Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość zaczynam od nowa...

Jak sobie radzicie po rozstaniu?

Polecane posty

Gość ale jak tooo
drogie Panie nie uzaleznajcie swojego szczecia od drugiej osoby ( w tym wypadku faceta) to NIE ON ma decydowac o waszym szcześciu.... sama jestem po rozstaniu , fakt boli czasem nawet bardzo...to Wy i pzrede wszystkim wy macie stanowić swoje wlasne szczecie .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mandarynko, to chwilowe, uwierz. Skoro sięgnęłaś dna, to teraz możesz już tylko się odbić i poszybować w górę. Kilka lat temu też mi się tak zwaliło mnóstwo rzeczy na głowę, ale potem stopniowo wszystko się ułożyło. Trzymaj się! Skup się na wyjściu z choroby, to najważniejsze, a reszta też się ułoży.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Mandarynko - tak jak pisze Asteri - są takie dni ale mijają i teraz może być już tylko lepiej. Musisz wierzyć w to. Mocno Cię przytulamy i pamiętaj że nie jesteś sama...jesteś zbyt fajna i młoda by myśleć, że już nic dobrego Cię nie czeka:) Zaza - Twój optymizm jest zarażający:) ja wczoraj tez kilka ciuszków sobie kupiłam:) Musimy się same rozpieszczać jeśli chwilowo nie ma kto nas rozpieszczać:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dwa razy pod obojczyk...
a mi już nic nie pomaga...ciuszki juz nie sprawiają radosci, to, ze ktoś powie, ze wypiękniałam zaczęło mnie irytować, gdzie nie pójdę ze znajomymi to i tak tylko o nim myślę:( stety uzależniłam swoje szczęście od niego, od jego rodziny którą tak kochałam. czy limit smutku można wyczerpać? bo mam wrażenie, że dostałam krzyż którego nie potrafie juz dźwigać...Tak mało radości w moim życiu jest ostatnio, a tyle żalu do tego życia. Jak o nim zapomnieć jak 5razy w tygodniu go widuję? w moich marzeniach, snach, sercu wszędzie jest on. i tylko słyszę: zapomnij o nim, tak będzie łatwiej! Ale jak to zrobic? Jak się nie poddać kolejny raz i wreszcie z tego wyjść?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Obojczyk - napisałam maila do Ciebie:) Wierzę, że jest Ci bardzo ciężko ale nie możesz uzależniać swojego szczęścia od niego zwłaszcza że on ma kogoś, więc nawet nie ma sensu byś robiła sobie nadzieję...On pewnie myśli że będziesz zawsze na niego czekała i miłymi słowami, prezentami chce osiągnąc swój cel ale nie pozwól na to...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dwa razy pod obojczyk...
nie wiem czego on chce, czy w ogóle mam na co czekać:( Agus - odpisałam, przepraszam, ze dopiero po tym jak przypomniałaś o sobie:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kocham cierpie
Oj dwa razy pod obojczyk... po każdej burzy wychodzi Słońce... musimy w to wierzyc🌼 A do mnie pisze jestem koleżanką... super;] Odpisuje miło a miałabym ochote napisać "nie kochasz mnie to sie odwal nie chce koleżeństwa" Ale czemu tego nie zrobie? Bo bawie się kurka w jakies sentymenty...że po tak długiej znajomości to powinnismy byc mili srutututututu... Myślicie że powinnam tak wypalic nagle "nie odzywaj sie i nie prosc o nic"...?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jestem idiotką
Dziewczyny, zrobiłam największą głupotę w życiu. Straciłam szacunek w jego i w swoich oczach. By do mnie wrócił gdyby nie moje wygłupy. Gdyby nie moje telefony, esemesy,łzy, spotkania. Zniszczyłam sama siebie. On mnie jeszcze niedawni kochał, tęsknił za mną będąc z nią. Ja nie miałam cierpliwości by na niego czekać. Mówiłam, że kocham,pozwalałam soba manipulować tylko po to by go zobaczyć by go uścisnąć. Jeszcze miesiac temu za mną tęsknił, jeszcze mnie szanował. Nie kochał jej i nie był z nią szczęśliwy. Nawet z nią na chwilę zerwał. Dziś ze sobą mieszkają. Czuję się podle. Straciłam szacunek dla samej siebie. Jest mi z tym cholernie źle. Dziewczyny, nie kontaktujcie się z nimi. Olejcie ich. JAk zaczniecie się konaktować to będzie