Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Sharamysha

nerwica... depresja... czy głupota?

Polecane posty

nie wiem czy mam depresje, czy jakas nerwice, czy w ogole cos mam, moze to jest wlanie ta glupota. snuje sie po swiecie, jak jakis cien co jakis czas. okresami jest dobrze, czuj sie szczesliwa, ale np dzis nie daje sobie rady z rzeczywistscia. wszystko mnie doluje, nic nie sprawia mi radosci. zero przyjemnosci. czuje sie jak pies pod plotem, albo raczej jak jego zwloki... wyjscie z mieszkania nie ma sensu. co wiecej, wyjscie z pokoju nie ma sensu. nie chce widziec ludzi z ktorymi mieszkam, nie potrafie z nimi rozmawiac, nie lubie ich, nie lubie nikogo. wszedzie wszystko jest do dupy, ludzie sa nieodpowiedni. wszyscy sie na mnie uwzieli, pieprzeni egoisci, ale tak czy siak ich nie lubie (wspollokatorzy, kobiety z pracy). sukcesem jest, ze jeszcze po sobie pozmywalam i umylam sie rano, bo bywa tak ze ani tego ani tego nie mam ochoty robic, nie mam sily, nie mam MOTYWACJI. moge byc szczesliwa caly dzien a wieczorem nagle doznam \'olsnienia\', ze przeciez wszystko jest bezsensowne, ze zycie jest po nic, ze to wszystko toczy sie bez przyczyny i bez celu. moge chodzic po swiecie bedac calkowicie nieczula i jednoczesnie zadowolona z siebie przez tydzien, ale nagle trafia mnie taki dol. czuje sie jak nic. nie lubie tego, pocieszam sie, ze to przejsciowe, chociaz do ostatnich kilku lat pojawia sie coraz czesciej. kiedys byly to duzo gorsze stany, ale za to trwaly np miesiac, a potem nie bylo ich przez pol roku. teraz przynajmniej 4 razy w miesiacu mam po kilka dni zalamania psychicznego. czasami wszystko doprowadza mnie do placzu. jestem coraz gorsza pesymistka. dodatkowo mam jakies rozne objawy fizyczne, kiedys mialam czeste zawroty glowy, teraz pojawia sie to bardzo rzadko. czasami czuje, jakbym miala slabo ukrwione palce, czesto boli mnie ostatnio glowa, czesto czuje sie slabo, nie mam apetytu, najczesciej jem jogurt bo chleb nie przechodzi mi przez gardlo jak mam dola. nikt mnie nigdy nie diagnozowal, nie leczylam sie nigdzie, zawsze jakos sama z tego wychodzilam i zylo sie dalej. na jakis czas. duzo mysle w takim stanie, nie mam ochoty przebywac z ludzmi, denerwuja mnie, czuje wrecz wstret i ogromna nienawisc do ludzi. czasem marze o tym zeby zabijac w bialy dzien na ulicy szotganem... swiat jest czasami bardzo beznadziejny. nienadajacy sie do zycia w nim. doluje mnie moja niechec, brak perspektyw, to, ze kazde dzialanie wydaje mi sie bezsensowne. bezcelowosc. nie mam MOTYWACJI. teraz jeszcze chce mi sie o tym pisac, mam nadzieje, ze szyko nie nadejdzie taki okres, w ktorym cale zycie ponownie wyda mi sie calkowicie bezproduktywne i jedyny sens bedzie mialo czekanie na to, az cos/ktos zlikwiduje mnie z tej planety. to wszystko jest takie martwe. nijakie. prawie nic juz nie czuje, a to znaczy ze mi sie poprawia. moze od tego pisania. wole nie czuc niz czuc sie zle. wole byc zimna suka niz bac sie wyjsc z pokoju i lezec caly dzien w lozku, a to tez sie zdarzalo. pamietam jak kiedys w liceum mialam czasami ataki paniki na przerwach. bylo mi slabo, serce bilo mi jak oszalale, ciezko mi sie oddychalo, bylo duszno i nie moglam sie ruszac, bylo goraco i bylam jakby cala zesztywniala. to bylo straszne. teraz pozostal mi ten bezdenny bezsens niczym czarna odchlan zamiast duszy...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
