Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość kot13

nowy związek DOPIERO po rozwodzie

Polecane posty

:poprawka nie odpowiadam na kretyńskie zaczepki/uwagi/pytania chamskich/wrednych/głupich pomarańczowych/czarnych nicków ok. jeden wyjątek - pierwszy i ostatni w tamtym okresie zamydlałaś oczy znajomym, że tylko pomagasz? nie zamydlałam oczu znajomym bo, raz - przeważającej większości moich znajomych nie interesuje moje życie uczuciowe/łóżkowe, dwa - tym, których interesuje - nie musiałam zamydlać, bo znali nas i naszą sytuację, trzy - nie musiałam zamydlać, bo tylko pomagałam, cztery - jeśli tobie pomoc kojarzy się z sexem, to już nie moja wina i nie moja rola to prostować, polecam psychologa albo raczej chyba seksuologa to by było na tyle, tytułem wyjątku a teraz zyczę milego dnia i powodzenia w życiu osobistym :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dla mnie zastanawiające jest przekonanie autora, jakoby wszystkie związki rozpadły się dokładnie według tego samego schematu (i nie mam na myśli pojawienia się osoby trzeciej w związku, ale schemat, jakoby każdy rozpad dało się wytłumaczyć w ten sam sposób: konflikt, którego następstwem jest kochanka, albo odwrotnie) a przecież w pewnym wieku jednak nabiera się tego przekonania, że istnieje mnogość sytuacji, wyborów, zbiegów okoliczności itp. nie zawsze nowa znajomość prowadzi do rozpadu małżeństwa, podobnie jak nie zawsze jest wynikiem kryzysu w związku być może pytanie "czy gdyby się rzeczywiście nie układało nie doszłoby do rozwodu PRZED poznaniem nowego partnera" należałoby zamienić na "czy jeśli w związku się układa jest w nim miejsce na nowego partnera?" ja uważam, że nie są różne związki, ale jesli pojawia się ktoś nowy, to ZAWSZE jest to sygnał, że w związku jest coś nie tak - pytanie tylko czy nadaje się to do naprawy czy nie jeśli pojawienie się tej osoby jest punktem kulminacyjnym konfliktu to po tym punkcie kulminacyjnym następuje rozwiązanie - po którym własnie widać jaka powinna być odpowiedź na pierwsze pytanie jesli związek trwa nadal, ludzie są w stanie sobie wybaczyć i odbudować, daja sobie szansę - oznacza to, że owszem, nie układało im się, ale więzi pozostały bardzo silne, na tyle silne, że dwie osoby postanawiają walczyć o ich odbudowanie jeśli dochodzi jednak do rozwodu, wyraźnie znaczy to, że nie było już czego odbudowywać, rozstanie było tak naprawdę kwestią czasu, a związek trwał w zawieszeniu od dawna, czekając jedynie na tę ostatnia kroplę albo po tym wydarzeniu kryzys zrobił się nie do przejścia poprostu i nie ma już czego ratować nie należy zapominać, panie kocie, o mnogości uczuć i zawiłości wszystkich związkowych sytuacji oraz o tym, że czasem ta "prawdziwa miłość" przychodzi dużo później niż pierwszy ślub, a czasem miłość jest mylona z przywiązaniem, szacunkiem, przyjaźnią, a czasem poprostu uczucie się wypala i często takie trwające małżeństwa poprostu czekają na konkretny powód, no bo prosze sobie wyobrazić, że mąż nagle po 8 latach małżeństwa (nijakiego, pustego ale w miarę zgodnego) oznajmia przy sniadaniu, że chce odejść - samo "znudzenie" i "wypalenie" raczej nie jest uważane za powód dostateczny do przeprowadzania rozwodu, podziału majątku, nawet sam mąż, choć nieszczęśliwy, zastanowiłby się dwa razy, czy czeka go w życiu coś jeszcze, czy warto zaczynac do nowa, czy może taki jest jego los który powinien przyjąć na swoje barki? zwłaszcza jak się słyszy o wszystkich patologiach - alkoholiźmie, bijatykach, molestowaniu, samo znudzenie, brak miłości czy pustka emocjonalna nie wygląda aż tak strasznie, nawet jesli wypala nas od środka nawet drugi małżonek potrzebuje wytłumacznia, racjonalnego wytłumaczenia i konkretnej odpowiedzi na pytanie DLACZEGO? no bo jak zrozumieć, że po kilkunastu latach komus się poprostu "odmieniło" absurdalnie "mam kogoś innego" brzmi jak dużo bardziej konkretny i rozsądny powód, żeby postawić na szali całe dotychczasowe życie i zacząć od nowa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
