Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

effaclara

MATURA Matematyka

Polecane posty

Pewnie to juz było ale nie widziałam. Temat dotyczy słynnej matury- egzaminu dojrzewania, czy według was jest on aż taki ważny? czy da sie żyć bez matury? jest tu ktoś kto nie zdał, powtarzał klase, próbuje za rok? jestem w trzeciej klasie liceum i ciągle słysze tylko gadanie na temat matury, wiem ze nie zdam z matmy jest to wręcz pewne, czy wobec tego w tym kraju będę nikim? czy ten papierek na prawdę czyni was kimś lepszym?? co o tym myślicie, bo ja juz nie wiem co robic, przystąpić, czy nie. Może powtórzyć jeszcze raz ten rok? A może uda mi sie nauczyc matemtyki do 8 maja?? co robić, co robić? :(((((((

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie da się nie zdać matmy na wymagane procenty do zaliczenia :o jeśli nie umiesz to znaczy ze albo nikt Ci nigdy nie wytłumaczył dobrze, albo uznałaś że nie umiesz i nawet nie próbujesz sie nauczyć. Polecam korepetycje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Właśnie chodzi o to, że nie potrafię zrozumieć matematyki, już od podstawówki mam z nia problemy, teraz jest najgorzej. Miałam już korki, z różnymi ludźmi, ale korki duzo kosztują i nie zawsze przynoszą efekty...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość matura ma sprawdzić
Twoją wiedzę z danej dziedziny. Jeśli nie zdasz na chociaż minimum to będzie to oznaczało, że jesteś z czegoś kiepska i tyle. Ale będzie to też porażka osób, które uczyły Cię np. matmy. Musisz sobie zdawać sprawę z tego, że niemal w każdej pracy wymagają tego przynajmniej średniego wykształcenia. Jeśli jesteś pewna, że nie zdasz to możesz pouczyć się do maja i podejść do matury na luzie. A może Ci się uda. Czasem tak się zdarza. W razie niepowodzenia powtórzysz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dzięki, wiele osób już to mówiło :) moze sie uda, racja. Nauczycielka nawet mowila ostatnio, że próbnych często się nie zdaje, a na tej normalnej czasem sie udaje, moze i mi się poszczęści. A do tego czasu troche sie jeszcze sproboje uczyc, bede chodzic na douczanie w szkole, jakies koleznaki moze poprosze czy cos

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
hej,ja też jestem w 3 klasie i prawdopodobnie nie zdam klasy..na razie zastanawiam sie jak o tym powiedzieć rodzicom,tego sie najbardziej boję...ja też ciągle tylko słyszę o tej maturze. Prawdę mówiąc i tak nie wiem co chciałabym w życiu robić,co do tego czy da sie bez matury..teraz to nawet po studiach ludzie są bez pracy. Widać nie tędy droga.. no cóż,dla mnie ten rok nie robi aż takiej różnicy,byleby w przyszłym się udało,ale rodzice mnie chyba zabiją..nie wiem..był ktoś w takiej sytuacji? A zawaliłam przez wagary.. mam wrażenie że dla rodziców to że mogłabym nie zdać to koniec świata.Jakby już nie było żadnej szansy. Mnie sie nie spieszy do pracy i dorosłego życia,wręcz przeciwnie..żałuję że tak szybko to zleciało. I to naprawde okropne nie wiedzieć co sie chce robić,nie mieć talentów

