Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
OldOldOld

Moja mama ma mnie w

Polecane posty

Pewnie i tak pomyślicie, że to jakiś fejk, albo żart, ale nie wiem już do kogo mam się zwrócić, dlatego w nadziei, że spotkam tu nienabuzowanych, rozgarniętych ludzi skorych do pomocy piszę tutaj. Moja mama od samego początku życia miała nie łatwo. Ojciec alkoholik, który miał dość specyficzną metodę wychowywania (przemoc), czwórka rodzeństwa. Dwójka z nich wybrała właściwą drogę, brat mamy ma gospodarstwo, a starsza siostra wyjechała do Anglii. Natomiast młodsza siostra wybrała imprezy, hulaszcze życie, wybrała łatwiejszą drogę. Skończyła jako samotna matka dwójki dzieci (każde z innym) mieszkająca dalej ze swoją matką. Jej zachowanie imponowało mojej mamie, która zawsze chodziła z nią na imprezy za młodu. Tak się sprawy potoczyły, że wyszła wcześnie za mąż i urodziła dziecko - mnie. Zaczęła chodzić na imprezy, zostawiała mnie samą na noc w łóżeczku (bynajmniej tak mówił tato i sąsiad, który rzekomo słyszał mój płacz i uspakajał mnie przez zamknięte drzwi do mojego mieszkania). Tato nie wytrzymał i zaczął ją bić. Ona zaś zaczęła walić jeszcze większe numery, wychodziła, wracała kiedy chciała, kręciła. Tato wówczas przestał ją szanować (i wydaje mi się że także przestał ją kochać). Zaczęła prowadzać się z jakimiś facetami.. I tak się wszystko potoczyło, że gnębiona psychicznie przez mojego ojca trafiła do szpitala psychiatrycznego z ostrym wielopostaciowym zaburzeniem psychotycznym z objawami schizofrenii. Po trzymiesięcznym pobycie w końcu wyszła jako "roślinka" prowadzona przez mojego ojca do domu. Nic prawie nie jadła, trzeba było jej mówić, co ma robić w danym czasie, np. gdy wychodzili od mojej babci, zaczęliśmy się ubierać - ona stała. Tato powiedział jej, żeby ubrała buty - ubrała. Następnie kurtkę.. i tak to szło...Pamiętam jak pytała mojego ojca z płaczem, czy ją nadal taką chce, czy jej nie zostawi, a on powiedział że nigdy i że ją kocha....Mogłoby się wydawać, że najgorsze już było..do czasu, gdy wróciły jej siły. Znów zaczęła wybywać na całonocne wypady, znów mój ojciec zaczął ją poniżać lecz tym razem ona postanowiła się go pozbyć na dobre. Poszła do pracy, gdzie poznała dyrektora.. korzystając z okazji zwinęła manatki i wzięła rozwód. Zaczęło się istne piekło. Miałam wtedy 12 lat (dziś mam 17). Ona wielce zakochana w facecie z delegacji zaczęła mnie ciągać po różnych wynajmowanych mieszkaniach. W ciągu 3 lat zmieniałam mieszkanie około 7 razy. Nie muszę chyba mówić, że w tym czasie strasznie mnie zaniedbywała, czułam, że wychowuję się sama, mogłam wrócić do domu kompletnie pijana, a ona tego nie zauważała. Z tego powodu i ja straciłam do niej szacunek, zaczęłam ją wyzywać od sz*at i różnych takich... Aż w końcu on ją zostawił, a my trafiłyśmy do jakiejś zawilgoconej budy, gdzie mieszkamy już 2 lata. Ona w tym czasie znalazła sobie kolejnego faceta. Pantoflarz, desperat - to tylko niektóre określenia na tego faceta. Zawsze jest "dobrze kochanie, tak jak mówisz, zrobimy tak jak mówisz kochanie" a mi się rzygać chce. Ona teraz traktuje mnie jak kogoś, kto nie ma nic do gadania, bo facet jej daje wszystkie pieniądze, a ona je rozpuszcza na bzdury, nie widzi moich potrzeb, nie widzi tego, że pogorszył mi się wzrok, ma to gdzieś. Nie potrafię mieć szacunku do takiej kobiety. Nie wiem.. może ten temat jest w pewnym stopniu aktem mojej desperacji, a wszystko przez to, że dziś miała na mnie wyrąbane gdy ją prosiłam, by coś zobaczyła, by oglądnęła mój występ taneczny. Wolała sobie siedzieć z tym fagasem i z nowym pieskiem, którego jej sprawił. A gdy jej facet tylko wyszedł z naszego mieszkania, od razu do mnie przybiegła prosząc o to, bym weszła na jej facebooka (sama nie umie się nim posługiwać) wtedy ja jej powiedziałam, że skoro miała wcześniej mnie w d*pie, to niech teraz sobie stąd idzie. To się na mnie obraziła i wyszła.(jej piesek byl u mnie w pokoju) Następnie wróciła, zawołała pieska i zamknęła mi drzwi... i zaczęła się z nim bawić, chyba nie muszę mówić, jak się wtedy czułam... a teraz płaczę, bo nie wiem co robić, jestem bezsilna. Ciągle zamknięta w swoim pokoju przy komputerze.. Nie wiem co robić, nie mam nikogo komu mogłabym się wyżalić.. Proszę Was, nie traktujcie tego jako żart, tylko mi pomóżcie.. Albo opowiedzcie swoje historie i jak sobie z tym poradziliście.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×