Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość DUANN

nadzieja, wiara, milosc?

Polecane posty

Gość DUANN

Mam 35 lat i....? No właśnie. Co jeszcze mam? Nie mam już złudzeń ani nadziei. Przestałam marzyć, bo to tylko przynosi ból. 20 lat temu będąc nastolatka wymarzyłam sobie moje przyszłe życie: dom, rodzina, dzieci, przyjaciele. 20 lat minęło i co? Mieszkam sama, sylwestra spędzam z rodzicami, wakacje sama, Moja jedyna rozrywka jest TV i internet. Nie mam już siły marzyć i łudzić się, ze cos się zmieni. Nigdy w życiu nie czułam się kochana i nie mowie tu o nieudanych związkach. Ja po prostu nigdy w żadnym związku nie byłam. Nigdy nie czułam jak to jest być w czyichś ramionach, trzymać kogoś za rękę, widzieć wpatrzone we mnie oczy , kochające oczy. Czuć, ze jest ktoś komu jestem potrzebna, dla kogo moje istnienie ma sens. I nie mam tu na myśli tylko jakiegoś faceta, ale przyjaciół. Nie mam przyjaciół. Mam tylko złudzenie przyjaciół.. Zastanawiam się jak radzą sobie ludzie, może trochę podobni do mnie, którzy są całe życie sami. Czy udają, ze wszystko jest Ok., udają, ze nie ma problemu, a w nocy płaczą przytulając się do poduszki, żeby w końcu przyszedł sen? Czasem mówię sobie, ze nie powinnam się użalać nad sobą, w końcu tak wiele mam, inni nie mają tyle szczęścia. Mam prace, mieszkanie, kilku znajomych, nieliczna rodzinę. Mogłam mieć mniej szczęścia. Przez jakiś czas praca była moim życiem, ale i tu się wypaliłam. Ile można pracować, nie mając świadomości, ze to co się robię jest dobre, ważne? Ile można pracować, nie słysząc ani jednej pochwały? Ile można żyć gdzieś obok, nie czując, ze jest się docenianym, ważnym, potrzebnym? Od długiego czasu zajmuje się pocieszaniem innych. Dodawaniem im otuchy w trudnych chwilach, tłumaczeniem postępowania innych, wspieraniem w trudnych decyzjach, albo po prostu wysłuchiwaniem kolejnych dylematów i problemów. Byłam silna i starałam się robić to jak najlepiej potrafię. Ale już dość! Chciałabym , żeby ktoś zajął się mną. Żeby ktoś wspierał mnie. I już sama nie wiem czy chodzi o miłość, czy jednak bardziej o przyjaźń. A może wystarczyłoby mi po prostu gdyby od czasu do czasu poczuć czyjeś silne ramiona obejmujące mnie i dające poczucie, ze będzie dobrze, ze to co robię jest ważne i dam rade. Tylko tyle, aż tyle...Jako nastolatka zaczęłam pisać pamiętnik, ale założyłam sobie , ze będę zapisywać tylko te dobre i radosna zdarzenia. To były takie moje zeszyty szczęścia. W końcu przestałam pisać, bo cos radosnego mogłabym zapisać? Przeczytałam niedawno moje stare zapiski i żal mi się zrobiło tych wspomnień, marzeń i złudzeń. Może to właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, ze nie warto marzyć, bo i tak po 20 latach okaże się, ze to była strata czasu. Może właśnie wtedy przestałam wierzyć, ze spotka mnie jeszcze coś dobrego. Powinnam powiedzieć, że trzeba w to wierzyć, ale to może niech ktoś inny za mnie zrobi, bo ja już nie potrafię.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rew
Naprawde nigdy nie bylas z zadnym mezczyzna w zwiazku?? Jak to mozliwe??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przelotem
Dziewczyno, ty po prostu weż do siebie to, co mówisz innym, gdy im pomagasz. Poza tym szczeniara z ciebie i wszystko przed tobą. Musisz tylko już naprawdę cierpieć i potrzebować zmian. Wtedy podejmiesz odpowiednie decyzje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a ja mam przeczucie
ze los splata Ci figla..;) przynosze ludziom szcescie....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przelotem
Całkiem prawdopodobne. Też byłam sama i byłabym przez całe życie, gdyby nie doszło w końcu do stanu w którym chciało mi się rzygać od siebie i braku sensu, i postanowiłam skończyć z tym co było. Postawiłam na zmiany. Wynalazłam sobie cudownego mężczyznę, zdobyłam go, zamieszkaliśmy razem. I teraz jestem inną osobą niż jakiś czas temu. Ale przeciez mogłam tkwić w tym co dawniej, w kącie, obserwując tylko życie przepływające sobie obok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gusiaczek
doskonale cie rozumiem teraz jestem w nieciekawwej sytuacji i poczawszy od stanów radosci wpadam w stany przygnebienia ,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość beee
Witaj Nie przestawaj marzyć , ale też nie kończ na samych marzeniach proszę Cie przetytaj od deski do deski topik " POZYTYWNE MYŚLENIE " na pewno coś znajdziesz co popchnie Twoje życie naprzód i we właściwym kierunku.......

