Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

lilly83

Mąż nie chce sie ze mną kochać od miesięcy - proszę o pomoc

Polecane posty

Gość anna1222
do tak miał kilkanaście kobiet z choinki się nie urwałam :D są w życiu rzeczy których sprawdzić się nie da - można tylko zakładać że ktoś jest szczery i wiec jak np mój facet powiedział że był z 3 kobietami przede mną to zakładam że tak było i guzik mnie to interesuje czy były to blondynki brunetki czy rude, czy szczupłe czy grubsze ... w szczegóły nie wchodzę bo mi ta wiedza na nic nie jest potrzebna idąc dalej jeśli ja mówię coś mojemu mężczyźnie to jest to prawdą - owszem zawsze można skłamać i nigdy się do tego nie dojdzie ale w tym przypadku - jaki problem dla faceta 30 letniego mieć w życiu kilkanaście kobiet? ludzie są różni i różnie się prowadzą. a jak z opisu autorki topiku wynika że dalej flirtuje z KOLEŻANKAMI - jest tu wyraźnie liczba mnoga więc ewidentnie kręcą go kobiety OBCE - i autorka też napisała że gdy on widział jedną z tych znajomych na parkiecie tańczącą z innym to on zaraz wyszedł - czyżby zazdrość? a - Lu i z aa napisałaś- "w łóżku nawet nogą mnie nie dotyka" przecież to nie jest normalne!! COŚ jest nie tak i COŚ trzeba z tym zrobić - sama rozmowa nie wystarczy - TRZEBA DZIAŁAĆ DOTYK - jest bardzo ważny http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107880,4067176.html

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
a czysto z psychologii jak ważny jest seks szczególnie dla mężczyzn" "Dla mężczyzny w małżeństwie ma to szczególne znaczenie, bo podczas gdy kobieta odnajduje potwierdzenie siebie poprzez macierzyństwo, a nawet przez sam cykl owulacyjny -- mąż znajduje swoją tożsamość głównie przez stosunek płciowy. I dla niego niezwykle ważne jest poczucie, że on "może". Ankietowani mężczyźni twierdzili również, że jeśli "potencjalnie" nie będą mogli spłodzić dziecka, to nie czuliby się mężczyznami. "

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość tralllalalla
up

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lu i z aa
no nie jest normalne!!! więc co mam zrobić? to jest moje drugie małżenstwo,nie jesteśmy już pierwszej młodości,ale przedtem seks był 8 razy w tygodniu. mój mąż mówi,że stres,że praca,że niepokój o jutro itp. a ja mu nie wierzę,pewnie się onanizuje jak ja idę spać!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rubinkaa
Ile masz lat Luiza? Jak to wytrzymujesz? Mnie jest bardzo ciężko to znieść.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
do "Anny 1222" - uważam, że to naprawdę dobra wypowiedź z Twojej strony. Czytałam i czytam w kółko i myślę, czy masz rację... Z jednej strony trudno mi uwierzyć, że byłby takim skurwysynem (przepraszam za wyrażenie), wydaje się taki kochany czasami i dobry, z drugiej strony jest dziwny...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co teraz planujesz zrobic? Jak dla mnie jest nie do przyjecia, takie kłamstwa odnośnie hotelu, gdyby nie miał nic do ukrycia to powiedziałby, że jest w lepszym hotelu, ze chetnie Ciebie zabierze na nastepny wyjazd czy cos... Ja ze swoim sie kłóciłam o każdy prawie szczegół, jak mnie okłamywał w drobnostkach, i mu tlumaczylam, ze raz mnie zawiodl, to teraz ma problem, bo jestem bardzo czujna, ale nauczyl sie w koncu mowic prawde i nie spotykam sie by mnie oklamywal.. A ma 27 lat, ja 21, ale bardzo się kochamy, pomimo pewnych nieporozumień... Mówi, że nie ktore rzeczy stara sie w sobie zmienic, typu bezwzgledna szczerosc, bo jest to dla mnie bardzo waznym elementem, tym bardziej, ze w sierpniu bierzemy slub, nie moglabym byc z facetem ktoremu nie ufam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Muszę Wam coś