Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Canon cani

Podrywanie mężczyzn, a strach przed odrzuceniem

Polecane posty

Witam, jestem kobietą i mam 24 lata. Od zawsze byłam bardzo zakompleksiona, uważam się za osobę nieatrakcyjną mimo, że obiektywnie patrząc to nie prawda. Jeżeli chodzi o moją atrakcyjność to mam swego rodzaju "schizofrenię", potrafię być zachwycona swoim wyglądem, jednak bardzo głęboko w sobie uważam się za brzydotę, obleśną babę i totalną paskudę.

Ciąglę uważam się za osobę gorszą od innych po każdym względem, pomimo tego, że jestem bardzo pracowita, kończę wymagające studia i w tym samym czasie dwie szkoły policealne. Nie potrafię znieść krytyki, wszelkie porażki zawodowo-naukowe traktuję bardzo osobiście i zamykam się w sobie. Niestety tak samo jest na płaszczyźnie damsko-męskiej. Podświadomie wiem, że jestem beznadziejna i niegodna męskiego zainteresowania, więc unikam jakichkolwiek sytuacji, w których mogłabym zbliżyć się do facetów. Nie chodzę na imprezy, spotkania, unikam kontaktu wzrokowego. Nie umiem flirtować, rozmowy z facetami są przeze mnie sztywne i bardzo oficjalne. Automatycznie buduję mur między sobą, a innymi żeby uniknąć odrzucenia.

Byłam w dość długim związku, który już od początku był koszmarny, a ja byłam postawiona na gorszej pozycji. On bez zawahania mówił mi, że mu się nie podobam, wytykał mi moje wady, porównywał do innych i bardzo cieszył się kiedy płakałam i błagałam go żeby ze mną został. Po kilku latach na szczęście ten związek się skończył, ale ja wyszłam z niego jeszcze bardziej poraniona i zakompleksiona.

Mój rozwój społeczny zatrzymał się na poziomie liceum, po wstawieniu sobie zdjęcia na FB sprawdzam kto je polubił, mam nadzieję na jakiś miły komentarz czy może wiadomość prywatną od faceta. Niestety nikt nie pisze, a ja jestem coraz bardziej zdołowana i utwierdzam się w swoim braku urody. 

Podsumowując, tak bardzo boję się odrzucenia, że nie potrafię flirtować z facetami. Boję się wyśmiania czy tego, że w oczy powie mi, że jestem brzydka i beznadziejna. Nie chcę pakować się w kolejny związek tylko marzy mi się czasowy namiętny romans, ale taki zainicjowany przez faceta. Chciałabym poczuć się piękna w oczach faceta i pożądana, takie jest moje małe marzenie. Te wszystkie porady o podrywaniu zapewne działają, ale u osób już pewnych siebie i otwartych. Ja jestem zbyt zażenowana, kiedy mam flirciarsko uśmiechnąć się do faceta albo wejść na bardziej intymne tematy rozmów. 

Nie oczekuję jakichś konkretnych rad, bo wiem, że nie ma na to jednej recepty, ale może inne kobiety też mają takie problemy. Na pewno wielu facetów nie umie podrywać i jest to popularny temat, jednak jeżeli ten problem tyczy się kobiety to mało jest informacji. 

Proszę odezwijcie się, pozdrawiam

 

 

 

  • Sad 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co za ściana tekstu, przeczytałam tylko tytuł więc odpowiem w nawiązaniu do tytułu. Podrywanie facetów to jest dla desperatek i ujma dla kobiet. Prawdziwa kobieta, świadoma siebie i swojej atrakcyjności będzie miała adoratorów zawsze. Popracuj nad pewnością siebie nad własnym rozwojem i atrakcyjnością 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, Laurittka napisał:

Co za ściana tekstu, przeczytałam tylko tytuł więc odpowiem w nawiązaniu do tytułu. Podrywanie facetów to jest dla desperatek i ujma dla kobiet. Prawdziwa kobieta, świadoma siebie i swojej atrakcyjności będzie miała adoratorów zawsze. Popracuj nad pewnością siebie nad własnym rozwojem i atrakcyjnością 

Przepraszam, że tak dużo, ale chciałam żeby był pełny obraz tego z czym się borykam. Nie uważam, żeby podrywanie mężczyzn było jakąś ujmą dla kobiety, w końcu mamy równouprawnienie, a mnie jakoś nikt nie podrywa więc chyba muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Nie wydaje mi się, że problem leży w moim wyglądzie, ale bardziej w tym, że nie potrafię flirtować. Raz podszedł do mnie pewien facet na uczelni i widocznie był mną zainteresowany, a ja spaliłam buraka i myślałam, że zwymiotuję ze stresu, kiedy mnie zagadał. Dla świętego spokoju przełączyłam tryb rozmowy na oficjalny i on się szybko ulotnił. Nie jestem pewna siebie, ciągle mam wrażenie, że inni mnie wyśmiewają. Nawet nie dopuszczam do myśli tego, że mogę być godna se/ks/ual/ne/go zainteresowania moją osobą.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Canon cani napisał:

Nie uważam, żeby podrywanie mężczyzn było jakąś ujmą dla kobiety, w końcu mamy równouprawnienie,

Równouprawnienie w tej materii kończy się utratą szacunku do kobiety ze strony faceta. Zapewne są wyjątki ale niestety zwykle tak jest.

 

12 godzin temu, Canon cani napisał:

Na pewno wielu facetów nie umie podrywać

Dzisiejsi faceci wychowani na internecie nie potrafią otworzyć ust aby wydobyć słowo. Później piszą na spotted: "odezwij się blondynko, którą widziałem gdzieś tam". Może powinnaś też przenieść się z flirtem  do internetu?

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Canon cani napisał:

Witam, jestem kobietą i mam 24 lata. Od zawsze byłam bardzo zakompleksiona, uważam się za osobę nieatrakcyjną mimo, że obiektywnie patrząc to nie prawda. Jeżeli chodzi o moją atrakcyjność to mam swego rodzaju "schizofrenię", potrafię być zachwycona swoim wyglądem, jednak bardzo głęboko w sobie uważam się za brzydotę, obleśną babę i totalną paskudę.

Ciąglę uważam się za osobę gorszą od innych po każdym względem, pomimo tego, że jestem bardzo pracowita, kończę wymagające studia i w tym samym czasie dwie szkoły policealne. Nie potrafię znieść krytyki, wszelkie porażki zawodowo-naukowe traktuję bardzo osobiście i zamykam się w sobie. Niestety tak samo jest na płaszczyźnie damsko-męskiej. Podświadomie wiem, że jestem beznadziejna i niegodna męskiego zainteresowania, więc unikam jakichkolwiek sytuacji, w których mogłabym zbliżyć się do facetów. Nie chodzę na imprezy, spotkania, unikam kontaktu wzrokowego. Nie umiem flirtować, rozmowy z facetami są przeze mnie sztywne i bardzo oficjalne. Automatycznie buduję mur między sobą, a innymi żeby uniknąć odrzucenia.

Byłam w dość długim związku, który już od początku był koszmarny, a ja byłam postawiona na gorszej pozycji. On bez zawahania mówił mi, że mu się nie podobam, wytykał mi moje wady, porównywał do innych i bardzo cieszył się kiedy płakałam i błagałam go żeby ze mną został. Po kilku latach na szczęście ten związek się skończył, ale ja wyszłam z niego jeszcze bardziej poraniona i zakompleksiona.

Mój rozwój społeczny zatrzymał się na poziomie liceum, po wstawieniu sobie zdjęcia na FB sprawdzam kto je polubił, mam nadzieję na jakiś miły komentarz czy może wiadomość prywatną od faceta. Niestety nikt nie pisze, a ja jestem coraz bardziej zdołowana i utwierdzam się w swoim braku urody. 