czy to jest kolejne kolko wzajemnej adoracji, gdzie nikt nowy w temacie nie moze dostac zadnej normalnej (ani nawet nienormalnej, jak widac) odpowiedzi?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kobieto tu nikt nie siedzi
non stop. nie zrazaj sie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
pijana werter-witaj,dopiero zobaczyłam Twoje wpisy.Może i jest to kółko wzajemnej adoracji,nazywaj to jak chcesz.Ale wiedz,że dodajemy tu sobie otuchy,wspieramy się i odnajdujemy wciąż wspólne łączące nas punkty.Czy masz nerwicę/depresję-trudno zdiagnozować to po raptem 3 Twoich wpisach i na odległość.Też mam czasem takie doły,że NIC mi się nie chce.Ktoś wcześniej napisał,żeby nie być zapatrzonym w siebie i nie rozdrabniać na małe kawałeczki.Pracować nad swoim charakterem.Tę pracę dopiero zaczynamy,idzie jak krew z nosa.Bo najłatwiej się mówi:weź się w garść,ale trudno to wcielić w czyn. Pijana werter-napisz coś więcej o sobie,pracujesz,masz dzieci,męża?Jak czujesz,co Cię dołuje,bo powód jakiś musi być?Przeczytaj cały ten topik od początku do końca,uwierzysz wtedy,że my też borykamy się z takimi problemami.Zauważ,niektóre z nas zaczęły terapie pod okiem psychologa,inne ćwiczą jogę.Ja oczywiście myślę,że sobie sama dam radę,ale boję się,że nadejdzie moment,że coś trzaśnie i się nie podniosę.Póki co szukam tutaj bratnich dusz.Mam nadzieję,że z nami zostaniesz.Kiepski ze mnie psycholog,nie odgadnę,co Cię trapi i jaka jest tego przyczyna,czasem sama ze sobą nie mogę dać rady.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Piszesz,że masz objawy paniki uzewnętrzniające się biciem serca,dusznościami,zesztywnieniem.Każda z nas ma coś takiego,ja się pocę okropnie,czuję w ucisk w żołądku.Potem ,kiedy stresująca sytuacja się oddala ,to próbuję sobie wynagrodzić ten stan równie szkodliwymi przyjemnościami:papieros,piwo na rozluźnienie,fast food.Super,co?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przyczyna jest wlasciwie nieznana, bo ma takie stany juz bardzo dlugo. mam teraz 21 lat, a mam takie dziwne stany juz od 4 klasy podstawowki, dokladnie pamietam ze wtedy sie to zaczelo, chociaz nie pmietam z jakiego powodu... wiem, ze wtedy z nikim nie rozmawialam, strasznie sie zmienilam i trwalo to kilka miesiecy az nauczycielki nie zaczeli zwracac uwagi moim rodzicom, ze cos sie ze mna dzieje, wtedy jakos tymczsowo to minelo, ale potem bylo gorzej. nie mam meza ani dzieci, mieszkam z chlopakiem i paroma innymi osobami w naszym wieku w jednym mieszkaniu (pokoje wynajmowane). pracuje w wakacje, w roku akademickim studiuje na dziennych infomatyke. generalnie w teraz nie czuje sie tak zle, moze wybiore sie na jakas specjalistyczna diagnoze gdy przyjdzie ten gorszy okres.no i musze znalezc czas zeby przeczytac caly temat od poczatku, moze znajde cos pomocnego, jakies odpowiedzi. w kazdym razie, dzieki za odzew. :]

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie chodzę do lekarza i nie biorę leków ,próbuję sama radzić sobie ze sobą.Ale jak pisałam,boję się ,że któregoś dnia coś we mnie trzaśnie i będzie za późno,nie podniosę się.Poczytaj ten topic od początku,próbowałyśmy już analizować dzieciństwo,bo tam kryje się wiele odpowiedzi.Ja zawsze byłam taka Zosia samosia,teraz też próbuję pracować nad charakterem,z różnym skutkiem.Ale jak tu z dziewczynami pogadam,to lżej mi od razu.Może nie wymagam jakiejś terapii,bo niby radzę sobie,czasem mam doła i to trwa ,czasem jak coś mnie pozytywnie nakręci,to bym góry przenosiła.ze skrajności w skrajność.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutne to