powiedzieć, jak to jest teraz. Więc temat ten między nami wybuchł jak wojna albo i rewolucja - było dramatycznie, ja płakałam, on wrzeszczał, ogólnie brak słów... Traktował mnie jak coś gorszego, że nie mam racji, że mam urojenia, że co ja sobie wyobrażam... generalnie kiedy powiedziałam mu, że odkryłam kłamstwo, wyparł się i powiedział, że jestem 100razy większą kłamczuchą (obraził mnie). Potem jakby nigdy nic zadzwonił "cześć kochanie, co słychać, jak się czujesz"... - to takie znęcanie się psychiczne - a jak mam się niby czuć? To ja odkrywam przed nim prawdę, udowadniam mu, że mnie okłamał z tą przysługą dla koleżanki, na co on zmieszany obraca kota ogonem i mnie obraża, że niby jestem gorsza od niego. A potem zamiast przeprosić jak normalny człowiek dzwoni jakby nigdy nic. Ma on tupet... Mieliśmy wojnę i rewolucję, która jakoś minęła. W weekend upił się na maxa, wypił 2 giny będąc ze mną, kiedy ja nic nie piłam... potem grał w gry na komputerze, w ogóle nie jest mną zainteresowany. Zwisam mu, taka prawda. Widzę, że jest poddenerwowany i zestresowany. Suma sumarum w końcu doszło do jakiejś dyskusji, w której on stwierdził, że jest z nim coś nie tak i nie wie co. Boi się iść do lekarza tak jakby, bo zwkleka z umówieniem się na wizytę. Twierdzi, że go nie zrozumiem, bo mnie już zna i nie jestem w stanie go zrozumieć... Ogólnie powiedział, że ma problemy psychiczne. Twierdzi, że musi iść od psychiatry, bo odczuwa lęk przed wieloma rzeczami - lęk przed ludźmi w pracy lub jakąś rzeczą. Powiedział, że czuje silny ucisk w klatce piersiowej i boi się. Twierdzi, że tabletki mu pomagają, bo odczuwa po nich mniejszy lęk. Ale ogólnie uważa, że to przez ten lęk nie chce się kochać. Zrozumiałam, że czuje się niedowartościowany, że coś mi nie będzie pasować... w seksie z nim. Powiedziałam, że go rozumiem i chcę mu pomóc i jest mi bardzo przykro, że bardzo go kocham i chcę pomóc. Spytał, czy miałabym coś przeciwko, gdybyśmy nigdy się nie kochali? Powiedziałam, że tylko gdyby się okazało, że jest jakiś poważny powód, w sensie że jest ciężko chory... On twierdzi, że psychiatra go też może nie zrozumieć a psycholog to już na pewno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Suma sumarum w końcu doszło do jakiejś dyskusji, w której on stwierdził, że jest z nim coś nie tak i nie wie co. Boi się iść do lekarza tak jakby, bo zwkleka z umówieniem się na wizytę. Twierdzi, że go nie zrozumiem, bo mnie już zna i nie jestem w stanie go zrozumieć... Ogólnie powiedział, że ma problemy psychiczne. Twierdzi, że musi iść od psychiatry, bo odczuwa lęk przed wieloma rzeczami - lęk przed ludźmi w pracy lub jakąś rzeczą. Powiedział, że czuje silny ucisk w klatce piersiowej i boi się. Twierdzi, że tabletki mu pomagają, bo odczuwa po nich mniejszy lęk. Ale ogólnie uważa, że to przez ten lęk nie chce się kochać. Zrozumiałam, że czuje się niedowartościowany, że coś mi nie będzie pasować... w seksie z nim. Powiedziałam, że go rozumiem i chcę mu pomóc i jest mi bardzo przykro, że bardzo go kocham i chcę pomóc. Spytał, czy miałabym coś przeciwko, gdybyśmy nigdy się nie kochali? Powiedziałam, że tylko gdyby się okazało, że jest jakiś poważny powód, w sensie że jest ciężko chory... On twierdzi, że psychiatra go też może nie zrozumieć a psycholog to już na pewno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ale cie sciemnil
