Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Problem z glowy

nazwisko z zerwanie zaręczyn

Polecane posty

Gość Astree
zwss, to nie jest drobna kwestia... Autorka sama napisała że nie chodzi tylko o nazwisko. Czy naprawdę każdy związek trzeba na siłę reanimować? Znajdzie sobie takiego faceta który nie będzie fochał o byle co i olewał jej przy ludziach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Problem z glowy
Ślubu nie będzie, choćby nie wiem co, bo salę odwołałam. Wczoraj sobie szczerze porozmawialiśmy i mnie przeprosił za sylwestra, ale ja mu powiedziałam, że to nic nie zmieni, rozpłakał się. Wstał i pojechał do domu. Nie przyjdzie mnie prosić na kolanach - w to nie wierzę. Za to, że jego rodzina mnie zjedzie, to bardzo możliwe. Jeśli tak się stanie, to jak niby mamy być razem? Bo oni mi tego odwołania ślubu nie wybaczą tak łatwo. Poza tym ja sobie teraz daje czas, żeby wszystko przemyśleć i nie chcę niczego na siłę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zwss
ja tez nie uwazam tego za kwestie drobna przeczytaj sobie mojewczesniejsze wypowiedzi w tym temacie autorko jak bedzie chcial z toba byc to odwolany slub mu w tym nie przeszkodzi ja nie wiem co ci w ogole przyszlo do glowy w wieku 25 lat

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jestem pod wrażeniem, Autorko, mądra z Ciebie, silna babka. To widocznie nie był odpowiedni facet dla Ciebie. Trzymam kciuki, żeby Ci się wszystko dobrze poukładało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość to nie był facet dlA cIEBIE
DOBRZE, ZUCH DZ\IEWCZYNA JAWYSZLAM ZA OBRAZALSKIEGO I PO 2ÓCH LATACH MUSIAŁAM SIE ROZWIESC

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Problem z glowy
Ja wiem, czy 25 lat to nie pora na ślub? Chyba taka w sam raz, nie za wcześnie, nie za późno. Wreszcie wstaję do pracy bez tego ucisku na sercu i stresu, jak dla mnie to jest cudowny dzień, choć tak zimno na dworze :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kochana- postąpiłaś słusznie- czytając ciebie , miałam wrażenie , że to właśnie nie tylko o to głupie nazwisko chodzi- twój facet zachował się jak urażony chłopiec- chciał pokazać tobie kto tu jest ważniejszy i że i tak on postawi na swoim- myślał że cię złamie, że zmiękniesz- miałaś przedsmak tego co byłoby nagminne po ślubie- postąpiłaś super-zrobiłabym dokładnie tak samo-zasługujesz na partnera, przyjaciela a nie jakiegoś tyrana z przerośnieętym ego - wierzę , że kogoś takiego spotkasz i wtedy przed waszym ew. ślubem będziesz się cieszyć a nie martwić i płakać po nocach przz jakiegoś d**ka - pozdrawiam i życzę szczęście - masz jaja dziewczyno i nie przejmuj się tymi cierpiętnicami- matkami-polkami, które zaczną pewnie cię potępiać i wmawiać , żejesteś egoistką itp. itd - one są stworzone do tego aby wycierać buty i nosić kapcie w zębach swoim panom - pozdro :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ludzie ludziom sami zgotowali ten los ;) Piorytety zmieniaja sie w zaleznosci od sytuacji i wieku. Mozna byc nieznaleznym, samodzielnym ale samotnym. Malzenstwo to kompromis, jak nie ma kompromisu, woli wspolpracy, jest tylko egoizm, wtedy malzenstwa nie ma, jest kotrakt, ktory w takiej sytuacji ma pewne szanse powodzenia ale i wieksze niepowodzenia. Decydujac sie na model zycia w malzenstwie, na zasadzie wyboru, cos sie otrzymuje, z czegos sie rezygnuje. Wprawdzie wszystko jest mozliwe ale zwykle wlasna ceniona niezaleznosc, brak checi podporzadkowania sie (oczywiste jest ze na zasadzie kompromisu a nie posluszenstwa), stawianie na swoim, nie prowadzi do trwalosci malzenstwa, chyba ze jedna ze stron calkowicie sie podporzadkuje drugiej. To sa sprzeczne cechy i dazenia, ktore bardzo trudno pogodzic. Wtedy po co sie zenic? No po co? Zaszokowalo mnie pare rzeczy: 1. Zmiana dokumentow wynikajaca ze zmiany nazwiska w zwiazku ze slubem. Jest to sprawa indywidualna. W tej konretnej sytuacji dochodzil jeszcze prestiz, ktory odczuwal, juz nie przyszly malzonek a czego zapatrzona w siebie narzeczona zupelnie nie rozumiala. Oni sami doprowadzili do konfliktu, w ktorym nikt nie chce ustapic. Nie rozumiem jednej rzeczy. Jesli sie poswieca maksimum uwagi na przygotowania do slubu, wybor ubran, lokalu, itp. to zmiana dokumentow przy tym nie jest czyms bardziej pracochlonnym i zwykle robi sie to przy okazji (nie badzmy takimi formalistami). 