Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

persefono...

Polecane posty

Gość gość
Pierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajdujePierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajdujePierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajdujePierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajduje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nie wiem jaki program tobie wprowadzili i przez co ale piertolisz jakby przypadł ci w udziale sterownik do automatycznego bidetu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
kolejna idiotka, która ma się za jakąś nadludzką istotę :D wszyscy ci, którzy mieli się za jakąś wyższą rasę (a było już na kafe kilka takich przypadków) okazywali się zakompleksionymi debilami z manią wielkości

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Człowiek nie jest żadnym programem,ma wolna wole

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajdujePmmmi k l l oPierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajdujeP

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Biali,żółci, czarni,starzy,młodzi,madrzy ,głupi,geje itd ...w środku wszyscy jesteśmy tacy sami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie p o za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypo wiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciąg nął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawe k która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomy ślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrod zie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajdujeP mmmnbbvv bkjhbjv bkjbkil Pierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ. Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno. Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajdujeP

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gofno to gofno nie wazne czy je poświęcisz, ochcisz czy ubierzesz w smoking. a własnie takim goofnem jesteś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Egzorcysta: - A dlaczego boisz się aż tak bardzo modlitwy? Demon - Melid: - „Bo jest ona pierwszym krokiem w stronę Boga, wysługuje liczne łaski i trudno jest mi przyciągnąć do siebie kogoś, kto dużo i wytrwale modli się. Wszyscy ci, którzy teraz znajdują się w piekle nie modlili się, albo też modlili się mało i niedbale. W sposób szczególny nienawidzę modlitwy kierowanej do tej Kobiety, której imienia my demony nigdy nie wymawiamy. Drugą rzeczą, której nienawidzę jest ucieczka i pogardzanie złymi okazjami. Moi niewolnicy ze względu na nieczystość nie tylko nie uciekają od pokus i złych okazji, ale sami ich poszukują i z pasją stwarzają co raz to nowe”.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak już piszesz te opowiadania to do końca bo mnie zaciekawiły ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jezus to kał. Bogowie są zmyśleni, żydzi i arabowie noszą brody i chcą być w******** w du/pę przez swoich bogów bo to pedały skoro kochają mężczyzn - Jezusa i Mahometa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×