po jego reakcji widac, ze ewidentnie rucha cos na boku a ciebie ma dosc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hm.. może ma problemu w pracy, boi sie, ze nie podola? ze nie bedzie w stanie 'wyzywic' rodziny? czasami tak jest.. Moi rodzice, zawsze byly sami dla siebie szefami, zawsze prowadzili jakis wlasny interes, tato zajmowal sie swoim interesem, mama pracowala sobie spokojnie w restaracji, i jak zaczely sie problemy finansowe u taty, to nic nie mowil, tylko jakies pozyczki kombinowal, tak bal sie przed soba i przed mama ze nie dal rady, ze interes okazal sie klapa na dluzsza mete i jest po prostu nie oplacalny, ze sam musial, z wlasnej kieszeni dokladac jeszcze, a nie mogl zwolnic pracownika, bo byly by pytania, co sie stalo, czy jest zle itd. U mojego taty w rodznie nie bylo takich sytuacji, ze komus sie nie ukladalo to siadali przy stole i rozmawiali na ten temat, a u mamy tak wlasnie bylo, dlatego mama zawsze sluzyla pomoca, wspierala i myslala co robic. no i w w zeszlym roku w koncu musialo wyjsc jak bank nie chcial udzielic tacie jakiejs pozyczki, 'bo jeszcze troche, i bede lepsze czasy i sie odbijemy' tak myslal... i napil sie i wyrzucil z siebie to wszystko.. ze maja dlugow na jakies 200 tysiecy i jest zalamany, nie wie co robic,bo sie, ze dom straca. i tu mama dopiero zaczela racjonalnie myslec, co zrobic, zeby z tego wyjsc.. nie codziennie sie dowiaduje czlowiek ze ma takie dlugi. Mama stala sie przez chwile ta osoba z jajami w zwiazku, i zaczela kombinowac co zrobic..poki co jestem z nich dumna ze radza sobie, powoli, ale do przodu. Mama latala do banku z prosbami o takie rozlozenie zeby dali rade zyc sobie i cos kombinowac z jakas praca. A tato.. byl zalamany ze 4 miesiace, cale dnie przed komputerem i tv ale juz sie wzial powoli za siebie, zaczal w domu cos powoli naprawiac, remontowac i zaczeli w koncu z mama o wszystkim rozmawiac. Wiec byc moze i u Twojego meza byla jakas taka sytuacja ze boi sie, co bedzie.. Na wysokich stanowiskach niestety jest duzo odpowiedzialności bardzo czesto, i czesto wiaze sie to z duzym zarobkiem, a czasami stratami dla firmy. Może u niego w domu, tez sie nie rozwiazywalo wspolnie problemow? Może trzymali go tak, żeby sam sobie w zyciu radzil.. Takie stresujace sytuacje faktycznie mogą wpłynąć na brak chęci pracy. Mój P. też jak obawiał się, że firma ogłosi upadłość, prawie nie mówił,o seksie nie wspominajac. Ja dopiero wtedy zaczynalam istaniec na rynku pracy, wiec nie było to dla mnie dziwnie ze martwi sie, bo nie bylabym wstanie utrzymac Nas oboje. Kurcze, wspolczuje Ci, bo najgorsze co może być, to jak partner trzyma w sobie wszystkie zle emocje. Po to się jest małżeństwem zeby wspólnie rozwiazywac problemy, zeby byc ze sobą na dobre i na złe..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
Lilli - część się jest faktem - jak pisałam wcześniej że jeśli faceta przyciśniesz do muru nie powie ci prawdy, a obróci kota do góry nogami i wszystko się przeciw Tobie obróci i tak też było podczas tej awantury o której pisałaś. widzisz odpoczątku dwie ewentualności brałam pod uwagę 1 - problem z depresją i środkami 2 - ZDRADA nie wykluczone że może to być 2 w jednym albo tylko zdrada i jak ktoś powyżej napisał "dobra ściema" jeżeli są to problemy natury psychicznej - to ni jak się żadnej logiki w jego zachowaniu nie dopatrzymy. ALE - mam dla Ciebie radę - powiedziałaś że Ci przykro i że chcesz mu pomóc - zasada jest JEDNA - on może ją przyjąć albo odrzucić - NAPISAŁAŚ: "Spytał, czy miałabym coś przeciwko, gdybyśmy nigdy się nie kochali? twierdzi, że psychiatra go też może nie zrozumieć a psycholog to już na pewno" Z jego słów wynika że: - on już swoje wie - swoje postanowił - a ty dziewczyno męcz się tak to wyglądać NIE MOŻE - jeśli Jemu zależy na Tobie i jeśli Ciebie kocha - powinniście WSPÓLNIE (bo to już nie tylko jego ale i Ciebie dotyczy) poszukać specjalisty i DUŻO rozmawiać na ten temat - może (jeśli to choroba) są to dla was tylko trudne chwile ale TRZEBA DZIAŁAĆ!! Na pewno nie może być