Pani Aleks- najeczęśćiej prócz znudzenia i kredytów pozostają jeszcze dzieci:-)zastanawiam się, czy rozwodzące się osoby są w stanie zbudować jakiekolwiek wielopokoleniowe tradycje- no i oczywiście czy taka tradycja jest w dzisiejszych czasach potrzebna- mówię tu nie tylko o św iętach ai opiece nad dziećmi ale i również o np. opiece w rodzinie nad osobami starszymi? no bo przecież starość każdego z nas dopadnie a scedowanie tej opieki na np jedno dziecko często przekracza jego możliwości.Inna kwestia to to, o czym nikt z nas nie lubi mówić- o majątku:-) wielokrotnie i pokoleniowo się rozwodząc nie ma możliwości stworzenia np wielopokoleniowej stabilnej firmy. A może w dzisiejszych czasach taki rozwój nie jest konieczny? No ale pytanie zadane przeze mnie na początku było inne. Dotyczyło zasadności łamania zasady zaufania co do bytu w małżenstwie. Bo czy nie jest tak , że osoba poszukująca nowego partnera w gronie ludzi żonatych/mężatek przygotowuje sobie po kryjomu grunt pod nowe życie pozostawiając męża/żonę przyszłego partnera w błogiej nieświadoności?Taki partner nie ma za bardzo możliwości poszukać sobie emocjonalnego ujścia dla sytuacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
a i mąż/ żona w ukryciu przygotowujący nowy grunt do życia nie pozostawia drugiej stronie wyboru. W tej sytuacji o wiele bardziej "do przyjęcia" jest być może romans- nikt z nas nie jest skałą- ukryty i zapomniany gdy kryzys w rodzinie minie? Romans jest wydaje mi nie mniej destrukcyjny dla społeczności niż rozwód

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zeatopic
każda sytuacja jest inna-u mnie najpierw były zdrady,potem pojawiła się trzecia osoba,tuż przed złożeniem pozwu rozwodowego,dwa lata po zaprzestaniu współżycia...mój brat poznał tę drugą w trakcie rozwodu-pół roku po złożeniu pozwu przez żonę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Alexxxxxxa
Oczywiście, że poszukiwanie partnera wśród osób zamężnych/żonatych nie zasługuje na jakiekolwiek wytłumaczenie, ale obserwując otoczenie dochodzę do wniosku, że są to przypadki rzadkie (nie twierdzę, że nie istnieją) Dużo częściej inicjatywa wychodzi od osoby pozostającej w takim letnio - zimnym związku, pragnącej miłości i ciepła, czy czasami tylko seksu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
wobec tego czy nie lepiej by ta pragnąca ciepła osoba (a nie dostająca go chwilowo w związku z powodu kryzysu) wdała się w chwilowy romans który tę potrzebę zapewni lub udała sie do prostytutki co jest o tyle bezpieczniejsze że prostytutka nie będzie rościć sobie praw do związku? i nie mówię o jakichś kobietach przy drogach stojących ale o miłych ,eleganckich paniach i panach którzy nie tylko dadzą seks ale i czułość. Może to mniejsze zło ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jak dla kogoś kłamstwo i obłuda to jest mniejsze zło, to ok, niech sobie ma romanse, pozwala na romanse, niech kazdy będąc w małzeństwie sypia z kim chce tylko dla mnie taki "związek" nie ma żadnej wartości bo dla mnie pieniądze i tradycja nie są żadną wartością, jeśli zestawi się je z brakiem uczucia, szacunku, oszustwem i obłudą

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