ja też cały czas analizuje swoje dzieciństwo bo nasz mózg wlasnie pracuje juz od dawna zaprogramowany ate te ataki duszności pocenie się to nic innego jak reakcja naszego mozgu Zastanowcie sie czy w dzieciństwie doszło do jakiegos urazu jest takie okreslenie ale nie wiem czy nie przekręcilam ZESPÓL SZOKU POURAZOWEGO dziecko może dostac zeza bo oczy tez przy tym cierpią a mózg dostaje takiego "kopa" ze juz do końca życia inaczej reaguje czytalam o tym jest to temat rzeka ale wiele tłumaczy w zyciu dorosłym

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Może doszło do jakiegoś urazu we wczesnym dzieciństwie i teraz tego po prostu nie pamiętamy,ale w mózgu się zakodowało?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
no a czy odkrycie tego urazu cos da, jak on i tak jest \'zakodowany\'? ewentualnie w taki sposob mozna sie dowiedziec z czym sie \'walczy\', bo jak niepamiec nic nie daje, to moze hipnoza? jak staram sie rozkodowac siebie, to dochodze do takich wnioskow: najbardziej denerwuja mnie w spoleczenstwie kobiety. no normalnie nie znosze wiekszosci kobiet na Ziemi. mezczyznie denerwuja mnie w wiekszosci lecz nie tak bardzo jak kobiety. moze to miec jakis zwiazek z relacjami moich rodzicow. kiedys nienawidzilam ojca i mialam zal do mojej matki ze daje soba pomiatac przez mojego ojca, przynajmniej tak mi sie kiedys wydawalo, jakos teraz nic takiego nie dostrzegam, normalne kochajace sie malzenstwo bez patologii. niecierpie dzieci - moze bylam niechcianym dzieckiem? chialabym sie zemscic na calym gatunku meskim - ojciec mnie nie akceptowal, jak przechodzilam przez okres dorastania, w ogole nie rozumiem wiekszosci kobiet, nie mam przyjaciolek, ani nawet dobrych kolezanek - mialam zly kontakt z matka. nie wynika z tego nic konkretnego, nie ma tu zadnych traumatycznych przezyc. czy takie cos moze byc podstawa nerwicy/depresji?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To,że Twoi rodzice mieli złe relacje to jest jakiś trop na pewno.Rodzina powinna dawać poczucie bezpieczeństwa,stabilizacji.Ty widziałaś jak ojciec pomiatał matką,to nie były normalne relacje,przyznasz sama.Ja też nie cierpię dzieci,ale to pewnie skutek pojawienia się na świecie mojego brata,gdy ja jako 8-latka rządziłam rodzicami i miałam ich miłość tylko dla siebie.Znienawidziłam go w momencie,gdy wkradł się w moje sielskie życie jedynaczki.Dziś dałabym się za niego pokroić.Ale fobia do dzieci pozostała.Myślę,że przeżycia z dzieciństwa mają większe znaczenie niż sobie zdajemy z tego sprawę.Widzisz,sama zaczynasz rozgrzebywać przeszłość i dochodzisz do jakichś wniosków.Może to wszystko się nałożyło na siebie i teraz jesteś wypadkową tych przeżyć.Ale czy to jest główną przyczyną depresji,przyznam ,że nie wiem.Sama rozbabrzę zawsze swoją przeszłość i analizuję. Jaka jesteś w życiu codziennym,nerwowa,apatyczna,impulsywna?Jak próbujesz radzić sobie ze swoim stanem,czy podejmujesz w ogóle takie próby.A jak reagują Twoi bliscy,z którymi masz kontakt?Czy też uważają ,że masz problem ze sobą?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
na codzien jestem dosc nerwowa, niekiedy agresywna, raczej nieprzyjazna, ale na pewno nie impulsywna, wole cos przemyslec zanim zrobie. moje probu radzenia sobie z swoim stanem to analiza wszystkiego, pisanie o tym. srednio to pomaga, ale lepsze cos niz nic. bliskich sie o zdanie nie pytalam, ale chyba nie uwazaja, zebym miala jakies prolemy ze soba. jak juz to niewielkie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Taki jeden...