2. Nie rozumiem pogladow tego typu \"Kiedyś kobieta nie miała żadnej własności. Teraz jest inaczej.\", itd. To sa bzdury wyssane przez kogos z palca. Byly rozne spoleczenstwa, rozne modele spoleczne, i w wielu z nich kobieta pelnila wazna ale okreslona role, podobnie mezczyzna. Mnie sie wydaje ze tzw. feministki nie moga sie pogodzic, przede wszystkim z tym, ze mozna pelnic swoja role \"kobieca\" (nie kazdy rozumie przez to co chce) i byc szczesliwym. Obecnie moga one robic co chca ale jakies dziwne jest to ze jeden drugiemu narzuca swoje zdanie zeby upodobnic go do siebie i robia to zwyke ludzie tak naprawde nieszczesliwi w srodku a Ci szczesliwi najszczesciej sie po prostu nie wtracaja i pozwalaja zyc innym po swojemu. Ludzie, naprawde mozecie przeciez byc ambitnymi, niezaleznymi, itd. i nie wchodzic w malzenstwo z bagazem swojego egoizmu i bezkompromisowosci. Wy chcecie wybrac to co \"najlepsze\". A wiec malzenstwo+niezaleznosc. Tego sie nie da pogodzic. Pamietam z mlodszych lat filmy, gdzie np. wyzwolone kobiety, zawsze byly samotne, niezamezne, realizowaly swoje dazenia. Juz sam brak obecnosci kobiety w domu z powodu np. zbytniej pracy zawodowej powoduje zaburzenia \"domowego ogniska\" (nie ma to nic wspolnego z wykonywaniem obowiazkow). Jesli jeszcze dzieci sa oddawane \"do zlobka\", to po latach brakuje wiezi, rodzina jako wiez miedzy ludzmi praktycznie nie istnieje, istnieje tylko formalny kontrakt. Skoro tego chcecie? Tylko zycie jest za krotkie zeby wciaz popelniac te same bledy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bez odbioru
Wykładowco szanowny Ja naprawdę rozumiem, że TY wyznajesz JEDEN słuszny i właściwy model związku, który wygląda tak, że KOBIETA idzie na tzw. "kompromis", tj rezygnuje z czegoś tam na rzecz dumy i ambicji męża (bo tylko o to tutaj chodzi, nie o wymierne korzyści faceta, kobiety czy dzieci, bo takich NIE MA, ale o sprawy ambicjonalne mężczyzny, pt. "co kumple powiedzą "). I na pewno część ludzi z radością przyklaśnie takiemu modelowi. Ale jest też część, która myśli INACZEJ. I skoro jesteś taki mądrutki, to na pewno wiesz, że w NASZEJ kulturze kobieta NIE MIAŁA własności prywatnej, ponieważ nawet, jeśli posiadała przed ślubem majątek, przechodził o NA WŁASNOŚĆ MĘŻA. Mąż miał NIEOGRANICZONE prawo do dysponowania jej pieniędzmi, a wręcz jej życiem. Zapewne wiesz, że kobieta nie miała żadnej możliwości do decydowania o swoim życiu, bo przechodziła spod "opieki" ojca/brata/wuja pod "opiekę" męża.I tylko kobiety z najwyższych rodów miały pewien margines wolności, co wiązało się bardziej z wpływami ich ojców, braci lub wujów niż z nimi samymi. Na temat tego, z czym mogą lub nie pogodzić się feministki, może lepiej się nie wypowiadaj, bo trafiasz kulą w płot. Czy do ciebie naprawdę nie dociera, że nie cały świat musi podzielać TWOJE poglądy? Że może być ktoś, dla kogo szczęściem nie jest podporządkowanie się schematowi? Na wymianę dokumentów masz określony czas i NIE MOŻESZ zrobić tego "przy okazji". A skoro sam nigdy nie musiałeś wymieniać całej masy papierów, stać w tylu kolejkach kombinując jak wytrzasnąć na to wszystko czas, bo przecież PRACUJESZ przeważnie w godzinach otwarcia urzędów, to bądź łaskaw wykazać się odrobiną pokory i przyjąć, że NIE MASZ POJĘCIA czy jest to dla danej osoby problem, czy nie. A jak masz