Podsumowując, tak bardzo boję się odrzucenia, że nie potrafię flirtować z facetami. Boję się wyśmiania czy tego, że w oczy powie mi, że jestem brzydka i beznadziejna. Nie chcę pakować się w kolejny związek tylko marzy mi się czasowy namiętny romans, ale taki zainicjowany przez faceta. Chciałabym poczuć się piękna w oczach faceta i pożądana, takie jest moje małe marzenie. Te wszystkie porady o podrywaniu zapewne działają, ale u osób już pewnych siebie i otwartych. Ja jestem zbyt zażenowana, kiedy mam flirciarsko uśmiechnąć się do faceta albo wejść na bardziej intymne tematy rozmów. 

Nie oczekuję jakichś konkretnych rad, bo wiem, że nie ma na to jednej recepty, ale może inne kobiety też mają takie problemy. Na pewno wielu facetów nie umie podrywać i jest to popularny temat, jednak jeżeli ten problem tyczy się kobiety to mało jest informacji. 

Proszę odezwijcie się, pozdrawiam

 

 

 

Proponuję imprezę na mieście w towarzystwie jednej koleżanki (większe stado utrudnia realizację planu), a następnie posadzenie du.py przy barze i zużycie rozsądnej, podkreślam ROZSĄDNEJ ilosci alkoholu. Powtarzać eksperyment co tydzień przez pół roku, aż strach zejdzie, a moze i nawet uda się kogoś poznać. To oczywiście metoda tradycyjna, babcina, bez użycia netu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Onkosfera napisał:

Proponuję imprezę na mieście w towarzystwie jednej koleżanki (większe stado utrudnia realizację planu), a następnie posadzenie du.py przy barze i zużycie rozsądnej, podkreślam ROZSĄDNEJ ilosci alkoholu. Powtarzać eksperyment co tydzień przez pół roku, aż strach zejdzie, a moze i nawet uda się kogoś poznać. To oczywiście metoda tradycyjna, babcina, bez użycia netu...

Zaproponuj te na która swojego starego wyrwalas. Będzie pewniej. Chyba ze to właśnie ta. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, BoniBluBalbiná napisał:

Zaproponuj te na która swojego starego wyrwalas. Będzie pewniej. Chyba ze to właśnie ta. 

Istotnie, starego wyrwalam analogowo, nie cyfrowo, pamiętaj że to było milion lat przed naszą erą. Ale akurat nie przy barze, tylko przy kiblach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przed chwilą, Onkosfera napisał:

Istotnie, starego wyrwalam analogowo, nie cyfrowo, pamiętaj że to było milion lat przed naszą erą. Ale akurat nie przy barze, tylko przy kiblach.

Rozumiem ze przez mrok panujący w tego typu miejscach i pod wpływem alkoholu rano nie miał już szans się wymiksować i tak został tatełem bombelkow. 

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, BoniBluBalbiná napisał:

Rozumiem ze przez mrok panujący w tego typu miejscach i pod wpływem alkoholu rano nie miał już szans się wymiksować i tak został tatełem bombelkow. 

Dokładnie, wtopil biedak. Między jednym a drugim zdarzeniem upłynęło dziesieciolecie, ale niewątpliwie wtedy podpisał na siebie wyrok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Canon cani napisał:

Witam, jestem kobietą i mam 24 lata. Od zawsze byłam bardzo zakompleksiona, uważam się za osobę nieatrakcyjną mimo, że obiektywnie patrząc to nie prawda. Jeżeli chodzi o moją atrakcyjność to mam swego rodzaju "schizofrenię", potrafię być zachwycona swoim wyglądem, jednak bardzo głęboko w sobie uważam się za brzydotę, obleśną babę i totalną paskudę.

