Odpowiedz na ten temat

Już lepsze te kotarianki od tych "zaradnych" kredytowiczek

  • gość 2017.01.11 [19:46]
    Katariany, nie boicie się, że teść was podgląda jak za kotarką zmieniacie galoty, albo jak stary was łupie?
  • gość 2017.01.11 [19:57]
    Kto jest bardziej zaradny? To zależy. Dla mnie bardziej rozsądne jest posiedzieć te parę lat z rodzicami (jeśli ktoś ma możliwość oczywiście), zacisnąć pasa i nazbierać sobie przynajmniej na jakiś wkład własny. Potem myśleć o kredycie mieszkaniowym i o dzieciach. Branie kredytu na 100% (tak tak, przed zmianą prawa zdecydowana większość zaciąganych kredytów hipotecznych była na 100% wartości mieszkania, a czasami nawet więcej) i spłacanie go przez 30 lat tylko po to, żeby nie być "kotarianką" nie jest rozsądne. Noga się powinie, dziecko zachoruje, nie będzie można spłacać i zostanie się z niczym. Bez mieszkania, bez oszczędności a może jeszcze z długiem. Kotarianki, które gnieżdżą się w klitkach z rodzicami i swoimi dziećmi i nie planują zmienić swojej sytuacji, robią krzywdę tak rodzicom jak i dzieciom. Kotarianki mówią, że tak im dobrze, ale rodzicom ani dzieciom dobrze nie jest. Jakoś dziwnym trafem, dorośli ludzie, którzy wychowani byli w tego typu rodzinach mają zwykle to za złe rodzicom.
  • gość 2017.01.11 [20:03]
    gość dziś [18:39]
    Żeby dostać kredyt trzeba mieć odpowiednie zarobki i wkład własny. Żaden bank nie da biedocie kredytu. Ale żyjcie dalej w nieświadomości.
    xxx
    Wiesz, że jeszcze niedawno, większość kredytów mieszkaniowych była na 100% albo więcej. A jak wprowadzono możliwość brania kredytu we frankach, to nagle okazało się większość ma zdolność kredytową. Ci zakredytowani to nie tylko osoby, które dziś biorą kredyty (dziś jest trudniej), ale również osoby, które z kredyty zaciągnęły w czasach "franków".
  • gość 2017.01.11 [20:18]
    Kto co woli, ja tam wolę swój 150m2 dom na kredyt. Ratę mam niską. Nie latam w szpilkach bo pracuję z domu. A jak stracę pracę? To znajdę inną, w moim zawodzie pracy jest pełno, a świat szeroki, od dawna nie pracuję dla polskich firm choć mieszkam w Polsce. Także nie wszyscy z kredytami pracują w korporacjach i całymi dniami nie ma ich w mieszkaniach 50m. Ja akurat rzadko wychodzę z domu chyba że na spacer z dzieckiem ; )
  • gość 2017.01.11 [20:28]
    Ja wolałabyn wziąć kredyt na 55 m2 mieszkania w dużym mieście, niż dom poza miastem. To daje większą elastyczność, a jeśli cos sie złego wydarzy, łatwiej sprzedać mieszkanie w mieście akademickim, niż dom na wygnajewie.
  • gość 2017.01.11 [20:29]
    gość dziś [20:18]
    Nie każdy ma taką pracę, że może sobie pracować z domu dla zagranicznych firm. Niektórzy musza się trochę bardziej pomęczyć, żeby się czegoś dorobić.
  • gość 2017.01.11 [20:34]
    Dom poza miastem może się w pewnym momencie okazać udręką. Moi rodzice mają dom poza miastem. Naprawdę fajny i duży, z dużym ogrodem, niedaleko las, rzeka sielanka. Tylko wszędzie daleko. Bardzo przez to cierpiałam będąc nastolatką czy chodząc do liceum. Komunikacja raz na dwie godziny. Ostatni autobus powrotny z miasta o godzinie 18-tej. Ciągłe proszenie się rodziców o podwiezienie gdzieś, ciągłe awantury o to, bo oni tez mieli juz dosyć wozić dzieci w tą i z powrotem. Teraz wolę klitkę w mieście niż dom poza miastem.
  • gość 2017.01.11 [20:37]
    No tak ale ta laska od pracy dla zagranicznych firm chyba nie dostaje pracy za ładny uśmiech tylko musiała się wykształcić a ci za tym idzie dobrze uczyć i napracować w młodym wieku. No i na pewno język obcy umie, pewnie angielski, więc nie wiem co to za przytyk. Sama znam osoby co choćby angielskiego uczą przez internet zagranicznych studentów w zagranicznych szkołach jezykowych, a przecież są tylko po anglistyce gdzie większośc i tak robi w innych zawodach albo narzekają ze pracy dla nauczycieli nie ma. A wystarczy się rozejrzeć po necie jak znasz język.
  • gość 2017.01.11 [20:40]
    Mieszkać z rodzicami na 50 metrach to słabo. Ale co jest złego w np.wspólnym domu jednorodzinnym ze starszymi rodzicami, można sobie dorobić osobne wejście, wygospodarować własny kącik. Tyle lat funkcjonowały domy wielopokoleniowe, a nagle od lat 2000+ janusze zaradności cisną sie w klitkach na kredyt byle jak najdalej od rodziców i teściów!!!!
