Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Chce drugiego dziecka, mąż mówi kategorycznie nie.

Polecane posty

Gość gość
8:49 ten post napisała autorka ?to ja już zupełnie nic nie rozumiem, chciałaś iść do pracy i potem zajść w ciążę ?Po co iść do pracy a potem nagle ją przerywać ?w pierwszym poście napisałaś że już teraz chciałabyś zajść.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Autorko twój mąż to d**ek, ja miałam zupełnie inną sytuację ,gdy synek skończył 3 miesiące mąż zaczął mówić o drugim dziecku, chciał żeby między rodzeństwem było jak najmniej różnicy wieku, żeby od razu odchować dwójkę ,jednak ja chciałam wrócić do pracy trochę odchować syna i dopiero zajść w drugą ciążę,po czterech miesiącach wróciłam do pracy i szybko zaczęłam żałować, tęskniłam za siedzeniem w domu z dzieckiem. Ale głupio mi było już wycofać się z tego.Gdy synek skończył 14 miesięcy powiedziałam mężowi że teraz możemy starać się o drugie dziecko, w czwartym miesiącu poszłam na L4 .A w 9 tyg.ciąży okazało się że noszę pod sercem bliźnięta :) w tej chwili mamy trzech synów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Bo chciałam teraz wykorzystując to, że i tak siedzę "bezproduktywnie" w domu i szybciej mogłabym wrócić do pracy, bo czy jestem w domu z synem, czy z synem i w ciąży, co za różnica. Ale skoro nie teraz, to mogę się wstrzymać. Pójdę do pracy jak będziemy mieć zapewnioną opiekę nad synem, podbudujemy sytuację materialną i wtedy możemy wrócić do tematu. Problem w tym, że mąż mówi kategorycznie nie, ani teraz, ani za rok, więc nawet ta opcja nie wchodzi w grę. Gdyby zostawił mi choć odrobinę nadziei, że może kiedyś... Poza tym nie zawsze zajście w ciążę to hop siup, starania też mogą trochę potrwać i bardziej ku temu bym się skłaniała, bo w ciążę w 1 cyklu nie wierzę :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Facet tego nie zrozumie. On zawsze ma czas :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja z 4 dzieci zaszłam od razu w pierwszym cyklu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie dziwie ci sie ze tak reagujesz. Ja bym postawila sprawe jasno - albo bedzie dziecko, albo ja odchodze. Nie ma sie co ograniczac i rezygnowac jesli to dla ciebie az tak wazne. Wiele rzeczy mozna zmienic. My majac pierwsze dziecko mieszkalismy w wynajmowanym pokoju, ja bez pracy a maz niepewna. Strachu co nie miara, ale poszlismy za ciosem i zrobilismy sobie drugie dziecko. Przemeczylismy rok w tym pokoju we wczworke, nagle ja dostalam propozycje super pracy, wzielismy kredyt i kupilismy mieszkanie. Teraz mamy wlasne m4, oboje pracujemy, dzieci odchowane (jedno w 3 klasie podstawowki, drugie 6 lat). Ja moge sie wreszcie realizowac, mam czas na kursy, pne sie po szczeblach :) Kasy na koncie coraz wiecej, ze wsi przeprowadzilismy sie do duzego miasta. Nie zalujemy niczego choc naprawde nie bylo latwo i mialam chwile zwatpienia. To tylko tak przerazajaco wyglada. Autorko do pracy mozesz isc zawsze, mieszkanie mozecie kupic zawsze, auto mozecie zmienic zawsze, wszystko mozna odlozyc na pozniej. Dziecko nie poczeka. Roznica wieku miedzy dziecmi rosnie, ty tez coraz mlodsza nie bedziesz. A maz ktory nie rozumie potrzeb zony to nic dobrego :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie wierzę, że kobiety są tak jednostronne. dziecko