozdarte jest na kawalki:( my chyba oboje udajemy...i to jest najgorsze..z naszych rozmow tak wynika..masakra:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samozycie..
on np zazdrosny jest o wszystko, gdy pisze sms patrzy mi na tel co pisze i patrzy do kogo..a gdy powiem ze do kolegi to foch forever..i wielka zlosc z jego strony, nie wyrabiam - serio.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiecznie stęskniona nie miej do siebie pretensji jesl;i postąpiłaś tak jak uważałaś za słuszne. Nawet jesli może nie do konca jesteś pewna ze to dobra decyzja to już samo jej podjęcie o czymś swiadczy. Widać czasem trzeba podjąc taką a nie inną decyzję zeby się przekonać o tym co jest dla nas najważniejsze i czego w życiu chcemy.byliście ze sobą długo, moze wkradłą sie rutyna, to normalne, ale i uczucia mogły osłabnąć. A być przy kims tylko dlatego ze jest dla nas dobry i tkwić w tym mając mnóstwo wątpliwości...to chyba nie do konca o to chodzi. I to nie ejst szukanie raków w d*pie, tylko decyzja ktora ,moze miec wpływ na dalsze życie. Podobno kto nie wryzykuje ten nie ma, a po historiach dziewczyn ktore tu pisały widac że czasem ryzyko sie opłacało i wszystko zmieniało się o 180 stopni. Moze potrzebujesz odpoczynku i zwyczajnie bycia samą bo ja sobie doskonale zdaje sprawe z tego ze bedać z kims w zwiazku i majac do tego mnostwo watpliwosci, mozan sie straszliwie męczyć.A jak człwoiek sam się meczy tym wszytkim to jednoczesnie wpływa tez na innych. I nie ma co oceniac stęsknionej ze jest zła i niedobra, a on wspaniały bo dobrze wiadomo ze w zyciu i sprawach uczuc nic nie ejst amni do konca czarne ani biale. Moim zdaniem mimo wszystko to uczuciwe podejcie, nawet jesli w tyk momencie unieszczesliwilo oboje. Kto wie co bedzie potem, czas pokaze. U mnie okej, nie wiem czy pisałam juz wczesniej ze zamieszkalismy razem. Jasne ze są i górki i dołki ( wczoraj np.mała sprzeczka i cichy wieczór;p) ale kocham go jak zadnego faceta do tej pory i chce być z nim. Wiem ze oboje mamy wady i czasem będzie cięzko, ale warto próbować. Poza tym mamy dość poważne plany na przyszłość a jak będzie,poczekamy zobaczymy:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hej, bardzo miło was widzieć :) kochamciezycie, gratulacje :) bo co tu więcej mówić, super :) roza, dlugo to trwało? bo teraz nie kojarzę. a w ogole jak tak Twój ex przez którego tutaj zaczęłaś pisać? macie kontakt? samozycie, faktycznie bardzo podobnie do tego co ja miałam. bo terazjuż jesteśmy po studiach więc się nie widzimy. nie mam nikogo nowego, tego kolegę z którym faktycznie sporo rozmawiam i dobrze się przy nim czuję, ale czy to cokolwiek jest to nie wiem. jak pisała kochacieżycie, potrzebuje pobyć sama.. mimo, że wieczorami mam ochotę się do kogoś przytulić. po prostu muszę. co do Twojego pytania to jedyna rzecz którą możeszzrobić to ograniczym kontakt do minimum. tak mi pisały tutaj dziewczyny jak pewnie zauważysz i miały rację. i wiem, że jest ciężko, bo mi sie nie udawało. moze Tobie sie uda? nie spotykaj się z nim sam na sam, jak się sfoszy to niech się foszy. nie siadaj obok niego na uczelni, po prostu traktuj jak kolegę ze studiów.. "faceci nie reaguję na słowa, reagują na brak kontaktu" - nie chciałam w to wierzyć, ale to jest prawda... w ogóle czytałaś 'mężczyźni kochają zołzy' ? książka jest mega przerysowana, czasem traktuje facetów jak niższy gatunek, ale ma w sobie dużo prawdy. i mi pomogło po rozstaniu jej czytanie (i oczywiście czytanie kafe). fajnie jakby udało Ci się zaanagażować w jakieś zajęcie (siłownia, nowy kurs albo włąśnie powrót do starego hobby). on sam powinien wyjść z inicjatywą spotkania. tylko będzie Cię sprawdzał, próował przytulać, całować. nie daj się. postaw wtedy spawę jasno - wracamy? ok. nie - to masz dużo nauki.. i wiem, że to wszystko jest mega mega ciężkie. i wiem, żę sama się tego nie trzymałam. ale gdybym mogła to bym tak zrobiła. pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