cięzko z tego wyjść. JA nie potrafiłam. Aż do momentu jak zaczął mną gardzić. Uznał, że jestem wariatką. Ma rację niestety. Nie potrafiłam sobie poradzić ze swoją miłością, nie miałam się komu wypłakać. Miałam tylko jego. On ciężko przeżył to rozstanie chociaż odszedł do innej. A ja nie potrafiłam się od niego oderwać. Nie potrafiłam nie pokazać, że cierpię. Gdybym kopnęła go w dupę, gdybym się nie odzywała o by do mnie wrócił. To zresztą nie ważne czy by do mnie wrócił. Miałby do mnie wielki szacunek - a ja miałabym szacunek do samej siebie. Czuje się podle. Nadal go kocham. Pomimo, że zrobił tyle rzeczy by mnie poniżyc.Sama te sytuacje powodowałam. Mieszkają razem. Nigdy nie byłam o nią zazdrosna, aż do dziś. Nie mogę sobie wyobrazić tego jak się teraz kochają. Dałam się mu jak mało kto. To strasznie boli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kocham cierpie
Nie martw się. Ja też byłam idiotką. Jak się kocha mocno to się rozum traci. Ja też zrobiłam wilee głupstw, oj wiele ale da się żyć...w koncu \rozzumiesz swoje błedy... , przemyslisz to wszytsko pamietaj ze wina zawsze lezy po 2 stronach. Ja tez obwiniałam siebie, ze jestem nienormalna po wydzwaniam, pisze, i robie głupstwa...ale wiesz co gdyby oni zachowywali sie czasem inaczej to to wszystko innaczej mogło by sie potoczyc. My nie jestesmy ez winy ale oni tez nie są. Wiesz i co ze z nia mieszka jak sama mowisz soro jej nie kocha to to bezsensu. Ni ma co rozpaczac postaw gruba kreske i zacznij od naowa. Jestes silna niezalezna kobiieta i dasz rade! Pokaż mu ze zasługujesz na szacunek! Pokaż sobie ze jestes wiele warta! I pamietaj uczymy sie na błędach:*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jestem idiotką
Ale ja właśnie mu pokazałam, że na ten szacunek nie zasługuję. Nie wiem co mną kierowało, jakaś autodestrukcja. Nie porafię sobie spojrzeć w twarz :o Chyba się zapadnę pod ziemię jak go spotkam. Chyba ją pokochał przez te moje wygłupy. Prawie się z nim przespałam :o Po tym stracił do mnie szacunek zupełnie. Byl z nią szczęśliwy przez dwa miesiące, później zaczął za mną tęsknić i żałować swojej decyzji. JA zamiast wtedy pokazać mu, że mi nie zależy zaczęłam pokazywać jak bardzo kocham. Idiotka :o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cześć :) Jestem idiotką- nie mów i nie myśl tak proszę.każda z nas ma chwile słabości.ja całkowicie zerwałam kontakt a teraz jest mi chyba cięzej niż przedtem.Wczoraj miałam dłuugą rozmowę z jego przyjacielem.pytał co dalej,że oboje się meczymy.powiedziałam mu,że ta cisza jest jak śmierć...wyniszcza mnie.Tęsknię za panem C.tak bardzo,że to mogło być przyczyną choroby.Zamiast mieć lepsze wyniki dochodzą nowe rzeczy i wyniki są coraz gorsze :(.K.powiedział mi,żebym jako mądrzejsza ustąpiła i jednak poszukała kontaktu..zadzwoniła,zapytała jak egzaminy.Namówiła na spotkanie i rozmowę o tym co dalej.Mamy sobie wyjaśnić pewne rzeczy i albo wrócić do siebie albo w przyjaźni roztać się na dobre nigdy nie wracając do tematu.Już łapałam za telefon-jednak nie..Dlaczego ja mam chcieć?Dlaczego znów ja?On niczego nie zrozumiał i wiem co mówię..Może też cierpi ale to on odszedł a ja po takim bólu jestem uparta.A może boję się,że ma inną,że powie:"spadaj" nie wiem.. Ale Kochana nie jesteś idiotką.Ja wielokrotnie po rozstaniu wydzwaniałam,pisałam niby "pomyłkowe" smsy,chodziłam w miejsca gdzie mogłam go spotkać lub wiedziałam,że tam będzie..Straszna byłam ale nie miałam szacunku do siebie...Teraz widzę jaka byłam śmieszna,żałosna... Dziewczyny musimy wracać pomalutku do życia.Teraz mam naprawdę wielkiego doła ale trzeba żyć dalej.Ludziw wychodzą z depresji po rozwodzie,po śmierci ukochanego i żyją dalej.Zakładają nowe rodziny,związki i znów są szczęśliwi więc i my możemy. Całuję i ściskam Was gorąco :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zaczynam_od_nowa...