Ciąglę uważam się za osobę gorszą od innych po każdym względem, pomimo tego, że jestem bardzo pracowita, kończę wymagające studia i w tym samym czasie dwie szkoły policealne. Nie potrafię znieść krytyki, wszelkie porażki zawodowo-naukowe traktuję bardzo osobiście i zamykam się w sobie. Niestety tak samo jest na płaszczyźnie damsko-męskiej. Podświadomie wiem, że jestem beznadziejna i niegodna męskiego zainteresowania, więc unikam jakichkolwiek sytuacji, w których mogłabym zbliżyć się do facetów. Nie chodzę na imprezy, spotkania, unikam kontaktu wzrokowego. Nie umiem flirtować, rozmowy z facetami są przeze mnie sztywne i bardzo oficjalne. Automatycznie buduję mur między sobą, a innymi żeby uniknąć odrzucenia.

Byłam w dość długim związku, który już od początku był koszmarny, a ja byłam postawiona na gorszej pozycji. On bez zawahania mówił mi, że mu się nie podobam, wytykał mi moje wady, porównywał do innych i bardzo cieszył się kiedy płakałam i błagałam go żeby ze mną został. Po kilku latach na szczęście ten związek się skończył, ale ja wyszłam z niego jeszcze bardziej poraniona i zakompleksiona.

Mój rozwój społeczny zatrzymał się na poziomie liceum, po wstawieniu sobie zdjęcia na FB sprawdzam kto je polubił, mam nadzieję na jakiś miły komentarz czy może wiadomość prywatną od faceta. Niestety nikt nie pisze, a ja jestem coraz bardziej zdołowana i utwierdzam się w swoim braku urody. 

Podsumowując, tak bardzo boję się odrzucenia, że nie potrafię flirtować z facetami. Boję się wyśmiania czy tego, że w oczy powie mi, że jestem brzydka i beznadziejna. Nie chcę pakować się w kolejny związek tylko marzy mi się czasowy namiętny romans, ale taki zainicjowany przez faceta. Chciałabym poczuć się piękna w oczach faceta i pożądana, takie jest moje małe marzenie. Te wszystkie porady o podrywaniu zapewne działają, ale u osób już pewnych siebie i otwartych. Ja jestem zbyt zażenowana, kiedy mam flirciarsko uśmiechnąć się do faceta albo wejść na bardziej intymne tematy rozmów. 

Nie oczekuję jakichś konkretnych rad, bo wiem, że nie ma na to jednej recepty, ale może inne kobiety też mają takie problemy. Na pewno wielu facetów nie umie podrywać i jest to popularny temat, jednak jeżeli ten problem tyczy się kobiety to mało jest informacji. 

Proszę odezwijcie się, pozdrawiam

 

 

 

 

33 minuty temu, Onkosfera napisał:

Proponuję imprezę na mieście w towarzystwie jednej koleżanki (większe stado utrudnia realizację planu), a następnie posadzenie du.py przy barze i zużycie rozsądnej, podkreślam ROZSĄDNEJ ilosci alkoholu. Powtarzać eksperyment co tydzień przez pół roku, aż strach zejdzie, a moze i nawet uda się kogoś poznać. To oczywiście metoda tradycyjna, babcina, bez użycia netu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Onkosfera napisał:

Proponuję imprezę na mieście w towarzystwie jednej koleżanki (większe stado utrudnia realizację planu), a następnie posadzenie du.py przy barze i zużycie rozsądnej, podkreślam ROZSĄDNEJ ilosci alkoholu. Powtarzać eksperyment co tydzień przez pół roku, aż strach zejdzie, a moze i nawet uda się kogoś poznać. To oczywiście metoda tradycyjna, babcina, bez użycia netu...