to co napisała stęskniona z brakiem kontaktu to świata prawda, inaczej nie da się przez to przejksc i spojrzec na sytuacje z dystansem. To bardzo trudne i boli strasznie, ale naprawde mozna poczuc po jakims czasie dume ze mialo się tyle siły i odwagi. I na pewno to przynosi wiecej pozytku niz szkody, choc wiem ze mozna sobie myslec ze ta druga strona pomysli ze ja olewamy ze juz nam nie zalezy itd. Nie, nie do konca, bardziej sami sobie to wyolbrzymiamy, bojac sie ze cos stracimy. A naprawde brak kontaktu mimo ze bardzo trudny do realizacji, to jest jedno zn najlepszych rozwiazań. Drugie to oczywiscie czas. I bede to powtarzac jak mantre, czas leczy rany, nic innego tak dobrze nie działa. Poza tym są plusy, bo zycie jest tak zaskakujace ze nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Nie ma się co zamykavc na nowe, wcale nie majac pewnosci co do tego ze stare naprawde nam odpowiada i pasuje w 100%. A czesto strach przezd samotnoscia jest tym co popycha do tego by brnac w zwiazek który raz nam sie podoba innym razem chcielibysmy zmian. Poza tym praktykowanie choc czasowego bycia z samym soba tez jet fajna sprawa. Nawet w zwiazku to dostrzegam,że czasem potrzebuje zcasu tylko dla siebie, bo niekiedy nadmiar bycia razem, szczególnie mieszkajac razem, tez bywa męczący;P nie to ze mam dosc mojego faceta, nic z takich rzeczy, po prostu chodzi o to ze taka zwykla samotnosc tez jest nam potrzebna,żeby po prostu nie zatracic sie w tej drugiej osobie zapominajac o sobie. Ale czasem po prostu do wszystkiego trzeba dojrzec.Miłego popołudnia!:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
to co napisała stęskniona z brakiem kontaktu to świata prawda, inaczej nie da się przez to przejksc i spojrzec na sytuacje z dystansem. To bardzo trudne i boli strasznie, ale naprawde mozna poczuc po jakims czasie dume ze mialo się tyle siły i odwagi. I na pewno to przynosi wiecej pozytku niz szkody, choc wiem ze mozna sobie myslec ze ta druga strona pomysli ze ja olewamy ze juz nam nie zalezy itd. Nie, nie do konca, bardziej sami sobie to wyolbrzymiamy, bojac sie ze cos stracimy. A naprawde brak kontaktu mimo ze bardzo trudny do realizacji, to jest jedno zn najlepszych rozwiazań. Drugie to oczywiscie czas. I bede to powtarzac jak mantre, czas leczy rany, nic innego tak dobrze nie działa. Poza tym są plusy, bo zycie jest tak zaskakujace ze nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Nie ma się co zamykavc na nowe, wcale nie majac pewnosci co do tego ze stare naprawde nam odpowiada i pasuje w 100%. A czesto strach przezd samotnoscia jest tym co popycha do tego by brnac w zwiazek który raz nam sie podoba innym razem chcielibysmy zmian. Poza tym praktykowanie choc czasowego bycia z samym soba tez jet fajna sprawa. Nawet w zwiazku to dostrzegam,że czasem potrzebuje zcasu tylko dla siebie, bo niekiedy nadmiar bycia razem, szczególnie mieszkajac razem, tez bywa męczący;P nie to ze mam dosc mojego faceta, nic z takich rzeczy, po prostu chodzi o to ze taka zwykla samotnosc tez jest nam potrzebna,żeby po prostu nie zatracic sie w tej drugiej osobie zapominajac o sobie. Ale czasem po prostu do wszystkiego trzeba dojrzec.Miłego popołudnia!:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samozycie..
