Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

lulla

Czy to ma jakikolwiek sens?

Polecane posty

Nie widzę w tym związku miłości, niestety. Gdyby on Cie kochał to spróbowałby innego życia, zawsze przecież można wrócić do dawnego. Gdybyś Ty go kochała, to nie byłoby dla Ciebie ważne jak i gdzie, byleby razem. Czarno to widzę:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość opowiedz cos o swoim poprzedni
m zwiazku, z kim bylas i czemu tak Cie zranil?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moj poprzedni partner byl obcokrajowcem, pracowal w firmie w ktorej mialam praktyki studenckie. Bylismy razem szczesliwi, ale on nie chcial kontynuowac zwiazku, ja musialam wracac do kraju na obrone pracy magisterskiej a on mial i ma swoje sprawy tam. Bardzo mnie to wszystko sponiewieralo. On byl cudownym, inteligentnym facetem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość znaffca
Kochasz nadal tamtego i szukasz wymówki żeby porzucić obecnego partnera, dlatego tak rażą Cię jego błędy ort. i brak wykształcenia. Problem miejsca do życia to tylko przykrywka i odbicie problemów w Waszym związku. Radziłbym Ci poczekać, spróbować życia w wielkim mieście tak samo jak spróbowałaś tu. I odpowiedzenie sobie na pytanie czy naprawdę kochasz swojego obecnego partnera? Czy byłabyś szczęśliwa bez niego w innym miejscu? Czy wyobrażasz sobie innego faceta u Twojego boku? Czy gdyby Twój były chłopak napisał że jednak Cię kocha i abyście spróbowali jeszcze raz, co byś zrobiła?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
lulla "On byl cudownym, inteligentnym facetem..."? :D Obrona pr. mgr. nie trwa przecież wieków... Masz chyba dar do związków w których plany na życie i miejsce pobytu są problemem. :) Jak chcesz być obywatelką świata to musisz się przygotować że nie znajdziesz obywatela który będzie chciał być z tobą tam gdzie ciebie akurat dusza poniesie i w momencie w którym cię poniesie. Problem stabilizacji i poziomu stabilizacji jak i miejsca zamieszkania jest jednym z trudniejszych do przeskoczenia. Musisz tez wziąć pod uwagę że jeśli chcesz mieć dzieci to one muszą osiąść i ty z nimi. Szkoła skutecznie cię uziemi. No chyba że zamierzasz wyrywać co chwila dzieciaki z korzeniami. Tak samo praca może cię uziemić. No i praca partnera też. A nawet "wielkie miasto" może ci się nieziemsko skurczyć. Po dwóch latach nie będzie wielkiej różnicy między 7tyś a 7mln mieszkańców poza tym że korki mniej wkurwiają :) I tak w gronie twojego zainteresowania pozostanie maksymalnie kilkadziesiąt osób. (w BC też znajomi maja rodziny i pracę i nie mają czasu/siły się spotykać). Wielkość jest ciekawym zjawiskiem :) Kraków masz podzielony historycznie na dwie części Nowa huta i Kraków. Są tacy dla których przejechanie z jednej do drugiej to wyprawa!!! I bywają w "Mieście" jak muszą :) bo to strasznie daleko! Jakieś 15km :D Są tacy którzy w "Krakowie" byli dosłownie kilka razy w życiu! I to wcale nie mówię o starych ludziach. A dla przeważającej większości nawet mobilnych osób jak mówię że w ciągu jednego dnia nieraz po kilka razy jestem w każdej dzielnic to robią wielkie oczy bo dla nich to niemal niemożliwe. To ci może się wydać absurdalne ale prawda jest taka że po jakimś czasie jak osiądziesz w BC będziesz szukała mieszkania blisko pracy sklepów blisko domu kin i teatrów też. Owszem zostanie jakieś centrum do którego będziesz się wybierała spędzić wolny czas ze znajomymi ale też z czasem coraz rzadziej. No chyba że chcesz zostać wieczną imprezowiczką ale to tez się nudzi i męczy. Więc jak nie uzależnisz się od tego to ci obrzydnie i uznasz za głupie. Tak to wygląda że jeśli cię sytuacja nie zmusza to wycinasz sobie kawałek miasta i w nim żyjesz i wcale nie musi on być większy od tej dziury w której żyjesz teraz ;) Dostęp do wiedzy też jest iluzoryczny. Mam w mieście od cholery księgarń a nieraz łatwiej jest mi zamówić przez internet bo nie mam żadnej pewności że nie objadę wszystkich po to by dowiedzieć sie ze nie maja interesującej mnie pozycji. Albo jest w stanie wskazującym na przerzucie przez krowę. Biblioteki niby są ale też nieraz łatwiej kupić pozycje niż się do niej dobić w bibliotece albo wprost skorzystać z ich zasobów w sieci. Kultura? Ok są muzea. Ale ile razy będziesz odwiedzać te same? Wystawy są ale tak naprawdę większość to powtórki z rozrywki :) Imprezy kulturalne? Większość reprezentuje poziom tragiczny i przypomina odpust. A na te sensowniejsze można się bez bólu kopnąć te 130km. Tak samo z teatrami :) Co do kin to nie lobię jak podczas oglądania ktoś mi szeleści i chrupie za uszami... nie mówiąc o stękaniu albo odgłosach odganiania natrętnego chłopaka ;) Zastanów się więc jakie życie chcesz wieść :) Czy obywatelki świata która szybko się nudzi miejscem pobytu czy osiadłe jak większość. Bo mam nie odparte wrażenie że to nie jest kwestia wyboru czy być z tym facetem czy nie a kim być. No i zastanów sie czy twój facet ma czego szukać w tym BC. Jeśli ma pracę i może zapewnić rodzinie utrzymanie na sensownym poziomie to może ma słuszne obawy że w BC nie będzie mógł uzyskać tych samych zarobków i dołączy do grona wyrobników bijących się o ochłapy. on może argumentować "bo nie" bo wstydzi się przed tobą przyznać że będzie sie czuł w mieście jak obywatel drugiej kategorii. Na co nie będzie skazany w miejscu gdzie jest. Może doskonale sobie zdawać sprawę że wykształcichuje gardzą takimi jak on :) Rozmawiałaś w ten sposób z nim o tym? Przyszło ci do głowy że zmiana miejsca zamieszkania dla niego to poważne obniżenie pozycji społecznej jak i rodzinnej? Jak na to w ten sposób spojrzysz to zauważ że jego poświęcenie było by olbrzymie do tego stopnia że może mu złamać życie i go zniszczyć. I znowu jak tobie coś nie wyjdzie to on może w BC nie być w stanie was utrzymać... Jeśli jest świadomy i odpowiedzialny to nie dziw się jego lękowi :) Tak samo jak nie jeździł nigdzie nie dziw się że chce pojechać tam gdzie byli znajomi i gdzie ty byłaś wielokrotnie. On nie znając języków za granicą jest kompletnie bezradny w obliczu jakiegokolwiek problemu. Więc chce jeśli już jechać to tam gdzie "ktoś przetarł szlak" Ty pojeździłaś więc się nie boisz. Znasz języki więc czujesz się pewnie. Pytanie co jest bardziej irracjonalne jego lęk czy twoja pewność siebie ;) Ja tam zawsze mam tą świadomość że to czy się dogadam mniej zależy od mojej znajomości języka a bardziej od dobrej woli osoby z którą będę musiał się dogadać :) (dogadaj się z Kaszubem albo Ślązakiem jak nie będzie chciał :) ) Chyba musisz sobie sprecyzować jak chcesz żyć a odpowiedź gdzie i z kim będzie prostsza....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
mysliciel - dobrze prawisz ;) chcialabym zeby lulla za pare dni, miesiecy napisala jaka podjela decyzje i czy jest szczerze zadowolona