Pani Ewo33- to tylko moje teoretyczne rozważania:-) po prostu chodzi mi o to, że jeśli w kryzysie małżenskim występuje brak seksu i czułości to może to jakieś rozwiązanie:-) człowiek nie jest istotą monogamiczną , ale jest istotą społeczną. Jak świat światem były romanse na boku. Pewnie, że fajniej by było żyć w wierności do śmierci ale przyzna Pani, że nie każdy z nas jest mnichem buddyjskim... Mnie chodzi o to , by nikogo nie krzywdzić jednoczesnie radząc sobie z fizjologią szeroko pojętą( stan zakochania jestem w stanie odróżnić od Miłości więc go także do fizjologii zaliczam) no i budować jakąś trwałość rodziny. Nie uważam też, by w momencie nieuprawiania seksu między małżonkami zaspokajanie swych fizycznych potrzeb poza domem było kłamstwem. Jak Idziemy do toalety też nie opowiadamy o tym wszystkim naokoło a przecież musimy to zrobić.Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie jestem za okłamywaniem partnera ale za wybraniem mniejszego zła jeśli nie można się psychofizycznie opanować. Jeśli jednak z innych przyczyn dojdzie do niemożności bycia razem(choć prócz patologii trudno mi sobie taką sytuację wyobrazić- przecież ślub bierze dwoje zdrowych psychicznie ludzi) , należy zakończyć związek a potem budować nowy. to chyba dobre dla obu stron i oszczędza wielu nieporozumień.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pani porównuje sex do wizyty w ubikacji... cóż, jestem zupełnie innego zdania. Dla mnie sex jest powiązany z uczuciem. Sex jako potrzeba fizjologiczna występuje u zwierząt, a u ludzi jest to cos dużo bardziej wartościowego. Przynajmniej tego od ludzi, a juz zwłaszcza od siebie i swojego partnera, wymagałabym. Dlatego zdrady są dla mnie niedopuszczalne. Tak już fizycznie patrząc - mogłaby Pani kochac się z mężem wiedząc, że np. tydzień temu tak samo kochał sie z inna kobietą? Dotykał jej, przeżywał z nią orgazn, głaskał ją, przytulał? Dla mnie to jest największe, a nie najmniejsze zło, jakie można sobie i komus wyrządzić. Nie trzeba być mnichem buddyjskim, by być wiernym/wierną. Wystarczy kochać i szanować, nic więcej. Na tym buduje się trwałość rodziny, a nie na przekazywaniu firmy, "wychowywaniu" dzieci i uprawianiu seksu z prostytutkami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
Pani Ewo- myśli Pani, że małżonek w takiej sytuacji da żonie odczuć, że taka sytuacja miała miejsce? Miłość sprawia, że rozumiemy drugą osobę i nie ranimy jej..to właśnie fizjologiczny stan zakochania moim zdaniem zaślepia racjonalne myślenie i powoduje duże cierpienie z którego czasem już nie ma odwrotu i rozwieść się po prostu trzeba bo nowe życie wydaje się być lepsze od piekła, które partner zakochany w kochance zgotował sobie i innym. Moim zdaniem życie powinno być proste, rozsądne a rodzina tworem , w którym czujemy się bezpiecznie i możemy opiekować się słabszymi. Pani być może wydaje się, że ja za fizjologiczny stan zakochania kojarzy mi sie z kopulacją. Nic bardziej błędnego:-) jest to jedynie stan , w którym czasowo(do 3 lat)zaburzona zostaje praca mózgu . Rozsądny człowiek zadaje sobie z tego sprawę i nie podejmuje decyzji pod wpływem endorfin, feromonów i innych chemicznych czynników.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ewoooooooooo przestać
pisać o moralnosci. Coś takiego w twoim życiu nie istenieje, ty nawet nie wiesz co to znaczy zyć moralnie i uczciwie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wobec tego, po 3 latach od ślubu większość mężów i żon (zakładając, że ślub był z miłości) powinno mieć kochanków/kochanki, bo właśnei zakończył sie stan zakochania... Każdy ma prawo do własnych sądów, ale ja się z tym nie zgadzam absolutnie. Dzielenie włosa na czworo, rozróżnianie stanu zakochania i stanu miłości dla mnei nie ma sensu. Ja właśnie lubię proste sytuacje. Jak sie kocha, to jest sie razem, jak sie nie kocha - to się nie jest. Z całym dobrodziejstwem inwentarza (sex, dzieci, majątek). W związku, w którym byłabym zdradzana - nie miałabym oparcia