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
ja bym ogarnęła pewnie gdyby nie to że za późno..za często nie chodziłam i mogą mnie nieklasyfikować albo będe mieć naganne zachowanie z matematyki mam korki i nie jest tak najgorzej jak chodziliście często to na pewno zdacie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość matura ma sprawdzić
Zostało jeszcze trochę czasu i może nauczysz na tyle, żeby mieć te 30% czy ile to tam teraz jest. Przynajmniej nie będziesz żałowała, że nie spróbowałaś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ihohouhouhouhouhouho Niebiesko zielona widze jesteśmy w takiej samej sytuacji, ja tez mam jedynke z matmy na semestr do tego jeszcze z chemii, taki scislowiec ze mnie hehe, z chemi mam nieklasyfikowanie jak na razie wiem nie wiem, zaczynam sie powaznie zastanawiac, czy tego nie olac, bow iem, ze czeka mnie duzo pracy aby nauczyc sie tej matematyki, nie wiem sama... Z ostatniej probnej mialam 8% troche mi brakuje do tych 30... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość YOU MAY SAY I
przepraszam że sobie na to pozwolę ale moim zdaniem ludzie którzy nie rozumieją matmy są przeciętnie inteligentni, i w większosci przypadków moja teoria sie niestety sprawdza. mniejsza z tym. ja zdawalam matme rozszerzoną i powiem ci, ze te zadania to bardzo często zwykły schemat którego w najgorszym wypadku mozna sie po prostu nauczyć na pamięc - a to chyba nie jest takie trudne, co nie? rozwiązuj duzo akruszy z lat poprzedni, zadania sa zazwyczaj w ten sam deseń.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moim zdaniem Ty nie chodziłaś na właściwe korepetycje. Pewnie było tak że jak mieliście funkcje uczyłaś sie funkcji...itd a problem jest zazwyczaj w tym że nie umie się dokładnie podstaw np kolejności działań, działań na ułamkach, zamiany jednostek, zamiany stron w równaniach, przekształcania wzorów i różnych innych pierdół i właśnie z tego potrzebujesz korepetycji zanim zaczniesz uczyć sie konkretów. Tak myślę, ale mogę się oczywiście mylić :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Okej to może najpierw zaczne właśnie od takich najprostszych rzeczy, sama podstawa, potem te trudniejsze hm? Zobaczymy jak to będzie, od poniedziałku zaczynam, a może nawet dziś. Przyjdzie do mnie kolezanka wiec moze poprosze ją o pomoc. Dzięki za rady ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rozśmieszyło mnie to stwierdzenie, że po studiach nie ma pracy ;) Fakt nie ma pracy jak się idzie na kierunki, gdzie jest zapotrzebowanie zerowe na pracowników. Swoją drogą się nie dziwię rodzicom że traktują nie zdanie klasy jak koniec świata, bo kurna w szkole średniej wystarczy chodzić, nie wagarować i zawsze jakoś na 2 się da zaliczyć z korkami, zajęciami wyrównawczymi. Myślisz koleżanko że rodzice będą Cie już zawsze utrzymywać? Masz już trochę lat na karku, a zachowujesz się jakbyś jeszcze była w podstawówce... Autorko jak Ci zależy na zdaniu matury, to jeszcze nie jest za późno, wystarczy dobry korepetytor, masa zadań do rozwiązywania i pchniesz maturę na te 30% na luzie. Pomagałem kumplom wyciągać zagrożenia z matmy i mimo iż z matmy byli totalnymi tłukami, to dzięki ciężkiej pracy wyciągali spokojnie oceny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość YOU MAY SAY I
pepi no dobra, nawet jeśli zda ta maturę na 30 %, na minimum, to co z tego? nie oszukujmy się ale na porządne studia to za mało. o wiele za mało :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oj tam studia, nie zależy mi na nich aż tak, chodzi tak właściwie tylko o ta mature. Potem praca i dopiero potem może jakieś studia, ale wtedy już raczej zaoczne