Hej dziewczyny:). Na poczatku bardzo chcialabym podziekowac Wam za odpowiedzi, za przeczytanie tego co napisalam:).. sprawa jest trudna bo czasami mam tak ze czuje sie juz taka silna, pewna siebie a czasami nie..czasami musze udawac niedostepna chociaz mam ochote sie przytulic do niego..udaje ze mnie nic nie obchodzi, on mnie przytula a ja go odpycham..:/.. Chociaz musze powiedziec ze i tak jest ze mna o wiele lepiej niz na poczatku - bez porownania wrecz, wiec przekonalam sie juz ze czas leczy rany:), teraz powtarzam sobie ze jesli mnie kocha to wroci bez wzgledu na wszystko a jesli nie to widocznie tak czy tak by to nie przetrwalo:) chociaz miewam tez mega dolki..ale staram sie isc do przodu.. jesli chodzi o powodzenie wsrod chlopakow narzekac nie moge..a oon jest o to strasznie zaazdrosny i nawet mowi ze go to boli - wiec chyba nie wszystko stracone tylko nie wiem czy kiedys nie bedzie za pozno jesli wrroci z podkulonym ogonem, ja nie pisze praktycznie nigdy pierwsza - on szuka kontaktu, spotkan nie proponuje a i na kazde sie nie zgadzam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samozycie..
a co do zerwania kontaktu..jesli pisze sms to nie odpisywac w ogole ? a jesli juz to mam byc oschla ? cche by poczul ze mnie zaczyna tracic - bo fakt faktem - tak wlasnie jest :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość samozycie..
aaa i dodam jeszcze ze jakis czas temu, calkiem niedawno zapytal czy chcialabym jeszcze z nim byc czy nie..bo nie wie do czego kontakt i spotkania prowadza, ja nic koonkretnego nie odpowiedzialam..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Iga_a
Hej, Od kilku miesięcy czytam wpisy zamieszczona na tej stronie. Często było tak, że utożsamiałam się z osobami, których historie czytalam. Jeśli ktoś ma chwilkę czasu będe wdzięczna o przeczytanie mojej historii ( obiecuję że to bedzie skrót :) ). Byłam z chłopakiem 3 lata, w ostatnich 11 miesiącach mieszkaliśmy razem. Wydawało mi się, że tworzymy udaną parę. Fajnie się dogadywaliśmy, mieliśmy takie samo poczucie humoru, szacunek, zaufanie, moim zdanie było fajnie, a ja myślałam, że to bedzie ten jedyny, nie żałuję że spędziłam 3 lata z tym facetem. Wiem, ze mnie kochał. A on sam kwituje to tak, ze nikogo nigdy tak nie kochał... Ja mam 24 lata a on 29. W pewnym momencie naszego związku zauwazyłam, ze chłopak zaczął sie odsuwać ode mnie. Weszła w związek rutyna, codzinne zycie, codzinne obowiązki. Miał swoją pasję- granie na gitarze elektrycznej, za którą trzymałam kciuki i cieszyłam się że spełnia się. W związku z tym raz- dwa razy w tygodniu jeżdził na grania. Mieli swoją grupę z którą sie spotykali, była tam i ona... wokalista zespołu. Dziewczyna o którą byłam zazdrosna, bo widzialam ze on wypowiada sie o niej w samych super latywach. Pewnego dnia, poklóciliśmy się o głupoty i o nią i mój były powiedział, że on nie ma już siły ( nie kłóciliśmy się często, bo nie umieliśmy :)), i tak to się skończyło, wyprowadziłam się z naszego mieszkania i wróciłam do swojego miasta oddalanonego o jakies 5 km... płakałam, prosiłam zeby wrócił, ciągle chciałam