ani poczucia bezpieczeństwa, o którym pani tak często pisze. Dom to dla mnie nie sa 4 ściany + mąż na papierze + rodzinna firma i wielowiekowy majątek. To nie daje mi poczucia bezpieczeństwa. To stanowczo za mało. To w ogóle nie to. Myślę, że w tej kwestii mamy tak odmienne zdania, że dalsza polemika nie ma sensu, bo ani ja Pani, ani Pani mnie nie przekona do swoich racji. Co do odczuć żony odnośnie ukrywanej zdrady - raz, że w dobrym związku takie rzeczy się wyczuwa, dwa - zdrada zawsze wyjdzie na jaw, to jest tylko kwestia czasu i bardziej lub mniej sprzyjających okoliczności.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
Pani Ewo- odnoszę wrażenie, że czyta Pani tylko to, co chce przeczytać... Po 3 latach konczy się zakochanie a Miłość nie ma z nim wiele wspólnego i niekoniecznie każdy mąż i każda żona muszą mieć kochanków. Nie wykluczam jednak sytuacji, gdy człowiekowi brakuje motyli w brzuchu i zakochuje się w kimś. Rozsądny człowiek moim zdaniem nie kieruje się w tym wypadku emocjami i hormonami a ROZUMEM i nie rozwodzi się. A jeśli życie z partnerem jest nie do wytrzymania( choć rozsądny człowiek ma małe szanse by do tego doprowadzić) to nowy związek należy moim zdaniem podkreślam rozpocząć po rozwodzie i to chyba nie miesiąc po rozwodzie a jednak nieco dłużej. Nie wymagam Pani Ewo polemiki :-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
"no właśnie...ciekawi mnie, jak TO się zaczyna. Małżenstwo z problemami i pojawia się ten trzeci/ta trzecia. Wtedy następuje rozwód.Dlaczego najpierw dochodzi do zdrady a potem do rozwodu a nie odwrotnie?" Zaczyna sie problemem w malzenstwie. nie ma problemu, nie ma mozliwosci by ktos trzeci wsadzil noge miedzy otwarte drzwi. malzenstwo jest jak dom... poki drzwi sa zamkniete i problemy da sie zalatwic za drzwiami, nic zlego nie moze sie stac, bo oboje zaangazowani sa w zwiazek, staraja sie dotrzec do siebie, sprobowac zrozumiec, samemu sie zmienic dopasowac. gorzej gdy nierozwiazane problemy sie nawarstwiaja, podstawowe potrzeby czlowieka dotyczace uczuc czulosci zrozumienia i wzajemnej troski nie sa zaspokajane, a szanse na poprawe sytuacji maleja z kazdym dniem. czlowiek w takiej sytuacji mimo woli zazyna byc otwarty na zaspokajanie tych potrzeb z zewnatrz, otwieraja sie drzwi. najpierw troszke potem bardziej. Jesli partnerzy nie dbaja o relacje nie sa w nia zaangazowani, to wystarczy osoba ktora dostrzeze ten niedobor zechce go uzupelnic i dramat gotowy. Ale czy to rzeczywiscie dramat. Bo przeciez i tak sie nie uklada, bo przeciez malzenstwo nie spelnia podstawowej funkcji. ludzie zyja obok siebie nie wspieraja sie nie rozumieja. Dramat jest tylko wtedy gdy osoba zdradzajca wierzy w to ze ten nowy zwiazek ma jakas przyszlosc. Ten zwiazek zaspokaja tylko chwilowa potrzebe troski czulosci zrozumienia. czesto jest tak ze nie spelnia sie w codziennym zyciu. jest on bowiem calkowicie oderwany od normalnego zycia.Oboje bowiem troszcza sie wtedy o dobre samopoczucie, spotykaja sie po kryjomu, ciesza sie byciem ze soba, odswietnosc sytuacji powoduje ze, niekoniecznie widza w sobie zwykle ludzkie wady. Takie zwiazki nie przetrwaja proby codziennosci. przeszlam malzenski koszmar, ale oparlam sie zdradzie, bo wiedzialam ze nie pomoze to rozwiazac konfliktow w zwiazku, a przyszly partner nie gwarantuje wcale ze bedzie idealnie (on tez mial zone) To spadlo jak grom z nieba idealnie intelektualnie do siebie pasowalismy, rozumielismy, on sprawial ze moje rozdygotane nerwy sie uspokajaly i jeszcze do tego bylo to cos, ale szczeze mowiac nie mam pojecia jak wygladalby nasz zwiazek w codziennych kontaktach, wiec skupilam sie na ratowaniu zwiazku, ktory dogorywal. W koncu zrobilam tak jak nalezy. Rozwiodlam sie. I