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
nie,to by była tragedia bo nie cierpie mojego ojca i źle sie z nim mieszka,z matką ostatnio też. ale to nie całe życie,to tylko rok..jeszcze żeby oni sie naprawde o mnie martwili a im chodzi głównie o kase i o wstyd,bo co znajomi powiedzą wiem jak sie zachowuje i żałuje,że nie jestem w podstawówce ja akurat z matematyki mam ok. 40 %,może to nisko ale zawsze powyżej 30...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
heh kolega nie zdał matury z matmy (matura zaliczona dzięki Giertychowi), a już ma inżyniera na studiach państwowych i właśnie robi zaocznie magistra, więc wszystko da radę ;) Ale on to sie potrafił zawziąć, chodził na korki za własnoręcznie zarobioną kasę, bo po prostu jego rodziców nie byłoby stać (ledwo wiązali koniec z końcem). Chodził na konsultacje, uczył sie i ogólnie rzecz ujmując jest naprawdę pracowitym człowiekiem, który się nie poddaje. Jednak nie o tym chciałem pisać, grunt by była zaliczona matura, bo sry ale bez matury, to najgorszą robotę ciężko znaleźć. @ihohouhouhouhouhouho Zrobili Ci coś złego rodzice, czy po prostu wymagają od Ciebie przyłożenia sie, nie wagarowania i to Cie boli? Mam wrażenie że chcesz im zrobić na zlość i tyle, a to tylko napędza spirale gniewu. Kiedyś zrozumiesz że w ten sposób sobie tylko robisz krzywdę, a nie "dajesz nauczkę rodzicom". Już były takie wątki "rodzice chcą mnie wykopać z domu, help!" i czasem się nie dziwię takim reakcjom rodziców.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
zrobili,a już na pewno ojciec ale nie o tym jest temat możesz sobie mieć wrażenie jakie tam chcesz,nic o mnie nie wiesz ani czemu wagarowałam i tak dalej...nikomu nie chce robić na złość,jak chcesz wiedzieć to wręcz przeciwnie,jest mi przykro że zawiodłam kogoś mój ojciec też myśli że każda moja porażka jest na złość jemu,nie wiem co to ma być,to jakaś głupota :( akurat nie mam nic innego do roboty tylko robić innym na złość :( jakby to miało sens... uświadom sobie że nie każdy kto ma tego typu problemy ze szkołą to złośliwy rozkapryszony gówniarz i patologia..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
dałabym nauczke rodzicom gdybym sie zabiła (myslałam o tym ale sie nie poddam jednak,to nie jest tego mimo wszystko warte) a z domu to ja czasem chciałabym uciec,i tak czuje że tu jestem tylko z łaski,to nie jest prawdziwa rodzina i już nigdy taka nie będzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeżeli naprawdę coś złego Cię spotkało i spotyka w domu i nie jest to rzecz pokroju "każą mi się uczyć i na nic mi nie pozwalają", to zwróć się z tym do psychologa szkolnego lub jakiejś innej instytucji. Wagarujesz, ale jest Ci przykro że wagarujesz i kogoś zawiodłaś. Przecież to się kupy nie trzyma. Jak miałaś jakieś problemy z kimś w szkole, to czemu nie zgłosiłaś się do kogoś (rodziców/pedagoga?), że jest jakiś problem. Uważasz że rodzić, by Ci nie pomógł?! Jak jest Ci źle w domu, to powinnaś tym bardziej przyłożyć się do nauki, by jak najszybciej się wyprowadzić. Póki co zwalasz winę na wszystko dookoła, a nic nie masz do zarzucenia sobie. Łatwiej będzie jak powiesz sama czemu wagarowałaś, to nie będzie szeregu moich domysłów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
chyba nie mamy o czym dyskutować..doceniam i dziękuje,że próbujesz mi pomóc,ale przez to że oceniasz z góry to to nie ma sensu. Bo nie zwalam winy na wszystko dookoła,właśnie najbardziej jestem zła na siebie i to mnie dodatkowo dobija. Nawet rodziców zdarzało mi sie upsrawiedliwiać,że mają problemy,że sami mieli ciężką sytuację w domu,choć ojca zdarza mi sie obwiniać ale takie życie,chyba nie pozbęde się do końca urazy w stosunku do niego. Niezawsze to takie proste sie przyłożyć. Może to sie i kupy nie trzyma,ale moje życie w ogóle sie jej nie trzyma. Z rodzicami nie da sie normalnie porozmawiać,matka ma swoje problemy i nie chce słyszeć o moich,ma mnie dość i dość wszystkiego a ojcu brakuje dość empatii i to on obwinia nawet mnie za to,że mu sie nie ułożyło w życiu,bo może jakby nie miał dzieci to miałby mniej kłopotów. Fajnie czuć,że sie jest balastem dla własnego ojca. Wagarowałam bo jestem frajerką,nieśmiałą i nielubianą,każda sekunda w szkole to dla mnie koszmar,odliczam tylko do końca lekcji. Boje sie szkoły,czesto mam biegunkę ze strachu rano i sie przez to spóźniam na lekcje W pewnym momencie trudno ruszyć zaległości jak sie ich tyle narobiło i dodatkowo pozbyłam sie nawyku uczenia,który kiedyś miałam i szło mi świetnie.W pewnym momencie po prostu sie poddałam,jako osoba którą wszyscy mają za gorszą i rodzina i znajomi i która i tak do niczego sie nie nadaje ani z najprostszymi dla normalnych ludzi rzeczami sobie nie radzi. W sumie jak nie zdam to może być gorzej bo nowa klasa i to taka gdzie sie już wszyscy znają i wiedzieliby że ja nie zdałam..oby to nie oznaczało dodatkową ilość unikania i jeszcze więcej wagarów.. rodzice pewnie za karę odcieliby mi neta ale przecież to nie załatwia problemu tak jak im sie to wydaje..właśnie,mam wrażenie że totalnie mnie nie znają,Ciebie rozumiem,możesz sobie pomysleć ze robie na złość czy nic od siebie nie wymagam ale żeby własny ojciec tak pozornie mnie oceniał..a żeby tylko tak,a ocenia znacznie gorzej. Najgorzej jak to możliwe. Aż nie wierzę że mnie w ogóle kocha. u psychologów,psychiatrów już byłam i nie pomogli za bardzo,może źle trafiłam..ale nie chce na drugi raz wylądować w psychiatryku więc wole sie już tam nie zgłaszać kurcze aż wstyd mi o tym wszystkim pisać...że nie umiem sie zadawać z ludźmi i tak dalej..i że jestem jakąś wariatką totalną

