Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

ekstrawertyczka-choleryczka

w jeden wieczór posypało się całe wspólne życie...

Polecane posty

Pomyślałam, że może obcy ludzie popatrzą na tę sytuację z innej perspektywy i będę mogła się pogodzić z sytuacją, bo póki co zawisłam gdzieś w przestrzeni między tym co było, a tym co będzie... Pięć wspólnych lat, ponad rok wspólnego mieszkania, z jego rodziną nigdy nie byłam zbyt blisko, nawet możnaby rzec... całkiem daleko... inne światy... inne klimaty... zero wspólnych cech, spraw... On, nie jest święty i nigdy nie był, ale było nam dobrze, jakoś się docieraliśmy, póki nie poszło o jego rodzinkę... Nie chcę się zagłębiać w szczegóły, bo bym książkę tu napisała. W telegraficznym skrócie: Miałam na oku interes - szukałam miejsca na niego, Jego rodzinka miała takie miejsce - zapytałam, czy możliwe bym wynajęła - zgodzili się, ale jakieś sprawy formalne jeszcze mieli nieuregulowane... ciągnęło się to i ciągnęło... wiedzieli, że nie mam zbyt dużo czasu... Oczywiście ciągle szukałam na własną rękę na wszelki wypadek... Nic... zadupie jakich mało... nic nie mogłam znależć... Zapewnienia od jego rodzinki trwały, że będę pierwszą osobą, która do miejsce dostanie jak już pozałatwiają... Uspokoiłam ię trochę... Zaczęłam wstępne przygotowania papierkowe, wszystko już było na najlepszej drodze... Nagle dowiaduję się, że się rozmyślili... milion powodów i przeszkód... Załamałam się... Szybko interweniowałam od początku gdzie się dało, żeby coś się znalazło... Okazało się że jego rozinka też stara się o jakiś interes, mimo, że już wszystko mają... Swierdziłam ok, każdemu wolno... Ale po dłuższym zastanowieniu pomyślałam, że może ze zwykłej ludzkiej zawiści i poniekąd z lenistwa nie chcieli mi tego wynająć... Mówiłam o tym Jemu, widziałam, że jest mu głupio, że tak wyszło... nie spałam po nocach, ciągle jakieś sprawy urzędy, jeszcze w tle koniec podyplomówki... masakra... brak czasu na spanie i inne podstawowe czynności zyciowe... To dopełniło czary goryczy i wybuchłam... Pech chciał, że przy jego znajomym... wywaliłam wszystkie żale... w złości powiedziałam wiele nieprzemyslanych słów, że zrobili z siebie moją konkurencję, że jakbym mogła to bym im zaszkodziła, że wyświnili mnie z tym lokalem... że przecież oni już mają wszystko a ja jeszcze nic to czemu im szkodziło mi wynająć to zakichane miejsce... w trakcie mojego wylewania z siebie całej złości padło pytanie od znajomego - to po co z nim jesteś? - bez zastanowienia palnęłam, że nie wiem, może tak mi wygodnie... Potem dodałam, że jest kochany mimo, że czasem jest różnie i takie tam... Długo była cisza w eterze, aż znajomy uprzejmie poinformował mojego mężczyznę o tym wybuchu... I się zaczęło: mam się wyprowadzić, bo on z taką żmiją mieszkać nie będzie, ani układać sobie życia... Nikt nie spojrzał na sprawę z mojego punktu widzenia... to ja jestem tą najgorszą... Znajomy nie przekazał wszystkiego co powiedziałam, tylko najgorsze rzeczy... Swoją drogą to byloby mu na rękę gdybym się stąd wyniosła i miałby moje kochanie na wyłączność i na każde zawołanie, imprezy, i nielegalne interesy... na które stara się go ciągle namawiać i wykorzystuje go perfidnie... Teraz ja jestem najgorsza, a kumpel spoko, bo przeciez chcial dobrze... Cala rodzina przeciwko mnie... jestem z tym sama i zadne tlumaczenia juz nie skutkuja... nikt mnie nie slucha... Szukam sobie lokum, bo po takim długim czasie do rodziców przecież nie wrócę, życie wywróciło mi się do góry nogami... Wiem, że jestem choleryczką i walę wszystko wprost, nie mam łatwego charakteru, ale w ciągu 5 lat myslałam, że już mnie poznał i na wiele moich reakcji brał poprawkę... lecz pępowina mu jeszcze nie odpadła mimo, że 30tka prawie na karku... i mam... DOIGRAŁAM SIĘ... słów już nie cofnę, ani czasu, ale czy to powód, żeby definitywnie kończyć wspólne życie? Ludzie nie takie przeciwności pokonują...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dsfvsfsadwszfd
skoro facet tak zareagował to dupa z niego i tyle znjadziesz jeszcze dobrego człowieka nie warto marnowac sobie życia dla byle kogo wierz mi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jezeli tak zareagował
na opowiesc kolegi nie porozmawial spokojnie z toba, zebys mogla mu spokojnie wyjasnic co i jak bylo, a przede wszystkim uwierzyl natychmiast koledze a nie daje wiary tobie, kobiecie , z ktora zyje od 5 lat ...... to nie zaluj niczego, kopnij dziada w dupe i tyle, zycie nie konczy sie na nim, znajdziesz lepszego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość no wiesz..osobiście
również prawdopodobnie natychmiast zakończyłabym związek z kimś, kto wśród moich znajomych wykrzykuje świństwa na temat mojej rodziny, a o mnie mówi, że nie wie dla czego ze mną jest, chyba dla tego że mu tak wygodnie:( w każdym razie nie chciałąbym usłyszeć w swoim kierunku takiego tekstu. to zakończyło by nasz związek. poza tym piszesz że walisz prosto z mostu-może i tak, ale nie jesteś jednak szczerą osobą, a to dla ego że potrafisz krzyczeć tyle tylko że za plecami zainteresowanych-a to niestety bardzo obniża twoją ocenę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
coś szybko ten twój zareagował wziął stronę rodziny widać nie kocha ciebie smutne a ten wasz wspólny kolega to poprostu świnia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
właśnie problem polega na tym, że jemu też mówiłam co myślę... nie podobało mu się, ale przyjmował do wiadomości... chyba własnie bardziej zabolało go, że miałam wogóle czelność komukolwiek innemu to powiedzieć... ale za plecami nie mówiłam, bo całe otoczenie znało sytuację, tylko ten mój wybuch to pogorszył...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
daj mu chwile czasu na ochłoniecie kiedy złe emocje opadną umów sie z nim w neutralnym miejscu i wyjasnijcie sobie wszystko w spokojnej atmosferze, nie najezdzaj wtedy na jego rodzine i tego cwanego kolesia prosto rzeczowo i do celu powodzenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ameliaaaaaaa
kazdy ma w zyciu chwile słabosci, nawal zajec, kłopoty w pracy , nerwy czasem puszczaja i czasem mowi sie niekoniecznie to co sie tak naprawde mysli i powiedzialoby sie w spokoju jesli jest sie z kims 5 lat to nie mozna tego przekreslic po jednym nerwowym zachowaniu, trzeba rozmawiac, wyjasnic, przeprosic , zrozumiec

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
spokojna rozmowa już była... wynik z jego punktu widzenia: mamy zbyt różne charaktery i nie możemy razem być... nie szanuję jego rodziny... z mojego punktu: poweidziałam prawdę, tylko za ostro, ale to nie powód żeby tak drastycznie zareagować... nie będę go przecież błagała o miłość... tylko strasznie to przykre... i trudne do pogodzenia...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość z jeden strony ty
masz rację z drugiej ma ją też twój facet. Jaka by nie była jego rodzina - są to dla niego najbliżsi ludzie , możesz się z nimi nie zgadzac , możesz uważac że robią ci świństwo - bo faktycznie tam może byc - jest jedna zasada - o tym rozmawiaj tylko ze swoim partnerem , nie wśród znajomych czyli obcych. Też by mnie to zabolało gdybym się dowiedziała od osób trzecich że bliska mi osoba pluje na moją rodzinę i na mnie samą. Nie byłaś fair w stosunku do swojego faceta i ktoś to szybko nieuczciwie wykorzystał , jego błąd że nie wysłuchał twojej racji , tego co ty masz w tym temacie do powiedzenia. Że jesteś stara ? Proszę cię , sama jestem po 30 i też musiałam zaczynac życie od nowa , wszystko się da i wszystko jest możliwe , tyle że teraz już wiem że ufac mogę tylko samej sobie. Jeżeli ten związek był dla ciebie ważny , jeśli ci na nim zależy , jeśli myślisz że pomimo tego że z jego rodziną ci się nie układało - udało by się wam - walcz. Postaraj się dotrzec do niego w sobie wiadomy sposób - moim zdaniem jeśli ma to przetrwac to po burach przetrwa - jeśli nie trzeba życ dalej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
facet mogl sie poczuc urazony ale zeby od razu zrywac znajomosc?! ja bym sobie dala spokoj.skoro kolo tak latwo postrafi z czegos zrezygnowac to nie liczylabym na niego w pszyszlosci.zalozycie rodzine,bedzie jakis kryzys a ten sie obrazi i nara.daj sobie spokoj.do tego jeszcze jakas ciezka rodzinka na karku.wyobrazasz sobie spedzac z nimi swieta po takiej akcji?!:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
związek był ważny... ale w tej sytuacji wiem tez, że jeśli nadal razem będziemy to w oczach jego rodziny zawsze zostane ta NAJGORSZĄ... ja tez próbowałam postawić się w jego sytuacji, i wiem, że napewno bym nie leciała rodzicom o tym opowiadac tak jak on... i od razu bym nie zdecydowała o końcu wspólnego życia... znam wiele rodzin w których się nie układa, ale żyją obok siebie... Bo nie jest się z rodziną tylko z tą konkretną osobą...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nauczycie się kiedyś
A ty taka dziunia, że wszyscy mają obowiązek ci dogadzać, bo oni mają a ty nie:o Może czas dorosnąć i liczyć na siebie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nauczycie się kiedyś
tak mówisz wszystko wprost, ale ...koledze. I jesteś ekstrawertyczką, więc możesz się zachowywać jak furiatka, bo nic na to nie poradzisz...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
mój chłopak tez na takią pierdolnieta rodzinke, on robi po 8 h a jego brat co ma 20 lat siedzi w domu cale dnie, a on przychodzi z pracy i kosic trawe musi bo braciszek nie ma czasu. Tylko ja od poczatku mowilam co mi sie n ie podoba... Co Ty piszesz?? Najlepsze jest poznawanie sie od poczatku :) Dasz sobie rade, tylko badz silna