tak że bez jakichkolwiek działań Ty nagle zaczniesz żyć w celibacie. i cokolwiek to jest - jeśli Cię teraz okłamał - że jest chory a w rzeczywistości Cię zdradza - uwierz mi szybko prawda na jaw wyjdzie - zasada jest taka walcz tym czym on walczy i że NIE DA SIĘ POMÓC osobie która NIE CHCE POMOCY przyjąć Bądź czujna i DZIAŁAJ - nie daj się omamić słodkimi słówkami - jesteś już wystarczająco dorosła :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Anna - a co Twoim zdaniem powinnam robić?... Wiem, że to naiwne pytanie, ale jakoś pomaga mi to, co piszesz... Naprawdę nie wiem jak powinnam z nim walczyć. Na dzień dzisiejszy to on się w ogóle obraził bo dodałam komentarz do zdjęcia mojego byłęgo faceta sprzed 100-lat i to jeszcze nie na temat zdjęcia, na którym on jest tylko na temat jakiegoś zwierzątka napisałam "cudny i słodki". A mój Mąż to zobaczył i zrobił wyrzuty czy chcę do niego wrócić i czy może chcę, by on ze mną zerwał. Jak dzieciak - czy on jest niepoważny??? Z powodu takiego durnego komentarza nie będę czuła się winna, bo nic złego nie zrobiłam - nie da się tego porównać z flirtem, jaki on prowadził i jak sam z siebie proponował i nalegał podwiezienie tej koleżance z pracy. Jedno jest pewne - próbuje zwalić winę na mnie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
i jeszcze jeden pomysł na Twój problem - ponieważ nie masz 100% pewności co do niczego - staraj się postępować delikatnie - - nie próbuj (płaczem) wzbudzać w nim poczucia winy - nie krzycz - to agresja ( agresja rodzi agresję a niczego nie rozwiązuje) - rozmawiaj - spokojnie - otwarcie i bez emocji - najważniejsze PAMIĘTAJ O SOBIE - zdystansuj się trochę (wiem że to nie łatwo) i staraj się o ile on przyjmie Twoją pomoc -to mu pomóż ale daj sobie prawo do jakiejś cząstki dla siebie - nie dawaj siebie całej, pomagaj ale NIE SPALAJ SIĘ - nie bądź nadopiekuńcza - nie lituj się - uczucie litości budzi tylko niechęć i może powodować zamknięcie lub wycofanie. - traktuj go jak NORMALNEGO MĘŻCZYZNĘ - niech nie czuje się przy Tobie jak sierotka Marysia - daj mu sposobność żeby postarał się dbać i o Ciebie (nie mam tu na razie na myśli seksu ale Twoje samopoczucie i wsparcie męskiego ramienia, które jako kobieta masz prawo otrzymać) - bądź cierpliwa i dużo obserwuj. powodzenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Angelique - mój Mąż nie zdradza swoich emocji, niewiele mówi, co u niego. Ja właściwie nic nie wiem, ale za to on wie o mnie wszystko... Najczęściej ma mnie w dupie, idzie do pracy i moim zdaniem czuje, że ma mnie na wyciągnięcie ręki.... Nie wie naprawdę, jak to jest mnie stracić. Nie chcę robić mu scen ani dramatów, bo i tak było ich już dużo. Ale czuję, że jesteśmy od siebie jakby odwróceni. Na zewnątrz jesteśmy małżeństwem, na zewnątrz mówimy "wszystko w porządku", na zewnątrz kupujemy dom a to, co jest naprawdę między nami jest na tym forum...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
Nie walcz z nim - mężczyźni z natury mają dużo wyższy poziom agresji niż kobiety, kobiety potrafią być z kolei bardziej wytrzymałe walcz z problemem - czyli rozwiązujcie go WSPÓLNIE - bo on dotyczy Was oboje i uświadom mu to SPOKOJNIE z mężczyznami nie warto WALCZYć - tylko wyjdziesz z tej porażki "poobijana" i zawiedziona i usłyszysz coś czego byś nigdy usłyszeć nie chciała a co do jego pretensji - wiem że łatwo się mówi ale zdystansuj się trochę, nie bierz tak tego do siebie - jeśli on ma problem natury psychicznej i ma problemy z seksem - jako mężczyzna jego poczucie własnej wartości spada - i może się to w różny sposób objawiać tak jak tymi pretensjami. Nie obracaj tego w żart ale - spokojnie porozmawiaj z nim - co go boli, dlaczego i co Ty o tym myślisz i spytaj czego on od ciebie oczekuje? tak po prostu logicznie niech ci odpowie czy coś złego zrobiłaś czasami dobrze jest też nie mówić za dużo - przytulić go - uśmiechnąć sie i powiedzieć coś w stylu- przecież wiesz że jesteś dla mnie najważniejszy ... sama musisz wyczuć co będzie lepsze zależy jak go to męczy itp.