to nie chomik by podejmować decyzję ot tak. Przed ślubem facetowi wydawało się, że chce większą rodzinę, po pojawieniu się syna zweryfikował swoje możliwości i pragnienia. Od żony za chwilę usłyszy - albo robimy drugie dziecko albo odchodzę. No niestety ale na jego miejscu bym się rozwiodła. Bardzo możliwe, że za jakiś czas mąż zmieni zdanie ale możliwe też, że nigdy nie będzie chciał drugiego dziecka i nie widzę powodu, dla którego ma się zmuszać dla żony. Dziecko to olbrzymia odpowiedzialność i tak jak nikt nie powinien zmuszać kobiet do zajścia w ciąże, tak nikt nie powinien zmuszać do tego mężczyzn. Swoją drogą natura jest okrutna, że uzbroiła kobiety w tak silny instynkt, który pozwala na porzucenie kochanej osoby i zniszczenie gniazda obecnemu dziecku, tylko po to by rodzić następne. Dla mnie to niepojęte i zwierzęce.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ok, fajnie. Mężowi mogło się odechcieć. Ale dlaczego ja mam się zmuszać do rezygnacji z dziecka? Ja działam egoistycznie bo chcę chociaż on jest na nie. A on nie działa egoistycznie nie chcąc i wymagając ode mnie żebym ja też przestała chcieć? Dla mnie to jest niepojęte. Z tej sytuacji nie ma wyjścia. Zawsze któraś strona będzie poszkodowana.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja nie mówię, że on nie działa egoistycznie. Fakt, nie ma wyjścia z tej sytuacji. Dlatego poświęć rodzinę i rozwiedź się, poszukaj innego faceta do robienia dzieci skoro ich istnienie jest dla ciebie nadrzędne. W duszy miej uczucia obecnego maluszka oraz męża, także swoją miłość do niego. Do tego bez problemu znajdziesz dobrego kandydata na dalszą rozpłodówkę, który z olbrzymim zaangażowaniem zajmie się cudzym dzieckiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Może wypowiem się z perspektywy kobiety, która myśli jak Twój mąż... Posiadanie dziecka to nie jest łatwa decyzja tym bardziej jak sie jedno już posiada i wie jakie są konsekwencje, szokuje mnie tak drastyczne postawienie sprawy przez Cibie, daj facfetowi czas na rozważenie zastanowienie, może teraz gdy synek mały cieżko mu tę decyzję podjąć, a im Ty bardziej napierasz tym on bardziej się na twoją propozycję zamyka. Wiem z własnego doświadczenia, że miotają człowiekiem obawy lęki stresy, co będzie jak będzie za ile, kto pomoże czy dziecko będzie zdrowe itp. Pomyślałaś o tym, że może i będziesz w tej ciąży jak go w końcu ubłagasz tylko pytanie czy on w tej roli się odnajdzie, czy go to nie przerośnie io w końcu będizesz miałą swoje upragnione dzieci, ale męża mieć nie będziesz.. Małżeństwo to kompromis -

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
up

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
:o biedny facet

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No właśnie, kompromis. Ja przeprowadzając się do niego porzuciłam znajomych, pracę, rodzinę. Bo wtedy był wybór: albo idziesz ze mną, albo musimy się rozstać, bo związek na odległość nie wypali. On dla mnie nie zrezygnował z niczego, żyje jak przed ślubem. Nie doszły mu dodatkowe obowiązki, nie musi się o nic martwić, bo cały dom w ryzach trzymam ja, może sobie żyć beztrosko. Dziecko nosiłabym ja, o to żeby donosić dbałabym ja, przy porodzie cierpiałabym ja i dzieckiem też to ja bym się zajmowała. Metraż w domu nie jest mały, finansowo nie stoimy na tyle źle