  • gość 2017.01.11 [20:50]
    gość dziś [20:37]
    To nie był przytyk. W żadnym wypadku. Nie twierdzę, że jak ktoś ma dobrą pracę to albo ma szczęście albo znajomości. Chodziło mi o to, że nie każdy jest tak wykształcony / inteligentny / zaradny, żeby mógł zdobyć taką pracę. Inaczej wszyscy byśmy siedzieli w 150 m domach i pracowali dla zagranicznych firm, nikt by nie biegał w szpilkach do korporacji, nie było by pań sprzątających ani kasjerek. Jest wiele osób, które żeby mieć coś swojego musi wziąć kredyt na te 30 lat i drżeć o pracę, są tez osoby, które przy swoich zarobkach (umiejętnościach) nigdy takiego kredytu nie dostaną.
  • gość 2017.01.11 [20:51]
    55 metr. Mieszkanie strasznie sie tak gniesc maz, dziecko, ja i tesciowa albo matka... jak wy tak zyc mozecie...
    Ja z corka na 56 metr. Mieszkalam i to bylo ciasne...
  • gość 2017.01.11 [20:53]
    gość dziś [20:40]
    Sorry, ale dom wielopokoleniowy, gdzie każdy ma swoją przestrzeń i odrobinę prywatności to co innego niż gnieżdżenie się z rodzicami i dziećmi w małym mieszkanku. A domy wielopokoleniowe, w których żyje się w symbiozie (a nie targa za kudły z teściową) są bardzo fajne.
  • gość 2017.01.11 [20:56]
    a ja mysle, że oba typy mieszkań są kiepskie. Mieszkanie z rodzicami/ tesciami- masakra!, kredyt na 30 lat i 50 mkw- masakra! no chyba ze mowa o warszawce.
  • gość 2017.01.11 [21:03]
    W tych domach wielopokoleniowych to nie taka sielanka. My mamy taki 300m na dwie rodziny. Wszystko osobno a i tak nie jest extra. Wole bloki na kredyt. Odkladam i kupie chocby 30musmiech.gif
  • gość 2017.01.11 [21:07]
    Po prostu najpierw trzeba myśleć o rozsądnym mieszkaniu i przynajmniej w dużej części na nie zaoszczędzić, a potem się rozmnażać. Nie odwrotnie.
  • gość 2017.01.11 [21:14]
    Kotariankom polecam na wieczorny seans Plac Zbawiciela. Tyle w temacie wspólnego mieszkania z teściową. Miłego wieczoru.
  • gość 2017.01.11 [21:15]
    Swieta racja. Ciekawe z kad tyle tematow o tesciowejusmiech.gif od kotarianek. Ale zawsze pisza ze mieszkaja w tym samym miescie co tesciowieusmiech.gif
  • gość 2017.01.11 [21:21]
    Ja widzę jeszcze jedną prawidłowość. Problemy zwykle są tam, gdzie synowa wprowadza się do teściów. Jak córka wprowadza się do rodziców to nie ma az takich jazd.
  • gość 2017.01.11 [21:34]
    Corka wprowadza sie do rodzicow?
    Najpierw sie musi wyprowadzić zeby moc znowu sie wprowadzić.
    Raczej pozostaje z rodzicami w rodzinnym domu.
  • gość 2017.01.11 [21:40]
    Ja wyprowadzilam sie od razu jak moglam, nie rozumiem jak mozna nie chciec bys samodzielnym i siedziec z rodzicsmi/tesciami... Studiowalam pracowalam w fast foodzie jak wszyscy rowiesnicy, w domu zostaly tylko leniwe paniusie. Moi rodzice jak juz mieli pewnosc ze daje rade przerobili moj pokoj na sypialnie dla siebie bo wczesniej spali w salonie. Wy nie pomysliscie ze oni tez pragna wygody i spokoju, zwalacie sie im na glowe i zadowolene. Czemu ZADNA tesciowa nie pisze ze sie jej podoba takie rozwiazanie? Bo takich nie ma!!! Kobiety, wstyd mi za was, zero ambicji za to kolejne dziecko w planach. A i nie mam kredytu, mieszkanie dostalam w spadku wlasnie dzieki temu ze moi rodzice wzieli kiedys kredyt zamiast mieszkac z tesciami, a Wy co zostawicie dzieciom jak calle zycie na cudzej lasce? Nie posrajcie sie z tyn kredytem bo miesieczna rata dla dwojki normalnie zarabiajacych osob jest do ogarniwcia ale jak ktos cale zycie zarabia 1200 zl to sie nie dziwcie. Ja w fastfoodzie zarabialam 2000 ;/
  • gość 2017.01.11 [21:47]
    No jak to co? Kupią więcej kotarek i dzieci ze swoimi rodzinami będą mogły mieszkać z nimi. Może teściowie sobie już zemrą, to się jeden pokoik nawet zwolni.