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do "Anny1222" - dzięi za rady, są naprawdę dobre!!! A wiesz, tak się zastanawiam - bo on zamierza iść do lekarza, ale to wyszło jakby z mojej inicjatywy w 100%, bo on nie uważa, by mu to pomogło... Poza tym zachowuje się bardzo wyraźnie w ten sposób, że mu na tym nie zależy. On właściwie nie chce iść do lekarza... Najpierw mówił, że zapisze się w weekend ale minął weekend i nie zapisał się. Wcześniej też mówił, że zapisze się i nic. Dziś znów spytałam (ale już nie tak wprost, bo mi było głupio) - spytałam jakoś na około i bardzo nie wprost, to, że teraz ma sporo spraw na głowie i jak będzie bardziej wolny, w środę postara się umówić do tego lekarza. Czyli znowu z tym zwkleka. On ma jakiś problem... Nie rozumiem - powinnam przestać nalegać? Ale jak przestanę, spocznie na niczym jak zwykle. I będzie jedno wielkie nic. A kupno domu w toku (absurd?)...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
lili hmm... co ja bym w takim przypadku zrobiła... myślę że tak: tydzień - do niedzieli bym odpuściła - z pytaniami itd... w tym czasie zajęła bym się SOBĄ nie naciskała bym na rozmowy - ale niczym lis - obserwowała bym jego zachowanie. chciała bym zobaczyć jego DZIAŁANIA jeśli do niedzieli by nic nie "zdziałał" zrobiła bym dobrej kawy lub herbatkę, wyłączyła TV i spokojnie w 4 oczy BEZ PRETENSJI bez emocji - rozpoczęła bym rozmowę zaczęła bym od tego jak się czuję (bez emocji - chłodna relacja), że kocham go jestem otwarta i chce mu pomóc jeśli on tą pomoc chce przyjąć. powiedziała bym czego mi brakuje i spytała jakie są jego odczucia, jak on sobie wyobraża nasze dalsze wspólne życie, jaki ma pomysł na normalne MAŁŻEŃSTWO - (jako że seks i potomstwo są naturlne w małżeństwie) zapytałam bym Co on może i co chce mi zaoferować tak bym tą rozmowę poprowadziła - myślę że coś by z niej się wyklarowało tylko na prawdę ważne - żeby on nie czuł że masz do niego pretensje, nie czuł litości, agresji, żalu, a już najbardziej zebyś się nie popłakała. Przygotuj się tak żebyś na chłodno i otwarcie bez emocji mogła poprowadzić tą rozmowę wtedy może przynieść efekty

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dobrze, mówił Ci, że ma problem z emocjami, opisał co się z nim dzieje. Ale co z tą sprawą z tym hotelem? Moim zdaniem chciał Cię zmiękczyć i odwrócić Twoją uwagę od spraw hotelowych wzbudzajac w Tobie litość . Kuźwa! ja chyba wynajęłabym detektywa. odłóż sobie troche kasy, nie wiem pozycz, cokolwiek. Gra jest warta swiczki uwierz mi. no chyba, ze masz zamiar życ do konca zycia zwodzenia ze str Twojego męża...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
moim zdaniem po prostu chciał ci zamydlic oczy byś nie pamiętala o tych dowodach, ktre przeciw niemu masz, bys teraz skupila sie na nim i jego "powaznych" problemach... Moim zdaniem wyczuł Cię na tyle i wie, że jesteś nawina, że będzie Cię zwodził na ile sobie pozwolisz. Pokazałaś mu [przez wytrwałość w 1,5 rocznym malżenstwie bez seksu], ze może cię wodzić za nos, a Ty pomarudzisz, on cię pozwodzi, Ty z znów pomarudzisz, znów Cię zwodzi i tak w kółko macieju. Ogólnie to nie zazdroszczę sytuacji i tak bardzo Cie podziwiam , że masz tak stalowe nerwy. Rozumiem miłośc miłością. Ale jak mawiała moja mama i babcia, ze jak sie w łóżku nie ułoży to Ci się już nigdzie nie ułozy. Taka jest natura człowieka i tego nie zmienisz. Prawda jest taka , że łóżko jest fundamentem udanego małżeństwa, reszta spraw, dopasowanie do siebie to już tylko małe [i na pewno również istotne] elemnty małżeństwa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
