Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Pomoc doraźna

Czy jesteś w związku, w którym partner molestuje Cię psychicznie? cz.3

Polecane posty

Oj, a ja sie chyba nie wyprowadze spokojnie, bez "atrakcji". Mniejsza o to, juz zaczynam cos z tym robic - tu niewiele wskora nakaz sadowy tylko - jak to mowia - trza spierd*lac. To najlepszy sposob i jedyny jaki mi na mysl przychodzi. Musze wpierw odizolowac syna od meza bo zle na siebie dzialaja. Maz atakuje mnie poprzed niego, ja mam tez nerwy w nienajlepszym stanie i zle to znosze. Sprobuje zalatwic mu pozadomowa opieke, wlasnie dzwonilam w tej sprawie. Czekam na telefon. Dzisiaj mialam przelac na konto kancelarii prawnej, prowadzacej moje sprawy - kwote na kupno domu ale tez nic nie moge zrobic dopoki nie skontaktuje sie z moja prawniczka bo z ta cena cos nie tak jest, wyglada na to ze sie pomylila (na moja "korzysc" bo cena jest nizsza i chce to wyjasnic, moze celowo tak zrobila - nie zauwazylam w piatek a raczej nie przywiazalam do tego wagi bo mialam i tak sporo spraw na glowie... Dzwonilam do kancelarii ale jeszcze jej nie bylo. Mam dzis w planie wlasnie to zrobic i jeszcze zaplacic swoja czesc za separacje jak i kiedy uda mi sie wyjsc z domu, ale ona poczeka nawet do jutra w razie czego. Same finanse. Ale na razie nie rusze sie z domu bo nie mam jak. Zreszta wieksza czesc spraw zalatwie za pomoca telefonu a o reszte sie nie bede teraz martwic. Socjalny zadzwonil i bedzie ta opieka dla syna, ja juz pieprze koszty byle byl spokoj. To jest najwazniejsze bo jak nie ma spokoju to czlowiek nic nie jest w stanie sensownie zrobic. Kolejny przyklad ze z pewnymi ludzmi nie da sie isc na zadne uklady czy umowy, bo dla nich one nie istnieja - a raczej istnieja na tyle, na ile nie zaburzaja ich interesow emocjonalnych. Jesli uklad jest dla nich korzystny to mozna liczyc na wzgledny spokoj ale jesli cos musza poswiecic albo sie pozbyc - gorsza sprawa... Nigdy nie wiesz na czym stoisz, bedziesz miec czarne na bialym a i tak nie jest to oczywiste z osobnikiem mocno zaburzonym. Bo on albo inaczej to rozumie (w zaleznosci od jego nastawienia i tego czego chce, potrzebuje) albo, jak napisalam powyzej, nie uznaje. Dla niego czarne zmienia sie w biale i odwrotnie w zaleznosci od jego wewnetrznego, mentalnego bajzlu. Dlatego nam, ludziom tez zaburzonym ale w miare normalnie myslacym i kierujacym sie jakimis zasadami, kryteriami moralnymi - taka postawa i sposob myslenia wydaje sie jakas totalna, chora abstrakcja. Nie umiemy pojac ze wlasnie tak ktos moze myslec - bo jak moga zmieniac sie pewniki? Dostrzegam, ze tak bylo wlasciwie od poczatku, jego myslenie w taki sposob zaburzone - tylko mnie sie to jakos w glowie nie miescilo. I jak to w poczatkach zwykle czlowiek probuje zrozumiec, przetlumaczyc sobie, usprawiedliwic - i zwykle takie wytlumaczenie znajduje (a powinien zwrocic uwage i oburzyc sie na taki sposob postrzegania rzeczywistosci - a najlepiej odbic w inna strone i nie miec nic wspolnego z taka osoba). Z czasem patologiczne, toksyczne zachowania sie poglebiaja bo nie moze byc dobrze kiedy ktos chce nagiac do siebie rzeczywistosc kosztem osob bliskich.