Impreza szykuje się wprost wyśmienita. Niczym w Koglu-moglu. Może nawet było podobnie. Facet zaproponował, aby coś przygotowała, a ta sru wyjechała z paluszkami. Tylko uwaga! Nie byle jakimi paluszkami, a takimi z włoskiego weekendu z Lydla. Tak na bogato, no bo kto biednemu zabroni żyć bogato. Dobrze, że jest nieopodal McDonald, to przynajmniej po wyjściu goście nie padną. Miałam kiedyś takich znajomych, do których na "imprezę" poza alkoholem jechało się z jedzeniem, bo inaczej zastanawiał się człowiek cały wieczór czy zjeść tego ogórka, ponieważ także były wyliczone.