  • gość 2017.01.11 [21:59]
    Tyle lat funkcjonowały domy wielopokoleniowe, a nagle od lat 2000+ janusze zaradności cisną sie w klitkach na kredyt byle jak najdalej od rodziców i teściów!!!!
    x
    Byłam takim "januszem" zaradności, bo 10 lat temu wzięłam kredyt. I tak, wolałam, kredyt i ścisk w 70m, niż mieszkanie z mamą czy teściową, chociaż było gdzie (rodzice - 200m, teściowie niecale 300m). I co z tego że kiedyś tak funkcjonowano? Kiedyś prano w rzece? Też pierzesz? Nie, to nie kwestia 21 w. Zarówno moi rodzice, jak i ich rodzeństwo a takze większośc ich znajomych szło na swoje. Teściowie też nie mieszkali z rodzicami.
    ps. Kredycik już spłaciłam za chwilę biorę następny na większe m.
  • gość 2017.01.12 [00:23]
    gość dziś [20:40]
    mieszkałam przez rok w takim domu wielopokoleniowym właśnie z teściami. Ojej jak nas zapraszali jak zachwalali bo dom 300m i co oni z tym zrobią, a tak dzieci na luzie będą mogły żyć bez kredytów, a im będzie raźniej. Efekt był taki, że miałam tam wkładać wszystkie oszczędności, być darmowym parobkiem i siedzieć cicho, bo NIE JESTEM U SIEBIE. Użeranie się męża z rodzicami niczego nie dawało, bo 55-letnich ludzi nie da się wychować ani zmienić. Już wolę być 'Januszem zaradności' dla jakiejś durnej baby z kafe niż tak żyć.
    i wiedz o tym, że w wielu domach tak było, a nie, że nagle się januszom zachciało uciekać. Jakiś powód tego był. Nigdy 100% takich rodzin nie funkcjonowało dobrze tylko ci ludzie byli na siebie skazani, a jak się poprawiło i czasy się zmieniły to młodzi zaczęli dla własnego spokoju i komfortu z tych domów odchodzić na swoje, bo wreszcie mogli to zrobić.
  • gość 2017.01.12 [00:36]
    dokładnie!
    pierdzielę takie wielopokoleniowe cudo! Nawet firan nie mogłam mieć takich jak chciałam, bo się teściowej nie podobały, a z ulicy je było widać, ani koleżanek zaprosić na babski wieczór, bo obcy się po domu kręcą, bo za głośno, poleżeć dłużej w Niedzielę nie, bo to Niedziela przecież - co to za życie? Wytrzymałam 3 miesiące i to co mieliśmy wpakować w remont tego kloca użyliśmy jako wkładu własnego, a oni niech się bujają z tym swoim bunkrem jezyk.gif
    Teraz mam trzy pokoje i robimy co chcemy. Mamy kredyt ale jako małżeństwo dużo na tym zyskaliśmy.
  • gość 2017.01.12 [08:10]
    A jak przyjdzie do podziału spadku to na pewno ten bunkier chętnie przygarniesz. Prawda?
  • gość 2017.01.12 [08:11]
    a ja mysle, że oba typy mieszkań są kiepskie. Mieszkanie z rodzicami/ tesciami- masakra!, kredyt na 30 lat i 50 mkw- masakra! no chyba ze mowa o warszawce.
    X
    a co w"warszawce"rat się nie płaci czy jak? Tylko nie pisz mi o wysokich zarobkach...
  • gość 2017.01.12 [08:13]
    W warszawce takie mieszkanie zawsze możesz sprzedac
  • gość 2017.01.12 [08:20]
    Ja mieszkałam z własnymi rodzicami i mężem po ślubie. Podziękowałam szybciej niż mój mąż. Wole spalacac kredyt na własny dom niż mieszkac z nimi. Miałam męża dziecko własne sprawy a oni traktowali mnie jakbym miała 16 lat i musiała sluchac co mi każą. Nawet nie proszą tylko każą.masz to i to . Wrócić o godzinie tej i tej( tak nawet do takich absurdów dochodzilo bo przeciez oni sie martwią jesli jestem z mężem gdzies). Paranoja . Teraz jestesmy u siebie mam święty spokój mogę spokojnie wychowywać dzieci.
  • gość 2017.01.12 [08:23]
    Bez sensu jest robić sobie dzieci jak nie ma się do tego warunków mieszkaniowych. Dlaczego ludzie zaczynają zakładanie rodziny od d**y strony?
  • gość 2017.01.12 [08:25]
    gość dziś [08:11]
    a ja mysle, że oba typy mieszkań są kiepskie. Mieszkanie z rodzicami/ tesciami- masakra!, kredyt na 30 lat i 50 mkw- masakra! no chyba ze mowa o warszawce.
    X
    a co w"warszawce"rat się nie płaci czy jak? Tylko nie pisz mi o wysokich zarobkach...
    x
    Zakup mieszkania w warszawce jest inwestycją. Tak jak ktoś pisał, zawsze takie mieszkanie można sprzedać (po paru latach z zyskiem) albo wynająć. Z mieszkaniem na jakiejś pipidówce może być większy problem.

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...