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Konstelacja - Agaaa juz Ci odpisala a ja tylko doloze, ze tacy ludzie nie widza nic zlego w ublizaniu komus, kto jest im bliski (moze nawet dlatego maja smialosc bo pewnie obcego to by sie bali ze dostana po prostu w ryj) - dla nich to tylko wyladowanie nadmiaru energii i frustracji. Poten wracaja do swojej "normy", wszystko sie uspokaja i sa przekonani ze ofiara ich wybuchu czuje... tak samo. Jakby nic sie nie stalo a jesli juz sie stalo to "dla higieny psychicznej" i ze "przeciez wszystkie pary sie kloca". Jako, ze nie sa zdolni do empatii (potrafia najczesciej wspolczuc samym sobie) nie widza w swoim zachowaniu przyczyn emocjonalnego i psychicznego spustoszenia jakie wokol sieja. Czyli nie sa w stanie poczuwac sie do winy czy tez odpowiedzialnosci a jesli juz im sie udowodni ze robili awantury czy byli agresywni - to obroca kota ogonem ze "zostali sprowokowani" albo "podstepem partnerka doniosla a to byla tylko zwykla klotnia malzenska". Winna jest oczywiscie partnerka ze sprowokowala albo ze upublicznila. Mnie w takiej postawie najbardziej przeraza (i to przeraza autentycznie) totalny brak poczucia winy i wyrzutow sumienia. Umniejszanie znaczenia tego co sie wydarzylo bez swiadomosci jaki to mialo wplyw na innych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do konstelacji
jakie to ma znaczenie czy on jedynym zywicielem rodziny czy nie? wazne ze wyzywa i poniza. z takim mezczyzna nie zbudujesz niczego. czy on jest duzo starszy od ciebie? bo im starszy tym zachowania bardziej utrwalone.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Facet mnie zostawił po 2 latach związku, stwierdził że potrzebuje odpocząć, zobaczyć jak to jest samemu. I o.k Szalał, czasem dzwonił , tylko po to by powiedzieć jak mu dobrze samemu.. teraz chce wrócić, gdy powiedziałam mu że nie ma mowy, rozwalił ręką lustro. Połamał przy tym rękę, i teraz czeka go 6 tyg w gipsie. Wmawia mi, że to wszystko moja wina, i że teraz mam wrócić i się nim opiekować. To jest jakieś chore.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
essential89 zaopiekuj sie ale soba nie daj sobie nic ale to nic wmowic zachowaj swoja neutralnosc i dystans kazdt odpowiada za wlasne zachowanie, chcial walic reka w lustro to ma reke polamana, wiec sam sie soba zajmie pozdrawiam cieplo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
essential89 - piszesz: "...rozwalił ręką lustro. Połamał przy tym rękę, i teraz czeka go 6 tyg w gipsie. Wmawia mi, że to wszystko moja wina, i że teraz mam wrócić i się nim opiekować. To jest jakieś chore." To JEST chore! I tak jak napisala yeez - sam j*bnal w lustro, sam jest za to odpowiedzialny. Ty mu nie przykladalas postoletu do glowy zeby to zrobil. Nie daj sie wmanewrowac, gosc nie wie czego chce - raz odchodzi, raz wraca i jeszcze zdziwiony ze mu orkiestra powitalna nie gra.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
yeez 🖐️ - fajne stopki mamy (jak je porownac) ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oneill🖐️ tak tak ja zrzucam kg a ty konie mechaniczne znam twoj bol odnosnie samochodow tez lubie zrywna jazde :) i tez byl moment ze musialam zmniejszyc konie ... no ale to tylko na jakis czas bedzie dobrze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Teraz to mysle zeby wybyc stad jak najszybciej sie da. Jutro agent ma mi dac odpowiedz od sprzedajacych. Pieniadze wyslalam, kontrakt do podpisania prawdopodobnie jutro (prawniczka czeka na jakies mapy gruntu bo te co dostala byly niewyrazne, papiery itp). Tych kilka dni nikomu nie zrobi roznicy. Synowi zalatwilam opieke pozadomowa przez socjalnego, jest bardzo pomocny. Widac ze rozumie sytuacje. Mniejszy samochod w tych okolicznosciach to dar z niebios ;) bo zmniejszy mi koszty a na razie beda same wydatki i zero dodatkowego przychodu. Te drobne remonty moge robic w trakcie, roboty bedzie gora na 2-3 dniowki dla budowlanca. To sie wytrzyma jakos. Toksyk musi ostatnie dni zatruc, ma w d*pie to ze juz jestesmy obcymi ludzmi, liczy sie tylko wywalenie frustracji i chorych emocji, za ktore nie czuje sie odpowiedzialny (ale czy kiedykolwiek sie poczuwal?).