A więc witam :) Przejde od razu do rzeczy. To są zakodowane wspomnienia z dzieciństwa. Nasz mózg je pamięta i wyzwalają się reakcje obronne na określone sytuacje. My tego nawet nie kontrolujemy, nie myślimy o tym. Np. zły/zła konakt z/matka powoduje to, że ktoś czuje złe emocje do wszystkikch kobiet. To jest reakcja na to, że nasz mózg przez ileś lat kodował, że to właśnie kobieta/ mężczyzna jest zły/zła i trzeba się wystrzegać. I tu przychodzi ta naturalna rekacja, czyli obrona. Nie chce po prostu kolejny raz tego samego. Praca nad soba jest najważniejsza. Jest wiele technik, które ja z powodzeniem stosuje. Interesuję się po prostu psychologią trochę i poznałem "jak to działa". Nasz umysł jest tak ślepy i pusty, że możemy "wmówić" mu, że jest inaczej. Możemy go oszukiwać i robić sobie z niego jaja a on nawet nie będzie zdawać sobie z tego sprawy. Możemy stworzyć wysoką samoocenę, uodpronić się na wszystko, zrobić co chcemy jeśli chodzi o nasze widzenie świata gdy tylko tego chcemy. Oczywiście wymaga to trochę pracy ale można. Na tym polega praca psychologa. Mówi nam to samo co inny ludzie, ale wie, jakich użyć słów, zwrotów, tonacji żeby oszukać nasz umysł. Jednym słowem, stajemy się tacy jacy chcemy być i okazuje się, że to prawda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Taki jeden-no właśnie,piszesz to o czym myślę.Grunt to zacząć pracę nad sobą i próbować \"wmówić\" sobie,że możemy inaczej reagować na wiele sytuacji życiowych.Jaki techniki stosujesz,napisz cokolwiek.Zajmujesz się psychologią zawodowo,czy raczej amatorsko?Jesteś pierwszym mężczyzną w tym temacie,który coś sensownego zaczyna pisać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak myślałam,że kluczem do rozwiązania naszych relacji z ludźmi są utrwalone w mózgu przeżycia z dzieciństwa.Już wiem,dlaczego nie lubię dzieci , mam niską samoocenę, nie okazuję uczuć,jestem skryta i małomówna.Rozebrałam się na czynniki pierwsze,ale potrzebuję skutecznych technik,by choć część tych rzeczy naprawić.Wiem,że mi się to uda,ale potrzebuję czasu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Taki jeden...
Raczej amatorsko, to coś jak hobby a nie zawód. Tu nie chodzi o wmawianie sobie że jest się kimś innym. Nie tędy droga. Przyszłość musi stać się przeszłością w teraźniejszości. Dziwne? Tak ale to klucz do sukcesu. Musimy wyobrazić sobie, stworzyć obraz siebie, nowy, doskonały obraz. I sprawić, że ten obraz zastąpi obecny. Wyobrażamy sobie coś co chcemy, ale trzeba spojrzeć na to jakby z teraźniejszości ale mieć poczucie, że tak jest/było czyli już się to wydarzyło. Mogę podać kilka sposób, które ja z powodzeniem stosuję. Ale wolałby pogadać z chetną osobą prywatnie, np. gg czy coś. Nie zajmuje się tym zawodowo, tylko po prostu chcę podzielić się z kimś kto cierpi jak ja, sposobem który może okazać się skuteczny. Kolejna rzecz to zagospodarowanie sobie czasu. Poświęćmy wieczorem każdego dnia kilka minut na napisanie szczegółowego planu następnego dnia - godziny, pory dnia itp. Praca, sprzątanie, gotowanie, telewizja, Internet, spotkanie z kolegą, basen, wyjście z psem. Zawsze znajdźmy też Plan B , który pozowoli nam na robienie czegoś innego w razie jak jedna z rzeczy nie wyjdzie. Wszystko po to żeby pracować na sobą, swoim charakterem i wnętrzem a jednocześnie zajmować umysł czymś innym. Wiecie co jest dobre? Stań przed lustrem, największym jakie masz. Powiedz coś co Cię boli, np. boje się wychodzić do ludzi. Powiedz to głośno i obserwuj swoje reakcje. Wobrażaj sobie wyjście, przemówienie. Patrz na swoje reakcje - łzy, pot, drgawki. Ale mów stale do siebie i obserwuj to. I po kilku chwilach powiedz sobie, co ja sie boje? Jesem