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nie kazałam nikomu mi dogadzać i na to nie liczyłam, normalnie się zapytałam, wszystko rozgrywało się bezpretensjonalnie... wypisane powyżej... sama sobie wszystko załatwiłam ostatecznie... nikogo do niczego nie zmuszałam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wyżej też już wspominałam, że mojemu facetowi sytuacja była znana wczesniej i moje poglądy... mój choleryzm mnie nie tłumaczy i wiem o tym... tu nowości nie odkrywamy... nie ma idealnych ludzi i ludzi o tych samych przekonaniach, poglądach i charakterach... świat byłby strasznie nudny wtedy... najbardziej przykry dla mnie jest wynik całej sytuacji i nie ukrywam, że zachowanie życzliwego znajomego, którego znam też już kilka lat i nie raz rozmawialiśmy o różnych przypadkach... tym razem jednak doznałam szoku... jak to z igły można zrobić widły i to kilka minut

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ze wszystkim można się teoretycznie pogodzić, ale najtrudniej, gdy póki co tam mieszkam, bo ciężko się wynieść z dnia na dzień, z meblami itd. i siedzę sobie sama, spoglądam na mieszkanie i przypominam wszystkie chwile, dobre, złe, okres remontu i tego całego mojego zaangażowania, skakania po drabinach, gdy malowałam ściany, projektowałam sama łazienkę od podstaw... wszystkie eskapady po sklepach budowlanych i docieranie się naszych gustów co do wyposażenia itp. na domiar wszystkiego w przyszłym tyg idziemy na wesele znajomych... trudno, żebym tydzień przed weselem powiedziała kumpeli, że nie przyjadę bo się rozstajemy... wiele zaczętych spraw... trudno mi z tym... inaczej jest się rozstać, gdy się razem nie mieszka, albo gdy jest gdzie uciec od razu... na domiar złego, czy dobrego, bo sama się gubię, nie jesteśmy jakoś specjalnie poobrażani na siebie, staramy się normalnie rozmawiać... niby ROZSTAĆ SIĘ W ZGODZIE... no i się wyprowadze dopiero jak znajdę mieszkanie, a to też może nastąpić dopiero za jakiś czas... wszystko takie trudne... a czasu niestety nie cofnę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Koleżanko, ze swoim charakterkiem żywym ogniem byś się zesrała, gdyby twój ex-facet to zrobił (przykimś obsmarował cię od najgorszej i o szczegółów o życiu seksualnym twojej matki pomiędzy nawtykał) . Wcale się nie dziwię kolesiowi, że cię zostawił. Każdy normalny by tak zrobił. Nie masz do niego szacunku. Nikt kto szanuje drugą osobę czegoś takiego nie zrobi. Co najwyżej we wściekłości zdemoluje przystanek :P Widać pokazałaś swoje prawdziwe ja... A znajomego się nie czepiaj stanął po stronie osoby, którą uznał za poszkodowaną w sytuacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Po co opowiadałaś takie rzeczy koledze swojego faceta? Liczyłaś, że Cię poprze? Piszesz, że namawia go do szemranych interesów, wyciąga na imprezy. Twój wybuch przy nim nie powinien mieć miejsca, sama jesteś tutaj sobie winna. Ja mam też "dziwną" rodzinę i mój facet też ją krytykuje a mnie krew zalewa kiedy to robi, bo nie jemu to oceniać. A już nie wybrażam sobie, że miałby opowiadać o tym w sposób w jaki Ty to zrobiłaś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a tam będzie dobrze facet to dupa jakich mało ;) ale starszych to ma jebniętych

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Czarnaperła32
Pierwszy kardynalny błąd. Z rodziną (nawet przyszłą) nigdy nie robi się interesów, bo wcześniej czy później są problemy ... Ciesz się, że tak się skończyło bo potem byłoby wszystko trudniejsze ... Twój argument, że wszystko mają jest dziecinny trochę ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Czarnaperła32
Kolejny Twój błąd to wywnętrzanie się przed znajomym ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
już przyjęłam do wiadomości, że to wszystko moja wina... w sobotę w nocy musiałam się wyprowadzić po ataku ze strony całej jego rodziny... dostałam nauczkę na całe życie... na chwilę obecną, mój stan psychiczny nie jest najlepszy, więc to tyle...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anooo
Przede wszystkim powinnaś oddzielić jego rodzine od waszego życia i nie karać go za postepowanie jego rodziny i na odwrót...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bo o problemach gada
sie do TEGO kogo trzeba a nie za plecami do znajomych wykorzystal to a ty cierpisz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Teraz jak już sytuacja jest jasna, nie pozostaje mi nic jak tylko Cię przytulić autorko. Bądź dzielna, przed Tobą jeszcze będa dobre dni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Autorko z jednej strony powiem, że masz rację, bo sama wiem, jak to jest jak rodzina się miesza. To jest najgorsze co może być, jak od samego początku nie przypadniesz do gustu rodzince, zrobia wtedy wszystko, aby rozwalic ten związek, dlatego tez uważam, że dlatego nie wynajęli Tobie tego lokalu, specjalnie, bo wiedzieli, że to bedzie powód to mega kklótni między Toba a ukochanym i widzisz maja czego chcieli. A z drugiej strony to fakt, że na swojego ukochanego nie można tak rozglaszać takich rzeczy niby kumplom, ale jednak obcym, no ale stało się. Ale ogólnie to i tak uważam, ze wieksza wina jest po stronie tej rodziny no i twojego ukochanego, skoro on nie ma jak widać swojego rozumu, tylko ich słucha. Przecież mógł już dawno powiedzieć swojej rodzinie, ucinając wszelkie docinki czy co tam było, że jesteś jego dziewczyna i że kocha ciebie i że maja Ciebie szanować, a nie tak jak on robił, że Ty mu zwracałaś uwagę, a on tylko słuchał i niby było mu głupio, a ostatecznie i tak staje po stronie swojej rodziny, nawet teraz przy rozstaniu kiedy to rodzina kazała Ci się wyprowadzać..... Dla Mnie to chore, ale wiem jak to jest, bo sama byłam też w takiej troche sytuacji, kiedy na początku związku moja przyszła teściowa jakoś niebardzo patrzyła na mnie, bo jej syn do tej pory byl na każde jej i jego siostry zachcianki, a nagle pojawiła sie w jego życiu dziewczyna, która chce z nim życie spędzić..... Niby jest teraz ok, ale czasami jeszcze jakoś tak sa sytuacje, które mi sie nie podobaja, tylko widzę, że mój troche własnego zdania nabrał.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×