Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

agar316

Moja mama umiera na raka...

Polecane posty

Gość hospicjum
na opiekę nie moge narzekać - codziennie jest u mamy pielegniarka z hospicjum domowego. Zmienia opatrunki, podlacza kroplowki. Jak trzeba przychodzi ksiadz i lekarz... coz mi to wszystko daje:-( no moze troche lzej jest majac swiadomosc ze ktos troche pomaga. Nie jestesmy same... ale boli wcale nie mniej:-(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość weekend
... niemal caly spedzialam u mamy- tak bardzo sie boje wychodzac ze moze widzialam ja ostatni raz. Moze to glupie ale chyba cialabym wiedziec czy to tak wlasnie jest, czy jeszcze jutro ja przytule? Szukalam opisow jak to moze wygladac, te "ostatnie chwile", ale nie moge o tym czytac, bo widze w niej wszystkie opisane objawy, i tak bardzo chce by sie mylily.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość p_lumm
Moja mama umarla 9 lat temu na raka.SZOKUJACA !!! diagnoza RAK TRZUSTKI Z PRZEZUTAMI.MIESIAC ZYCIA.Widzialam jak cierpi , jak poczatkowe dawki morfiny przestaja dzialac, WIDZIALAM jak sie zalamuje jej duch i cialo jednoczesnie.Ostatnie dwa tygodznie .NAJGORSZY NIE DO OPISANIA KOSZMAR!!!.WIDZISZ ,ZE KTOS NAJBLIZSZY TWEMU SERCU, KOCHAJCY CIE BEZWARUNKOWO.CIERPI I TRACI KONTAKT Z RZECZYWISTOSCIA. JA BYLAM PRZY SMIERCI MOJEJ MAMY DO SAMEGO KONCA.MIALAM 23 LATA,NIE BYALAM PRZYGOTOWANA. MOJA MAMA UMARLA NAD RANEM,BYLAM JEDYNA OSOBA W DOMU , KTORA ZACHOWALA ZIMNA KREW.MOJ OJCIEC ROZPADL SIE NA KAWALKI , ZAGUBIL ZUPELNIE.BYALAM TYLKO JA.ROPIESZCZONA LALA...BEZ WIEKSZYCH TRAGEDII ZYCIOWYCH.ZAJELAM SIE JEJ CIALEM KIEDY ZYCIE Z NIEJ UCHODZILO, SLYSZLAM , JEJ OSTATNI ODDECH .I CO Z hmmm....ONA POWILA MNIE NA SWIAT A JA PRZYGOTOWALAM JEJ CIALO NA OSTATNIA DROGE.UMYLAM , UBRALAM ,ZROBILAM MAKIJAZ ....BO DO TRUMNY...(.o moj boze ) nie zycze nagorszemu wrogowi ! w tamtym momencie ZNALAZLAM W SOBIE TYLE SILY....ZE na dzien dzisiejszy niE UMIEM SOBIE WYOBRAZIC ...JAK TO WSZYSTKO BYLO MOZLIWE ?., bowiem podczas tych czynnosci nie uronilam ani jednej lzy ..jedyne co czulam to SPOKOJ .Obmywalam jej martwe cialo ,( i straszne ze to powiem.).ale cieszylam sie ze juz po wszystkim , ze ONA JUZ NIE CIERPI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.MOWIA, ZE CZAS LECZY RANY , ZE Z JEGO BIEGIEM EMOCJE GASNA. W MOIM PRZYPADKU DZIALA TO CHYBA NA ODWROT , IM WIECEJ LAT MI PRZYBYWA , TYM BARDZIEJ CIERPIE Z POWODU JEJ BRAKU.TYM BARDZIEJ NIE MOGE SOBIE WYBACZYC , ZE BYLAM DO 23 LAT OKRUTNIE ROZPIESZCZONA EGOISTKA .ZYCIE UCZY NA WSZYSTKIE MOZLIWE SPOSOBY.PRAWDA.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Agt
Moja babcia diagnozę usłyszała we wrześniu poprzedniego roku. Guz trzustki. 10 października operacja, okazało się, ze nic poza zespoleniem omijającym, które poprawi jakość jej życia, nie da się zrobić. Minął czwarty miesiąc. Z pogodnej, eleganckiej i energicznej kobietki stała się smutną i apatyczną. Schudła bardzo. Nie chce już rozmawiać, odpowiada pojedynczymi słowami. Często patrzy w jeden punkt, jest taka bezbronna w tym wszystkim. Jedyne, co w tym wszystkim działa na korzyść to brak bólu, babci pomaga no-spa i zwykłe leki przeciwbólowe na receptę. Niestety, z