Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją 04.03.2021 we wszystkich miejscach

  1. 5 punktów
    Wiele rzeczy można też kupić używanych, w zależności od tego jakie kto ma podejście. Na olixie czy allegro jeśli zagląda sie co jakiś czas można znaleźć rzeczy prawie nie używane lub zupełnie nie używane - nietrafione prezenty, czasami za grosze ale zawsze dużo taniej niż w sklepie. U nas pomimo tego, że zakupy dla maleństwa nie stanowią problemu z finansowego punktu widzenia (po tylu latach małżeństwa bez kredytu na głowie pieniądze same się gromadzą) to i tak wiele rzeczy kupiliśmy używanych (cały zestaw bardzo ładnych mebelków, z które w sklepie zapłacilibyśmy fortunę), bo wiem, że wiekszosć z nich jest tylko na chwilę - na rok czy dwa. O ciuszkach nawet nie wspomnę, bo kupiłam paczkę za 100 zł, gdzie miało być 120 sztuk ubranek a było dużo więcej w rozmiarach 62 i 68 i naprawdę większość z nich wyglądała jak nowe ze sklepu.
  2. 3 punkty
    Bardzo mnie zbulwersowała ta współpraca. Myśle, ze tez napisze oficjalnego maila. Mam nadzieje, ze ta współpraca zadziała na niekorzyść firmy i następnym razem będą dobierać lepiej influencerow.
  3. 2 punkty
    Oho, ktoś tu zobaczył story na "babo" i Zatorze się uaktywniło
  4. 2 punkty
    To i ja napiszę coś od siebie, dla mnie syn to cud❤Jest dzieckiem przekochanaym i przecudownym. Śpi z nami, spędzam z nim całe dnie i nie mogę się napatrzeć. Jak jest chory to ja razem z nim, jak go coś boli, to nie mogę spać. Kocham go na zabój. Ale codzienny strach o niego mnie strasznie paraliżuje, rozważam wizytę u psychologa, bo dużo sytuacji mnie bardzo blokuje. Nie mogę jeść, posiwialy mi w przeciągu tych kilku miesięcy włosy. Synek lapal infekcje, a mnie zzeral wewnętrzny stres, do tego stopnia, że w oczekiwaniu na wyniki np. morfologii potrafię wymiotować. Nie ograniczam syna, kocham najmocniej jak umiem, ale widzę, że zamiast się cieszyć to ja się tylko zastanawiam czy nic mu nie jest. W ciąży było to samo, przed każdym USG biegunka, wysokie cisnienie(jestem niskocisnieniowcem) więc moja giń już wiedziała, że ciśnienie mierzymy po wizycie. Dziękuję Bogu, że syn miał stare pory czuwania i aktywności, bo dzięki temu w tej ciąży nie zwariowałam. I jak za stukałam w brzuch to raczej odstukiwal. Raz tylko wylądowałam na sor, bo nie czułam ruchów. Nie będę Wam pisać jakie miałam ciśnienie, bo się pewnie domyślacie. Mamy jeszcze jedna sniezynke, chce wrócić po nią jak najszybciej, mam nadzieję że się uda. Mąż twierdzi, że przy dwójce może trochę wyluzuje. Nie mam pewności, ale zrobię wszystko, żeby tak się stało. W tym miesiącu konsultuje my bp jestem po cc, ale mam nadzieję, że wszystko jest okej i będziemy mogli podejść w okolicy mają do transferu..(prawie rok po cc) więc trzymajcie kciuki ❤
  5. 1 punkt
    Nie wiem czy to zostało przeoczone na kafe, ale Fiona pod jednym z postów na IG odpisała innej babce, że w czasie gdy jest w ciąży zmarły jej obie babcie, czyli de facto w czasie ostatnich miesięcy - pandemicznych miesięcy. Ciekawe czy oni to jakoś ze sobą wiążą? Pewnie to były schorowane osoby w podeszłym wieku, niemniej jednak taka koincydencja czasowa daje do myślenia. Im chyba nie.