super! Tak! Ja! I to niech inni żałują że mnie nie znają. Zaśmiej się. Powtórz znowu czego się boisz i zacznij się śmiać. Śmiej sie ile się da ze swojego problemu. I obserwuj się w lustrze. To bardzo dużo daje dobrego. Przyzwyczajasz się do tego, że wystąpienie przed ludźmi i kontakt kojarzy Ci się ze śmiechem - z czymś dobrym. Mi to pomaga... Pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zastosuję tę technikę przed lustrem,bo moja praca polega między innymi na wystąpieniach publicznych.Co prawda zdarzają się sporadycznie,2-3 razy w miesiącu,ale są bardzo ważne.Zarówno dla mnie, jak i dla osób w tym uczestniczących.Jedyną drogą do poznania siebie jest ciągła praca nad charakterem.Najgorsze jest to,że wyolbrzymiamy czasem drobne błędy do monstrualnych rozmiarów i nie potrafimy zaakceptować siebie. Kiedy powtarzam sobie,że jestem super,mądra,inteligentna,to niestety czasem uruchamiam tym samym czerwone światełko,które mi podpowiada coś zupełnie odwrotnego.Kiedy jestem podbudowana swoimi osiągnięciami-wierzę we wszystkie superlatywy,kiedy coś pójdzie nie tak-nie wierzę w nic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość długie rzęsy
Witajcie Pijana werter i Taki jeden.Pijana werter myślę że to , co się z tobą dzieje, to zaburzenia nerwicowo-depresyjne.Taki jeden- ciekawe spostrzeżenia-pisz jak najwięcej, tak aby wszyscy mogli skorzystać z twoich doświadczen i przemyśleń.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Taki jeden...
Jeśli pozwolicie to odpisze później bo teraz wychodze :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość cccccccc
bananowy song Witaj. Mam ten sam problem.chodzi o moją proacę z tą różnicą,że ja nie jestem na stanowisku kierowniczym ale też ciągle i wszystko strasznie mocno przeżywam,kaźde inne spojrzenie mojego szefa uważam,za znak do zwolnienia ja wiem,ze to dziwne ale tak właśnie jest,męcze się z tym strasznie bo chciałabym normalnie móc przyjść do pracy i wyjść do domu nie myśląc o niej więcej, ale nie umiem tak. Już w drodze do domu myślę o tym czy napewno wszystko zrobiłam dobrze w nocy budzę się z bijącym mocno serem bo sobie akurat coś przypomniałam...koszmar. Najgorsze jest,że mam tak ze wszystkim... Może u Ciebie to kwestia czasu? może musisz się wdrożyć w nowe obowiązki i będzie dobrze....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
cccccccc-witaj.Mamy więc ten sam problem.Wiesz,że dziś rano,gdy się przebudziłam,to najpierw pomyślałam,że zaspałam do pracy.Ale kilka chwil później uświadomiłam sobie,że dziś jest sobota i wcale nie muszę się zrywać rano.Myślę o pracy zawsze i wszędzie,analizuję co powiedziałam,jak powiedziałam i czy można to było zrobić lepiej.Nie daj Boże ,jeśli w domu wpadnę na pomysł innego,lepszego rozwiązania problemu,z którym miałam w pracy do czynienia.A Ty od dawna pracujesz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fete
Witam. Ja nie mam takiego problemu, ale przez 3 lata pracowałam w Domu Pomocy Społecznej dla osób umysłowo chorych. Nawet nie wyobrażacie sobie, że najwięcej podopiecznych trafiło tam przez zaniedbanie się. Zaczyna to się od złego samopoczucia, potem depresja, nerwica, brak chęci do życia. A wystarczy się zgłosić do psychologa, który wysłucha, doradzi, a w razie potrzeby skieruje do psychiatry. Obca osoba obiektywnie oceni wasz stan. To nie jest takie straszne czy uopkarzające. A jak bardzo pomaga. Człowiek odzyskuje wiarę w siebie, życie nabiera kolorów i wcale nie przesadzam. Błagam nie bagatelizujcie tego, że organizm wam mówi, że coś się dzieje złego z nim, nawet jeśli tu chodzi o psychikę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fete