dnia na dzień jest coraz słabsza. Babcia mieszka sama, ale cały czas ktoś przy niej jest. Teraz już i w dzień i w nocy. Boję się. Wiem, że ona też, choć nie mówi. Najbardziej boję się tego, co nas jeszcze czeka. Babcia już nie wstaje, wypada jej wszystko z rąk. Nie wiem, czego spodziewać się dalej. Wiem, że będzie gorzej, zastanawiam się tylko jak bardzo źle może być. Rak jest straszny, powoli zabiera człowieka. Przerażający strach i ogromna bezsilność. Tylko tyle zostało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
moja mama zmarla miesiac temu miala raka jajnika 3 lata chorowala i co rok byly przezuty na cos innego w sumie nic nie zapowiadalo nic zlego zaczela sie zbierac woda w brzuszu poszal do spzitala na spsuzczenie i juz nie wstala na nogi meczyla sie biedna 2 tygodnie nie jadla karmili ja kroplowkami okazalo sie ze ma juz tak zaatakowana watrobe ze nie ma zadnych szans wypuscili ja do domu we wtorek a w piatek zmarla trzyamjac nas za rece ciezko be zniej zyc miala 55 lat nie wiem jak to dalej bedzie ale narazie jest strasznie i ta wielka pustka i zal w sercu dlaczego?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Modlitwa. Pomaga. Naprawdę pomaga. Sama niejednokrotnie sie o tym przekonalam. modlitwa pomaga w najbardzgej nawet beznadziejnych sytuacjach. Nie trać nadziei. Gdy wszystko inne zawiedzie, Bóg nigdy nie opuszcza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
napisałabym jaka to modlitwa, ale wtedy wiadomość zostaje uznana jako spam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia 57
Nie chcę się licytować jaka choroba jest gorsza, czy ja przeżywam najbardziej! chcę żeby moja mama była jeszcze chwilkę, może roślinką, ale żeby była! to straszne ale ciepła i rumiana. Choruje na alzhaimera od 9 lat myślałam, że się nauczę, przyzwyczaję do bólu, smutku- ale nie on powraca jest we mnie nie ma chwilki, żebym nie pomyślała o mamie TAK BARDZO JĄ KOCHAM i nawet nie wiem czy ona o tym wie to jet najgorsze przy raku czasem nawet do końca chorzy są świadomi a tu nic po człowieku nie mozna nic zrobić, pomóc! Nie ma chemii, lekarstw, naświetlania- poprostu krew mnie zalewa na tą bezsilność. Właściwie nie wiem po co to piszę może taki czas?wszystko straciło sens- umieram

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Straszneto jest.... Nikomu nie zycze....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gochas
jak mozna Wam pomóc? :( Rozmowa może choć Wam pomoże, wygadanie się ❤️ Nie poddawajcie się, proszę Was. Wasze Mamusie chciałaby, żebyście żyły i cieszyły się życiem.:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość cancer
Moja mama zmarła 3 miesiące temu na raka kości...Była zdrowa, silna, podróżowała po świecie aż tu nagle coś takiego. Od momentu diagnozy była z Nami 2 lata...Miała 57 lat. Ja sama dopiero co skończyłam 24 lata...Jestem najmłodsza z rodzeństwa. Nie da się opisać tego uczucia, trzeba to po prostu przeżyć. Nie mam nawet chłopaka, mieszkam sama, naprawdę ciężko sobie z tym poradzić w pojedynkę, zwłaszcza w nocy, kiedy kładziesz się do łóżka, podsumowujesz cały dzień, myślisz o tych, których kochasz... Zawsze wtedy modlę się do Anioła Stróża i jakoś mi to pomaga. : )) Nie wiem czy w przypadku takiego zdarzenia czas leczy rany. Może troszkę, ale myśl o Mamie pojawia się bardzo często, w moim przypadku zwłaszcza wtedy kiedy mam idealny dzień, kiedy wydarzy się coś cudownego, kiedy wiem, że byłaby dumna, szczęśliwa...Czuję jednak, że ona jest ze mną, że może to dzięki niej tak dobrze sobie radzę...jakoś to sobie układam. Sama jestem w szoku. Miałam idealne życie, które nagle runęło w gruzach. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Życie jest brutalne, niestety. Pozdrawiam, Natalia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
a dlaczego nie poprosiliscie jezusa by uzdrowił wasze mamy duma wam nie pozwala czy głupota jezus uzdrawia dusze i ciała wstecz i w przód dla nie go nie ma rzeczy nie możliwych nawet czytałem ze jedna słyszy a nie ma ucha zostało wycięte przez lekarzy cały organ słuchowy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kpaprocki
dzis sie dowiedzialem ze mamie wykryli raka w 3 miejscach watroba nerki i kregoslup nie radze sobie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Każde słowo napisane tu, może wydawać się niewystarczające...jednak nie poddawaj się, miej nadzieję, że wyjdziesz z tego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kpaprocki
tyle mi powiedzieli " Twoja mama ma maksymalnie 3 miesiace " nie poradze sobie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moj koszmar z rakiem zaczal sie 5 lat temu . Nie mnie on dopadl , ale osoby bardzo mi bliskie. Ulubiona i najkochansza ciocia - rak piersi, najlepsza przyjaciolka- rak pluc , kochana tesciowa- rak jelit ( z przerzutami na watrobe i pluca). Ciocia czuje sie dobrze , doszla do siebie i co najwazniejsze nie ma juz komorek rakowych , najlepsza przyjaciolka zmarla 13 listopada . Tesciowa wygasa z dnia na dzien , wedlug lekarza max tydzien jej zostal .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tym co opiekuja sie chora osoba chcialabym poradzic aby posilki ( typu obiad) gotowane Nie byly w tym samym domu gdzie mieszka chora osoba. Oczywiscie gdy istnieje taka mozliwosc . Pisze o tym dlatego , ze gotowalam obiady dla tesciow od kiedy tesciowa zachorowala i pomimo tego , ze przez 1,5 roku miesiac w miesiac dostawala chemie , to w miare dobrze sie czula , bo zostaly wyeliminowane dodatkowe bodzce ktore pogarszaja stan chorego i sa to zapachy jedzenia , zwlaszcza gotowanego . Warto sprobowac .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ości
Teściowa chorowała miesiąc, nie przyswajała elektrolitów. Wykryto u niej raka płuc - ma 53 lata. Przerzuty na wątrobę i węzły chłonne na szyi. Mamy jechać na bibopsie chodź wiem że już nie ma ratunku. Żona źle to znosi ja zresztą też nie ma na to lekarstwa. Opiekujemy się jeszcze babcia która ma 85 lat i ma cukrzyce. Nie wiem jak to mamy znieść. Jak radzić sobie w takich sytuacjach?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
w takich sytuacjach dostaje sie takiej nadnaturalnej sily i daje sie rade ze wszystkim

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kamila Londyn 21
Witam, mam 21 dowiedziałam sie dziś ze prawdopodobnie mam raka szyjki macicy. A dbałam o cytologię pilonowalam o siebie a i tak pewnie umrę czuje to.. Boje sie :( strasznie .......