Dzień dobry :) U mnie w pracy sezon rozjazdów - w zasadzie cała Polska :). I trafiło się i to nieodwołalnie w przyszłym tygodniu mam jechać do miasteczka ex... wiem gdzie pracuje jakim jeździ pociągiem... ale chyba zrobię tak by zmniejszyć prawdopodobieństwo spotkania do zera... by go nie spotkać... na miejscu czeka na mnie osoba, z którą na pewno dobrze spędzę czas, bo łączy nas hobby zawodowe :). Czasami mam jednak ochotę napisać czy by się nie spotkał... w końcu jak był w moich okolicach przejazdem spotkałam się z nim... tylko po co... chciałabym raz jeszcze w życiu stanąć przed nim tylko po to by powiedzieć sobie szczerze nie kocham już tego człowieka... kiedyś bardzo kogoś kochałam, może młodzieńcza miłość, ale niezwykle silna z mojej strony... niestety niespełniona z różnych powodów, potem spotkanie po latach na zwykłych sobotnich zakupach... przywitanie wymiana uśmiechów i poszłam dalej... wtedy poczułam ulgę, bo wiedziałam, że to co czułam to było już tylko miłe wspomnienie... nadal jest miłe... I tak chciałabym kiedyś spotkać raz jeszcze ex... ale jeszcze nie nadszedł chyba ten czas... czasem mam wrażenie, że musi go jeszcze dużo upłynąć, może nawet kilka lat... może odwiedzę ulubioną knajpkę, wypije kawę w pewnym miejscu, pospaceruje po parku... zdam się na los... muszę tak jechać, bo wymaga tego ode mnie praca... a życia zawodowego i pracy nie można mieszać... Dziś wiem jedno, że zarówno moja pierwsza jak i druga miłość po coś się pojawiły w moim życiu... ich postępowanie, wybory, miały wpływ na moje życie... żeby było śmieszniej głównie zawodowe i to udane :). Tak więc chyba nic nie dzieje się przez przypadek... I dziś Wam powiem jeszcze jedno mimo że sama - ale nie samotna ale jestem szczęśliwa...:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
jestem idiotką - jak Ty jesteś idiotką to my wszystkie też. Podejrzewam, że każda z nas chociaż raz się upokorzyła lub pokazała jak bardzo zależy. Smsy, telefony...bo milczenie nas zabijało...Ale uwierz, że powolutku wszystko będzie ok. Mandarynko - wiesz...u was jest wielka szansa, że wrócicie do siebie chociaż musiałby się zmienić - bo to co robił, zostawił Cię w chorobie znów mogłoby się powtorzyć, ale też powinien to on zrobić pierwszy krok bo to on zerwał. A jeśli się nie odważy to JEGO strata i tylko jego!!! Buziaki dla Was kochane:**

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziewczyny, a mi mija już 4 miesiac od momentu kiedy ON ze mna zerwał. NIe mamy zadnego kontaktu, ja sie nie odzywam, bo postapil i zerwal ze mmną w bardzo przykry i podły sposób. On sie nie odzywa- bo ma nową miłość. Widziałam ich kilka razy jak szli ulicą, wtuleni, widać , że szczęśliwi. Kochałam go jak szalona- ale włąśnie: KOCHAŁAM. Chociaz ciezko mi bylo sie pozbierac to uwierzcie mi- czas leczy rany ! Tak jak w pierwszym miesiacu od zerwania usychalam z rozpaczy to teraz potrafie na to spojrzec z dystansu, umawiam sie z innymi facetami, jeden bardzo mi sie podoba i mam nadzieje ze cos z tego bedzie :D Dziewczyny- czas , czas i jeszcze raz czas- głowa do góry. Skoro Wam nie wyszlo to oznacza tylko jedno- to nie byl ON.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jestem idiotką
