Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Ona ciągle krzyczy

Polecane posty

Gość gość

Krzyczy, wrzeszczy... w taki sposób, że wydawałoby się, że to my jesteśmy źli, a ona cudowna. Owszem, ojciec nic nie robi, oprócz pracowania i uciekania przed nią, ja tylko studiuję, szukam pracy (jak na razie bezskutecznie, 1,5 miesiąca temu skończyłam poprzednią) i zajmuję się swoim hobby. A ona pracuje nawet nie na cały etat, bo 4 godziny dziennie, przynosi do domu mniej niż 1000 zł. Mamy długi, które ona zaciągnęła przez lata, spłaca je moje rodzeństwo. Nie zrobiła nic, żeby było lepiej, umie tylko krzyczeć,krzyczeć i oskarżać ludzi o wszystko. Szukam pracy, a to ona sama mówiła, że nie jest to konieczne i odradzała mi pracę w pewnej firmie, mówiąc, że to oszuści. A w kłótni wykrzyczy ci, że jesteś darmozjadem i masz wypierdalać z domu. Niezależnie, czy rodzice to akceptują czy nie, bardzo źle się czuję bez pracy, bo ja lubię mieć swoje pieniądze. I tak jakieś mam ze sprzedaży, ale to tyle, że ledwie wystarcza mi na swoje wydatki i czasem zapłacenie za internet. Rodzice mnie żywią i płacą większość rachunków (nie wszystkie). Ile ja razy chciałam usiąść, porozmawiać z nią normalnie. Chciałam się wyprowadzić, ale robiłam porządek ze swoją psychiką, bo miałam ją tak zjechaną jeszcze 2-3 lata temu, że sobie nie wyobrażacie... Dalej zresztą mam. Teraz mam w planach wyprowadzkę za niecały rok, kolega może mi podnająć mieszkanie w baardzo okazyjnej cenie. Ale nie rozumiem, jak można się zachowywać jak ona. Podejrzewam, że większość osób ją usprawiedliwi, ale terror psychiczny w tym domu trwa od lat. Jak komuś coś przeszkadza, to stara się to zmienić, a nie bezproduktywnie wrzeszczy na innych, starając się na nich zwalić winę za wszystko. W ogóle nie widzę, żeby było jej głupio, że dzieci, które notabene nie do końca mogą się przez to usamodzielnić (brat u teściów mieszka), spłacają za nią długi. Był pomysł wyjazdu za granicę, nawet je chciałam z nią jechać na okres wakacyjny, ale ona twierdzi, że nie będzie tam pracować. I w ogóle to ojciec powinien lepiej zarabiać (też prawda, ma ceniony fach, a zarabia o wiele za mało). Kiedyś jej powiedziałam, że możemy zmienić tyle, ile my sami możemy, bo nie jesteśmy w stanie wpłynąć na drugiego człowieka. Namawiałam do rozwodu etc, ale gdzieżby tam. Akurat to trochę rozumiem, bo ona liczy na jego pensje, a a nas nie dostałąby alimentów. Ale ile można tak żyć...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie wybaczę jej tego, jak mnie traktowała i traktuje. Wrzaski za nic (bo gazetę na stole zostawiłam), i to potrafiły być karczemne awantury po 1-2 godziny (nie przesadzam z tym), jak byłam młodsza to szarpanie za włosy i próby dania w twarz (potem się broniłam i przestała tak robić). Brak poczucia bezpieczeństwa, ciągła krytyka. Zero pochwały, że dostałam 5, a za to krytyka, bo się na zajęcia 5 minut spóźniłam (a ja głupia jej o tym mówiłam). Notabene wstawałam zawsze o wiele wcześniej, a spóźniałam się czasem, bo po prostu miałam biegunki ze stresu (męczę się z tym do dziś). Parę dni dobry nastrój ma, poradzi, jest normalniejsza, a potem znowu kołomyja się zaczyna. Dwie terapie nie pomogły. Nie wiem kim jestem, co mam robić w życiu, odnalazłam swoje pasje (oczywiście też krytykowane, bo po co mi do opery chodzić czy socjologią się interesować), ale dalej nie wiem, co z moim przyszłym zawodem etc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
/na terapie ja chodziłam/ Pije alkohol. Starczy jedno piwo i agresja o 100 % jest większa. Nie dba o siebie. Źle się żywi albo głodzi. Podejrzewam, że długo to ona nie pożyje. Brzmi to obcesowo, ale... Nie chcę skończyć jak ona. Ale wiem, że nawet jak się wyprowadzę, to jak ona będzie cierpieć, albo kiedyś umrze, psychicznie będzie mi bardzo ciężko. Ona będzie zawsze przy mnie, będę się podwójnie o nią martwić. Bo to matka, która nie dba o siebie. Nie tylko ktoś, kto funduje mi tyle stresu. Mimo wszystko. Próby zmienienia tego, tego, żeby o siebie bardziej dbała 'pomyśl o sobie' nie działają.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Oczywiście brak odpowiedzi. Myślałam, że może ktoś będzie miał do powiedzenia, opisze podobną sytuację i jak sobie z nią radził. Bo ja sobie nie radzę. KRzyczę na nią tak samo jak ona na mnie. Kiedyś próbowałam poważnych rozmów, ale ona denerwowała się tym jeszcze bardziej. Teraz nawet do tego sama nie mam cierpliwości. Jeśli słyszysz 50 raz w ciągu dnia krytykę i wrzask, że jesteś debilką, jesteś taka i siaka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie przejmuj sie nia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