wiedzieć co tak naprawde się wydarzyło, czy przestał mnie kochać, czy mnie zdradził... ale on nie dał mi nigdy odpowiedzi na to... i tak ponad pół roku. Chyba najgorszy etap w moim życiu jak do tej pory. Myślałam że serce rozpada mi sie na kawałki. Pierwsze 3 miesiące, płakałam prawie non stop, schudłam chyba z 5 kg... strasznie przeszłam to rozstanie. Niestety do tego dochodzi to, że pracujemy razem....jego rodzice mają firmę i pracuje u nich już 4 lata. Oni nie mają nic przeciwko, wręcz bardzo chcą zebym dalej pracowała. O zachowaniu i rozstaniu z "ex" nie rozmawiałam z nimi... zatem widujemy sie codziennie ( nikomu nie życze) Teraz mija już 10 miesiąc. Moja cierpliwość chyba się skończyła i zaczęłam go unikać. Nie chce zeby zrobił sobie ze mnie kumpele, bo niby po co... Przestałam się interesować jego życiem ( załuje ze wczesniej tego nie zrobiłam, bo mnie wykańczało! ) Teraz sytuacja wygląda tak, ze już kilka/ kilkanaście razy prosiłam go zeby zerwał ze mną kontakt, że tak bedzie lepiej, że kontakt z nim mnie rani, bo nadal jakies tam uczucia we mnie siedzą... a on... nic... kompletnie nic nie rozumie. Mówie mu o tym ze łzami w oczach i faktycznie mam spokój na ... pół dnia. Przycodzi do mnie z najmniejszymi pierdołami, w pracy nie załatwiamy tych samych spraw, więc nie musimy miec kontaktu. Ostanio powedział, ze jest uzależniony od kontaktu ze mną, że to jest silniejsze od niego. Wiem, ze kilka razy po rozstaniu spotykal się z tą wolkalistą ( jak twierdził, po koleżeńsku... yhy jasne:P ) Nie jest z nikim w związku i nie był przez te 10 miesięcy, ja też nie... pomimo tego ze miałam okazje to nie chciałam... nie przestałam kochac do końca, ale wiem że on nie odważy się tego naprawić. Zdaje sobie sprawę z tego jak mnie zranił i ile wycierpiałam. Bardzo, bardzo zależy mu na kontakcie ze mną, a ja wiem że nie jest to wskazane, ze to tylko rozdrapywanie ran. A po co? Gdybyśmy nie mieli kontaktu od samego początku już dawno nie byłoby tematu. Ostatnio w rozmowie przyznał się że chwilę przed naszym rozstaniem kims się zafascynował, nowymi ludźmi, calą sytuacją grania w zespole i tą dziewczyną ( którą jak twierdzi do tej pory traktuje jak koleżankę, ale zainteresowała go ). Powiedział, ze mieliśmy faktycznie fajny związek, że poczuł się jak pies zerwany ze smyczy. Żadnej mowy o powrocie, czy o tym że żałuje. Wiec chyba mamy sprawę jasną, ze nie żałuje. Widze tak jakby brakowało mu mojej osoby, bo z chęcią przychodziłby do mnie po rozmowę z najmniejsza pierdołą. Jak mam zrozumieć to że jemu tak bardzo żalezy na kontacie ze mną? Po co? skoro wybrał inne życie i mnie nie chciał. W momencie kiedy ja stanęłam na nogi, jego znowu robi się za dużo... Po co??? ile razy mam powtórzyć ze mnie to rani? Masakra jakaś. Powiedział, ze jak bede gotowa to sama go poproszę o koleżeństwo. Byliśmy ze sobą 3 lata, nie jesteśmy 10 miesięcy, a przez pierwsze pół rooku/ 7 miesięcy zawsze byłam przy nim kiedy mnie potrzebował czy w rozmowi czy w jakiejś przysłudze. ( niby po koleżeńsku, chociaz nadal go kochałam- sama sie oszukiwałam). Być moze powodem jest to