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kamila Londyn 21
Tu jestem anonimowa nikt mnie nie zna łatwo sie mówi o tym tylko jak ja to powiem rodzinie. Cześć mamo mam raka ? :( słabo troszkę, ciekawe czy chłopak kocha mnie na tyle żeby zostać przy mnie w tym. Boże żeby było w tym cokolwiek pozytywnego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moja mama ma złośliwy nowotwór rozsiany... nie wiem co mam napisac jak napisac. nigdy nie pogodze się z tym że akurat dobry ja to spotkało.. a nie mnie pokonałbym raka albo umarł... pewnie ona mialaby takie same mysli jak ja gdybym to ja byl chory.. a zaluje ze nie jestem. nie wyobrazam sobie zycia bez mamy.. mimo ze nie jestem maminsynkiem.. nie ma takiej drugiej kobiety jak moja mama :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Daria 38
witam Jeszcze kilka miesięcy temu miałam cudowny dom rodzinny a mój syn dziadków.Cztery lata temu moja mama zachorowała na raka żołądka,diagnoza'operacja (resekcja-zostawili jej 1/3 żołądka).Potem była chemia z radioterapią i stała opieka onkologa,cykliczne badania. Cały czas u boku mojej mamy stał tata. Byłyśmy też my,córki,ale to dla taty mama wygrała z chorobą. Byli cudownym małżeństwem przez 43 lata. Ja miałam fantastycznych rodziców u których zawsze miałam wsparcie. 1.09 .13 r mój tatuś umiera..ot tak,bez ostrzezenia..prawdopodobnie miał coś w brzuchu..nie wiem cała uwaga zawsze byla skupiona na mamie...zostawiłnas,mamę..to był dla nas szok. Nie pogodziłam się jeszce ze śmiercią taty a tracę mamę. Jak tatuś odszedł mama zalamała się zaraz były przezuty do kosci w tej chwili jest pod opieką hospicjum domowego..odchodzi. A ja nie umiem sie na to przygotować..nie moge sie z tym pogodzić,jestem przy niej,mowie ze ją kocham ale nie potrafie się pożegnać..to takie trudne

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Współczuję wam bardzo. Życzę siły i wytrwałości i przesyłam pozytywną energię. Trzymajcie się ciepło :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
:( :( :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
moja mama tez chorowala na raka...najpierw pluc potem mozgu a na koniec kosci...byla najlepsza mama na swiecie znosila te wszystkie bole a ja robilam co moglam zeby jej pomoc.... na nic te starania cierpiala do ostatniej chwili...morfina w zastrzykach plastrach i tabletkach...a cierpienie co raz wieksze....krzyczala wolala pomocy a ja nie bylam w stanie zabrac jej tego bolu nawet na 5 min.....teraz gdy odeszla strasznie mi jej brakuje....widze ja wszedzie...wyjmujac buty dziecku wypadl but mamusi....zagladam do zamrazarki a tam bigos ktory dla mnie zrobila...na przedpokoju wisi jej kurtka.....co mam zrobic zeby poczuc sie lepiej???????????/ gdzie sprawiedliwy bog ktory zabral mi moja mame a miala 55 lat dopiero

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Witam,czytam te wszystkie posty są bardzo smutne i wiele z nich przypomina mój dramat,właśnie leżę w łuzku a drugim pokoju leży moja ukochana mama,która umiera na raka choruje juz dobrych parę miesięcy a ja nie potrafię i nie chce się z tym pogodzić. Ojciec przychodzi pijany kluci się zemna ona to wszystko widzi i płacze a ja nie wiem co robić jak sobie poradzić ,jestem z tym wszystkim sama .Chciałabym aby w tych ostatnich chwilach była wspierana i aby widziała, że wszystko jest dobrze bo ona się martwi .Nie wiem jak jej pomóc jak sprawić aby on nie pił aby to prawdziwy dom dla niej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JJOANNA