Dziewczyny, Jestem głupia bo od miesięcy go męczę, męczę sama siebie. Moja mądra mama mówiła daj sobie spokój, nie dzwoń, nie odzywaj się. Bo będzie Cię miał za nic, za byle co, za psychicznie chorą. I doigrałam się. Wyniknęło to z rozmowy z jego znajomą, która również i mnie zna ale on myśli, że tylko z widzenia. ona: czy twoja była zna twoja obecna? on: tak, kiedyś wpadlismy na siebie. przedstawiłem ją M ona: jak przedstawiłeś? on: a co miałem zrobić? uciec? ona: no pewnie, że nie. a jak M to zniosła? on: z godnością iście królewską, nigdy jej tego nie brakowało ona: Bardzo się cieszę, że ją szanujesz. pewnie by się ucieszyła gdyby to usłyszała. (chwila ciszy) on: bardzo ją lubię choć jest trochę wariatką ona: dlaczego wariatka. z tego co zauważyłam to M jest bardzo opanowana, twardo stąpającapo ziemi i wiedząca czego chce on: widocznie musiała mnie bardzo kochać ona: mozliwe Pozwoliłam mu się upokorzać. Z premedytacją. Jakiś dziwny rodzaj autodestrukcji. Kocham go nadal. Pragnę go jak nikogo na ziemi. Im bardziej mnie odrzuca tym bardziej go chcę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jestem idiotką- myślę,że każda z nas tutaj kocha nadal i to jest nasz największy problem.Kochamy i czekamy aż stanie cud,nasi ex powrócą do nas i będzie jak dawniej...Każda z nas ma tutaj nadzieje,że byli zrozumieją błędy i jakoś "cofniemy czas"....Gdyby wszystko było oki,nie byłoby wpisów tutaj..takich wpisów..Tylko krótkie:żyję od nowa,inaczej jestem szczęśliwa..mam nowego faceta...I tak jak tu już wcześniej któraś z Dziewczyn napisała..jak sobie radzimy?Nie radzimy... "Rozwiązania wygodne,poszedłes na łatwiznę.. Ty masz na twarzy uśmiech a ja na sercu bliznę, która przypomina o tym wszystkim...Jakie to uczucie gdy Ty zawodzisz mnie?"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bez ducha
To chyba ja mam ten sam problem... Nie chyba, ale na pewno. Czytam Was, Dziewczyny, od jakiegoś 1,5 tygodnia, wczytuję się w Wasze historie - Waniliowa, Pod Obojczyk, Jestem Idiotką, i wiele, wiele innych. Pasuję tu do Was jak ulał. Tak też 1,5 tygodnia temu wyprowadziłam sie od niego. Nie wytrzymałam. Jego niedojrzałości - najogólniej mówiąc. Tego, że musiałam nosić spodnie w związku, mieć na wszystko oko, doglądać przybytku, zajmować się remontem, bo on przecież ma tyle na głowie, wszystko natychmiast ma być zrobione, więc on to dzisiaj nie może... Wszystko na jutro, jutro, jutro, jutro. Remont w chacie. Z sierpnia zrobił się październik, my z pracami posunęliśmy się naprawdę niewiele, bo byłam do tego sama... Także tak to wyglądało. Poza tym brakowało mi takich zwykłych oznak: wyznań miłości, kwiatów, drobiazgów. Komplementy były. O dziwo. Rozstawaliśmy się już kilka razy w przeciągu tego 1,5 roku. To on inicjował te rozstania. A ja zawsze byłam zdziwiona. Bo miał ze mną heaven. A się okazywało, jak sam mówił, że on nie wie, że nie dla niego taka odpowiedzialność, że on powinien sam najpierw zorientować się, czego tak naprawdę chce. A potem były powroty po kilku dniach. Zawsze z jego inicjatywy. Obietnice poprawy, nabyta przez ten niecały tydzień rozłąki pewność, że tak, że on już na pewno wie, że chce być dojrzały i odpowiedzialny ;) Że on chce budować wspólny dom [w przenośni, ofkors], że tylko ze mną, że już wie, że "nie zostawiaj mnie", że "bądźmy razem". I rzeczywiście, na początku zawsze było świetnie. Widać było, że sie świetnie bawi w dom. Dopóki znowu czegoś nie zaczęło się od