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie bylo mnie, praca pochlonela:). Co do wizji zycia, kiedys bylo mi wszystko jedno, marzyl mi sie nawet domek na wsi, spokojna robota i kasy zeby starczylo na rodzine. Wszystko zmienilo sie na studiach, jezdzenie, podroze, imprezy, 2 lata temu przeprowadzalam sie 4 razy w ciagu roku. Takie zycie nauczylo mnie czegos okropnego, mialam jakby poczucie bezpieczenstwa i bezkarnosci (" i tak jestem tu na chwile", "jak cos to zawsze moge wyjechac"). Te wyjazdy, podroze, mobilnosc staly sie czyms uzalezniajacym. Tak samo zycie w wielkim miescie - ped, gwar, tlum, zapach spalin...nikt tak jak ja nie kocha porankow w BC, kiedys po skrecie zapalonym o 5 rano w Paryzu mialam wizje tego wszystkiego jak w teledysku Madonny "Ray of light":). To paranoja, ale wlasnie w miescie czuje sie czescia swiata, elementem pedzacej masy...w malym miescie wszystko jest takie spokojne, przewidywalne, dlatego zawsze stamtad uciekalam. Moj facet cale zycie spedzil tutaj, z rodzicami, ma tutaj znajomych, kumpli. Ja wprost przeciwnie, przez moje zaangazowanie w wyjazdy nie nawiazalam nigdy bliskich przyjazni, mam kilkoro dobrych znajomych, ale zyjemy po pareset albo pare tysiecy km od siebie. Moze boje sie po prostu gdzies osiasc i z kims zwiazac? Musze to jeszcze rozkminic:).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×