że w miejscowości, której mieszka nie ma znajomych... został sam (kiedy szukaliśmy ogłoszenia mieszkania do wynajęcia, tylko tam było i tak zostaliśmy, teraz ja wróciłam do domu rodzinnego). Powiedziałam ex że miesza mi w głowie i żeby tego nie robił. Jego odpowiedz - "Tak ja Cię rozumiem. Przepraszam" ale za 3-4 godziny zachowuje się tak jakby nie było tematu, a wszystko od czasu kiedy ja się oddaliłam ( a to było już jakieś 3 miesiace temu), bo uznałam ze tak bedzie lepiej. Nadal go kocham, ale... tak chyba musi być. Nie mam zamiaru utrzymywac kontaktu tylko po to zebym sama siebie raniła. Moze ktoś miał podobną sytuację z facetem. Nie wiem czy to czysty egoizm? czy moze coś innego? Już dawno powinno byc po temacie, a jednak... Jesli tego nikt nie przeczyta, to chociaż się wyżaliłam :) Pozdrawiam,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Iga, ja myślę ze jak sama piszesz nadal go kochasz, to jednak dojrzałas juz na tyle do tego,żeby definitywnie zakonczyc tą relację. Sama zauważasz ze nie przynosi ona nic dobrego a tylko wpedza Cie w ciągłę watpliwości i wahania. Nie wiem jak mozna Ci doradzić, ale po prostu musisz byc twarda w kontakcie ze swoim byłym. Stanowcza przede wszystkim. Nie chce tego, nie podoba mi się to, nie życzę sobie żebys itp...na takiej zasadzie włąsnie. Bo on trochę bazuje na tym i żeruje że w gruncie rzeczy jestes słaba, tzn. bardziej masz słąbość do niego.Wiem, że on raczej nie zrozumie ot tak łątwo ale trzeba byc konsekwentnym. Moze to jest tak jak kiedys mi pisały dziewczyny. Ze jestes dla niego kolem zapasowym, ze dopoki jest sam to korzysta w jakis sposob z tego ze wciąż mu ulegasz , ze nie umiesz postawic sprawy na tyle stanowczo by to definitywnie zakobnczyc. Nie wiem czy tak jets w rzeczywistosci bo kazdy jest inny i dana sytuacja zalezna jest tez od wielu czynników. Ale wiem z własnego doświadczenia,że dopoki ja sama nie dojrzałam do całkowitego zerwania kontaktu to mój były bardzo korzytał z tych moich słabośći. Jka nie mial z kim isc na piwo to zwsze dzwonil do mnie bo wiedzaił ze nie odmówie itp....powartzral mi sie zestem mu bardzo bliska, ze mimo ze nie jestesmy razem to jestem wazna itp.... Jak mi któras kiedys napisała, ważna to możę być ciocia;p gdzies mam taka przyjazn i znajomosc ktora mnie nie cieszy ale męczy. Jasne ze szkoda moze tych lat wspolnie spedzonych, ale moze lepiej zamiast rozpamietywac warto po prostu isc do przodu zeby niczego nie przegapic. Poza tym jak poisalam we wczesniejsmzych postach, zycie naprawde zaskakuje. Ja mam prawie 30 lat, noe jescze troche mi brakuje, ale...myslalam ze nic mnie nie spotka, ze nie mozna sie zakochac ot tak po prostu, ze w tym wieku to bardziej rozsadek odegra role, ze po bylym to juz zaden i w ogole... a jak widac mozna w najmniej spodziewanym momencie,po prostu zdarza sie i juz. I tak samo jak sa osoby ktore wieszaja psy na wiecznie stesknionej. A ja jej po pierwsze gratuluje odwagi a po drugie naprawde kibicuje. C z tego ze chlopak byl dla niej dobry kochajacy,że mogło ukladac im sie jak w bajce, ale widac nie wszytko gralo jak nalezy jesli