nie po to by zwiazac sie z tamtym. Do tej pory jestesmy tylko przyjaciolmi. Nawet powiem ze gdyby on sie rozwiadl ze swoja zona z ktora ma dzieci, ktora jego potrzebuje, stracilby polowe ze swej atrakcyjnosci. Wiec sprawa nie jest taka prosta.Zdrada przewaznie jest wynikiem tego ze malzonkowie nie poswiecaja sobie nawzajem dostatecznej uwagi, ze ktoras ze stron nie jest zaangazowana. Wiec na co komu taki zwiazek? Z tego mozna wysnuc wniosek jak trzeba traktowac sie w malzenstwie. Trzeba dbac o dobre relacje, o odswietnosc zrobic mily wysilek w kierunku drugiej osoby, nie trzymac uraz ktore tylko kumuluja zla energie. o dobra energie kazdego zwiazku trzeba sie troszczyc. Tego sie nauczylam. Tego nauczylo mnie doswiadczenie i inspirujacy zwiazek z przyjacielem. Epilog Eks jest teraz moim kochankiem. Zeszlismy sie po dwoch latach od rozwodu. Spotykamy sie rzadko, bo nie ma innej mozliwosci. I tak jest dobrze. Dbamy o dobre relacje, bo o to tu chodzi. Lecz nie mam pewnosci czy gdybysmy zamieszkali razem, to nie wrocilyby stare zadawnione problemy, czy daloby sie z nim zyc. Jestem tez otwarta na ludzi, mam swoje zycie ktorego nie mialam w malzenstwie bo cala malzenska przestrzen zajmowal eks. Jak znajdzie sie idealna wolna osoba, to zdecyduje sie na zwiazek z kims innym. Nam obojgu taka sytuacja odpowada. On zajety jest tym co kocha najbardziej- swoja pasja. To jego zycie jego rodzina. Nie zostawi tego dla mnie. A ja nie zdecyduje sie na podporzadkowanie swojego zycia jego pasji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
kot 13 to nie jest tak ze rozsadek gwarantuje dobre malzenstwo... jest wiele przyczyn prowadzacych do rozpadu. najwazniejsza ... brak zaangazowania w dbalosc o relacje. Mamy jedynie wplyw na to co sami mozemy zrobic, ale mamy niewielki wplyw na druga osobe. Kazdy moze sie tylko zmieniac we wlasnym zakresie.Wszelkie proby zmian drugiego doroslego uksztaltowanego czlowieka spelzaja na niczym. Wiem o tym doskonale. Niezaspokojone potrzeby domagaja sie zaspokojenia. Im dluzej taka sytuacja trwa tym silniej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
pan panie kocie chyb a jest mlody i niedoswiadczony "Bo czy nie jest tak , że osoba poszukująca nowego partnera w gronie ludzi żonatych/mężatek przygotowuje sobie po kryjomu grunt pod nowe życie pozostawiając męża/żonę przyszłego partnera w błogiej nieświadoności?" zdrada najczesciej nie pojawia sie w wyniku poszukiwania kogos w gronie znajomych.... tego sie nie szuka... tego nie robi sie z premedytacja. jaki bylby wtedy wogole sens malzenstwa. Czasem owszem zdarza sie to ale czesto wsrod facetow ktorym zonka zapewnia troske, a oni jak zachowuja sie jak dzieci i notorycznie zdradzaja. po czym wracaja do zonek, bo ona opierze i ugotuje. Nawet znam takiego goscia ktory zamiast rozwiazywac problemy szuka towarzystwa na jakis czas w internecie. Ale chyba tu nie o takich przypadkach mowmy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
Była żono i kochanko swego ex- bardzo mi się podoba zwłaszcza epilog Pani opowieści:-) wynika bowiem z niego, że Pani romans był właśnie tym , o czym piszę- wynikiem małżenskiej grypy:-) Miło, że Pani potrafi schować urazy i ponownie spojrzeć na partnera jak na człowieka, z którym więcej łączy niż dzieli:-)moim zdaniem w rodzinie każdy jest w stanie znaleźć sobie miejsce tylko dla siebie i część wspólną dla wszystkich jej członków. Dużo pan pisze tu o potrzebie czułości i zrozumienia ze strony partnera. A mnie się wydaje, że te czułości codzienne są zarezerwowane dla okresu godowego. Czułością mężczyzny w związku może być odśnieżenie auta w zimie czy zrobienie od czasu do czasu śniadania w niedzielny poranek. Myślę też , że wiele z oczekiwań kobiet wobec mężczyzn ( i odwrotnie) jest generowane przez media. Bardzo mądrze też Pani napisała, że z Pani kochankiem nie dałoby się na co dzień żyć bo romans jest sytuacją syntetyczną. Czy myśli Pani , że gdybyście Państwo mieli dzieci tak samo szybko podjęłaby Pani decyzję o rozwodzie z ich ojcem tylko z powodu braku czułości i zrozumienia Pani problemów?:-) i jeszce jedno- ja bardzo cenię sobie ludzi mających pasje:-)moją jest latanie-ale to nie przeszkadza w budowaniu relacji-nikogo jednak nie zmuszam, by moją pasję podzielał

