Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość duzymalyproblem

Czy on może pokochać na nowo?

Polecane posty

Gość duzymalyproblem

Kochani! Jestem dość młodą osoba( ja-17 on-18) i może wszystko zbyt bardzo przezywam i biore do siebie, lecz blagam Was o wyrozumiałość. Wam ten problem może wydawać się kompletnie nie logiczny i mało znaczący, jednakże dla mnie on jest ogromny, nie umiem sobie poradzić. Sama nie wiem czemu tu pisze, mimo tego ze mam dużo znajomych i przyjaciol którzy daja mi mega wsparcie to nadal czuje się samotna. Może po prostu chce wyrzucić to z siebie na jakims forum, tu gdzie nikt mnie nie zna i nikt mnie nie będzie ocenial (mam taka nadzieje). Zaczne od początku. Był rok 2015, w zyciu bym nie pomyslala ze jeden z tych dni może tak zmienić mnie i moje zycie. Poznałam go, na początku oczywiście ze mi się podobal bo był dość przystojny ale nie myslalam o nim jako kandydacie na mojego chłopaka. Wtedy był zwykłym kumplem, do którego nic nie czułam... i tak cholernie tesknie za tymi czasami. On od początku staral się zabiegać o moje względy, lecz ja z wielu powodow nie sadzilam ze związek miedzy nami mógł by być realny dlatego te jego zaloty bagatelizowałam i traktowałam jak zwykłe przyjacielskie gadki:) Nadszedł dzień kiedy wszystko stało się realne i kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Dla mnie był to szok, ponieważ pocałunek wyszedł z jego perspektywy, a ja bylam przekonana ze on traktuje mnie tylko i wyłącznie jak zwykla kumpele. Wtedy moje koleżanki zaczely ostrzegać mnie przed nim, musze przyznać ze X był znany ze zmieniania co chwile dziewczyn i bawienia się ich uczuciami. Powiedzialam mu szczerze o moich obawach ale on powiedział ze one robia to tylko z zazdrości i ze on taki nie jest. Starałam się trzymać dystans mimo tego ze w tak krótkim czasie on stal się wazna osoba w moim zyciu. Na początku nie wiedziałam na czym stoje, bo oficjalnie nie byliśmy razem. Po paru dniach okazało się, ze tak to wygladalo ponieważ on miał jeszcze dziewczyne, niby nie utrzymywal z nia kontaktu (bynajmniej tak mi mowil) ale jednak. Poczułam wtedy się strasznie. Jedyne co go uratowalo to, to ze powiedział mi o tym sam. Bardzo zle się z tym czułam ale chyba wtedy wlasnie zrozumiałam ze zauroczyłam się w nim. Powiedzialam mu ze zaczniemy się spotykać dopiero wtedy kiedy on skończy wszystko z ta laską (zapieral się ze nic do niej nie czuje). Wybaczylam mu, ze nie powiedział mi o tym na początku. Potem gdy oficjalnie już mogliśmy być razem nadszedł najszczęśliwszy czas dla naszego związku. Nigdy w nikim tak nie bylam zakochana. Przez kilka tygodni było bajecznie. Nie sadzilam ze druga osoba może mi sprawić tyle szczęścia. Teraz tak zaluje ze wtedy nie doceniałam tego wszystkiego i starałam się doszukiwać we wszystkim jakiś "usterek" (może to wynikało z ograniczonego zaufania do niego). Pokochałam go strasznie, i nie wyobrazalam sobie nikogo innego na jego miejscu, nie wyobrazalam sobie żeby on mogl tak po prostu zniknąć... . Po 4 miesiącach wszystko zaczelo się walic... miałam wrazenie ze im bardziej mi zaczynalo zalezec, tym bardziej jemu przestawalo. Zaczal mnie olewac, lecz gdy gadałam z nim na ten temat twierdzil ze robie niepotrzebne halo z niczego i wymyślam sobie. Już nie mogłam liczyc na smsa "miłego dnia" z samego rana, który zawsze potrafil tak cholernie mi poprawić humor. Wszystko zaczelo się jeb*c. Ja tlumaczylam sobie, ze to po prostu zwykly kryzys, ze przejdzie. Nie sadzilam ze on mogl się we mnie tak z dnia na dzień odkochać! Jakim cudem??!!! Może po prostu to wszystko co mowil, ze on nie wyobraza sobie zycia beze mnie, ze kocha mnie najbardziej na swiecie... może to wszystko było jedno wielkie kłamstwo. Potem wszystko zaczelo go wk*rwiac... dosłownie wk*rwiac. On chciał swietego spokoju, a kazda moja wiadomość traktowal jak atak na niego. Byłam załamana, siedziałam cichutko jak myszka, pozwalałam mu na wszystko, byle nie było zadnej klotni. Bo mnie te sprzeczki za bardzo ranily... Pewnego dnia, tak z nikąd poprosil mnie o spotkanie. Zachowywal się całkowicie normalnie, potem odprowadzil mnie na obiad, pocalowal i poszedł do siebie. Wieczorem spotkaliśmy się, w sumie to przypadkiem w sklepie i poszliśmy się przespacerować. W ktoryms momencie on zaczal gadac ze to nie ma sensu, ze on nadal mnie kocha i ze powodem nie jest żadna inna dziewczyna. Powiedzial ze on po prostu nie wytrzymuje presji która na nim wywieram... a ja jestem pewna ze to tylko była wymowka. Zostawił mnie! Załamałam się... mój dol trwal kolo 2 tygodni, cholernie cierpiałam. Potem zaczelam już wychodzić na proste...zapominać . spotykałam się ze znajomymi, bawiłam się. Udawałam ze wszystko jest ok. Pewnego dnia udałam się na koncert do klubu, on tez tam był. Gdy go zobaczyłam wszystko odżyło. Doszło tam miedzy nami do czegos... ponownie byliśmy blisko, było cudownie... jak kiedyś. Bylam w stanie dac mu nawet 2 szanse, byle tylko był przy mnie... . Miałam nadzieje ze wszystko możemy zacząć na nowo. Lecz nie tedy droga. On nie chciał zadnego związku... zadnego oprócz otwartego. Ranił mnie niemiłosiernie, ale bylam w stanie poswiecic się dla tych paru chwil szczęścia z nim. Musiałam udawac ze mam na niego wylane, ciężko było. Trwało to 2 miesiące... do zeszłego tygodnia. W weekend tydzień temu zadał mi ostateczny cios, zdradzil mnie z inna laska. To moglo być do przewidzenia... ale ja jednak miałam non stop nadzieje, ze nie zrobi mi czegos takiego. Siedze już tydzień w domu i placze, nie mam sily na nic. DLACZEGO MIMO TEGO WSZYSTKIEGO NADAL GO KOCHAM? DLACZEGO? to jest popie*dolone. Powinnam go wywalić z mojego zycia na zbity pysk, ale nie potrafie. Wiem, ze gdyby teraz mnie przeprosil to znowu wrocilabym i nadal cierpiała. Jak się odkochać? Może ktoś był w podobnej sytuacji. Proszę Was pomóżcie w jaki kolwiek sposób, bo ja już sama nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak mam się pozbawić uczuc? Jak mam mieć tak wyj*bane na niego jak on ma na mnie? Olewa kazda moja wiadomość, nie odpisuje a ja i tak lgne do niego i narzucam się w cholerę. Straciłam przez to wszystko już szacunek do samej siebie... Wiem, ze zachowuje się jak idiotka, ale nie wyobrażam sobie tego, żeby moglo go zabraknąć w moim zyciu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Gdzie twoja moralnosc dziewczyno! Zacznij najpierw szanowac sama siebie, jak ktos ciebie ma szanowac i za co? skoro jestes umyslowa prostaczka!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość duzymalyproblem
umysłową prostaczką? po prostu jestem cholernie zakochana, wiele bym oddala gdyby ktoś chociaż na jakiś czas mogl pozbawić mnie tych uczuc...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
byla na ten temat sonda uliczna i ludzie sie wypowiadali ale glupio no ale nie wiem juz co z tymi tematami ale cieszyc sie zyciem to wazne 333 www.youtube.com/watch?v=n08-SNPvLKk