żeby był problem z utrzymaniem drugiego dziecka. Syn można powiedzieć, że odchowany, bo już odpieluchowany, zaczyna mówić, jasno wyraża swoje potrzeby, to już nie jest mały wrzeszczący dzidziuś z którym nie wiadomo co począć, bo niby wszystko ok a płacze. On się MOŻE nie odnajdzie w roli ponownego tatusia. Ja NA PEWNO nie odnajdę się w roli matki tylko jednego dziecka. Kocham syna nad życie i Bogu dziękuję, że go mam, ale to nie zmienia faktu, że mam poczucie niepełnej rodziny. Wy widzę jesteście z***biście altruistyczne i dla męża jesteście gotowe zrezygnować ze wszystkiego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
I czy nieszczęśliwa matka gwarantuje dziecku szczęśliwe dzieciństwo? Mogę robić dobrą minę do złej gry, pewnie. Ale jak długo? Bo mój poziom frustracji sięga zenitu już teraz. Gdyby to była kwestia przeczekania jakiegoś okresu, niech to będą nawet 2 lata, to ok, poczekam na ten niby lepszy moment. Ale z jego ust padło krótkie i wyraźne "nigdy". On nie chce drugiego dziecka bo j nalegam, bo syn jest mały, bo mieszkanie za małe, bo kasy na koncie za mało. Nie chce dziecka, bo nie czuje takiej potrzeby i już teraz daje mi gwarancję, że to się nie zmieni choćbym czekała do emerytury. Jego jedno dziecko satysfakcjonuje. Nie trafia, że miałby się z kim bawić, że rodzeństwo to rodzeństwo. Może to wina tego, że między nim a jego bratem i siostrą była duża różnica wieku (ponad 10 lat) i tak naprawdę czuł się jakby był sam. Ja po sobie wiem, że o ile siostrę nienawidziłam będąc dzieckiem bo starsza i wszystkiego zabraniała, o tyle teraz jak o niej pomyślę, to mi się cieplej na serduchu robi i kiedy bym nie zadzwoniła, to pomoże.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To stary watek, ale moze ktos jeszcze czyta. Twoj maz nie rozumie Twoich potrzeb I jest zwyklym egoista. Na stare lata bedziesz sie cieszyc dziecmi, I zapomnisz o tej calej sytuacji. Nie zastanawiaj sie, odejdz od meza, znajdz sobie kogos kto potrafi docenic Ciebie I Twoje wartosci. Inaczej na lozu smierci bedziesz zalowala ze ktos spapral Ci zycie.... Maciezynstwo to powolanie. Nie pozwol dytkowac jak je spelnisz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak się potoczyła ta historia, proszę o odpowiedź...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
autorko, upij go i daj mu doopy, w dni płodne, albo jakiegoś kochasia wyszukaj i daj się zaciążyć, prosta sprawa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mam nadzieje, ze sie chłop wysterylizował i wiecej dzieci mieć nie bedzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
. Na stare lata bedziesz sie cieszyc dziecmi, I zapomnisz o tej calej sytuacji. Nie zastanawiaj sie, odejdz od meza, znajdz sobie kogos kto potrafi docenic Ciebie I Twoje wartosci. Inaczej na lozu smierci bedziesz zalowala ze ktos spapral Ci zycie.... Maciezynstwo to powolanie. Nie pozwol dytkowac jak je spelnisz. x to nei zadne powołanie, tylko no... nieco bezmyslny instynkt, jak same piszcie, i to w duzej mierze narzucony przez społeczeństwo.. akurat w tej sytuacji to babka moze miec pretensje, i to spore, ale nie decydowałabym sie na siłe na dziecko, ani rozwód. a moze wystarcza jakies tabletki? Co zahamuja "instynkty"?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak się potoczyła nasza historia? Dałam spokój z mówieniem o dziecku i namawianiem go. Syn w kwietniu kończy 3 lata i raczej pozostanie jedynakiem. A my? Tydzień temu złożyłam pozew rozwodowy z orzeczeniem o jego winie (w między czasie wpadły romanse internetowe). Szukam z synem nowego lokum i Bogu dziękuję, że nie dał się namówić na drugie dziecko, łatwiej mi będzie ułożyć sobie życie na nowo z jednym dzieckiem... :( A o rodzeństwie dla syna nie przestanę marzyć, ale też nie mam zamiaru rzucać się desperacko na pierwsze lepsze portki. Trafi się ktoś komu zaufam i kto nas pokocham, będzie chciał, to będzie i dziecko. Nie trafi się, to umrę z niespełnionym marzeniem, nie ja pierwsza i nie ostatnia... Pozdrawiam :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
I jeszcze jedno, to nie jest bezmyślny instynkt. Doskonale odnalazłam się w roli matki. Zabawa z dzieckiem, karmienie go, czytanie mu, patrzenie na jego postępy sprawia mi olbrzymią radość. Wiadomo, że czasem mam ochotę wystrzelić się w kosmos gdy wyjątkowo marudzi, ale nigdy nie cofnęłabym się do mojego życia zanim syn się urodził. Kocham go, martwi mnie że tak szybko dorasta i na serio marzę by móc przeżyć to jeszcze raz - chodzić na usg, odliczać dni do porodu, chodzić na spacery z gondolą, patrzeć jak uczy się siadać, chodzić, mówić. Uwielbiam dzieci, zgłosiłam się do wolontariatu w domu dziecka, ale to nie to samo. Nadal czuję, że moja rodzina nie jest pełna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość tacocoschce
Gratulacje! Na pewno znajda sie osoby ktore sie nie zgodza z Toba i stwierdza ze odejscie od meza bo on nie chce drugiego dziecka to przesada. Ale te osoby nigdy pewnie nie zdaja sobie sprawy, ze posiadanie dziecka to rzecz egzystencjonalna. nie da sie tego rozlozyc na czynniki pierwsze, nie da sie zastapic dziecka wakacjami, modnym ciuchem czy wysciem do knajpy. Twoja decyzja jest jak najbardziej sluszna. Zycze zebys znalazla osobe ktora ma podobny system wartosci i chce od zycia tego samego co Ty. Powodzenia!!!! Trzymam kciuki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Witam, Jestem mezczyzna natomiast watek ten wzbudzil we mnie duze zaciekawienie. Pozwole sobie przedstawic moja sytuacje i punkt widzenia. Mamy trzyletniego synka o ktorego staralismy sie 2 lata. Chlopak jest super, duzy i bardzo inteligentny na swoj wiek a co najwazniejsze zdrowie mu dopisuje. W czym sedno? Zona chcialaby miec trojke dzieci. Przeszkod materialnych nie ma, jest za to inna bariera: moje klopoty zdrowotne z ktorymi bujalem sie przed tym zanim zaszla w ciaze. Przeszedlem zabieg, odwiedzilismy kupe lekarzy, nalykalem sie tony prochow no i wreszcie "pyklo". Zona zaszla w ciaze a my ustalilismy ze przy drugim dziecku bedzie luz i zero spiny. Urodzil sie syn lecz zamiast normalnie cieszyc sie nim zostalem zredukowany do roli osla-szmaty od podlogi. Ciagly krzyk zony, wyzwiska ze nie pomagam i wszystko musi robic sama (co jest totalna bzdura, wiekszosc rzeczy w domu robie ja - zakupy, sprzatanie, gotowanie). Nasz dom zamienil sie w koszary. Po pracy musialem leciec do domu biegiem bo glos (wrzask) z malzonki ciagle przypominal mi ze czeka sama z dzieckiem zmeczona podczas gdy ja siedze wygodnie w pracy w klimatyzacji (jakby to byla moja wina). Kiedy chcialem napic sie kawy slyszalem ze "ja sobie pije kawe a ona musi zajmowac sie dzieckiem". Nie