Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość renniiaa

Jest mi smutno i źle...

Polecane posty

Gość renniiaa

Nie układa mi się z mężem i chyba nic z tego nie będzie, mimo, że jesteśmy krótko po ślubie.. po prostu już nie mam sił walczyć o to, żeby było dobrze... W dodatku nie mogę mieć dzieci i to również nie nastraja mnie optymistycznie do przyszłości. Czuję się strasznie samotna... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna900
A dlaczego nie uklada Ci się z mężem? Ile jesteście po ślubie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość renniiaa
Długo by opowiadać... po ślubie jesteśmy niecały rok, ale wcześniej byliśmy ze sobą prawie 5 lat. On ma trudny charakter, ale chciałam, żeby było dobrze, starałam się, miałam nadzieję, że się zmieni (wiem - naiwność)... Niestety coś się chyba we mnie wypaliło, nie mam już siły walczyć o ten związek :( Najogólniej rzecz biorąc ma on kilka wad, które bardzo niszczą nasze relacje - ale to nawet nie chodzi o to, po prostu jestem zła na siebie, że byłam naiwna i myślałam, że mimo wszystko nam się ułoży.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość renniiaa
W sumie nawet nie chodzi o to, że to są "wady" - to pewne zachowania, które nie powinny być akceptowalne... Wiem, że nie ma ideałów, ale do cholery - nie chciałam nie wiadomo czego! Zmęczyło mnie bycie stroną aktywną tego związku, nie mam już sił... Nie chcę rozwodu, ale nie mam już siły do tego człowieka. Ile razy można przez kogoś płakać?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna900
Może warto byloby zwrócić się o pomoc do kogoś? Jest wiele róznych poradników, jak ratować małżeństwo.... A szczera rozmowa? Taka naprawdę długa i szczera... Przecież jeśli mąż Cię kocha, to chyba nie chce Cię ranić. Powiedz mu co czujesz. Albo napisz do niego długi list, opisz mu wszystko. czasem łatwiej napisać niż powiedzieć....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość renniiaa
Właśnie chodzi o to, że wszystkiego już chyba próbowałam, rozmów nie zliczę, list też jeden był. Poprawia się - ale tylko chwilowo, później znów to samo... Wiem, że on mnie kocha, ale został niestety wychowany na egoistę i nic na to nie mogę poradzić (swoją drogą - niestety większość jego wad spowodowała jego matka - która wszystko mu zawsze wybaczy, co by nie zrobił, jakkolwiek by jej nie potraktował - zawsze jest ukochanym synusiem i jeszcze go przeprasza, że przez nią się zdenerwował - LITOŚCI!!!). Żal mi tego małżeństwa, ale ile razy można próbować coś odbudowywać? Ja już nie potrafię zliczyć naszych kryzysów, niby w zeszłym roku coś poszło do przodu - wtedy też pobraliśmy się - ale teraz zaczyna rysować się to coraz gorzej :( No i brak dzieci też nie sprzyja spajaniu tego związku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna900
Jeśli miałabyś się męczyć całe życie... ...to w sumie też nie wiem, czy jest sens dalej to ciągnąć:( jeśli został tak a nie inaczej wychowany i weszło mu to w krew, to ciężko będzie mu się zmienić... Reniu, przecież nie możesz całego życia przepłakać z powodu kogoś, kto uważa się za pepek swiata! Jesli jest chociaż najmniejsza szansa, na uratowanie tego, to próbuj. Ale jesli nie ma........