poczytaj o toksycznych ludziach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ona powinna pójść na terapię przede wszystkim. A ty powinnaś się wyprowadzić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wyprowadzka to nie jest panaceum na to wszystko. Ja też powinnam sobie w głowie poukładać. Bo dalej jej zachowanie będzie na mnie wpływało, a jestem pewna, że będzie podobne nawet jak się wyprowadzę. Oczywiście kontakt będzie ograniczony, ale całkowicie go nie zerwę. Ona i terapia? Zapisałam ją, ale terminy są dalekie. Może spróbuję jeszcze gdzies indziej. Ale ona nie wiem czy tam pójdzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dlaczego brat spłaca jej długi? Piszesz, że namawialas do rozwodu, ale nie piszesz nic złego o ojcu. To chyba on powinien dążyć do rozwodu. Myślę, że wprowadzka to jednak byłby lek, dosyć skuteczny. Nie wiesz ile daje taki spokój, cisza. Spokój nie ma ceny jak to mówia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dlaczego brat spłaca jej długi? Piszesz, że namawialas do rozwodu, ale nie piszesz nic złego o ojcu. To chyba on powinien dążyć do rozwodu. Myślę, że wprowadzka to jednak byłby lek, dosyć skuteczny. Nie wiesz ile daje taki spokój, cisza. Spokój nie ma ceny jak to mówia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A ja z ojcem mam kontakt na takiej luźniejszej stopie, tj z nim faktycznie nie da się pogadać o poważnych sprawach ani w nich liczyć na niego (tutaj trzeba przyznać matce, że mnie nigdy nie zawiodła i tylko za to jej jestem wdzięczna),mamy dwa wspólne zainteresowania i sobie pogadamy (ku wściekłości matki, która potrafi dolecieć i klnąć, że do siebie pasują dwa debile). Dziś autentycznie miałam ochotę zrobić jej krzywdę, jak siedział u mnie w pokoju i ona przyleciała i mówi 'i co, s********u, robisz? znowu będziesz się lenił?' po czym puściła taką wiązankę, że powiedziałam jej, że przemoc psychiczna jest karalna i ją nagram i dam jako dowód na policji. A że ona się mnie trochę boi, bo wie, że umiem być nieprzewidywalna w pewnych kwestiach (co jest oczywiście ostatecznym dowodem na to, jaka zła jestem), to się uspokoiła. Ona jak pisałam z roku na rok jest coraz bardziej bezczelna i co najlepsze, bardziej uwidacznia się przed ludźmi ze swoją agresją.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie mam się komu zwierzać, wszyscy wolą innych ludzi. Zawsze byłam uznawana za sierotkę, potem się zmieniłam, ale nadal nie miałam grona ludzi wokół siebie. To znaczy zawsze były przyjaciółki nierozłączki, w których cieniu żyłam. Kilka ze znajomości zerwałam, bo były toksyczne (koleżanki się przyssały i czesto się spotykałyśmy, ale nie były fair wobec mnie) parę zerwały inne osoby ( przestawały się odzywać). Teraz brat przyszłej bratowej najwyraźniej mnie bardzo polubił i tylko z nim mam regularny kontakt. Ale się boję,że on chce coś więcej, a ja nie chcę, i niebawem pewnie będzie po tej znajomości (miałam swego czasu dużo kolegów i po czasie się kończyło, bo oni chcieli związku, a ja nie czułam nic). No i ludzie ze studiów, z nimi mam poprawny, ale mało razem wychodzimy (Choć ja sama nieraz coś proponowałam) I jeden kolega, z którym jesteśmy bardzo szczerzy wobec siebie, ale to chyba spowodowało, że i on stracił do mnie trochę szacunek i zaczął być lekko bezczelny. Nie wiem co ja mam, że mam takiego pecha do ludzi, ale analizowałam wszystko, trochę pozmieniałam, a dalej jest coś nie tak. Pewnie po prostu niska samoocena.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dziękuję osobie z 23:13 Ciężkie dla mnie będzie odcięcie się od niej. Po ostatniej kłótni to ja się z nią pogodziłam - bo wiem, że żyjąc pod jednym dachem i będąc z nią w stanie permanentnej kłótni, byłoby jeszcze gorzej. Niestety nadal jestem od niej zależna. Ale trzeba odizolować się emocjonalnie, tylko jeszcze muszę nad tym pracować, pracować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
masz chora matke