niego wymagać... Pewne rzeczy przecież nie mogą czekać, trzeba je załatwić wtedy i wtedy, a ja nie wszystko mogę robić sama. I znowu się posypało. Choć nic tego ni zapowiadało. Bo było nam ze sobą naprawdę dobrze. Już NAWET zaczął się troszczyć o to mieszkanie, widać było jego zaangażowanie. Ale kiedy wróciłam któregoś dnia do domu, on siedział i palił zioło. Wiedziałam, że ma pracę do zrobienia, że na wczoraj, że terminy gonią. A on sobie zioło pali i na amory mu się jeszcze zebrało... Gdyby nie to zioło w środku dnia... Pewnie nie byłoby tej całej sytuacji. Ale ja nie puściłam tego płazem, zaczęłam drążyć, nie ustępowałam. Przed sobą miałam tak wymiętego i wyzutego z życia człowieka, że aż się przykro robiło. Ja pakowałam torby, on leżał na łóżku, i tylko słyszałam: NIE ODCHODŹ, NIE WYPROWADZAJ SIĘ, JA NIE CHCĘ. NIE CHCĘ, ŻEBYŚ WYJEŻDŻAŁA. ALE SŁYSZYSZ? JA NIE CHCĘ. Jak taki dzieciak w piaskownicy, któremu albo ktoś zabiera grabki, albo każe już iść do domu. Wróciłam do siebie do miasta [ok. 50 km], emocje nieco opadły, choć nie zmienia to faktu, że fatalnie się czułam. Płacze, łzy, obwinianie się, że może byłam nazbyt impulsywna [trochę rozpierduchę zrobiłam, wyprowadzając się... mała demolka pokoju...], że trzeba było powściągnąć emocje, dać sobie ochłonąć, rozwiązać problem, a nie pakować walizy. Przez ten czas mieliśmy ze soba kontakt. Nie rozmawialiśmy jednak o nas. Okazało się, że już dzień po moim odejściu wszystko zaczęło mu sie sypać: miał wypadek [sam go spowodował; na szczęście nikomu nic się nie stało, ale koszta naprawy, mandatu, lawety pochłoną wszystko, co ma na koncie], w jednej pracy nie są zadowoleni z tego, co robi, w drugiej też oświadczono mu, że współpraca z nim generuje tylko koszty, potłukł lustro. Z kolei u mnie wyż: oferta pracy [nic z tego notabene nie wyszło :) ], nowe zlecenia, bez nerwów w każdym razie. [A że z kocem albo dwoma na głowie cały tydzień przeleżałam, o kawie jedynie, on nie musi wiedzieć.] Usłyszałam, że wraz ze mną odeszło z jego życia szczęście. Z kolei ja, żyjąc z nim, to szczęście mu oddawałam. Spotkaliśmy się we wtorek. Pod pretekstem, że zabieram jeszcze kilka swoich drobiazgów z mieszkania. Bo pomyślałam, że sobie wiele rzeczy możemy wyjaśnić, że może zostanę na noc [wzięłam ze sobą nawet kosmetyki i bieliznę na zmianę...]. Na początku było rzeczywiście miło - widziałam, że jest jakiś przybity, źle wyglądał. Stwierdził nawet, że, jak widać, ja lepiej znoszę to, co się stało, od niego. W pewnym momencie zaczął się do mnie kleić. Nie wiedziałam, przyznam, co robić. Bardzo go pragnęłam, ale nie mogłam pozwolić, żeby zakończyło się to w łóżku, bo podejrzewam, że ja do tego łóżka bym szła z zupełnie inną potrzebą i nastawieniem niż on... Ostatkiem sił odtrąciłam go. No i w tym momencie nastąpiła przewaga sił: Zaczął mówić do mnie niezwykle przykre rzeczy, rzeczy takie, których od mężczyzny nie powinna słyszeć żadna kobieta. Rzeczy podłe i miałkie. Patrzyłam na niego jak na jakiegoś przybysza z innej planety. Jak na kogoś, co się najadł jakichś grzybów albo tablet. Gadamy, gadamy, gadamy, a on idzie do kuchni robić sobie gorący kubek. Gadamy, gadamy, gadamy, a on oznajmia mi ni z gruszki ni z pietruszki, że zupa mu ostygła, że za mało wody dolał, że jest niedobra. Poza tym, że usłyszałam milion słów gorzkich, zupełnie