do "Anny" - myślę, że masz rację. Tak zrobię... Ale mam już w sobie czasem takie uczucia, że nie mam już siły. Że za wiele przeżyłam złego, za wiele cierpień, za wiele łez... Czuję, jakbym grała w kotka i myszkę, jakaś dziwna zabawa, która rozchodzi się o uczucia... Widzę jego brak inicjatywy i czuję, że niewiele mogę już zrobić. Że tak wiele zrobiłam, że cóż więcej mogę. Nie mogę zrozumieć, jak mógł flirtować z inną, ale staram się z tym żyć. Czasami jest bardzo ciężko... i męczę się. Wydaje mi się też czasem, że on też się męczy. Nie wiem z czego to wynika... Kompletnie nie wiem z czego to wynika - jego dobre chęci są sztuczne, takie platoniczne... same słowa, zero działań. Dam czas. Dam mu czas i daję mu szansę. Nie że ostatnią, nie wiem... po prostu zastanawiam się nad tym wszystkim. On boi się, że mogłabym go zostawić. Kiedy spytałam go na spokojnie, czego ode mnie oczekuje, mówi, że tego, bym zawsze przy nim była i bym nigdy go nie opuściła. Mówi to zawsze jak dziecko, taki mały chłopiec, który musi trzymać się spódnicy mamy... Coś w tym guście. A ja na to, że go kocham ale chciałabym, by jakoś wyjaśniła się ta sprawa braku seksu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
A teraz tak z innej strony jedna rzecz - która powinna Cię utwierdzić że problem jest Wasz wspólny bo jesteście małżeństwem, Impotencja jest jedną z tzw. przeszkód zrywających, czyli takich, których nieujawnienie przed zawarciem związku małżeńskiego czyni sakrament zawarty nieważnym. jeśli więc nie jest impotentem to gdzie leży problem - zasługujesz na odpiwiedź (oczywiście piwsząc to zrobiłam założenie że on ma problem naury psychicznej a nie zdrada) koleżanka powyżej pisała o detektywie i wogóle a ja myślę że wystarczy czujność, bystrość i CIERPLIWOŚĆ - samo wyjdzie ale nie daj się zmanipulować pięknymi słówkami ani braniem na "litość"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
nie wiem czy braliście ślub kościelny czy nie ale poniżej wklejam tekst - poczytaj - pisze o niemocy płciowej: "NIEMOC PŁCIOWA (IMPOTENCJA) Przeszkoda niemocy płciowej znana była w prawie rzymskim. Nieważnie żenili się tzw. castrati. Kościół uznawał praktykę prawa rzymskiego, jeśli opierała się na prawie natury. Niepłodności nie uznawał za przeszkodę małżeńską. Przy istnieniu impotencji Kościół rzymski domagał się od małżonków życia we wstrzemięźliwości. W XII w. papież Celestyn III wprowadził trzyletnią próbę, experitnen-tum, która w XIX w. została zastąpiona opinią biegłych. Niemoc płciowa w prawie kościelnym nie miała jednoznacznego określenia. Różnie pojmowano jej istotę. Dopiero w 1977 r. zostało ustalone, że eiaculatio seminis in testiculis eloborati nie jest istotnym elementem aktu małżeńskiego4. Małżeństwo ze swej natury jest skierowane do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa (kan. 1055 l)5. Dlatego nupturienci powinni być zdolni do podjęcia aktów zmierzających do wzbudzenia nowego życia. Niemoc płciowa powodująca nieważność małżeństwa polega na niezdolności (impotencji) uprzedniej, trwałej, absolutnej lub względnej dokonania stosunku małżeńskiego (kan. 1084 l)6. Niemoc uprzednia - zaistniała przed 102 ślubem; następcza - powstała dopiero po ślubie; trwała - w zasadzie jest nieuleczalna, na drodze powszechnie dostępnych środków; czasowa - jest uleczona, mija; absolutna (bezwzględna) - odnosi się do wszystkich kobiet czy mężczyzn; względna, czyli relatywna -odnosi się do konkretnej