musze dodawac ze moje dotychczasowe hobby oraz spotkania z kolegami zostaly drastycznie zredukowane - no ale to jest niejako zrozumiale. Mijaly miesiace/ lata. Na pewien czas zona wyjezdzala z dzieckiem do tesciow do innego miasta wiec zostawalem sam i to ratowalo mnie przed zwariowaniem. W miedzyczasie syn rosl, stawal sie coraz bardziej samodzielny no i zarazem temat drugiego dziecka powrocil na agende. Troche mi juz przeszlo, sytuacja przestawala byc dla mnie szokiem tym bardziej ze i zona ciut wyluzowala, zatem powiedzialem: a co. Od razu dodam, ze wielkiego pragnienia dwojki dzieci nigdy u mnie nie bylo. Syn potrzebuje rodzenstwa a zona spelnienia - taka przyswiecala mi mysl. Tutaj wracamy niejako do punktu wyjscia. Okazalo sie ze moje problemy z nieplodnoscia wrocily. Wraz z nimi powrocily wizyty u specjalistow, terapie. Przeszedlem trzy duze terapie antybiotykowe ktore nie przyniosly spodziewanych efektow. Wydalem bardzo duzo pieniedzy na lekarzy i badania. Z kazda kolejna wizyta zaczelo mi to coraz bardziej zwisac. Denerwowalo mnie jedynie to, ze nasze ustalenia o nie nakladaniu presji przestaly byc aktualne. Powiem wiecej. Zona jest lekarka. Rozmowy z nia dotycza jedynie jej pracy (i od pewnego czasu drugiego dziecka). Seks, wspolne spedzanie czasu, wyjazdy - tego w zasadzie nie ma (tzn wyjazdy tak ale tylko nad polskie morze, bo male dziecko, jod, etc.). W zwiazku z tym ze zona jest z "branzy" zaczela sama wymyslac mi terapie. Generalnie nie bede wchodzil w szczegoly ale ostatnio skontaktowala mnie z innym doktorem-teoretykiem ktory rzucil propozycje ze... mam sie polozyc na tydzien w szpitalu bo tylko taka terapia moze mi pomoc. Gdy to uslyszalem to najpierw wstepnie sie zgodzilem (jak sie pewnie domyslacie zeby nie wbudzic gniewu zony) a nastepnie po glebszym przemysleniu zakomunikowalem otwarcie, ze biorac pod uwage atrakcje przy pierwszym dziecku oraz kuriozalny pomysl ze szpitalem (co potwierdzil mi inny lekarz, dodam ceniony specjalista) nie bede eksperymentowal ze swoim zdrowiem tylko po to by dalej pelnic role scierki gdy drugie dziecko przyjdzie na swiat. Nie musze dodawac jaka byla reakcja zony: mam isc nia do prawnika by ustalic szczegoly rozwodu (buahahaha). Jestem ciekaw Waszego zdania. Czy jestem: - egoista? - pantoflarzem? - osoba niezdecydowana zyciowo? Od razu uprzedze kilka faktow. - mam z synem b. dobry kontakt - sprzatam, przygotowuje posilki, w pracy specjalnie biore popoludniowki zeby mial kto do poludnia zostac z dzieckiem - pochodze z semipatologicznej rodziny (matka pila i dalej pije, siostra tez, generalnie zawsze malo ze soba rozmawialismy) - mam problem z okazywaniem uczuc - nie chce rozwodu, kocham zone i chcialbym zyc z nia normalnie i cieszyc sie zyciem a nie tylko sprowadzac je do obsesji zwiazanych z drugim dzieckiem i jej praca. Mam nadzieje ze nie zanudzilem. Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Po porodzie roztylas sie i cipka jak rozklapicha, maz boi sie, ze po drugiej ciazy i porodzie beben opadnie ci do kolan a piczka bedzie miala 40cm bez rozwarcia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ty nie masz NIC poza byciem matką :( jesteś nudną, nijaką kwoką, nie ma nic do zaoferowania poza funkcją inkubatora i masz wściekliznę macicy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×