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
jak byłam w Twoim wieku myslałam że bez mojego ex zycia nie mam ... to byl toksyczny zwiazek w ktorym tkwiłam 3 lata, on sie bawił a ja byłam wykorzystywana kiedy on mial na to ochote. On wyjechal wiec samo sie jakos rozwialo i przeszło mi. Pozniej poznałam drugiego chlopaka, było super przez pierwsze pol roku a nastepne 2 lata to powtorka z rozrywki... ktoregos dnia powiedziałam ze tak byc nie może bo to dziecinada a ja mam 22 lata i oczekuje i zasługuje na cos wiecej. Zakonczylam to z dnia na dzien i bardzo cierpialam jednak miałam wsparcie przyjaciolek. Pozniej byłam sama rok, poznałam mojego obecnego meza z którym na poczatku nie chciałam tworzyc zwiazku bo bałam się kolejnej porazki. Dzis jestesmy juz rok po slubie. On jest ciepły, rodzinny i odpowiedzialny. Nigdy nie dal mi powodu do niepokoju, zadrości , nie oklamal mnie. Daje mi wielkie poczucie bezpieczenstwa. Kłocimy sie jak kazda normalna para, ale np to kto zostawił brudny kubek albo mial zrobic zakupy a nie o inna kobiete czy alkohol... Dzis jestem najszczesliwsza kobieta na swiecie ale wiem ze te 2 pierwsze doswiadczenia byly mi potrzebne zeby nie zwiazac sie z taka osoba na cale zycie wiec mysle ze i tak jest w Twoim wypadku. Dzis wydaje Ci sie ze to koniec swiata ale keidys bedziesz Bogu dziekowac ze sie rozstaliscie bo czy chcesz zyc w ciaglym strachu ze wybierze cos czy kogos innego zamiast Ciebie? czy chcesz ciagle sie plaszczyc oby byl szczesliwy i nic nie odwalil? nie sadze ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość duzymalyproblem
ciesze się, że w Twoim przypadku tak się to wszystko potoczyło i teraz jesteś szcześliwa. Mam nadzieje, że kiedyś też znajde takiego faceta który będzie mnie kochał i SZANOWAŁ. Teraz musze to przecierpieć i mam nadzieje ze moje serce się trochę przyciszy i nie każde mi po raz kolejny wpakowywać się w takie coś. Bynajmniej mam nauczke na przyszłość, doświadczenie które w jaki kolwiek sposób wzbogaciło moje życie. Wydaje mi się, że to ten jedyny... ze już z nikim innym nie będę tak szczesliwa. Wiem, że gadam głupoty ale teraz odczuwam to w ten sposób. Nie wiem gdzie tu logika, po jaka cholerę się zakochałam w takim draniu... a z każdym powrotem przedlużam tylko moje cierpienie. Oby to był już definitywny koniec

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×