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
chyba nie mamy o czym dyskutować..doceniam i dziękuje,że próbujesz mi pomóc,ale przez to że oceniasz z góry to to nie ma sensu. Bo nie zwalam winy na wszystko dookoła,właśnie najbardziej jestem zła na siebie i to mnie dodatkowo dobija. Nawet rodziców zdarzało mi sie upsrawiedliwiać,że mają problemy,że sami mieli ciężką sytuację w domu,choć ojca zdarza mi sie obwiniać ale takie życie,chyba nie pozbęde się do końca urazy w stosunku do niego. Niezawsze to takie proste sie przyłożyć. Może to sie i kupy nie trzyma,ale moje życie w ogóle sie jej nie trzyma. Z rodzicami nie da sie normalnie porozmawiać,matka ma swoje problemy i nie chce słyszeć o moich,ma mnie dość i dość wszystkiego a ojcu brakuje dość empatii i to on obwinia nawet mnie za to,że mu sie nie ułożyło w życiu,bo może jakby nie miał dzieci to miałby mniej kłopotów. Fajnie czuć,że sie jest balastem dla własnego ojca. Wagarowałam bo jestem frajerką,nieśmiałą i nielubianą,każda sekunda w szkole to dla mnie koszmar,odliczam tylko do końca lekcji. Boje sie szkoły,czesto mam biegunkę ze strachu rano i sie przez to spóźniam na lekcje W pewnym momencie trudno ruszyć zaległości jak sie ich tyle narobiło i dodatkowo pozbyłam sie nawyku uczenia,który kiedyś miałam i szło mi świetnie.W pewnym momencie po prostu sie poddałam,jako osoba którą wszyscy mają za gorszą i rodzina i znajomi i która i tak do niczego sie nie nadaje ani z najprostszymi dla normalnych ludzi rzeczami sobie nie radzi. W sumie jak nie zdam to może być gorzej bo nowa klasa i to taka gdzie sie już wszyscy znają i wiedzieliby że ja nie zdałam..oby to nie oznaczało dodatkową ilość unikania i jeszcze więcej wagarów.. rodzice pewnie za karę odcieliby mi neta ale przecież to nie załatwia problemu tak jak im sie to wydaje..właśnie,mam wrażenie że totalnie mnie nie znają,Ciebie rozumiem,możesz sobie pomysleć ze robie na złość czy nic od siebie nie wymagam ale żeby własny ojciec tak pozornie mnie oceniał..a żeby tylko tak,a ocenia znacznie gorzej. Najgorzej jak to możliwe. Aż nie wierzę że mnie w ogóle kocha. Przez lata zaniżał moje poczucie wartości,aż mu sie udało. Jednocześnie wymaga,bym była taka jak on sobie życzy. I to sama z siebie,bez jego pomocy,a nawet z kopniakiem w tyłek. u psychologów,psychiatrów już byłam i nie pomogli za bardzo,może źle trafiłam..ale nie chce na drugi raz wylądować w psychiatryku więc wole sie już tam nie zgłaszać kurcze aż wstyd mi o tym wszystkim pisać...że nie umiem sie zadawać z ludźmi i tak dalej..i że jestem jakąś wariatką totalną

