Pierwsza połowa maja w teorii, a w praktyce nic nie wiadomo
Nie koloryzuję, nie napisałam tu wszystkich szpil, które ta kobieta potrafiła mi wbić i wielu afer, które robiła. Tak jak pisałam, przed ślubem było na granicy zerwania kontaktówz bo robiła afery, że jej synek śmiał się oświadczyć nie informując jej wcześniej.
Babka przez cały czas znajomosci obgadywała mnie do każdego członka swojej rodziny, który jej się akurat nawinął, czasami robiąc to w obecności mojego męża.
Jakby ona była miłą babką, która nie będzie robić jazd, tylko zrobi mi obiad czy uśpi dziecko, to nie byłoby problemu. Tymczasem ona kiedy była u nas ostatnio poszła do cukierni i kupiła 3 kawałki ciasta - dla siebie, męża i szwagra. A jak wchodziłam do kuchni w trakcie śniadania, to słyszałam od niej "ojeju, a my już wszystko zjedliśmy". Dalej będziesz mi mówić, że koloryzuję? Ja jej nie żałowałam niczego. Lodówka była pełna.
Koło 30tki jesteśmy obydwoje
Chciałabym, żeby też nam dała czas dla nas. I żeby też to było killa tygodni. Też będę z nią o tym rozmawiać.
Tyle, że różnica jest taka, że akurat moja mama przyjdzie i pomoże bez oczekiwania obsługi i przy mojej mamie nie mam problemów w leżeniu w łóżku czy wietrzeniu rany, a przy teściowej i nastoletnim dzieciaku, leżenie w początkowym etapie połogu jest po prostu mało komfortowe. Wystarczy, że ostatnio jak byli to obudziłam się z koszulką całą mokrą od mleka i nie wiedziałam, co robić i jak przemknąć do łazienki, żeby się na nich nie natknąć, co jednak na 50m jest trudnawe.
Jak przyjedzie póżniej, to będzie można wyjść na luzie na spacer, posiedzieć na kocu, nie będziemy się musieli kisić w mieszkaniu, zwłaszcza, że chcemy jednak, żeby spała w hotelu. Wtedy będziemy już na tyle ogarnięci, że zrobimy coś więcej poza padaniem ze zmęczenia.
Tak szczerze, to zaczęłam rozumieć tych, którzy się powyprowadzali daleko, teraz też najchętniej spakowałabym nas i zamieszkała tak z 400km od jednej i od drugiej strony rodziny. Od 4 miesięcy siedzę w domu sama z mężem, nie wychodzę i w sumie takie bycie tylko we 2 mi bardzo pasuje. U mnie w rodzinie zawsze był durny zwyczaj, że się szło do tej biednej matki zaraz po jej powrocie ze szpitala i ja wiem na pewno, że tego nie chcę.
Dodam tylko, że mój mąż generalnie sam woli wizyty moich rodziców od wizyt swojej mamy i sam mówi, że z moimi się dogaduje lepiej.