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a kg tez bym pare zrzucila i by nie zaszkodzilo, ale o tym pomysle jak juz sie wszystko uspokoi i urzadze sie na nowym miejscu. :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oneill, yezz macie 100 % rację . To jest jakiś szantaż emocjonalny. Poznałam kogoś, jest nam razem naprawdę dobrze. I boję się o Niego, że ten wariat, zrobi coś albo mi albo co gorsza mu . Póki co o niczym nie wie, ciągle mówi o tej naszej" miłośći" i "związku" .. Z mojej strony nic takiego nie istnieje już.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oneill wejdz na topik Pozytywne myslenie chyba dzis ktos zostawil link do srtony o Filmie i ksiazce sekret wkleje ci kawalek moze to cie zaintersuje jest tam wiele odpowiedzi na pytania i zachowania ktore wszystkich mecza.mozna gratisowo sciagnac cala wersje polskiej ksiazki oto fragment moze ci pomoze poukladac relacje z mezem Inni ludzie wyśmiewają moje przekonania i są przeciwko mnie Przede wszystkim: aprobata innych ludzi wokół Ciebie może być nawet miła, ale nie jest Tobie niezbędna. Twoją misją nie powinno być pozyskiwanie takiej aprobaty, a co gorsza: skupianie się na jej braku. Idź Swoją drogą, żyć dokładnie tak jak czujesz, a w naturalny sposób będziesz otaczać się ludźmi Cię aprobującymi. To bardzo proste minie trochę czasu w takim podejściu i zobaczysz efekty. Nikt nie jest przeciwko Tobie. Każda osoba która wyszydza poglądy innej osoby, działa na Własną niekorzyść. Każda osoba, która buduje poczucie własnej wartości na tzw. „kółeczkach wzajemnej adoracji, działa na Własną niekorzyść. Ciebie to wcale nie musi dotyczyć, jeśli tylko zrozumiesz wartość Swojego życia i tego, że posiadasz samodzielny umysł, potrafisz myśleć i czuć; i posiadasz Własną drogę. Wielu ludzi sabotuje Swoje indywidualne drogi, nadpisując je społecznymi stereotypami, wytycznymi ogółu. Zatracają w ten sposób Siebie, a Ich życie przypomina wykonywanie odgórnie narzuconego programu. Jak osiągnąć niezależność emocjonalną względem negatywnych zachowań innych osób? Dawno temu ktoś uświadomił Mi, że kiedy inny człowiek mówi do Ciebie bez znaczenia, co i w jaki sposób jedyne co wywołuje bezpośrednio i nad czym nie masz kontroli, to drgania powietrza. Cała reszta zależy od Ciebie. Jestem wielkim zwolennikiem „Nawyku Obserwatora, który polega na ciągłym stawaniu pomiędzy akcją, a reakcją oraz decydowaniu, co dalej (więcej informacji nt. „Nawyku Obserwatora odnajdziesz w audycji Źródło Kreacji, epizod 3). W przypadku negatywnych opinii, czy zachowań innych ludzi względem Ciebie pomyśl nad tym, w czym dokładnie tkwi ich moc? Możesz dojść do słusznego wg Mnie wniosku, iż tkwi ona tylko i aż w Tobie. Możesz str. 41 Rozdział III odkryć, iż bez Twojej zgody nikt i nic nie jest w stanie sprawić Ci przykrości, nikt i nic nie jest w stanie Cię zezłościć, czy zirytować, nikt i nic nie jest w stanie Cię zniechęcić. Sęk w tym, iż często mamy do czynienia z postawą bezwiednej reakcji na bodźce, która Nas od owych bodźców uzależnia. Innymi słowy, bodźce przyjemne i pozytywne wchłaniasz w Siebie; godząc się na nie podejmujesz bezwiedną decyzję. Jeśli jednak nastąpią bodźce nieprzyjemne i negatywne również wchłaniasz je w Siebie; godząc się na nie tym samym, również bezwiednie. Zwątpienie potrafi się wtedy zakradać do Twojego umysłu chcę Tobie powiedzieć, że jeśli działo się tak do tej pory to tylko dlatego, iż uważałeś to za jedyną słuszną reakcję: „przymus interpretacji negatywnego bodźca. Innymi słowy: ktoś przykładowo nakrzyczał na Ciebie, a w Tobie pojawiają się reakcje negatywne wydawałoby się, że jest to naturalny proces, podczas kiedy jest to nawyk przymusowej interpretacji bodźców, który