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
chciałabym być idealna,ale nie potrafie choćby być normalna...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
w sumie szkoda,że nie moge powiedzieć że wagarowałam bo imprezy i szaleństwa,bo przynajmniej miałabym coś z tego,jakieś fajne przeżycia a tu nic najgorsze jest to,że nikt nie rozumie jak ja moge sie tak bać i ja sama nie do końca to rozumiem,a jak dzień w dzień sie stresujesz szkołą to trudno mi tego nie unikać....kiedyś nawet jadłam rózne świństwa,marzłam po to tylko aby zachorować i nie iść do szkoły

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
rozumiesz,dlaczego tak bardzo boje sie dorosłego życia?? ja nie wiem jak ja sobie poradzę,przecież niemal każda praca jest zależna od kontaktów z ludźmi i to nawet jest wskazane by być przebojowym i przedsiębiorczym ,to nawet chyba ważniejsze niż wykształcenie,bo takie osoby zawsze sobie poradzą gdybym mogła to kurcze nie tylko bym sie dokładała do utrzymania rodziny,ale i kupiła rodzicom willę z basenem żeby im sie żyło jak najlepiej..chociaż oni nieszczególnie sie starali zeby mi sie żyło najlepiej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
dlatego miałeś rację z tą podstawówką. Właściwie to od gimnazjum rozwinęły sie moje problemy. Może i zatrzymałam sie w rozwoju...pewnie dlatego co bym nie zrobiła już zawsze będe do tyłu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Muszę przyznać, że może niekonieczne dobrze Cie oceniłem, ale po Twoich wcześniejszych wypowiedziach moja wersja pasowała idealnie. Moim zdaniem potrzebujesz fachowej pomocy, bo nie jest z Tobą dobrze. Nie masz żadnej przyjaciółki, w której miałabyś oparcie? W klasie nikt Cie nie lubi jak twierdzisz, ale co jest tego przyczyną?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ihohouhouhouhouhouho
hmm nie wiem czemu tak pomyślałeś ale no dobra... mam 2 koleżanki z gimnazjum ale rzadko sie z nimi widuję,zwłaszcza ostatnio,one duzo sie uczą i rzadko mają dla mnie czas..w dodatku choć w gimnazjum też były nieśmiałe to w liceum sie rozkręciły,opowiadają mi o nowych znajomych i imprezach a mniie jest głupio bo nie mam o czym opowiedzieć..tego by tylko brakowało bym zaczęła sie im żalić,nawet bym sie nie odważyła,nie są na tyle bliskie,mogłyby sie mocno zdziwić bo przy nich zachowuje sie raczej normalnie..i szczerze mówiąc nie chce tego psuć,nie chce stracić moich jedynych koleżanek przez użalanie sie na problemy. co jest przyczyną? nieśmiałość,to że nie umiem nawiązywać kontaktów,nie wiem o czym i jak rozmawiać,a jak to czasem bywa że do nieśmiałych ktoś jednak próbuje dotrzeć,tak do mnie nikt nie próbuje,widocznie już na początku ich czymś odstraszyłam chociaż wtedy jeszcze próbowałam na miare swoich możliwości zagadywać i inicjować rozmowy. To takie dziwne uczucie,być całkowicie obcą..zawsze sama w ławce,jako jedyna,nie ma drugiej outsiderki czy outsidera,trafiła sie wyjątkowo przebojowa i imprezowa klasa..lubie ich w sumie ale oni mnie raczej nie albo im jestem obojętna. Żeby nie było nie dziwie się im,jakby byli jacyś wredni to może bym zwalała na złe towarzystwo,ale skoro tylko ze mną tak sie stało,ja jestem jedyna to wiadomo że to ze mną jest coś nie tak a nie znimi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×