Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Reinka

Samotna w małżeństwie.

Polecane posty

Jesteśmy od 13 lat razem i w tym 5 lat po ślubie. Zawsze byłam zwariowana na jego punckie a on na moim. Nigdy nie brakowało nam tematów do rozmowy, zawsze potrafił mnie pocieszyć kiedy było mi źle. Nigdy się nie kłóciliśmy i byłam z tego dumna. Mamy synka 3,5 latka, cały okres ciąży wspominam jako najcudowniejszy w moim życiu. Jeszcze długo po narodzinach dziecka mój mąż był czuły i opiekuńczy. 2 lata temu awansował w pracy i ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że od tamtej pory wszystko zaczęlo się chrzanić, a dokładnie mąż zmienił się w niesympatycznego buraka, który nie ma ze mną o czym rozmawiać. Pracujemy na różnych zmianach, więc ciągle się mijamy. Mąż pracuje na nocki, więc przez pół tygodnia śpię sama, a kiedy on wstaje po południu, pije ze mną kawę a raczej przy mnie bo czyta w tym czasie książkę, po kawie pogra na komuterze albo poczyta jakieś badziewie, w milczeniu zje ze mną obiad, przez te kilka godzin spędzonych w domu powie zaledwie kilka zdań i wychodzi do pracy. Wyć mi się chce, nie wiem jak mam z nim rozmawiać, bo jest to niebywale trudnie. Każda próba rozmowy to pusty monolog, który nie przynosi efektów. Z dnia na dzień oddalamy się od siebie coraz bardziej ale on uważa, że wszytsko w porządku. Wiem, musimy rozmawiać ale już tyle razy próbowałam i nie ma efektów. Co mogę jeszcze zrobić żeby przywrócić nasze dawne relacje?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anarka
oj jak ja to rozumiem, nic ci nie poradzę, ale wiem, co czujesz, jestesmy prawie 13 lat po ślubie, mamt rtoje dzieci od 5 lat nasze małżeństwo wyglada tak jak twoje, tylko, że były bójki, kumple... dzieciaki patrzyły na te ciągłe awantury wiec sie nie wiele odzywam, ale całeymi wieczorami siedze sama wiec jak dzieciaki spią to płaczę, płacze płaczę, a rano znowu to samo... ratuj póki możesz bo u mnie chyba się juz nie da, on twierdzi ze musi pracowac zeby nas utrzymac (pracuję tylko na pół etatu) ale wraca z pracy o 22 albo 23 a ja sama sama sama...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bertina
Może u mnie nie było dokładnie tak samo, ale podobnie. Po dwóch latach małżeństwa, a 7 latach związku zaczeliśmy się coraz bardziej oddalać od siebie, staliśmy sie obcy, nie potrafiliśmy rozmawiać, jego ciągle nie było w domu, a jak już był to i tak absolutnie nie zainteresowany moją osobą. Nie mamy dzieci, może i lepiej, mimo moich dobrych chęci naprawy naszego małżeństwa, on nie wykazywał żadnej inicjatywy w tym kierunku. Kiedy było ciągle tak źle, w pracy poznałam fajnego faceta, z którym mogłam porozmawiać o wszystkim, który po jakims czasie został moim kochankiem, a aktualnie jest najważniejszą osobą w moim życiu, kocham go. Z mężem jesteśmy w trakcie rozwodu, bardzo bałam się naszego rozstania, nie mogłam się długo zdecydować czy próbować dalej ratować małżeństwo czy związać się z kochankiem. Teraz wiem że podjełam słuszna decyzję i wiem że gdybym została z mężem, nie zmieniło by się nic, a zostałabym tylko z litości. Jeśli chodzi o Ciebie to, myślę że powinnaś próbować z nim usilnie rozmawiać, może ma jakiś problem przez który zachowuje sie tak a nie inaczej. Jeżeli jest jeszcze między wami uczucie, powinno się wszytsko ułożyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anarka
dzięki za poprzedni post, co prawda nie mam kochanka, ale co raz częściej myśle o ty żeby poszukac sobie kogoś, nie zrozum nmnie źle, nie szokac kogos na siłę, ale otworzyć się na ludzi, otoczenie, może jest ktoś tak samotny jak ja. Boję się tego końca małżeństa, ale wiem, że jeszcze chwilę ( nie wiem jak długo) i albo sobie z tym nie poradzę , albo zostane juz samam na zawsze. Nie mój wątek, ale jakże dla mnie prawdziwy i bliski :( ja już czasem mam takie myśli, że az wstyd o nich tu pisać,ale ta samotnośc mnie dobije. Mam dzieciaki i t one są moim oparciem, a co najgorsze same zauważają , że jest coś nie tak, niby one mnie trzymają w tym małżeństwie, ale z drugiej strony jak ja będe nie szcześliwa, z ciągle podpuchniętym oczami to czy one będa szczęśliwe. Mam co raz mniej siły zeby to przed nimi ukrywać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×