chwile, zrób doświadczenie empiryczne, przejrzyj swoje dokumenty, które musiałbyś wymienić w momencie zmiany nazwiska i przeleć się po wszystkich miejscach, postój we wszystkich kolejkach, zbierz w jednej skarpetce wszystkie pieniądze, które musiałbyś na to wydać (razem ze zdjęciami, dojazdami, itp), a potem podlicz i wróć do nas żeby powiedzieć czy i jaki był to dla ciebie problem. Cały czas mówisz o kompromisach a nie widzisz, że zmiana nazwiska NIE JEST kompromisem. Kompromisem jest, kiedy każde zostaje przy swoim nazwisku. I jakoś nie dociera do ciebie, że kompromis polega na tym, że OBIE strony trochę ustępują. A nie tylko jedna, czyli w tym momencie kobieta. Dla ciebie jak widać kompromis oznacza, że jest tak, jak TY tego chcesz... No cóż... Małżeństwo i niezależność MOŻNA połączyć. Tylko muszą w nim być dwie rozsądne osoby wzajemnie szanujące swoją odrębność i niezależność. Ty tego nie rozumiesz i nie potrafisz. Ale TY to nie WSZYSCY. Na szczęście :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja nazwiska nie zmieniałam po slubie, i do głowy by mi nie przyszło pytać męża o pozwolenie dzieci maja nazwisko męża, czyli nazywaja sie inaczej, niż ja, nikt na tym nie ucierpiał, nikomu nic sie nie stało, po co szukacie na siłe problemów, że niby jak matka inaczej się nazywa, to od razu rodzi to problemy. Bzdura

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czasami mam wrażenie, że dyskutuję z debilami: 1. \"w NASZEJ kulturze kobieta NIE MIAŁA własności prywatnej\"...itd. rozumiem, ale po pierwsze \"nasza kultura\" nie jest jedyną kulturą, która istniała w przeszłości na świecie, po drugie jaki ma to związek z tematem, chyba tylko taki, że ktoś czuje się głęboko pokrzywdzony tym co się działo w przeszłości, kilkaset lat temu ale my żyjemy teraz, tutaj i dziś, obudź się! 2. \"Czy do ciebie naprawdę nie dociera, że nie cały świat musi podzielać TWOJE poglądy?\" Moje poglądy są jednymi z wielu, mój post jednym z wielu, więc nie rozumiem? Usiłujesz cenzurować moje wypowiedzi, nie umiesz się pogodzić z innym zdaniem, czy usiłujesz narzucisz taką formę dyskusji aby była ona zawarta w penych, czytaj ograniczonych ramach, bo jak dotąd wydawało mi się, że cechą forum jest wolność wypowiedzi na dany temat, ale widzę, że są ludzie myślący inaczej ;) 3. \"zrób doświadczenie empiryczne, przejrzyj swoje dokumenty\" Dla jednego jest to problem, dla innego nie, nie rozumiem do czego zmierzasz? Chciałem pokazać, że jest to argument jak najbardziej słuszny ale sam wysiłek z tym związany nie jest aż taki wielki w stosunku np. o przygotowań do ślubu, problem jest w decyzji i chceni a nie niemożliwości zrobienia 4. Kompromis polega na tym, że obie strony sobie ustępują, dokładnie. W tym przypadku może on polegać na tym, że oboje przyjmą wspólne nazwisko łączone (dziewczyna nie chce takiego kompromisu) albo że oboje siebie zrozumieją, chłopak to, że dziewczyna z pewnych racji chce zostać przy swoim a dziewczyna, że chłopak chce żeby ona miała jego z pewnych racji, jedna strona musi ustąpić, lub oboje muszą się zastanowić, co przeważa, jaka racja, np. nazwisko dla dzieci, itp. To co Ty proponujesz nie jest kompromisem ponieważ w tym przypadku nie doszło do porozumienia między stronami. Czasami jedna strona musi ustąpić. Proponiwanie obstawania przy swoim jeśłi druga strona nie ustąpi nie prowadzi do kompromisu tylko do konfliktu. Widzę, że nie rozumiesz istoty kompromisu. 