posiada wielu ludzi, nie stając nigdy pomiędzy akcją i reakcją, lecz po prostu reagując w określony sposób, do którego przywykli. Znając Prawo Przyciągania wiesz, że wchłanianie jakichkolwiek negatywnych bodźców nie wyjdzie Ci na dobre. Metaforycznie rzecz biorąc, przypomina to spożywanie zepsutego jedzenia. Jeżeli więc rozpoznasz na horyzoncie „zepsute jedzenie, nie sięgaj po nie. Możesz czuć jego zapach to nadal nie zmusza Ciebie, byś je jadł. Możesz nawet odwrócić się i skierować do bardziej przyjemnych zapachów. Innymi słowy: możesz decydować i odkryć tym samym Własną emocjonalną niezależność od tego: co, kto i w jaki sposób mówi. To odkrycie daje porządną ulgę oraz zwiększa pewność siebie. Przez opinie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co on robił przez te miesiące kiedy to mnie odstawił? Pił, imprezował z innymi pannami, .. gdy dowiedziałam się o tej rozwalonej ręce, postanowiłam sprawdzić ile w tym prawdy..zachowywał się jakbyśmy nadal byli w związku, co chwila ustalając reguły powrotu do siebie.. I tak .. mam się zgodzić na te jego imprezy, te jego chlanie .. i jeszcze go zadowalać. Tak, tak.. powiedział mi, że będzie lepiej jak zacznę brać tabletki.. bo on nie zamierza już używać prezerwatyw. A ja co ? Siedziałam tylko i patrzyłam na niego, nie dowierzałam w to co mówi.. Przy tym bardzo dumny z siebie i zadowolony z tego co robił przez okres rozstania.. i taki "co to nie on" .. A ja jestem zmuszona zamieszkać z nim pod jednym dachem;/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
yeez - tu juz nie chodzi o meza ale o syna w tym momencie, bo jego zachowanie jest wypadkowa stosunku meza do niego. A to uderza we mnie. teraz wszystko zalatwione, tylko wyjchac z domu i zaqwiezc go na ta opieke, to nawet niedaleko stad - a syn sie uparl i nie pojdzie nigdzie, zjadl obiad lezy w lozku. A ja go chce stad wyciagnac zeby byl poza domem bo moze dojsc do sytuacji ze maz go uderzy wiec wole zeby go tu nie bylo. A wkrotce juz bedziemy u siebie i bede takie sprawy miala gdzies. Nie jestem w stanie wyciagnac go z domu, to musi byc jego wlasna wola. Jak ktos nie mial do czynienia z dorosla osoba uposledzona umyslowo to nie wie o czym mowie - o dobrze, nikomu nie zycze choc sie nie skarze. Tylko jest problem w mojej totalnej bezsilnosci wobec takiej sytuacji. To mnie dobija po prostu, ale jak sie nie zbierze i nie da sie zawiezc to czekam do jutra choc po dzisiajszych jazdach nie przewiduje poprawy sytuacji. W najgorszym razie bede musiala go zostawic samego w domu (nie swoim domu, czy bedzie maz czy nie) bo musze jechac pozalatwiac sprawy jutro. Moze zreszta nie bedzie tak zle do wieczora jeszcze daleko. Tylko cholera nie mam tam do nich telefonu a juz jest za pozno zeby o niego poprosic bo osrodek zamkniety. Moze, wiedzac ze ma dzis sie pojawic, sami do mnie zadzwonia albo ja sie sama przejade a syn zostanie w domu, to jest jakies 10 min jazdy. Wkurza mnie ze musze prosic o pomoc i ze nie radze sobie momentami, tak jak teraz. "Sekret" probowalam czytac - nie dla mnie. Film nawet sama wrzucalam na hosta jakis czas temu ale podobnie jak z ksiazka - nie trafilo. Cos bardziej praktycznego by sie przydalo. A z mezem, raczej bylym mezem, to ja nie chce zadnych sytuacji ani ich poprawy. Nie chce kontaktow poza koniecznymi (jesli takie beda a na pewno w najblizszej przyszlosci w zwiazku z przeprowadzka). Nie mam teraz ochoty na podreczniki i teoretyzowanie bo trzeba dzialac. Jak juz sie sytuacja wyprostuje i bede miala spokoj to wtedy zabiore sie za lekture. Ale dzieki za wsparcie, kazda zyczliwa dusza sie liczy 🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A to co maz- byly mowi, robi