chocby jedna ze stron czułą sie w tej ukladanece niekomfortowo. Lepiej cos przerwac wczesniej, przemyslec , pozwolic sobie na samotnosc a nie tkwic i zastanawiac sie czy tak jest dobrze albo wmawiac sobie ze lepiej byc nie moze. Jasne ze w to wszytko wpisane jest ryzyko ze moze naprawde tracimy cos bezpowrotnie,że moze naprawde to bylo wlasnie to...ale cóz, lepiej spróbowac i sparzyc się, niz miec pretensje do siebie o to ze sie nie zaryzykowalo,że nie sporbowalo sie czegos nowego. Nie ma co życ strachem w takich sytuacjach, choc wiekm ze podjecie decyzji i strach przezd samotnoscia sa okrutne. Ale mimo wszystko odwagi :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kochamciezycie - dziękuję za miłe słowa, naprawdę mnie podniosłać na duchu :) Iga, no ja się zgadzam z poprzedniczką. chociaz mi się też wydaje, że niestety jeżeli nie odejdziesz z pracy to będzie Ci ciężko rozwiązać to jak powinno być.. bo on Ci spokoju raczej nie da sam z siebie. oczywiście jest pytanie jak bardzo tego spokoju chcesz, ważne żebyś sama siebie nie oszukiwała. Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sytuacja z gitarzystą i wokalistką już się pojawiła na tym wątku, u Milvy, jak dobrze pamiętam. Jej chłopak też jest gitarzystą i też zostawił ją dla nowej wokalistki w zespole... I tak samo nie umiał zerwać kontaktu... Bardzo przykra sprawa. wiecznie_steskniona, a Twój były w końcu wyjaśnił, o co mu chodziło z tamtym zerwaniem, dlaczego to zrobił?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ag_21
Dziewczyny jesteście cudowne!czytam Was dzisiaj od paru godzin.też się znalazłam na życiowym zakręcie eh:( styczeń nie był dla mnie łaskawy,oj nie.I cały ostatni semestr.tak sobie myslę,żeby wyskoczyć na dwa dni do Zakopanego, sama tak poprostu,co myślicie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeśli nie wpędzi Cię to jeszcze gorsze samopoczucie to taki wyjazd jest całkim na plus. Choć szczerez mówiąć ja będąc w dole po rozstaniu wolalam nie robić sobie samotnych wycieczek włąsnie dlatego ze czułam sie strasznie zle i strasznie samotna, przynajmniej w tym krótkim czasie jaki minął od rozstania. Ale po jakims czasie nawet była mi potrzebna taka wyprawa zeby po prostu odpocząć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ag_21
Dzięki za odzew,ja generalnie nie jestem (tym razem)po rozstaniu,mamy kryzys,nie pierwszy zresztą:(mialam jechac z koleżanką,ale nie wyszło,dlatego myślę,zeby pojechac sama.Juz mnie doluje to siedzenie w domu,zaczely się ferie i mam ochotę na dalszą podróz,widok gór,zmianię klimatu.cóż wolalabym z kimś,ale jak juz wspomniałam nie wyszło:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kurcze, jestem przerażona. bo albo jedno albo drugie. nie ma kompromisu. z każdym wyborem coś stracę. na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że mogłabym być i z jednym i z drugim. boję się że którąkolwiek opcję nie wybiorę, tak czy siak będę myśleć zawsze jak to by było gdyby.. masakra. spotkałam byłego. świat jest mały. w galerii. nagle znikąd znalazł się narzeciwko mnie. pogadaliśmy, poszliśmy na