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
coz za bzdura... tu nie bylo romansu ani grypy. Ja z eksem nie jestesmy w stanie ze soba zyc. Jestem jego kochanka i tyle... zdaje sie ze jestem niezrozumiana :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
I mam dzieci wlasnie. Pasja eks nie pozwala na stabilizacje niestety. A rodzina musi byc stabilna. On sie do zakaldania rodziny nie nadaje. On kocha swoja pasje. Nie nadaje sie do dbania o nia. zrozumilam to pozno, ale jednak. dlatego juz ponownie nie bedziemy rodzina. Prosze czytac ze zrozumieniem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
ależ czytam a Pani nie wspomniała o dzieciach:-) cóż, drugiego człowieka poznajemy całe życie:-) tak to już jest z tymi pasjami czasem:-) Pewnie Pani czieciom było trudno rozstać się z ich Tatą.. A Pani ze swej strony nie uważała, że trzeba stabilizację zapewnić rodzinie?(nikogo nie oceniam )mam nadzieje że ta pasja to nie hazard bo to nie pasja a choroba , wtedy to zrozumiałe że stabilizacja jest zaburzona.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
jak pan/pani łaczy budowanie relacji z pasja? zwykle pasje pochlaniaja bez reszty. trudno w takich sytuacjach o bliskosc. troche w swoim zyciu poznalam pasjonatow. Sa nimi informatycy, naukowcy. Nawet kierowcy zawodowi. Pasja nie pozwala na budowanie relacji rodzinnych, pochlania bez reszty, zabierajac czas na kontakty z bliskimi. Relacja moze sie wytworzyc wtedy w ludziach o tej samej pasji. Wtedy sa to nawet bardzo silne malzenstwa. Jak wiec to laczysz? Albo kocie nie zdajesz sobie sprawy jak bliska osoba sie przy tobie czuje albo nie jestes prawdziwym pasjonatem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
dzieci wlasnie czuly sie niezauwazane.... ciekawe co? nie bylo sie im ciezko rozstac... nie nie jest to hazard :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
odnosnie czytania ze zrozumieniem mialam na mysli post gdzie pan/i pisze o jakims romansie i grypie i generalnie do calej dyskusji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
grypą małżenską określam kryzys a romanse właśnie w tym kryzysie jak pryszcze wyskakują:-) o to mi chodziło to tak gwoli wyjaśnienia:-) pozdrawiam i życze miłego dnia z dzieciaczkami:-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
"moim zdaniem w rodzinie każdy jest w stanie znaleźć sobie miejsce tylko dla siebie i część wspólną dla wszystkich jej członków." niestety nie w zwiazku z pasjonatem. Jak chce sie z nim byc trzeba sie pasjonowac razem z nim zapominajac o sobie lub osoby sie calkowicie od siebie oddalaja

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość byla zona i kochanka swego eks
wzajemnie. choc dopoki jescze dzieci spia mam ochote zapytac o pani/pana stan cywilny i czy ma pan/i dzieci

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kot13
co do pasji- to bardzo proste-zawsze staram się pamiętać , że obok drugi człowiek jest tak samo ważny jak ja. wtedy pasja nie staje się szalenstwem:-) rożni są ludzie i trzeba szanować ich pasje- a trochę dziwne że Pani się nie zorientowała w tych pasjach przed ślubem no, ale miała Pani takie prawo:-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×