i obiecuje to ja dawno wkladam sobie w buty. Mnie to nie dotyczy. Gorsze sa implikacje jego zachowania dla syna bo - jak pisalam - to we mnie one uderzaja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Bo, ku*wa, zrobilam wszystko, co moglam na dzisiaj i nic nie dziala. Status quo. Syn ma ostatnio takie odpaly ze sie zaprze i niczym go nie ruszy. Wole wiec go napakowac prochami o zostawic w domu tylko jaka noc mnie czeka tego nie wiem bo widze ze maz, kiedys potrafil zareagowac normalnie, teraz agresja w jego kierunku. Kiedys go nawet uspokoil (syn sie go wciaz boi i jesli maz sie zachowuje normalnie to i on jest spokojny) a teraz nagle jakby wszystko o 180 stopni sie zmienilo. Obwinia syna za rozpad naszego malzenstwa i nakreca sie agresja. Ropadlo sie wiec musi znalezc winnego, prawda? Inaczej wszystko byloby super, gdybym syna nie przywiozla 8 lat temu - i apiac od nowa ta sama spiewka ktora juz tyle razy slyszalam a ktora juz miala sie skonczyc. Tyle bylo rozmow - i w osrodku, i z lekarzem, i z socjalnym, z pielegniarka srodowiskowa. Przy nich OK, niby zrozumial - a nagle ni stad ni zowad powrot do poczatkow jakby nic nie mialo miejsca. Czyli caly czas to w nim siedzi, zadnych wnioskow nie wyciagnal, uznal ze ma prawo tak sie zachowywac i ze jest ofiara intrygi nas wszystkich. Polemizowac z takimi argumentami nie bede z przyczyn oczywistych. Dyskutowac wiec nie ma o czym i po co. Zmuszona jestem tego wysluchiwac bo nie wyjde z domu i nie zostawie z nim syna ktory nie chce nigdzie isc bo sie uparl. I kolo sie zamyka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Konstelacja
Jest pare lat starszy ode mnie po 26 r.ż ja już nie walcze o ten zwiazek, szkoda mi nerwów, cokolwiek bym nie zrobila czuje sie jak ...w klatce. On chce poważnego związku tzn. bez szalenstw z nim nawet, tylko siedziec w domu, a on moze isc z kolegami sie ochlac i na pare godzin zamilknac nie odbierac tel itp. To ja mam byc pokorna. O nie!. Mówił wczoraj ze chce do wspolnoty osoby - chyba wspolnoty odciazenia jego matki i szwagierki w prasowaniu, gotowaniu, podtykaniu mu pod nos. Mozecie mi zarzucic, ze daje sie tak traktowac, ze to moja wina, ze sobie pozwalam na to. Z nim rozmowy na ten temat nie ma uwaza ze cale zlo swiata to ja, nie moge miec gorszego dnia, wylicza mi ile sie myje i inne chore sytuacje ktorych az szkoda tu pisac. Mimo wszystko ja mowie mu co mi sie nie podoba, stanowczo, lecz jak grochem o sciane. Nie potrwa to dlugo. I to podobnież ja nie mam szacunku do niego, a on jak mówił o mnie materialistka, ku**a, dzi. szmata i wieloe róznych epitetów, to miał szacunek nie z tej ziemii. Szacunek, gdy ktos z kim rozmawiasz nie da ci do slowa dojsc i trzaska telefonem gdy on powie. Wczoraj nawijał nawijał a ja mu ucielam gadke mowiac a czy kiedykolwiek ja bede miala w tej rozmowie cos do powiedzenia zatkalo i dal sobie przemowic, ale ja sie prosila o glos nie bede, to byl drugi raz, trzeciego nie bedzie, tym razem ja je**e słuchawką. Przesadza, z każdym dniem coraz bardziej, wypominki są jego specjalnoscia, narzekanie - nie umie sie z zycia cieszyc wcale, i zazdrosc o cokokolwiek. Wiem, że to nie potrwa długo, a i tak w jego oczach bede zawsze czarna owca, w oczach jego znajomych, rodziny. A ostrzegal mnie jego szwagier przed nim w maju tamtego roku... chyba mieli chwilowe zacmienie, bo po tym jak mnie potraktowal, szkoda im mnie chyba sie zrobilo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
najwazniejsze, konstelacjo, jest to co czujesz. A z tego, co piszesz to nie sa to pozytywne doznania i nie czujesz sie w tym zwiazku bezpieczna, nie jestes soba... To chyba samo za siebie mowi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dumna mamusia
Ewa w raju Nie , On mi nigdy niczego nie obiecał... teraz myślę, że moze tak zacznie robić, żebym tylko nie odeszła. Rozmawiałam dziś z jego przyjacielem, mówi żebym poczekała, dała mu jeszcze trochę czasu... A ja czuję, że już nie ma odwrotu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ripley - w moim przypadku cala masa takich dziwnych ni to zachowan, ni to nawykow, ni cholera wie co... Nie umialam sie do tego odniesc po prostu ani nie mialam pojecia jak reagowac. Skarpetki nie do pary to byl szczegol, zdarzaly sie czesto ubrania na lewa strone/tyl do przodu, wychodzenie w samych skarpetkach (lub boso) na dwor, jezdzenie z kubkiem pelnym herbaty mocno poslodzonej i rozchlapywanie jej w czasie jazdy po calym samochodzie (pal szesc jego samochod ale robil tak w moim, gdy mu grzecznie zwrocilam uwage to morda od ucha do ucha), wynoszenie kubkow, talerzy, lyzek na ogrod i pozostawianie ich tam, ogolne niechlujstwo i brak higieny. Z jazda bylo podobnie, jak gdzies zabladzil to byla moja wina bo mu drogi nie wskazalam. Wymagal pilotowania. za kierownica okazywal nieadekwatna wrecz zlosc na innych uzytkownikow jezdni (mysle ze to nie mialo nic wspolnego z rzeczywistoscia ale w nagromadzonym w nim gniewem). Reszta bardzo podobna do Twojego partnera. I moja reakcja takze. Bo na takie same zachowania zareagowalabym jakos nawet wobec mojego wowczas bylego meza czy kogokolwiek innego z rodziny, a tutaj nieomal zero reakcji. To mnie troche dziwi, moze razem nad tym sie zastanowimy bo sa podobienstwa. I tez to swiat mial sie do niego dostosowac, na obraz i podobienstwo jego wyobrazen - a jak nie to chaja. Jak smial nie byc taki jakim on go sobie wymyslil? Wymagal wrecz od innych by za niego mysleli i wiedzieli np gdzie sa jego klucze, raz my zartobliwie, z usmiechem powiedzlalam ze wiem gdzie sa - tam gdzie je ostatnio polozyl - to ja pierd*le jaka obraza majestatu byla! Potwierdza sie przyslowie ze im wieksze g*wno tym bardziej smierdzi... Jest to typowe dla osoby ktora w rozwoju emocjonalnym i uczuciowym zatrzymala sie na poziomie ok dwulatka, typowe dla myslenia w tym wieku. To ja jestem swiatem a cala reszta jest dodatkiem do mnie. U mnie moze bylo przyczyna to, ze mieszkalam w obcym miejscu a on byl u siebie, nie czulam sie tak 100% u siebie (chocby ze wzgledu na jego postawe i na to ze wlasciwie nigdy nie otrzymalam wsparcia adaptacyjnego z jego strony, jego zdaniem "sama tu chcialam przyjechac i mieszkac wiec sama sobie powinnam radzic a jak czyje sie nieszczesliwa czy samotna to nie jego problem"), nie czulam sie bezpiecznie - i pewnie stad te moje reakcje obliczone na "przetrwanie" a nie na walke o swoje prawa i o swoje zdanie. I ten strach, przerazenie,niepewnosc jako uczucia towarzyszace wlasciwie odkad pamietam, od 8 lat. Przez pierwsze 3 lata bylo wzglednie spokojnie,nie liczac drobnych potkniec ale zrzucalam to na karb zwyklych ludzkich ulomnosci jakich i ja nie jestem pozbawiona... Z czasem nauczylam sie walczyc, zrozumialam ze nie majac tutaj nikogo bliskiego musze liczyc na instytucje. tam znalazlam pomoc, wsparcie, porade. I dzis jestem tu gdzie jestem, o krok od wyprowadzki, ale mimo to toksyk wciaz neka. Obawialam sie tego troche - bo pszczola tez najdotkliwiej ukasi przed koncem. Syna chorego, na ktorym to sie najbardziej odbijalo - juz odsunelam od stresogennego srodowiska na czas przeprowadzki. My z mlodszym sobie poradzimy bo rozumiemy ze sprawa z kims, kto nie mysli racjonalnie i jest zaburzony psychicznie. Ale niestety, moje problemy z zaufaniem poglebily sie z tym, ze ja nie zamierzam zbyt wiele w tym kierunku robic. Nie czuje takiej potrzeby