Witam. Ja nie mam takiego problemu, ale przez 3 lata pracowałam w Domu Pomocy Społecznej dla osób umysłowo chorych. Nawet nie wyobrażacie sobie, że najwięcej podopiecznych trafiło tam przez zaniedbanie się. Zaczyna to się od złego samopoczucia, potem depresja, nerwica, brak chęci do życia. A wystarczy się zgłosić do psychologa, który wysłucha, doradzi, a w razie potrzeby skieruje do psychiatry. Obca osoba obiektywnie oceni wasz stan. To nie jest takie straszne czy uopkarzające. A jak bardzo pomaga. Człowiek odzyskuje wiarę w siebie, życie nabiera kolorów i wcale nie przesadzam. Błagam nie bagatelizujcie tego, że organizm wam mówi, że coś się dzieje złego z nim, nawet jeśli tu chodzi o psychikę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość cccccccc
Bananowy_song to tak jak ja, ja nawet w nocy czuje,że mi serce wali, budzę się co 5 minut i patrzę kóra godzina. Pracuję 10 lat prawie....to już moja trzecia praca i za każdym razem coś było w niej nie tak...ciągle strach i ciągłe nerwy, że coś jest nie tak,że mnie wyrzucą...teraz już wiem,ze to ja i moja psychika a nie ogólnie praca...tzn atmosfera w pracy też jest ważna ale liczy się podjeście do niej, moje niestety jest złe...próbuje sobie z tym radzić jakoś, myśle( chociaż to pewnie jest złe),że inni mają gorzej,że ja wcale nie mam tak źle ale to nic nie daje, ten strach siedzi we mnie codziennie, nawet na urlopie nie umiem się wyluzowac.Mój mąż ma powoli tego dosyć widzę to chociaż nic nie mówi.i tylko się zastanawiam, czy kiedyś będzie lepiej? czy będę mogła normalnie żyć bez tego głupiego strachu?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja bym sie w takiej sytuacji bezwzglednie zwolnila, przeciez to meczarnia, jak ty to znosisz? szukalabym odpowedniej pracy tak dlugo, az w koncu bym znalazla. tez nie lubie wychodzic do swojej pracy, ale w przyszlosci nie planuje pracowac dla kogos. mam zamiar zajmowac sie osobiscie swoim interesem, moze zmowic sie z paroma innymi osobami o tym samym kierunku studiow i dzialac na wlasna reke, bo juz teraz widze, ze tak jest o wiele lepiej, a i na pewno przy odpowiednich staraniach mozna zarobic o wiele wiecej kasy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Taki jeden...
Praca powinna być przyjemnością przede wszystkim... Ktoś kiedyś powiedział : "Jeśli masz pracę, którą lubisz i która cię wciąga to tak jakbyś miał wieczne wakacje".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Problemem jest moje podejście do pracy i ciągłe dążenie do perfekcji.Zwolnienie się w moim przypadku nic nie pomoże,będę siedziała w domu i dołowała się,że do niczego się nie nadaję.Mam w sobie sporo ambicji,jestem zaangażowana,często siedzę po godzinach,żeby wszystko dopracować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Taki jeden...
Ja też jestem perfekcjonistą. Jeśli już się do czegoś zabieram to tylko na 110%. To jest problem trudny tak naprawdę do rozwiązania chociaż możliwy. Tak naprawdę trzeba potraktowąć pracę nie jako sens życia ale jakoś takie coś, dzięki czemu możemy normalnie funkcjonować, tzn. zarabiać pieniądze i żyć za nie. Skupić się na rzeczach naprawdę dla nas ważnych. Skoro dajesz z siebie wszystko w pracy to jak może być źle? Jeśli ktoś nie robi wszystkiego tylko się dołuje to ok, inna sprawa. Ale jak ktoś robi wszystko co w jego mocy i nie ma sobie nic do zarzucenia, że za mało, no to wszystko jest ok. Zapytaj się szefa jak wypełniasz swoje obowiązki. Jeśli jest zadowolony z Twoich działań to czym się przejmować? Rób jak umiesz najlepiej i ciesz się z tego, że jesteś taka super i że inni Ci mogą podskoczyć jeśli chodzi o zaangażowanie i dopełnianie swoich obowiązków.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×