osoby; pewna - jest podstawą do zabronienia małżeństwa lub do orzeczenia jego nieważności; wątpliwa - nie stanowi przeszkody do zawarcia małżeństwa zarówno wtedy, gdy wątpliwość jest prawna, jak i faktyczna (zob. kan. 1084 2), nie stanowi podstawy do orzeczenia nieważności małżeństwa (kan. 1060)7. „Zabronić można małżeństwa tylko w przypadku przeszkody pewnej, albowiem każdy człowiek ma prawo do zawarcia małżeństwa. W wypadku przeszkody wątpliwej Kościół, trzyma się zasady, że nie należy przeszkadzać w zawarciu małżeństwa, chociaż by istniało przypuszczenie, że niezdolność ta ujawni się i zostanie udowodniona, umożliwiając orzeczenie nieważności zawartego małżeństwa" (Instrukcja 1986 r., n. 51). Pytania w tej sprawie należy stawiać nowożeńcom bardzo dyskretnie, bez obecności drugiej strony; najlepiej zacząć od pytania o zdrowie i planowanie potomstwa (zob. tamże). Aby kogoś uznać za zdolnego do współżycia małżeńskiego nie wymaga się wytrysku nasienia powstałego w jądrach; brak tego ostatniego elementu nie stanowi o niezdolności małżeńskiej i nie powoduje nieważności małżeństwa8. Podstawą istnienia przeszkody impotencji jest prawo Boże naturalne. Dlatego Kościół nie udziela dyspensy od tej przeszkody. Impotencja może być: organiczna (spowodowana wrodzonymi lub nabytymi brakami anatomicznymi - u mężczyzn, albo nieprawidłowościami anatomicznymi - u kobiet); lub czynnościowa (polegająca na zaburzeniach w czynnościach narządów płciowych: u mężczyzn objawia się to brakiem popędu lub jego wadliwością do tego stopnia, że uniemożliwia stosunek płciowy; u kobiet niemoc ta jest najczęściej 103 spowodowana schorzeniami nerwicowymi, np. waginizmem, polegającym na silnych i bolesnych skurczach mięśni pochwy). Wątpliwość co do istnienia niemocy płciowej zachodzi np. w wypadku wycięcia lub podwiązania u mężczyzn nasieniowodu oraz wycięcia lub podwiązania u kobiet jajowodów albo usunięcia jajników. Operacje te pod względem moralnym muszą budzić zastrzeżenie9. Wątpliwość co do istnienia przeszkody może niekiedy nasunąć przypadek obojnactwa. Przy istnieniu deformacji narządów płciowych, która uniemożliwia współżycie cielesne, małżeństwo jest niedozwolone (zachodzi bowiem impotencja). Gdy deformacja nie wyklucza aktu płciowego, nie należy zabraniać małżeństwa. Niepłodność - przy zachowaniu zdolności do współżycia małżeńskiego - nie jest ani przeszkodą do zawarcia małżeństwa (jest to zazwyczaj aktualne przy zawieraniu małżeństwa przez osoby starsze), ani przyczyną do orzeczenia nieważności małżeństwa (kan. 1084 3)10. Mogłaby stać się taką przyczyną wówczas, gdyby szło o błąd co do przymiotu osoby - bezpośrednio i zasadniczo zamierzonego (kan. 1097 2) lub o podstępne wprowadzenie w błąd (kan. 1098).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do "Anny" - ja nie wiem, czy on bierze mnie na litość... nie sądzę, ponieważ ja nie lituję się nad nim. Po prostu jesteśmy w małżeństwie a to mocna więź, która wystarczy... Czasem zastanawiam się tylko, czy on mówi prawdę i naprawdę ma problem czy okłamuje. Właściwie kluczem jest tu odpowiedź, czy mnie zdradza lub czy zdradził. Bo tak na mój zdrowy łeb to myślę czasem, że mnie zdradził i nie może sobie z tym poradzić, bo żałuje. A kocha i nie chce rozpadu i boi się, że gdy powie, zerwę z nim. Coś w tym guście. Z drugiej strony postrzegam go jako dobrego człowieka, takiego poczciwego chłopaka, który mnie kocha a ja za dużo od niego wymagam... przecież to on nas utrzymuje, stara się zapewnić byt, on pracuje i na zewnątrz jest moim Mężem a ja jego Żoną i wszyscy o tym wiedzą - cała jego praca i rodzina... Więc staram się wtedy znormalnieć ze swoimi myślami...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