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość renniiaa
Widzisz, ja generalnie jestem osobą myślącą pozytywnie, że "wszystko będzie na pewno dobrze", co w sumie wychodzi mi na złe, bo później dostaję kopa od życia i rujnuje mi całą radość. Najgorzej, że wystarczy niewiele, żebym znów z radości rozpromieniała się i zapominała natychmiast o tym, co było źle. Kurde, co za syf :(:(:(:( A trzeba tak niewiele, żeby było dobrze - tylko że on nie potrafi tego zrozumieć, żebym nie wiem, po jakiemu mu to mówiła czy nawet zaśpiewała. Ania, dzięki za wsparcie, chyba wybiorę się na jakiś spacer, posiedzę gdzieś nad jeziorkiem i wypalę pół paczki papierosów. Nie rozwiąże to moich problemów, ale mam dość wspólnego siedzenia w domu - i w ciszy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Powtarzam to pytanie, takim jak Ty: dla jakiej idei z nim jesteś ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aha i achhhhh
chyba wszystkie Renie tak mają, niestety. Odpusc sobie tego "męża" zanim go znienawidzisz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czyli, tak jak myślałam, szczery - dla innych bo - "co ludzie powiedzą" ;) Mimo wszystko podziwiam te kobiety, które są z kimś i znoszą wszystko, mimo, że cierpią katusze i nie potrafią znaleźć żadnego wyjścia, poza siedzeniem cicho, "rozmowami i śpiewami", które odbijają się jedynie na ich psychice :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a mowiac powaznie, to wiele osob ma wrodzona niechec do zmian, nie zmienia pracy pomimo, ze im nie pasuje, nie zmienia miejsca zamieszkania, nie zmienia tez partnera zmiana partnera, czy tez samo zerwanie wiezi wymaga sporego zdecyowania, odwagi, bo jakby nie patrzec (eliminujac oczywiscie zwiazki patologiczne, bicie, gwalt, ponizanie, alkoholizm) to zwiazki budowane sa na uczuciach (w tym przywiazaniu), z ktorymi nie jest latwo zerwac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie zmienia bo - tak bezpieczniej ? ale czy do końca ? Zgadzam się, ale w przypadku autorki, która zna swojego partnera od 5 lat, a od 'niecałego"roku jest z nim w związku małżeńskim ;) samo powiedzenie "tak" nie zmieniło sytuacji bowiem dalej uważa ona, że:" Żal mi tego małżeństwa, ale ile razy można próbować coś odbudowywać? Ja już nie potrafię zliczyć naszych kryzysów, niby w zeszłym roku coś poszło do przodu - wtedy też pobraliśmy się - ale teraz zaczyna rysować się to coraz gorzej " "pewne zachowania, które nie powinny być akceptowalne... " - autorka nie napisała jakie to zachowania, za to napisała: "Ile razy można przez kogoś płakać?" - tyle razy, ile razy sobie na to pozwolisz. :D Typowa masochistka lub desperatka. :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość chyba wiem co czujesz
wprawdzie nie jest moim mezem na szczescie, ale dlam mi sie we znaki. wiele poswiecilam dla zwiazku a teraz okazalo sie ze przez dlugi czas bylam z kims kot okazal sie zupelnie innym czlowiekiem. niestety musze spojrzec prawdzie w oczy i zakonczyc to co zaczelam. nie kazda sytuacja jest taka sama. zycze Ci powodzenia cokolwiek nie postanowisz. czlowiek zasluguje na szczescie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aha i achhhhh
zawsze szczery: ile masz lat? prawde mi tu napisz!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość renniiaa
No tak, ktoś już tu nakreśla mój portret psychologiczny - masochistka, desperatka, słaba psychicznie... Warto jednak zdawać sobie sprawę, że w życiu nie wszystko jest od razu czarne albo białe - ponieważ jest milion odcieni szarości. W tej chwili sytuacja wygląda tak, że mąż próbuje załagodzić sytuację, oczywiście były przeprosiny i słowa, że on obiecuje się zmienić - ale wyśmiałam go i przypomniałam mu, że już to słyszałam, wtedy stwierdził, że przecież nad sobą pracuje i że jest coraz lepiej. Sama nie wiem, chyba najbardziej wkurza mnie to, że za każdym razem wierzę, że już będzie dobrze (pisałam już, że jestem optymistką - dodam, że naprawdę niepoprawną) i dlatego ciśnienie mi od razu skacze jak okazuje się, że kolejny raz moja wiara nic nie znaczyła :( PS. Mąż w ramach poprawy atmosfery zaprosił parę naszych znajomych na wieczór, ale powiedziałam mu, że będzie z nimi siedział sam, bo ja nie będę udawać, że wszystko jest fajnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×