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przelotem
Sądzę, że "los splata figla" naszej DUANN tylko wtedy, gdy ona się na to zgodzi i nie odwróci od niego, jeszcze pewniej, jeśli go sprowokuje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gdzie
jest ten topik "pozytywne myslenie"?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Vincenty Pipka
skad jestes Duann?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość DUANN
Wolę nie podawać skąd jestem. Powiem tylko, że to niezbyt duża miejscowość.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ups ups ups

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Duan - jak ja Cię rozumiem - jestem w dokładnie takiej samej sytuacji. Mój świat legł w gruzach, wszelkie marzenia, plany, wartości umarły... Nie widze żadnyc perspektyw, nawet córka nie jest w stanie mnie zmotywowac do życia, a co dopiero do tego żebym była jej podpora tak jak było do niedawna :( Jestem na skraju wykończenia psychicznego, nie daję sobie rady, co jakis czas wpadam w histerie i nie potrafię sobie z tym poradzić.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mam 35 lat - do niedawna byłam szczęsliwa mężatką, nagle nie zostało nic.... W lutym mielibyśmy 14 rocznice slubu.... mój maz w grudniu stwioerdził że mnie nie kocha , że to koniec... w najmniej oczekiwanym momencie, bo mieliśmy cała mase planów do zrealizowania własnie teraz, bo zakończył swoje sprawy tzn skończył studia, awansował i teraz juz miało być tylko lepiej...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
tak sobie mysle ze gdyby zycie bylo uslane rozami i na kazdym kroku spotykaloby nas tylko szczescie wszystko nie mialoby sensu.. gdy czlowiek czeka, cierpi i teskni potem tym bardziej doceni to co zdobedzie po dlugim czasie trudu i meki.. a wiec glowka do gory drogie panie najgorsze juz za wami teraz tylko otworzcie sie na swiat i ludzi a szczescie samo was odnajdzie;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość DUANN
Z pewnoscia masz racje. Jak bysmy caly czas byli szczesliwi to bysmy tego szczescia nie docenili, ale docenimy tylko wtedy jak bedzie nadzieja. Jak nadzieii na lepsze jutro zabraknie to nic nie jest w stanie pomoc. A ciezko jest miec nadzieje jak sie jest ze swoim bolem samemu. Sunny Day bardzo mi przykro, ze spotkalo cie cos takiego. Kiedys tez uwazalam, ze jak sie ma dziecko to w kazdej sytuacji, nawet takiej jak twoja< ma sie dla kogo zyc i ze powino sie byc silnym dla dziecka. Ale rozumiem, ze mozesz nie miec sily. Mi tez jej brak. Nie mozna wspierac innych jak samemu sie nie otrzymuje chocby odrobiny wsparcia. Ciezko jest dawac sobie rade z problemami jak nikt nas nie rozumie. A najgorsze jest jak ludzie, ktorzy nigdy nie byli w takiej sytuacja jak nasza, mowia: " zobacz jak masz dobrze, zobaczysz wszystko sie ulozy. Powinnas by silna." Szkoda, ze takie slowa nie wystarcza by to wszystko sie spelnilo...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