4. \"Małżeństwo i niezależność MOŻNA połączyć\" Zawsze mozna, dokładnie o tym pisałem wcześniej: \"To sa sprzeczne cechy i dazenia, ktore bardzo trudno pogodzic\" co nie wyklucza możliwości pogodzenia, która jest trudna. Sam kilka lat temu walczyłem o zaistnienie poligamicznego związku, który byłby możliwy z odpowiednimi osobami ale akurat nie z tymi co wchodziły w gre. Także, zwykle jest tak że ludzie nie umieją takich rzeczy pogodzić co prowadzi conajmniej do problemów w związku. W małżeństwie jest się zależnym, nie jest się niezależnym. Można oczywiscie szanować swoją odrębność, pozwalać sobie na różne rzeczy ale z części niezależności trzeba zrezygnować. Mam nadzieje, że jest to zrozumiałe i przykładów \"dla dzieci\" nie muszę podawać. Muszę Ci też pogratulować tego, że masz typową dla swojego autorytarnego charakteru cechę przypisywania mi sposobu myślenia, umiejętności rozumienia, tego co uważam za jedynie słuszne, prawa do swobodnej wypowiedzi swojego zdania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
coz... wykladowca ma problemy z osobowoscia. nie uznaje zadnego innego zdania, niz swoje wlasne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jedynym debilem tutaj, z calym szacunkiem, jestes ty, wykladowco. gadasz i gadasz - calkiem bez sensu. zlepiasz literki w wyrwzy i zdania a w tej twojej gadaninie brak sensu i logiki. musisz byc strasznie samonym czlowiekiem. i niesczesliwym czy podnieca cie umoralnianie innych?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
bez odbioru => a zajrzyj nieuku do podęcznika "historii państwa i praw polskiego" Pierdolisz jak potłuczona naginając fakty byle pasowały do twojej teorii..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Bez odbioru - szkoda, ze nie znam Cie w realu, lubie znajomosci z wartosciowymi ludzmi, a jesli do tego taka osoba jest moja \"pokrewna dusza\", to juz w ogole sztos kokos :D Tym razem rowniez zgadzam sie z Toba w niemal calej rozciaglosci :) Wielkie pozdro dla Ciebie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alegoria...
wykladowca szacuneczek, prawisz mądrze, niech każdy wypowiada swoje zdanie jako swoje bo na tym polega dyskuja

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wykladowco - ale przeciez te cala niechec do kompromisu demonstruja tez faceci, ktorzy nie biora pod uwage innego rozwiazania niz przyjecie ich nazwiska, oni tez staraja sie na sile cos udowodnic, dla nich tez ciag literek wydaje sie byc wazniejszy niz wspolne zycie z rzekomo kochana osoba, wiec dlaczego przypusciles taki atak na "stawajace okoniem" kobiety?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do nie kumam
Człowieku, moim zdaniem to TY masz problemy z osobowością ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wykładowca zatrzymał się
w rozwoju na wieku XIX. Sam nie dopuszcza pójścia na kompromis - jego bzdury można poczytać na ślubnym. Uważa, że kobiety muszą podporządkować się mężczyznom i na tym ma polegać kompromis.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
twoje zdanie, twoje prawo. moje - nie zgodzic sie z nim :classic_cool: ja przynajmniej pokazuje czarny nick. a ty? pomaranczko?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wykładowcy to ja nawet nie czytam, pomijam jego wpisy, tak jakby ich po prostu nie było. Co do nazwiska to nie rozumiem ludzi, którzy je zmieniają. przecież nazwisko to częśc tożsamości, to nie majtki, które mozna sobie zmieniać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość To jest Smieszne
Dziewczyna chce postanowic na swoim ma do tego pelne prawo! a wy ja chcecie na sile przekonac do zmiany pogladu...w imie czego? smieszni i zalosni....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Problem w zrozumieniu tego co piszę polega na tym, że np. Ty oszczędna, podbnie jak wielu ludzi, przyjmujesz to bardzo osobiście, oczywiście zwróciłem uwagę na tradycję (sama tradycja nie wynika jedynie z faktów dziedziczenia majątku ale ze zwyczaju, i była też tradycja łączenia nazwiska w przeszłości kiedy obowiązywało prawo niekorzystnego dziedziczenia przez kobiety) dyż podzielam zdanie kogoś kto już wcześniej napisał, że przyjmuje tradycję w całości lub wogóle a nie wybiera sobie pasujące mu elementy. Ale w przypadku kiedy