Jest wiele for z podobnym tematem, czytam je od kilku dni zeby sie przygotowac, ale czy mozna sie przygotowac na smierc mamy? tej o ktorej wiemy, ze nawet jak jej nie widzimy jest z nami myslami i ze zawsze dobrze nam zyczy? Dobrze, ze jest cos takiego, gdzie mozna wyrzucic z siebie to czego nie powiemy na przypadkowej kawie znajomej . . . - Mamo co ty masz na nodze? - zwrocilam uwage na krwawe podbiegniecie wielkosci dloni na lydce - Bylas z tym u lekarza? ,,No nie. Tata tez na mnie krzyczal, ale nie bylo czasu" - byla niedziela. W poniedzialek zjawili sie u lekarza, ktory potwierdzil , ze moze to byc uczulenie,ale zalecil jeszcze dermatologa. Gdyby nie trafila na wizycie kontrolnej na zastepstwo u lekarza rodzinnego, ktory zlecil rtg klatki piersiowej dlugo bysmy jeszcze leczyli mame na uczulenie. Wtedy wyszlo szydlo z worka: zaciemnienie polowy pluca lewego. od razu powiedzieli, ze na operacje nie mamy co liczyc. Przyjela 2 chemie, gdy pojechala na 3 wlew wrocila na drugi dzien z usmiechem od ucha do ucha bo Pani doktor prowadzaca leczenie powiedziala ,,ze chemia zrobila swoje, ze guz zmniejszyl sie do milimetrow..." sluchalam jej przez telefon i nie wierzylam co do mnie mowi. Moje obawy potwierdzil wypis szpitalny gdzie podane wymiary guza z pierwszych badan byly w cm a te najnowsze w mm niestety oznaczaly prawie to samo tylko starszy czlowiek gdy ma glowe zajeta ratowniem bliskiej osoby nie zawsze pojmuje to co widzi a powinien zobaczyc to co mowil lekarz!! W naszym sercu zagoscil wielki smutek i zal do sluzby zdrowia. Kto ma na tyle czelnosci zeby zadac taki klam swojemu pacjentowi mowiac mu ze jest b. dobrze gdy jest b. zle??????!!! Mama przyjela 10 naswietlan w innym na szczescie szpitalu. Tu kompetentny Pan doktor szczerze z nami porozmawial, w zaciszu gabinetu poinformowal nas, ze mama potrzebuje opieki paliatywneji, ze jest bardzo zdziwony ze ona nie wie o swoim faktycznym stanie . . . jak mielismy jej powiedziec ze umiera? Jak zaprzeczyc cudownej nowinie poprzedniej lekarki? To zyt okrutne, tata tez nie byl na to gotowy, jeszcze nie... To prawda, ze gdy choruje na raka jedna osoba to choruje cala rodzina. Jestesmy coraz blizej kresu tej ,,podrozy", malo jje, zle spi, bol sie nasila, chrypa uniemozliwia mowiemie, straszne rzezenie w plucach, walka o kazdy oddech, nasza bezsilnosc. .. Moja bezsilnosc, gdy tata chcial oddac swoje pluco zeby tylko mame zoperowali, teraz gdy wstaje 3 razy od swojego posilku zeby ja poglaskac, zeby poprawic dobrze lezaca poduszke, zeby wytrzec buzie...jak wielka musi byc ich milosc... stoje z boku i patrze . . . mama lyka powietrze jak ryba bez wody. Ostatnie pogorszenie, karetka na sygnale i trzech wielkoludow z karetki miedzy soba: ,,tak P. Doktorze, Nie P. Doktorze, co my tu mozemy? nic nie pomozemy jeszcze zanim zbadali, jeszcze zanim weszli do domu a tata powiedzial, ze nowotwor spytali po co ich wzywamy? . . beznadzieja. Jak mozna