Gość gość Napisano Grudzień 13, 2016 Muszę się wygadac i poradzić. Kilka miesięcy temu miałam okropny poród. 10 dni po terminie zabrano mnie na wywołanie . Założono balonik i chwile później się zaczęło. Na początku spokojnie, później skurcze przybieraly na sile. Bolało okropnie, nie mogłam wytrzymać pod prysznicem. Gdy poprosiłam o znieczulenie dostałam tabletkę paracetamolu. Bujalam się na piłce aby zwiększyć rozwarcie i pomogło. Pomijając tamten ból I fazy najgorsze było przede mną. Ponad 2.5 hej partych skurczów, bolało tak ze myślałam że jestem poza swoim ciałem i krzyczała tak jakbym miała umrzeć i tak się czułam. Polozna i tak podała mi oksy bo stwierdziła że skurcze są za rzadkie. Chciałam umrzeć. Dziecko w międzyczasie zaczęło tracic tetno, zbiegł się tłum lekarzy, nacieto mi krocze i zalozono kleszcze. 2 lekarzy naciskalo mi na brzuch a ja się czułam jakby to wszystko działo się poza moim ciałem, nie kontrolowalam tego, nikt mnie nie zapytał o zdanie. Później pobyt na poporodowym to dramat - miałam okropna anemię, nie mogłam siedzieć przez miesiąc, w międzyczasie nawał pokarmu, ból jak cholera i znowu dostałam tylko 1 tabłatkę Apapu. Nie mogłam się opiekować swoim dzieckiem i gdyby nie koleżanka z którą leżałam na sali nikt by mi nie podał nawet obiadu nie mówiąc o pomocy przy dziecku, już nie wspomnę o terrorze laktacyjnym... Dzisiaj kiedy mały ma 4 miesiace nie radze sobie z życiem. Płaczę nawet na reklamach, co chwilę wracam myślami do porodu, nie mam siły nawet wstawić prania, nie chce mi się jeść i nienawidzę wychodzić do ludzi. Nie mam sily nawet wyjsc z dzieckiem na spacer bo irytuje m ie jak placze kiedy go ubieram i rycze.Mały często choruje a ja od początku jestem z tym sama bo mąż pracuje po 14h... Nawet w połogu nikogo nie było ze mną, wszystko robiłam sama. Zastanawiam się czy to przypadkiem nie depresja poporodowa. Pomocy. .. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach