Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Dziwne ograniczenia...

Polecane posty

Gość gość

Ostatnio czuje się jak ptaszek w klatce. Jestem z chłopakiem ponad pół roku w związku. Hmm tylko w jakim... Jestem osobą spokojną, miłą, chętną do pomocy. I przede wszystkim jestem/byłam optymistką. Zawsze widziałam choć malutki promyk nadziei w wielkim złym pokoju. Dostrzegam plusy w trudnych sytuacjach choć inni o nich nawet nie pomyślą. Może dlatego że miałam trudne dzieciństwo. W każdym razie zawsze widziałam coś dlaczego nie warto się poddawać że zawsze jest warto o coś walczyć. Ale ostatnimi czasy 'to coś' jakoś staje się niewidoczne. Mój chłopak jest dżentelmenem, przepuszcza w drzwiach, pomoże nosić zakupy, nie pozwoli żebym ja za dużo dźwigał. Jest chętny do pomocy (może nie aż tak bardzo jak ja ale jest).Jednak on twierdzi że jest racjonalistą, jak dla mnie pesymistą. Dużo marudzi. Bo muszę czekać Bo po co to robić tak skoro można tak (chociaż robi to od dupy strony). Ciężko go do czegoś przekonać. No dobra tez mam trudny charakter i ciężko mnie przekonać do zmian bo ich nie lubię. Dodam że mam 20 a on 19 lat. Nigdy nie był agresywny. Ale żeby krzywdzić nie trzeba używać siły. Szantaż emocjonalny też nie jest fajny... Chcesz gdzieś wyjść a on na to: Wolisz spędzać czas z (kimś tam) niż ze mną? I tu wchodzi rozpacz. Smutek, foch do końca dnia albo aż ten jakże TRAGICZNY dzień w którym mam gdzieś wyjść nie minie. A wiadomo ja nie chce żeby był smutny przeze mnie. Ale mam na tyle zdrowego rozsądku żeby nie zrezygnować ze spotkania. Ale to już nie to samo. Bo jak mam się cieszyć skoro i on się nie cieszy. Cały dzień skopany i spotkanie też bo z czego się cieszyć... Teraz jest trochę lepiej bo kilka razy dyskutowaliśmy o tym. Ale rewelki nie ma. Jestem tez osobą bezrobotną i gdy coś znalazłam z czego się bardzo cieszyłam, zadowolony nie był. Najpierw powiedział: to fajnie. Ale to było tylko takie rzucenie w eter. A potem kolejna 'dyskusja' o tym że skoro pójdę do pracy to będziemy się mniej widzieć i jak się można spodziewać... smutek i rozpacz. Co prawda robota mi nie pasowała i zrezygnowałam. A teraz siedzę i myślę co to za życie? Przecież istnieć nie znaczy żyć. Czy chłopak przez którego się płacze jest mężczyzną?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
brzuch mnie boli od sałatki z sosem francuskim :( czy jestem w ciąży? Ps. zerwij z nim

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×