Plan fajny, ale nie wypali, bo nie lubię alkoholu. Kilka okropnych kaców skutecznie "wyleczyło" mnie z picia 🤪

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ten przypadek nadaje sie na kozetke, mowie powaznie I to zaden wstyd. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, Canon cani napisał:

ale może inne kobiety też mają

Jeśli chodzi o niechęć do flirtu to mam ją tak jak Ty, ale z tą różnicą, że u podstaw mojej nie leży dramatycznie niska samoocena i brak pewności siebie. 

 

16 godzin temu, Canon cani napisał:

Ciąglę uważam się za osobę gorszą od innych 

Tym zdaniem pozamiatałaś. Nie chcę Cię urazić, ale takie podejście nadaje się na psychoterapię. Wywyższanie się jest paskudną wadą, jednakże z zarozumiałością można nieźle sobie radzić w życiu;) Poczucie, że jest się gorszym od innych przynosi dużo więcej szkody, ponieważ nie tylko utrudnia zawieranie znajomości czy wchodzenie w związek, ale sprawi, że nie będziesz w stanie stworzyć normalnej, zdrowej relacji. 

16 godzin temu, Canon cani napisał:

Chciałabym poczuć się piękna w oczach faceta

Musisz dobrze czuć się w swojej skórze bez potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach innych. 

16 godzin temu, Canon cani napisał:

Podświadomie wiem, że jestem beznadziejna i niegodna męskiego zainteresowania

Nie szukaj akceptacji, pokochaj siebie. Będę powtarzać się, ale tak niska samoocena i zakompleksienie nadaje się naprawdę do terapii. Ze swoim podejściem opatrznie zrozumiesz pewnie wszystko co tu napiszę nawet w dobrej wierze... 

16 godzin temu, Canon cani napisał:

Automatycznie buduję mur między sobą, a innymi żeby uniknąć odrzucenia.

Dystans do ludzi nie jest zły, sama nam taki i dobrze mi z tym😉 tylko, że nie zaprzątam sobie głowy czy ktoś mnie polubi, czy spodobam się, bo to nie mój problem🤷‍♀️ Zawsze powtarzam, że nie jestem ziemniakiem żeby w tej szerokości geograficznej byłoby dobrze mnie lubić 😉 Bardzo brakuje Ci zdrowego podejścia i samoakceptacji. Jak chcesz by polubił Cię ktoś inny kiedy Ty sama siebie nie lubisz? 

17 godzin temu, Canon cani napisał:

On bez zawahania mówił mi, że mu się nie podobam, wytykał mi moje wady, porównywał do innych i bardzo cieszył się kiedy płakałam i błagałam go żeby ze mną został

O tym pisałam wcześniej. Z tak niezdrową, krytycznie niską samooceną i potrzebą szukania akceptacji będziesz w tak samo niezdrowych, zrypanych związkach. 

17 godzin temu, Canon cani napisał:

jednak bardzo głęboko w sobie uważam się za brzydotę

Uroda to pojęcie względne. Ktoś stwierdzi, że jesteś beznadziejna, inny że przeciętna, a jeszcze innego zatka na Twój widok. Chciałabym być wyższa, mieć długie piękne włosy i nogi też, cholernie zgrabnym ciałem też bym nie pogardziła, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma🤫😜 Możesz mieć kompleksy, jak widzisz sama też je mam, ale one nie sprawiają, że czuję się gorsza od innych. 

15 godzin temu, Canon cani napisał:

mnie jakoś nikt nie podrywa

Twoj brak pewności siebie i brak samoakceptacji będzie bić z Ciebie na kilometr, nie dziw się.

Ratuj się dziewczyno...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
15 godzin temu, Canon cani napisał:

Przepraszam, że tak dużo, ale chciałam żeby był pełny obraz tego z czym się borykam

Za co przepraszasz? Napisałaś ile chciałaś, bo możesz. Ktoś to przeczyta lub nie, nie Twoje zmartwienie🤷‍♀️ Chodź, kichnę na Ciebie, nie mam covida, ale może zarażę Cię moją zlewką na innych😉 Chciałabym być atrakcyjniejsza (100kg) i mądrzejsza (swoją wypowiedź 50minut sklejałam😂), ale z gó/wna czekolady nie zrobisz😩 i trzeba jakoś żyć 😉 Jak dojdziesz do momentu w którym zaakceptujesz siebie i przestanie Ci desperacko zależeć na opinii innych to idź o krok dalej i popracuj nad dystansem do siebie. Dobrze go mieć. Powodzenia. 