i potraktuje owa przyware jako czesc mojej osobowosci. Pewnie przydalaby mi sie jakas terapia ale jeszcze nie teraz, nie mialabym na nai czasu. Niech sie wszystko unormuje i wejdie spokojnie na nowe tory, bede mogla planowac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ripley - zacytuje "Czułam, że im tym przysparzam kłopotów, że są na mnie za to źli. Gdy dorosłam (a nerwica przybrała trochę inny wymiar) wiele razy pytałam mamę o te sytuacje. Jej interpretacja nigdy do mnie nie przemawiała" Wyrwalam z kontekastu, bo te slowa dokladnie opisuja to, co ja w dziecinstwie czulam. I - mimo iz wydaje mi sie, ze to przerobilam, poczulam jakies uklucie, zal, smutek gdy to przeczytalam... Pewnie cos tam zostaje mimo, iz nie ma juz kluczowgo wplywu na nasze zycie. U Ciebie zas mam wrazenie ze nie nastapila skuteczna pomoc, nikt nie probowal dociecx zrodla lekow i je usunac. Rodzice nie zrobili tego co powinni, nie zaopiekowali sie Toba wlasciwie. Pewnie sami byli przerazeni tym co sie z Toba dzialo bo byly w nich samych ogromne poklady leku. I wyszlo na to, jak w wielu rodzinach dysfunkcyjnych, ze wiodl slepy kulawego. Moza wartaloby w to zajrzec? Nic nie stracisz a mozesz o wiele wiecej o sibie sie dowiedziec. Ja tez mialam rozne leki ale po jakims czasie nieadekwatnych dzialan doroslych czy stwierdzenia, ze przesadzam i histeryzuje - przestalam okazywac ze sie boje. W srodku bylam jednym wielkim klebkiem strachu ale nie okazywalam tego nikomu bo wiedzialam ze to i tak nic nie da aq moze nawet sprawe pogorszyc. Z doswiadczenia wiedzialam ze to minie i ze jestem zbyt mala i slaba aby z tym walczyc. W trakcie pracy nad soba zrozumialam, iz moi rodzice sami byli przepelnieni wielkim lekiem, nie byli w stanie mi pomoc. Moj strach dolewal tylko oliwy do ognia ich paniki. Dlatego tak bardzo wazne jest pokonac lek, pokonac strach - zeby nie przekazac go dalej, naszym dzieciom - bo one moga przekazac go swoim dzieciom i tak dalej. Za grzechy ojcow cierpiec bedziesz... Przyszlam tutaj, na topik nie tylko z problemem w zwiazku ale tez z wielkim zalem do rodzicow. Teraz, po latach - jest mi niewymownie przykro kiedy mysle jak bardzo cierpieli oni. Jest mi ich bardzo zal. Obydwoje juz nie zyja a jak bvy zyli t pewnie by nie zrozumieli gdybym im o tym powiedziala. Najwazniejsze ze ja wiem co czuje i ze nie mam do nich pretensji. Ze im wybaczylam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oneill polecalam cie sekret bo bardziej chodzi mi oczywiscie o Ciebie tez jestem bardzo praktyczna ale w sekrecie zarowno w filmie jak i w ksiazce odnalzlam potwierdzenie tego co wew. mnie zawsze bylo, wiare w sile umyslu i mysli. aby dalej osiagac pewne zmiany w sobie i sposobie myslenia a co za tym idzie w sposobie odczuwania konieczne jest otworzenie sie na kolejne zmiany. jestem i zasadnicza i praktyczna i totalna realistka ale gdy trafilam na film wiedzilam ze to jest cala prawda o czlowieku. potem zaczelam szukac publikacji wyjasniajacych co i jak, wielu psychologow potwierdza prawdy w tym fimie, sztuka tyko jest.... nie nie tylko.... Aż jest, zrozumiec i wcielic w swoje wlasne postepowanie i myslenie prawdy tam ujawnione. to czysta psycholagia . Pozdrawiam cieplo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dzieki, yeez 🌻 Na razie nie mam czasu ani - prawde mowiac - glowy na az tak doglebna prace nad soba bo to wymaga skupienia i spokoju. Przeprowadze sie, zrobie to co najwazniejsze, usiade spokojnie i powoli bede sie zajmowac tylko soba. No i wlasnie - przed chwila mialam telefon, nawet posta spokojnie napisac nie moge ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
czytam sobie bo mam jeszcze chwilke czasu, i oto co mnie wywalilo ze skarpet: "To co piszesz przypomina mi wspomnienia z dzieciństwa, kiedy czułem, że z moją mamą jest coś nie tak - z jej intencjami wobec mnie. Kiedyś jak wracała z pracy chciałem to wypróbować, na ile jest istotnie w dobrych intecjach wobec mnie. A więc czekałem w domu aż przyjdzie z pracy [miałem 10 lat] i ustaliłem sobie, że będę tak grzeczny i przyjazny wobec niej jak tylko można. [żeby tylko uniknąć kłótni, nieprzyjemnych chwil] Gdy weszła to widziałem, że coś jest mocno nie tak [ dziś wiem - kr uruchomiony]. Nie miała się czego czepić u mnie, ale jednak coś przekręciła i tego się czepiła, jednym słowem zaatakowała energetycznie. Ja, tak jak sobie ustaliłem, robiłem wszelkie uniki, ale nie dało się. Nasze połączenie energetyczne i konieczność fizycznego bycia w tym samym mieszkaniu robiła swoje. Czułem się ohydnie, wykorzystany i zdradzony. W Waszym przypadku może być tak samo. Kr będzie chciał żreć - jeśli nie dziś to jutro. I nie obchodzi go, że jest niewiarygodny, że wygląda jak ostatnia łajza. On chce żreć i tyle go to obchodzi. Nosicielka jest tu też tylko do posługi, jej zdrowie się praktycznie nie liczy w obliczu głodu kr. [akurat tu jest przypadek już mocnejdegradacji nosicielki] Na szczęście macie tego wszystkiego świadomość. Dla mnie największym wyzwaniem było przejście ponad prostą logiką, która mówi, że jak ktoś coś mówi, to to właśnie ma na myśli, a słowa służą konkretnemu celowi, bezpośrednio wyjawionemu w tych słowach. U nosiciela to: 1. ani to, co mówi to tego nie ma na myśli [bo nosiciel mało co w ogóle rozumie ze swojego położenia, można powiedzieć, że jest mocno zagubiony w sieci manipulacji kr. Myśli, że jest podmiotem, a jest przedmiotem] 2. ani też słowa z jego ust nie służą bezpośrednio temu czemu wydają się służyć [mają zaś odsłonić ofiarę, zabełtać jej emocje tak, aby były łatwiejsze do spijania przez kr]." To z linku o krokodylach. Przyklad z mojej laczki - wzialam szczeniaczka na rece. Kto by sie oparl takiemu slodkiemu, malemu piesiowi - przeciez to takie wdzieczne stworzenia (choc psotne). A eks-maz z morda: ty sobie mnie mysl ze co dam pieski, ja je wychowalem i one sa moje. Ni w p*zde, ni w oko. Nastepnym razem sam przynosi mi pieska i mowi: powiedz mu dzien dobry, on tak cie kocha. Normalny czlowiek bedzie zapultany co jest grane przy takim postepowaniu - a krokodyl zre na potege, zre i mlaska. :D :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość krokodyle sa wsrod nas
A kto to jest krokodyl? Czlowiek zaburzony, chory. Ktora z was jest krokodylem? Ten topik jest pelen potomkow krokodyla. A potomek krokodyla to tez krokodyl. Tylko mniejszy krokodyl boi sie wiekszego i milknie w jego obecnosci. Oto tajemnica boza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oneill Dobrze rozpoznac krokodyla :} w kims ale wazniejsze jest by rozpoznac go w sobie bo kazdy go ma jedni wiekszego, bardziej drapieznego a inni mniejszego i z lekka oswojonego u jedych hasa bez pamieci i nie ma swiadomosci a w tych w ktorych budzi sie swiadomosc jest z lekka ugladzony, mniej wredny, mniej krzykliwy a bardziej wyrozumialy i tolerancyjny nasz krokodyl zalezy od nas, od naszego wew. rozwoju

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Oj tak tak. Zeby nie bylo tak jak w porzekadle o belce i slomce :D Na tyle nasze krokodyle sa aktywne, na ile krzywdzimy innych myslac ze na to zasluzyli (czyli bawimy sie w kieszonkowego Pana Boga) albo ze my mamy jakies tam prawo bo (i tu nastepuje wytlumaczenie). A wady -mniejsze lub wieksze, mniej lub bardziej utrudniajace zycie sobie i innym - ma kazdy z nas.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×