na dzien dobry powiedziec, ze nie mozna pomoc skoro ten jeden zastrzyk ktory podali byl jak zbawienie!! Mogli zrobic wiele wiecej...pielegniarka hospicyjna wiecej zaradzila jak oni...mogli przynajmniej nie dobijac ojca, ktory ze strachu, ze mama sie udusi sam ledwie stal na nogach . . . Co jeszcze mi jeszcze doskwiera? Mieszkam w malej miejscowosci razem z duza rodzina w kilku domach, siostra mamy, bracia ojca ...a my z tym wszystkim sami. . .osoby ktore powinny wesprzec mame, z ktorymi byla na codzien, ktorym pomagala na codzien nagle zaczely omijac jej dom. . .dlaczego??osoby ktorym moglaby sie pozalic w ciezkich chwilach odsunely sie, zeby nie widziec choroby . . .? Nie poskarzyla sie przy mnie ani razu choc jestem u niej codziennie pomagajac az tata wroci z pracy, jestem jej corka . . tez bym nie chciala mowic swoim dzieciom jak bardzo mnie boli, jak bardzo jest mi zle. . .jestem przy niej gdy tylko moge, zeby odciazyc tate a ona coraz bardziej cierpi, coraz bardziej brak jej powietrza, jak sie dusi...Moje dorosle siostry ,cioteczne" ktore zawsze mogly liczyc na mame, na ojca spotykajaac mnie potrafia powiedziec, ze one nie moga do niej zajsc bo nie maja sily patrzec na to jak sie zmienia, na podlaczony tlen, ze jest im tak strasznie przykro patrzec na to i jak im jest zle...a co ze mna!!! Ja rozumiem, ze nikomu nie jest z tym latwo. Ja wchodze z usmiechem wychodze ze lza w oku a lament jest do poduszki i tak przez pierwsze 2 miesiace ale zaciskam zeby i ide dalej, jestesmy dorosli kazdy tak moze tym bardziej , ze wiedza co to za choroba - nigdy tego nie zrozumie, zal pozostanie. Jestesmy tak bezradni wobec cierpienia, ale za to jak blisko Boga. . .dopiero teraz widze, ze gdyby nie wiara ze Bog ktory zsyla na nas takie nieszczescia jakie jestesmy w stanie zniesc.. nie dalabym rady, z takim,,wsparciem". Minely 2 tygodnie gdy czulam, ze sobie poradze ze wszystkim, wyszlam nawet do ludzi zeby odetchnac troche od choroby, zeby nie zwariowac . . wczoraj nie moglam powstrzymac lez, same lecialy . .puscily nerwy i zle odezwalam sie do ojca w slusznej sprawie ale potem mialam takie wyrzuty, ze moglam zamknac buzie i sobie odpuscis niedelikatny komentarz, on przeciez tez jest przemeczony... modle sie zeby to sie skonczylo, zeby nie cierpiala, zebym nie musiala widziec jak bedzie jej coraz bardziej brakowalo powietrza, zeby te male wnuczki ktore siedza w pokoju obok nie widzialy jak umiera ich ukochana babcia, zeby byly akurat w szkole...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jack pocoke
Moje imię jest Jack Pocoke, moja matka była z rozpoznaniem raka piersi i była śmierci na raka piersi w jej końcowym etapie jest teraz wrócić żywy i ona jest tak zdrowe teraz. Dzięki Rick Simpson oleju konopnego, które kupiliśmy w: drricksimpsoncannabisoil@hotmail.com, konopi olej został pomyślnie stosowany w leczeniu raka piersi mojej matki w ciągu 3 miesięcy, jak stwierdzono w phoenix łza. Po raz kolejny chciałbym podziękować Rick za jego cudowny olej z konopi, teraz jesteśmy szczęśliwe rodziny mojej matki z powrotem żyje, silne i zdrowe. Możesz skontaktować się lek na: drricksimpsoncannabisoil@hotmail.com

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×