Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość mózgczyserce

Kochać a być zakochanym

Polecane posty

Gość mózgczyserce

Nigdy nie byłam zakochana. Chodzę od 4 lat z chłopakiem który zakochał się we mnie jeszcze w liceum i starał się o mnie prawie 2 lata (wiem, straszna ze mnie była cnotka :)). Jest mi z nim dobrze, wiem że nadal mnie kocha, ba, jest zakochany, problem tkwi w MOICH uczuciach. Nigdy nie czułam jakiegoś wielkiego przełomu, uderzenia, nigdy nie byłam "pijana miłością", nie czułam się w żaden sposób bezbronna. Kocham go bardzo, ale to głównie przywiązanie. Z początku odrzucałam jego zaloty, po prostu nie był tym czego szukałam, ale "uzależniłam" się do niego i jakoś tak samo poszło dalej. Jest moim pierwszym i jedynym, ale obawiam się że mój brak "wyższych stanów emocji" wpływa na nasze życie seksualne - dokładnie moje (brak orgazmów - nigdy przenigdy). W seksie skupiam się głównie na tym żeby jemu było dobrze, taka rekompensata, heh. Co o tym myślicie? Czy powinnam rzucić wszystko w cholerę i szukać wielkiej miłości, bo to co mam "to nie to", czy dać sobie spokój z bajkową miłością i kochać tak jak kocham: stale i niezmiennie, ale bez wielkich porywów serca? Oby to drugie, bo najgorszą rzeczą jaką mogłabym zrobić to skrzywdzenie tego chłopaka - to najwspanialszy człowiek na świecie, nawet jeśli moje serce nie potrafi tego dostrzec.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ABCbielizny.pl
A czy można kochać inaczej niż stale i niezmiennie? Może właśnie to jest ta wielka miłość,taka dojrzała i odpowiedzialna? Musisz to przemyśleć,ale wg mnie zostawiając swojego chłopaka wiele stracisz,pomyśl też o jego uczuciach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
myślę, że to jest pewne oszustwo zarówno w stosunku do niego jak i do Ciebie, skoro w łóżku też nie ma porywów, to chyba nie ma to już większego sensu a z czasem będzie co raz gorzej, co raz więcej rozterek aż po kilku lub kilkunastu latach nie wytrzymasz i odejdziesz a wtedy dopiero facet będzie cierpiał, zastanów sie dogłębnie nad swoimi uczuciami i potrzebami i podejmij decyzję ale bądź w tym uczciwa, przywiązanie jest ważne ale dopiero jak się ma 60 lat i jest się ze sobą 30 czy 40 lat ale chyba nie przy takim krótkim stażu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mózgczyserce
Ech, obie rady brzmią dobrze... ABCbielizny.pl wg mnie można kochać inaczej niż stale i niezmiennie - zakochanie to uderzenie hormonów które powoduje nagłą euforię, przypływ uczuć do tej jednej jedynej osoby. To szybko przychodzi i szybko mia, chyba że przekształci się w miłość... Może nie brzmi to "fajnie" ale każdy chce przeżyć coś takiego, ja też... bahus, to prawda, coraz więcej rozterek, od jakichś dwóch lat borykam się z wątpliwościami. Raz nawet starałam się to skończyć, powiedziałam mu, że to nie to, że musimy się rozstać. Nic z tego. Ciągnie nas do siebie, nawet jak wiemy, że to bez sensu. On tak bardzo się stara zatrzymać mnie przy sobie, a ja jestem słaba i bardzo go kocham...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×