nieadekwatnych, to miałam przed sobą takiego rozpuszczoonego jak dziadowski bicz nastolatka, a nie 25-letniego faceta, od którego się wymaga i który sam powinien wymagać od siebie. Oczywiście, płakałam, będąc tam. On niewzruszony. Gadał jak potłuczony. Beznamiętnie. Mówię do niego, że zaraz pewnie kogoś sobie znajdzie, no bo tak, a ja znowu latami będę czekać na kogoś, bo dla mnie to nie żarty. Przytaknął, nie zaprzeczył, dodał tylko, że pewnie też tak zrani i skrzywdzi jak mnie, że historia się powtórzy. Ale że jego to nie interesuje. Niech tak będzie. Powiedziałam mu, by nie dzwonił do mnie, nie odzywał sie, nie pisał. Nie ze złości, ale z żalu - powiedziałam wprost, że nie jestem w stanie być jego przyjaciółką, gadać o byle czym, jeszcze niebawem pewnie posłuchać, jak to sobie kogoś znalazł. Po prostu NIE. Niestety, złamałam się tego samego wieczora, wysyłajac doń sms, że bardzo chciałam się z nim kochać, że chciałam z nim zostać, ale nie mogłam, bo to by mnie zabiło. Dodałam, że kocham go całą sobą. Nie odpisał. Od tamtej pory cisza. Poza jednym mailem z mojej strony, kwestia techniczna, suchar tak zwany - oświadczyłam mu tylko, że załatwiłam dla niego coś, o czym rozmawialiśmy jeszcze kilka dni wcześniej, do czego się zobowiązałam. W odpowiedzi po 24 h otrzymałam: DZIĘKUJĘ. Poza tym widzę, że szanuje moją decyzję, która jemu też jest na rękę przecież: nie musi się do mnie odzywać, nikt nic od niego nie chce. Choć on to by się bardzo chętnie przyjaźnił, koleżankował. Wrócił do matki. I mieszka tam teraz z nią i dziadkami. A jego mieszkanie stoi puste. Masakra. ... Kochałam go szaleńczo. Kocham do teraz. Miłością naprawdę bezwarunkową. Ale chyba nie ma co zbierać. Z tego, co widzę - on tego nawet nie chce. Siedzi sobie taki duży chłopiec u mamy i pewnie jeszcze trochę tam pobędzie. Jasno widzę, że kochałam go za mocno, a na pewno bardziej, o niebo bardziej niż on mnie. Uzależniłam się od niego, zamiast uzależnić go od siebie. Teraz taka mądra jestem [choć serce pęka na miliony kawałków, a głowa nie chce wierzyć w to, co się stało]. Wczoraj zaczęłam czytać ksiażkę "Dlaczego mężczyźni kochają... zołzy?" [mam na pdf, gdyby kóraś z Was chciała... :) ]. I choć momentami książka jest supertendencyjna, to jednak pluję sobie w brodę, że tak późno po nią siegnęłam. Pierwsza złota zasada brzmi: 'ZOŁZA nie chce faceta, który jej nie chce.' Bolesne. Ale nie ma na co się oszukiwać. Pajac nie szuka kontaktu, to co ja mam przy nim niby robić? Może jeszcze wysłać sms albo zadzwonić? Mhm, na pewno. Poza tym, gdybym przeczytała tę książkę wcześniej, raptem kilka dni wcześniej, to nie słuchałabym tych wszystkich "cudów", które mi wymyślał we wtorek, tylko odwróciłabym się na pięcie i tyle by mnie widział. Poza tym ta świadomość, że to ja odeszłam, mając konkretny powód... A we wtorek dowiedziałam się, jak mocno był 'nieszczęśliwy' i dręczony w tym związku. Usłyszałam, że: WYMARZYŁEM SOBIE CIEBIE, WYŚNIŁEM. JESTEŚ MOIM IDEAŁEM. ZAWSZE CHCIAŁEM ŻYĆ Z KIMŚ TAKIM JAK TY. ALE COŚ TU NIE GRA. Masakra. - - - Teraz taka mądra jestem, a co będzie jutro...? Oczywiście, będą jeszcze łzy i niepewność. Nieraz. Rwanie włosów z głowy. Depresje. Ale z tym to trzeba też coś zrobić. Stawiać swoje warunki. To było słowo na niedzielę ;) Buzi :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Bezimienna111