  6. 1 punkt
    Nie odpowiem Ci chyba dokładnie na Twoje pytanie, ale ja też w poniedziałek transferuje i cieszę się, że nie będę sama Ja akurat teraz nie brałam Ovitrelle, bo się wstrzeliłam z monitoringiem w dzień naturalnej owulacji, natomiast wiem, że przy punkcji też brałam Ovitrelle i nikt mnie nie monitorował tylko założyli, że 36h po podaniu jajeczka będą gotowe do pobrania. Ja też mam mnóstwo wątpliwości, ale obiecałam wczoraj mojej koordynatorce, że zaufam tym cholernym lekarzom i uwierzę, że oni wiedzą co robią A który to Twój transfer?
  7. 1 punkt
    Jejku ja mam tak samo, zrobiłam wstępną liste z zakresem cen i powiem tak przyprawilo mnie to o zawrot glowy a moj maz zaniemowil. Z jednej strony rozkładając to wszystko w zakupie tak sie nie odczuje a z drugiej strony mam tak ze sie strasznie boje ze cos sie stanie choc wiem ze jak kupie wozek to nie spowoduje straty ciąży. Maż zaproponował zebysmy po prostu odkladali co miesiac pieniazki ale ja wiem jak to jest z tym odkladaniem zazwyczaj nie wypala
  8. 1 punkt
    Myślę że masz dużo racji. I zgadzam się z tobą że trzeba się cieszyć tym co jest i co mamy. Ciąża, macierzyństwem. Każdym dniem. Bo mamy tak wiele. A lęk. Jest i będzie. Myślę , że duże znaczenie ma też to czy to pierwsza donoszona ciaza czy kolejna. Bo ogólnie przy pierwszym dziecku jest więcej tych obaw. I kumuluje się to jeszcze ze stratami i tak wychodzi. Pod kontem depresji poporodowej jestem kontrolowana przez położna środowiskową (takie jej zadanie) wiec jakby coś było na rzeczy to by mnie wysłała do psychologa. Ona się nie patyczkuje. wysyla hurtem.
  9. 1 punkt
    Napiszę swoje przemyślenia. Jak pierwszy raz zaszłam w ciążę to uważałam, że ciąża to nie choroba, że można wszystko robić tak jak do tej pory, że istnieje coś takiego jak selekcja naturalna i jak poronię tzn. że tak miało być i nie należy się tym przejmować, że wychowanie dziecka - jakoś to przecież będzie itp. Jak lekarz mówił mi, że jest coś nie tak to pukałam się w głowę i myślałam wariat, przecież za 9 miesięcy urodzę to dziecko.... oczywiście nie muszę dodawać, że miał rację... Teraz po 4 stratach, 4 nieudanych transferach i kilku dobrych latach walki o dziecko, kilku latach dostosowanych do starań (tu nie pojadę, tego nie zrobię, teraz sex itp.) byłabym najbardziej nienormalną mamą na świecie pewnie tak jak Wy martwiłabym się o Maleństwo od pozytywnej bety (o ile nie wcześniej) i tak samo jak Wy nie spałabym po nocach i miała różne inne stany lękowe. Niestety jak życie doświadcza w jakiejś sprawie to tę bliznę nosimy do końca życia! Ale trzeba myśleć, że właśnie w tym jest nasza siła i starać się nie zwariować. Mieć np. przyjaciółkę (nie po przejściach) która w razie czego nas naprostuje i mimo wszystko trzeba się cieszyć z tego co się ma i doceniać to!
  10. 1 punkt
    I to dopiero ironia losu! Kura nigdy nie udawała i nie kreowała Bobka na lepszego niż jest. Teraz ma fajną rodzinę, męża który jest obecny i pewnie wszystko by oddał dla swoich dzieci, ciężko pracuje. A Lusia tak wojowała i wyszydzała go a sama co ma? Twarz wojaka w małej Gai która widzi codziennie
×