kawę. strasznie miło było. gadaliśmy o głupotach. potem mnie odprowadził i dalej przed klatką gadaliśmy, było zimno więc stwierdziłam że jeszcze na herbatę może wejść. dopiero u mnie zaczął się temat 'nas'. w sumie to ja go zaczęłam. byłam w złym momencie, dzień wcześniej miałam mega kryzys + byłam tuż przed okresem, a wtedy robię się strasznie emocjonalna. tęskniłam za nim. sytałam czy widzi jeszcze dla nas szansę, powiedział że tak, ale nie chce teraz decydować. powiedziałam, że ja tak samo. ale i tak się rozryczałam. przytulił mnie. niesamowite jak wtulenie się w niego na mnie działa. chwila i staję się spokojna.. jak wychodził na pożegnanie się pocałowaliśmy. szczerze mówiąc gdyby nie mój zdrowy rozsądek to byśmy w łóżku wylądowali. on stracił na koniec głowę.. powiedziałam, że nie powinniśmy, przytaknął, ale już mało myślał. wyszedł, ale widziałam, że stał jeszcze dobre 5 minut przed drzwiami :( po tym spotkaniu się uspokoiłam jakoś nawet w miarę.. dobrze na mnie podziałało. dwa dni później miałam imrezę, byli u mnie znajomi z pracy, ten kumpel też. strasznie się wszyscy zrobiliśmy. koniec pamiętam przez mgłę. ale nie mogę jednego zapomnieć. siedziałam już jakoś na podłodze, on mnie podniósł. i przytulił. dziwne to było, bo myślałam że chce mnie tylko podnieść i nawet tak miałam się odsunąć ale mnie przytrzymał. więc się rozluźniłam i nawet oparłam głowę na jego ramieniu. i to też na mnie zadziałało strasznie kojąco. niestety trwało to krótko bo poszłąm zwymiotować.. ;) ale przypominając sobie tą sytuację prawie kręci mi się w głowie.. generalnie jak wszyscy poszli, my zaczęliśmy smsować. dobrą godzinę. w ogóle często po imprezach jeszcze piszemy do siebie smsy, ale te już były dosyć ewidentym flirtem. tyle że zawsze to można było jeszcze wyłumaczyć faktem, że oboje byliśmy pijani. ale po tych smsach kontakty przybały na sile. w pracy w sumie normalnie się zachowujemy, chociaż rozmawiamy ostatnio mniej na komunikatorze pracowym. za to tak czy siak po 8 h spędzonych 5 metrów od siebie, wieczorami gadamy po nocach na fb. a po rozmowie wczorajszej jest dosyć ewidentne że na rzeczy coś jest. bo też była ewidentym flirtem, a byliśmy na trzeźwo. naprawdę się boję. boję się największego błędu w życiu. próbowałam na zasadzie "wyboraź sobie że wyjeżdzasz z jednym i drgiego nigdy nie zobaczysz". i nic. wyobrażam sobie oba scenariusze i w obu jestem zadowolona z życia, szczęśliwa u boku super faceta, ale wspominająca czasem tego drugiego. i nie potrafię przestać rozmawiać i śmiać się z tym z pracy i nie potrafię przestać tęsknić za byłym. jeszcze nie bardz mogę porównać te dwie rzeczy, bo z byłym to już coś trwalszego, dłuższego, a z tm kumplem początki, motlki w brzuchu.. śmianie się ze wszystkiego. jeszcze jedna kwestia mnie męczy odnośnie byłęgo. bo w sumie to zawsze ja wyciągałam rękę, dawałam znać, że chcę dalej próbować. jak się ostatnio spotkaliśmy to ewidentnie dałam mu znak, że widzę szansę. czy gdyby to było TO to czy nie powinien był walczyć? ja zawsze walczyłam.. życie jest dziwne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

×