Gość gość Napisano Maj 21, 2017 Obudziłem się w miejscu w którym nie zasnąłem. Ubrany tylko w ciarki. Jest zimno. Leżę na czarnej, miejscami kolczastej skale, zanurzonej do połowy w oceanicznej lub morskiej wodzie. Dostaję zimnymi falami. Śmierdzi. Rybą? A może to ja? Nieważne. Nic nie widzę, światło księżyca jest wyjątkowo słabe. Eeeej! – słyszę. Nic Ci nie jest? Nie wiem co za idiota się o to pyta, bo nie jest w zasięgu mojego wzroku, ale w jego kulturze chyba normalnym jest leżenie nago na przybrzeżnych skałach w środku nocy. Pewnie! Odpoczywam! Możesz mi powiedzieć gdzie jestem? Cisza… Ćpałem wszystko i wszędzie. Dymałem wszystko i w co się dało. Srałem do zbiornika napoju, który stoi podczas obiadu na Waszych stołach. Zwiedziłem to na co pozwolił mi portfel. Przytuliłem Królową angielską, a z jej wnukiem… nie ważne. Moje życie to cyrk na dwóch nogach i nie sądziłem, że jeszcze kiedyś będę w stanie zdziwienia. Nie mogę stać w miejscu bo zginę od powiewu k***wsko zimnej bryzy. Idę. Au, aić, aaa! Z dłońmi na kroczu pokonałem skały, kamienie, plażę z wyjątkowo przyjemnym w dotyku piaskiem. Przeszedłem przez kilka schodków i jest! Droga. Jeden pas otoczony lasem. Mocno popękany asfalt. W lewo czy w prawo? Idę w prawo. Po tamtej stronie daleko widzę dym unoszący się w górę. Gdzie dym, tam smród. Gdzie smród tam ludzie. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach