Ten tydzień jest dla mnie trudny, chyba już każdy wielki tydzień ci roku taki będzie. . rok temu w Wielki Piątek dowiedziałam się, że beta spadła, odstawiłam leki... W Niedzielę Wielkanocną zaczęłam krwawić, cierpieć ból fizyczny i psychiczny... Jak wiele z nas tutaj... Jestem wdzięczna bardzo mojemu Aniołkowi, bo chociaż był że mną krótko, to uświadomił mi, że chce być jego mama, że nie jest ważne to wszystko co martwiło mnie wcześniej, że to tylko geny. Dzięki niemu, moja ciąża teraz była najbardziej wyczekana i wymarzona. Ta mała Fasola sprawiła, że moje myślenie o adopcji komórki, zmieniło się totalnie i mogłam spokojnie podejść do kolejnych prób.
Co ciekawe przy wszystkich trzech transferach towarzyszyła mi ta sama przemiła położna, która za pierwszym razem przytulała mnie i trzymała za rękę gdy płakałam. Na drugim transferze powitała mnie z uśmiechem, powiedziała, że "dziś ma Pani odpowiedni humor na transfer" i tak dokładnie było, dzięki mojej dzielnej Fasolce gdzieś tam na górze