mądrze. chociaz beda dni, ze powali sie wszystko. wytrwasz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Bezimienna111
dziołuszki?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bez ducha
No właśnie: dziouszki? :) Chciałabym wiedzieć, co u Was... Ja mimo całej dzierżonej w sobie mądrości - wciąż mam nadzieję, a przynajmniej wierzę, że ON przyjdzie. I że to ja będę teraz rozdawać karty, skoro już przejrzałam na oczy. Ale na pewno nie odezwę się pierwsza. Heh. Kryzys... :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Jestem załamana!!!!!!!!Dowiedziałam się, że jednak on ma kogoś...Nie wiem czy jest to ta sama osoba, którą wtedy poznał i twierdził, ze to tylko koleżanka czy ktoś nowy ale cios był straszny - pół godziny beczałam w wannie nie mogąc się opanować...A to przecież już ponad 4 miesiące - powinnam mieć to gdzieś!!!!!!!!!!Ale nie mam!!! Boli...tak bardzo... Kiedyś jak rozmawialiśmy jego mama za każdym razem kazała mnie pozdrowić...ostatnio nie dzwonił do mnie z domu pewnie dlatego bym nie usłyszała, że ma pozdrowić Gosie, Kasię czy inną Magdę... Umieram w środku...i nie wiem czemu po takim czasie tak bardzo mnie to boli:( karut,kocham cierpie, Wanilka gdzie jesteście???ratujcie:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jestem idiotką
dziewczyny, najwaznejsze to nie dac sie. nie pokazać, że się cierpi. bo przegracie. ja przegralam sama z sobą. zrobiłam tyle głupstw. ciężko z tym żyć. gorzej niż ze złamanym sercem. nie pokazujcie im, że cierpicie. nie odzywajcie się do nich. nie odpisujcie, nie dzwońcie. wiem, że to ciężkie. ale można to zrobić. jak macie ochotę im coś powiedzieć, to piszcie list ale go nie wysyłajcie. rozmawiajcie z przyjaciółmi. ja nie miałam z kim. zostałam zupełnie sama. żaliłam się jemu. upokarzałam się przed nim. robiłam to z premedytacją nie wiedzieć czemu. pozbawiłam sie jakiegokolwiek szacunku. pokazałam brak charakteru i słabość. czuję się strasznie podle!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Bezimienna111
2 dzien leciutko gorzej. Cholerna chec napisania do niego. Walka w nocy z telefonem i sama soba. Ale po co? Ma ja, dziecko, w drodze. Gra sie skonczyła. Nasza juz dawno. Gorszy dzien, ale nie napisze, chociaz mialabym grysc sciany, nie zrobie tego. Nie cofne sie. To moja walka, moje zycie !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jestem idiotką
Bezimienna, A jak on Cie traktuje? Mnie ma za wariatkę bez charakteru. Muszę zamknąć ten rozdział w życiu bo wiem, że nie ma już żadnych szans, że wróci. Wiem, że by wrócił gyby nie moje wygłupy. Ale z drugiej strony dobrze, że się już to skończyło. Może ruszę do przodu. Mam nadzieję, że już nigdy go nie spotkam bo umreę ze wstydu. Kochałam go bardzo mocno. Bezimienna, daj sobie spokój. On ma dziecko. Poszukaj kogoś innego. Wbij sobie do głowy, że to już koniec. KONIEC. Jego nie ma! Nie pisz do niego! Nie masz prawa. Jest dziecko. On też jest jakiś bez jaj. Powinien pozwolić Ci odejść, zamiast Cię męczyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jestem idiotką
Wiem, że gdybym była twarda by do mnie przyszedł i przeprosił. On też mnie męczył, on też nie dawał mi spokoju. Manipulował moimi uczuciami. Sprawdzał czy mam charakter. Nie miałam, przyznaję. Nie potrafiłam żyć bez niego. NAdal nie potrafie. Ale muszę zmienić nastawienie. Jak je zmienie - wszytko wróci do normy. Zaczynam od dziś. Kto ze mną?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bez ducha