np. ślub uważamy za tradycje w naszym \"nowoczesnym\" społeczeństwie, równie dobrze można żyć bez ślubu i wtedy uniknie się konfliktu związanego ze zmianą nazwiska. Natomiast nacisk położyłem na kompromis z przesunieciem na faceta. Dlatego, ponieważ kiedy spotykają się dwie strony, w społeczeństwie w którym obowiązuje pewna tradycja, to punktem wyjścia jest właśnie ta tradycja i dyskutuje się o zmianie. W polsce jest to ślub w białej sukni, przyjęcie, przyjęcie nazwiska, itp. Oznacza to, że jeśli dwie osoby ustalają że się pobiorą to w domyśle przyjmują tradycyjny model i dyskutują, mówią o zmianach, które chcą wprowadzić. Dlatego też chłopak mógł oczekiwać, że żona przyjmie jego nazwisko, przyszło rozczarowanie, brak jakiegokolwiek kompromisu, doszło do konfliktu i upieranie się przy swoim zdaniu bez rozmowy, dyskusji pomiędzy zainteresowanymi, do rozwiązania nie doprowadzi. Być może dla obu stron była to sprawa priorytetowa. Jednak z ubolewaniem zauważyłem, że wiekszośc odpowiedzi była jednostronna. Szkoda tylko, że sporo osób traktuje małżeństwo jako pole walki albicjonalnej i o wpływy a nie miejsce szczęscia dwoja osób.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alegoria...
Myslę, że wypowiedzi wykładowcy są o wiele mądrzejsze od waszych

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Niczego mi nadal nie wyjasniles. Tradycja ulega zmianie z biegiem lat, pewne zwyczaje odchodza w przeszlosc, bo obecnie nie maja zbyt wielkiego sensu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bez odbioru
" bez odbioru => a zajrzyj nieuku do podęcznika "historii państwa i praw polskiego" Pie**olisz jak potłuczona naginając fakty byle pasowały do twojej teorii.." "Kodeks Napoleona glosil np. ze "osobami, ktorym nie przysluguja prawa sadowe, sa maloletni, zamezne kobiety, kryminalisci i debile". Zgodnie z tym kodeksem: "Maz zobowiazany jest do opieki nad zona; zona - do posluszenstwa wobec meza". Po pierwsze "krąg kulturowy" ma znaczenie ciut szersze niż powierzchnia jednego kraju. Po drugie cytaty (tak na szybko, można poszukać wielu innych, wszak google ma każdy z forumowiczów :P ): "praw cywilnych kobiet zawarte tak w Kodeksie Cywilnym Napoleona (obowiazujacym od 1809 r. w Ksiestwie Warszawskim i Krolestwie Polskim), jak i w analogicznych kodeksach: habsburskim (1812 r.) i niemieckim (1896 r.) oznaczalo pelne podporzadkowanie zony mezowi"." "Dopiero po roku 1886 Angielki porzucone przez mezow mogly starac sie o alimenty. We Francji - po roku 1924. W wielu krajach europejskich do czasu wybuchu II wojny swiatowej (a we Francji do 1965 roku) kobieta, ktora chciala podjac prace zarobkowa, musiala uzyskac zgode meza. Bez jego zgody nie mogla wstapic na uniwersytet, otworzyc konta w banku, uzyskac paszportu lub prawa jazdy. Dopiero pod koniec XIX wieku wiekszosc panstw Europy wprowadzila prawa, ktore pozwalaly kobietom dysponowac majatkiem wniesionym w posagu, a takze wlasnymi zarobkami." Anglia XIX w. "Bogata wdowa, czy kobieta niezamężna i niezależna nie mogła przebywać w towarzystwie mężczyzn. Samotne kobiety nie mogły mieć dzieci, w przeciwnym razie narażały się na potępienie przez społeczeństwo. Niektóre kobiety pochodzące z bardzo zamożnych domów i wnoszące ogromne posagi zawierały umowę przedmałżeńską, by mąż nie pozbawił je całego majątku, działo się to jednak bardzo rzadko, gdyż kobiety ulegały presjom otoczenia. Szacuje się, że zaledwie 10% kobiet korzystało z tego przywileju. Prawo zmieniało się powoli na korzyść kobiet. W 1839 zostało przyznane prawo starania się o opiekę nad dziećmi do lat siedmiu kobietom, które żyły w separacji. Dotychczas mężczyzna automatycznie przejmował opiekę nad dziećmi." Polska XIX w "W szczegółach sytuacja prawna kobiet polskich różniła się w zależności od zaboru, warstwy społecznej i zamożności. Jednakże bez względu na miejsce