Edytowano przez Electra

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Canon cani napisał:

Nawet nie dopuszczam do myśli tego, że mogę być godna se/ks/ual/ne/go zainteresowania moją osobą.

Dasz wiarę, że jak czasem wpadnę komuś w oko to sama dziwię się jak można mieć tak choojowy gust?🤦‍♀️

😂😂😂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

P.s Moja mała córka skarżyła się, że kolega powiedział jej, że jest głupia i uderzył ją. Wiesz co jej powiedziałam? "Nie jesteś głupia, jesteś bardzo mądrą dziewczynką, to Stefan jest głupi, że tego nie widzi." Rozumiesz? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jest szansa że z tego wyrośniesz około 30tki, tylko dbaj o siebie, wychodź do ludzi. Ja też na studiach się jąkałam w rozmowie z atrakcyjnym chłopakiem z roku, a kilka lat później na każdej imprezie bawiłam się z innym przystojniakiem. tylko to wymaga trochę pracy nad sobą, zarówno fizycznością i wnętrzem. Można to przepracować bez kozetki, no ale kozetka to też wyjście, może przyspieszyć proces

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Canon cani napisał:

Plan fajny, ale nie wypali, bo nie lubię alkoholu. Kilka okropnych kaców skutecznie "wyleczyło" mnie z picia 🤪

No tak, kace... chociaż mnie najbardziej dobijal brak snu i myśl o kolejnej zmarnowanej nocy, którą mogłam przespać smacznie na swojej podusi, zamiast wracać styrana pierwszym porannym autobusem...

Niemniej jednak odrobina alkoholu wyluzowuje. Może lubisz jakieś wina, drinki? W knajpach zazwyczaj są drogie, więc i tak nie da się wypić dużo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, BoniBluBalbiná napisał:

Dekadę bezbombelkowa. To się nie godzi. 

To było nawet dłużej, nie chcę Cię jednak gorszyć...😏

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Electra napisał:

 

Tym zdaniem pozamiatałaś. Nie chcę Cię urazić, ale takie podejście nadaje się na psychoterapię. Wywyższanie się jest paskudną wadą, jednakże z zarozumiałością można nieźle sobie radzić w życiu;) Poczucie, że jest się gorszym od innych przynosi dużo więcej szkody, ponieważ nie tylko utrudnia zawieranie znajomości czy wchodzenie w związek, ale sprawi, że nie będziesz w stanie stworzyć normalnej, zdrowej relacji. 

Musisz dobrze czuć się w swojej skórze bez potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach innych. 

Nie szukaj akceptacji, pokochaj siebie. Będę powtarzać się, ale tak niska samoocena i zakompleksienie nadaje się naprawdę do terapii. Ze swoim podejściem opatrznie zrozumiesz pewnie wszystko co tu napiszę nawet w dobrej wierze... 

Twoj brak pewności siebie i brak samoakceptacji będzie bić z Ciebie na kilometr, nie dziw się.

Ratuj się dziewczyno...

To wszystko prawda, tylko problem jest taki, że ja już chodziłam na terapię. Niestety zrezygnowałam z niej bo miałam wrażenie, że zanudzam tą Panią swoimi problemami i nie chciałam marnować jej czasu. W końcu są osoby po traumach, które faktycznie potrzebują pomocy, a ja zabieram im terminy. Czułam, że ona mnie nie lubi, że ją męczę. Potem byłam jeszcze na dwóch wizytach u prywatnego terapeuty i wrażenia miałam podobne...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×