i uważam że nie tylko on powinien iść do lekarza sam ale np - do seksuologa oboje - przecież macie być razem w łóżku :) może ma jakąś blokadę przy Tobie, i jeśli tak Ty też musisz wiedzieć jak postępować. Wszystko jest możliwe - wierzę że masz dość i że jesteś zmęczona ale wiem że jeśli się kogoś kocha to warto działać i zrobić coś dla związku - cokolwiek to jest zdrada czy choroba - coś musicie robić - jeśli zaczniecie jak do tej pory zamiatać problemy pod dywan albo uważać że go nie ma długo tak oboje nie wytrzymacie. do tej pory Wasze małżeństwo wegetowało - dlatego tak fatalnie się czujesz - jeśli musisz - wyjedź na parę dni i zmień myśli czasami chwila oddechu i dystansu - pomaga odnaleźć właściwą drogę i daje siłe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do "Anny" - przeczytałam ten artykuł :) Hmm..., myślę, że mój Mąż nie chciał źle... wyszło to spontanicznie a przyczyn nie znamy. Ani on ani ja - choć ja osobiście myślę, że on zna przyczynę, ale nie chce/wstydzi się lub boi się powiedzieć... Ja się tego nie spodziewałam, bo przed ślubem było pod tym względem cudownie... co prawda przed ślubem nie kochaliśmy się jakiś miesiąc ale myślałam, że to zapewne przez stresy związane z nadchodzącym ślubem i nadmiar obowiązków. On akurat awansował, miał sporo pracy i mielismy pełno załatwiania różnych spraw ślubnych (ślub kościelny, wesele). Niestety na slubie już Mąż jakoś nie chciał ze mną tańczyć, a potem nie mieliśmy nawet nocy poślubnej i nie kochaliśmy się ponad 2 miesiące po ślubie... i zaczęły się blokady. Jak się kochaliśmy, to było jakieś święto... było to jakieś tak oczywiste, że może gdzieś zabrakło namiętności i fascynacji, bo zaczął się "bezpieczny związek po amen" ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anna1222
lili napisałaś: "Czasem zastanawiam się tylko, czy on mówi prawdę i naprawdę ma problem czy okłamuje. Właściwie kluczem jest tu odpowiedź, czy mnie zdradza lub czy zdradził" nie zastanawiaj się za dużo - bo nic z tego nie wyniknie tylko będziesz miała większy mętlik w głowie CZAS - da ci najlepszą odpowiedź TYLKO BĄDŹ CIERPLIWA, CZUJNA I OBSERWUJ Nie mając 100% pewności że była zdrada MUSISZ mu "uwierzyć" NIE WOLNO ci podważać tego że ma problem. Musisz się tak zachowywać i postępować jak by to co mówił było prawdą - bo MOŻE NIĄ BYĆ. z mojego doświadczenia w wielkim skrócie: spotykałam się kiedyś z chłopakiem, mieliśmy małą przerwę, bo on studiował i miał egzaminy i strasznie się do nich uczył - znałam go i wiedziałam ze taki owczy pęd do nauki nie był do niego podobny żeby nie znalazł chwili na spotkanie - ale nie miałam DOWODÓW że mnie okłamuje więc - nie miałam wyboru - przyjęłam to za PRAWDĘ - ale obserwowałam zrobiłam się bardziej czujna - i po jakiś 2 miesiącach wydało się na jednej z imprez na ktorej byliśmy razem - od razu pokojarzyłam fakty - on popatrzył na mnie z przerażeniem a ja się uśmiechnęłam i wróciłam do domu - on mnie przepraszał ale nawet mnie to nie bolało szczególnie - nie cierpię kłamstwa i po prostu dostalam potwierdzenie tego czego pewna nie byłam. - zerwałam z nim tego wieczora i do dziś dnia nie żałuję :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Anna - a co sądzisz o zabawie w detektywa? tak oczywiście, by się nie dowiedział, choć jestem daleka od tego, ale skoro kilka razy mnie już okłamał... Sorry, że tak o wszystko Cię pytam ale naprawdę jakoś dobrze mi radzisz i naprawdę pomaga mi to, co piszesz...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
widze, ze to jest już konwersacja między Wami, a postów innych forumowiczów autorka juz nie zauwaza lub nie chce zauwazać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×