zamieszkania i zajmowaną pozycję społeczną, wszystkie kobiety były w tym okresie wyłączone z udziału w życiu politycznym i państwowym. Nie mogły uczestniczyć w wyborach przedstawicielskich ani zajmować stanowisk publicznych. Istniały zasadnicze podobieństwa w sytuacji prawnej kobiet w poszczególnych zaborach. Przyjęty w Polsce Kodeks Napoleona (obowiązujący w zaborze pruskim i Królestwie Polskim) znacznie ograniczał prawa kobiety, cywilne i małżeńskie. Traktował ją niemal jak nieletnią, oddając pod władzę ojca, opiekuna, męża lub (w niektórych sprawach dotyczących jej dzieci) rady rodziny. Mężczyzna był głową rodziny: zarządzał majątkiem, decydował o gospodarce i dochodach, a także o wszystkich ważnych życiowych sprawach członków rodziny. Bez jego pozwolenia kobieta nie mogła stawać przed sądem, być świadkiem przy spisywaniu testamentów, umów i innych aktów notarialnych. Wspólnota materialna polegała nie tylko na tym, że mąż mógł wyłącznie rozporządzać majątkiem żony (jeśli to była np. ziemia, miał prawo ją sprzedać, wydzierżawić bez zgody małżonki), ale również wszystkimi jej dochodami. Nad dziećmi opiekę sprawował tylko ojciec. To on decydował, kto je będzie wychowywał i kiedy mogą opuścić dom rodzinny. Prawodawstwo pruskie pod względem praw ojca do opieki nad dziećmi stało na krawędzi absurdu, ponieważ od jego decyzji zależało nawet to czy dzieci będą karmione piersią matki. Pewne swobody otrzymała kobieta w zaborze austriackim, gdzie mąż był tylko zarządcą jej majątku, i w każdej chwili mogła go pozbawić tego stanowiska. Władza rodzicielska pozostawała w rękach ojca, jednak oboje rodzice mieli decydować o przyszłości dziecka. Ważne dla kobiet było prawo pozwalające na szukanie ojcostwa i zobowiązujące ojca do utrzymania nieślubnych dzieci do chwili, gdy same będą mogły na siebie zarobić (chłopców do 14 roku życia, dziewczętom do 18). Takiego prawa nie miały kobiety w innych zaborach." :) Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak z ciekawości zajrzałem do wikipedia, która jest pod ręką, jaka jest definicja kompromisu: \"Kompromis – to metoda rozwiązania konfliktu, oznaczająca wspólne stanowisko, możliwe do przyjęcia dla stron negocjujących. Wbrew obiegowej opinii kompromis nie jest optymalnym rozwiązaniem konfliktu, ponieważ oznacza konieczność rezygnacji z części interesów każdej ze stron. Taki idealny sposób radzenia sobie z konfliktem stanowi współpraca. Kompromis może być także synonimem oportunizmu, jeżeli jest osiągany kosztem wartości lub celów nadrzędnych dla procesu osiągania porozumienia.\" Czyli dokładnie to o czym piszę, ktoś napisał (kilka razy), że nie rozumiem czym jest kompromis. Niestety na forum poziom intetlektualny niektórych ludzi jest porażający. Ciekawy jestem co postanowiła autorka, ale jeśli Jej kompromis polega na zrezygnowaniu ze swoich racji dla czegoś ważnego, to po waszych \"mądrych\" listach na pewno się do tego nie przyzna. To co wy proponujecie, ma trochę inną nazwę - EGOIZM \"Egoista kieruje się przeważnie własnym dobrem i interesem, nie zwracając zbytniej uwagi na potrzeby i oczekiwania innych. Odnosi wszystko do siebie, patrzy na świat poprzez pryzmat \"JA\", nie uznaje wewnętrznie systemu wartości społecznie akceptowanych.\"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Slowko do wykladowcy - chodzi mi tylko o kompromis w kwestii nazwiska: mamy dwie 'skrajne' opcje - ona bierze jego nazwisko, oraz on bierze jej nazwisko. Czy kompromis to nie jest wlasnie sytuacja, w ktorej kazdy zostaje przy swoim?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No, wlasnie, kompromis polega na tym, ze kazda ze stron troche ustepuje, wiec dlaczego kompromisem jest dla Ciebie przyjecie nazwiska meza? W ktorym miejscu maz rezygnuje z czegokolwiek przy takim rozwiazaniu?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×