To prawda... A jeszcze listopad, beznadziejna aura. Choć chyba nie ma tak naprawdę dobrej pory na takie sytuacje - bo co, maj by był, a my czułybyśmy się lepiej, cieplej? Nie. Najgorsze jest to, że każda z nas chciałaby coś zrobić, żeby cofnąć czas, coś zmienić. Coś takiego zrobić, coś takiego powiedzieć, by odczarować przeszłość i być znowu z NIM. I przecież każda z nas wie też, że należało by dać spokój, już się tym nie zadręczać, tylko iść do przodu, iść przed siebie. Ale rozum sobie, serce sobie... Nie wiem, gdzie tkwi recepta. W czasie najpewniej. Ale to też trudno zrozumieć, kiedy właśnie teraz jest się w epicentrum piekła... Całuję, Dziewczyny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Bezimienna111
dziecka jeszcze nie ma. jest w drodze, niedlugo bedzie :) a reszta, srał to pies :) jestem i... wiesz jak czlowiek spadnie na samo dno, to albo sie zbiera w kupe i idzie dalej, albo uzala sie nad soba. wiem co znaczy ponizanie, ja wybaczalam mu wszystko, mogl ze mna robic co chcial, chociaz wiedzialam, ze zle robie, robilam to, chociaz ludzie krzyczeli dookola, nie widzialam tego, nie ze kochałam, bo to chora milosc, BYŁAM UZALEZNIONA. psychicznie, bo fizycznie pod zadnym wzgledem. uwierz mi, ze miloscia jest kochac i byc kochanym, dawac, a nie jedynie brac, to prawdziwe szalenstwo NIE BYLABYS Z NIM SZCZESCLIWA. wiec ukladaj sobie w glowie tak, ze stawiaj siebie w centrum tylko Ty, Twoje pasje, radosci pragnienia, tylko TY ! TY SAMA NIEZALEZNA OD KOGOSKOLWIEK ! SZCZESLIWA !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bez ducha
Poza tym - trzeba coś robić, pracować, wywiązywać sie ze swoich obowiązków. Nam serce pękło, a świat nie ustał przecież, jak pisał Twardowski w swoim wierszu. I to też jest jakieś beznadziejne, bo trzeba się zmuszać, najlepszą rzecz w życiu, jaką się miało, zastępować teraz jakimiś śmiesznymi półśrodkami. Przynajmniej ja tak mam... To dla mnie tak, jakby skradzioną suknię od Ives Saint Laurenta zamienić na jakąś tanią szmatę z bazaru, tylko po to, by nie chodzić nago po mieście... Bo przecież żyć trzeba. Oni żyją, zakochują się na nowo, ba! dzieci nawet płodzą innym kobietom. Są szczęśliwi. K***a, gdyby moja mama to przeczytała - że nazywam tego pajaca suknią od I.S.L. - to chyba śmiałaby się ze mnie z tego do końca życia... :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Włąsnie to jest najsmutniejsze - że oni żyją szczęsliwie, układają sobie zycie, stawiając granicę między tym co było a tym co jest a my nie umiemy. W snach powracają do nas miłe chwile, same często rozpamiętujemy. Kurwa, chyba jaj nam trzeba wiecej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jestem idiotką
Ja już spadam na dno od 4 miesięcy. Już chyba osiągnęłam to dno. Zniszczyłam sama siebie. Swoją dumę, swój honor. Zależy mi na jego zdaniu, chociaż wiem, że nie powinno. Ale tak naprawdę w tym wszystkim chodzi o to, że chciałabym czuć, że mnie szanuje. Chciałabym mu powiedzieć: Jest mi głupio, że się tak zachowywałam ale człowiek zakochany nie myśli logicznie. Kochałam Cię bardzo mocno. ale wiem, że to pogorszy tylko moją sytuację.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×