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak takie ludzkie k***y niszczą życie :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pewnie z tych nerwów i tak długo nie pożyje, ma bardzo złe geny jeśli chodzi o sercowe choroby, ale nawet jakby umarła, i tak serce by mi pękło. Za te momenty, kiedy była normalna i dało się z nią pogadać (bo to jest taka przeplatanka, raz jest normalniejsza, raz taka. A potem w kłótni wykorzysta wszystko, co jej powiem w normalnej rozmowie. Że jestem sierotą, bo czegoś tam się bałam /i jej o tym mówiłam/ czy cokolwiek innego. Porównuje mnie do innych i z jej porównań wynika, że w sumie to jestem beznadziejna i gorsza od każdej innej osoby. A dzień potem mnie przekonuje, że powinnam mieć wysoką samoocenę i ludzie to są niewarci przejmowania się :D)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No i ofkors za to, że jest po prostu matką i mimo wszystko bliską osobą. I za to, że sobie zniszczyła życie, sobie i innym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jednak mamusia Cię skrzywiła. Nie na tym polega rola rodzica. Co to za matka, która rodzi, a potem niszczy własne dziecko? Sorry, ale to jakiś niedorozwój.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Kiedyś próbowałam ją usprawiedliwiać, że miała widocznie problemy w rodzinie (ojciec ją chyba czasem bił, ogólnie pochodzi z wielodzietnej i biednej rodziny), ale nasze zachowania to nasz świadomy wybór... Ja też mam nie tak pod kopułą, ale staram się być fair w stosunku do ludzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie ma żadnego usprawiedliwienia. Jeśli czuła się skrzywiona przez dom rodzinny to po co pakowała się w macierzyństwo?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Po co się pakowała w macierzyństwo? A jak myślisz? Wpadła, w dodatku zdradzając własnego chłopaka. Wyszła za mąż. A potem to już poleciało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ona do psychiatry powinna isc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
p

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
patola

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Chyba już to wszystko przekracza moją cierpliwość. Dziś po kolejnym wydarciu się na mnie matki po prostu... rzuciłam w nią kanapką i zadziwiająco dziwnie spokojnym głosem powiedziałam, że może się do mnie nie odzywać, dopóki nie zacznie mnie szanować. I wyszłam. Ale kiedyś i tak robiłam gorsze rzeczy, potrafiłam walnąć pięścią w talerz, i on się rozbijał. Rzucać komórką jak z nią gadałam i coś się tam zaczynało. Oczywiście to dla niej satysfakcja, ale te moje reakcje są na granicy kontroli...chyba muszę rozładować to napięcie i dlatego takie mam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×