slowa slowa slowa.. w sumie nie wiem jak to jest bo jestem stosunkowo mloda i malo w zyciu doswiadczylam a i wyobrazac sobie a przezyc to drastyczna roznica.. jedyne czego jestem pewna i moge z calym przekonaniem polecic to MODLITWA.. ja wiem ze On jest byc moze jedyna osoba ktora we mnie wierzy i ta swiadomosc pozwala wyjsc z najgorszej opresji.. zycze Wam jak najpomyslniejszego rozwiazania wszelkich trosk i problemow.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja z kolei czasami tak sobie myślę. Jakie to ma znaczenie że jakieś tam marzenia kiedyś się spełniły skoro po ich spełnieniu i tak przepadają w otchłań przeszłości o której i tak nikt oprócz nas potem nie pamięta :O A po pewnym czasie nawet my sami przestajemy o nich pamiętać, bo ileż można rozmyślać o przeszłości. Obecnie takie mam wrażenie jakby marzenia od wspomnień niczym się nie różniły. Z ta marną róznicą ze o jednych ma się złudzenie że są niespełnione a o drugich że się zdarzyły naprawdę. Tylko jaka to różnica skoro na dzień dzisiejszy i jedno i drugie jest już tylko w głowie i nigdzie indziej. A tak w ogóle to nie czytajcie tych moich bredni bo też mam dziś kiepski dzień i majaczę od samego rana :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość matija
Znam jedną kobiete, która ma 40 lat, dobrą prace,ładny samochód, ogromny dom, w którym mieszka jedynie z ojcem, jest niegłupia i niebrzydka, niebiedna, a zawsze samotna...Czasem jej zazdrościłam takiego życia, jak mnie denerwowały moje dzieci czy mąż. Myślałam sobie: ta to ma chociaż spokój i czas dla siebie, może robić co jej się podoba i na wszystko ją stać. Ale przechadzając się koło jej domu z mężem i dzieckiem, pomyślałam, że ona pewnie zazdrości mnie. Bo każdy zazdrości tego, czego nie ma, czego mu brakuje. Po namyślę jednak stwierdzam, że wolę to swoje zmęczenie życiem niż jej błogą samotność. Duann, ja Ci radzę poszukać partnera w necie. Nie jest to wcale takie trudne. Cóż, spróbuj chociaż. Tu jest naprawdę dużo samotnych, spragnionych miłości ludzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość DUANN
Oj dużo w tym prawdy. Jak gadam z koleżankami, które mają męża i dzieci to czasem słyszę: "Ale ci dobrze, możesz sobie spać kiedy chcesz, nie musisz obiadków gotować itp itd", ale jak pytam czy by się ze mną zamieiły to słyszę, że nie. Co do netu to z pewnością można poznać wielu samotnych ludzi, ale niestety przekonałam się na własnej skórze, że jest też wielu szukających znajomości bez zobowiązań w ramach odskoczni od żony lub narzeczonej. Trzeba mieć dużo szczęścia by trafić na właściwą osobę. Zresztą co ja mówię. W życiu też jak już trafiłam na wydawałoby się fajnego faceta to okazywało się, że albo żonaty, albo ma dziewczynę. Pozostaje marzyć i łudzić się..... Może wkrótce znowu będę umiała marzyć i odzyskam nadzieję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pryzmatowa
Witam serdecznie. Też jestem samotna, a mam już 42 lata. Mieszkam razem z mamą. Nie jestem brzydka, ani gruba, ale mimo to nie mam szczęscia u płci przeciwnej. W przeciwieństwie do Ciebie byłam w krótkim związku jeden raz. No cóż........ to było dawno i chyba nawet dobrze się stało, że rozstaliśmy się. Obecnie (wiem, że będę potępiona) spotykam się z facetem, który ma żonę. Potrzeba mi tej bliskości i kocham go, prosił mnie żebym z nim zamieszkała (odejdzie od żony, między nimi dawno się już wszystko skończyło i dzieci sa już samodzielne), lecz ja sama nie wiem co mam zrobić, chcę być z nim i zarazem boję się tego. Może juz jestem za stara na takie zmiany? Powodzenia i głowa do góry. Samemu być jest bardzo ciężko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×