Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość sasiadka upierdliwej sasiadki

upierdliwa sasiadka :)

Polecane posty

Gość sasiadka upierdliwej sasiadki

Czesc, pisze tu bo zupelnie nie wiem co mam robic. Sprawa dotyczy mojej sasiadki. Nawet nie znamy sie dobrze, spotkalysmy sie pare razy na kawie i nic poza tym. Pare dni temu przyszla i zapytala czy moj maz nie zawiozlby jej z dzieckiem i dzieckiem sasiadki na dworzec pkp, wiec pomyslalam ze ona taka obladowana bagazami i z chlopcami 10 letnimi wiec co mi tam niech jedzie. W czwartek wieczorem w ubieglym tygodniu wracala z dzieckiem sasiadki, swoje dziecko zostawila u matki na wakacjach, a po 21 mi dzwoni czy moj maz jest w domu bo chcialaby zeby ich odebral ze stacji paliw ktora znajduje sie jakies 100 m od nas z bloku!! Zawrzalo we mnie i jej powiedzialam ze nigdzie ten moj chlop nie pojedzie bo wypil piwo a poza tym to o tej porze idzie spac. Myslalam ze bedzie spokoj, az do soboty gdy ja spotkalam pod blokiem jak wracalam z uczelni i zaczela pytac czy by jej na wesele pod kosciol nie podrzucil, powiedzialam ze nie bo mielismy akurat jechac do rodziny, a pod ten kosciol kursuje autobus wiec zeby sobie sprawdzila a jak nie to niech sie z kims zabierze albo wezmie taxi. W miedzyczasie ja poszlam do domu i uznalam sprawe za zamknieta, a moj malzonek wybieral sie na zakupy i na dole utrafil nasza sasiadke. Byla na tyle bezczelna, ze zapytala sie jego czy jej nie zawiezie na slub bo ona mi o tym mowila i czy ze mna rozmawial. Na co moj maz ze o niczym nie wie bo nic nie wspominalam gdyz nie bylo kiedy, ale tak mu labidzila, ze w koncu sie zgodzil a ta wspanialomyslnie mi przyszla oswiadczyc na gore ze jednak z nia pojedzie. Myslalam ze mnie szlag trafi, bo ona nie robi sobie nic z tego co mowie. Wczoraj myslalam ze wyjde z siebie, bo znowu byl telefon po 22 zeby ja z poprawin odebrac, mezowi powiedzialam ze ma sie nie wazyc bo sa taksowki, wiem co to jest zyczliwosc sasiedzka ale kuzwa no bez przesady, meza juz tez zaczelo to wkurzac. Teraz sie zastanawiam jak tej malpie grzecznie i jasno powiedziec ze czasy taksowki sasiedzkiej sie skonczyly. Macie moze jakies rady?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ale bezczelna baba :) ustal z mężem, że juz jej ma nie wozic nigdzie są autobusy i taksówki ! a jej za każdym razem odmawiaj, może w końcu do niej dojdzie, że koniec z tą dobroczynnością

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zwyczajna forumowiczka
Razem z mężem postanówcie, że nigdy nigdzie jej nie zawieziecie, bo inaczej, to się od niej nie opędzicie. A co ja mam zrobić z taką, która przychodzi do mnie i siedzi? Nawet kawy już jej nie robię. Jest samotna i rozumiem, że się nudzi, ale ja nie jestem samotna, mam obowiązki domowe i masę pomysłów na spędzenie czasu bez niej. :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a na taka to jest dobry sposób - zacząć robić swoje i poprosić o pomoc i albo będziecie robić we dwie, albo się zwinie - tak czy inaczej skutek będzie niezły :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zwyczajna forumowiczka
Dzięki. Spróbuję. ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość TxG
Zwyczajna u mnie bylo odwrotnie, ja samotna, a kolezanka z 2 dzieci. Nigdy nie miala zadnych zainteresowan tylko łazenie po chatach i plotki, do mie tez sie czesto wpraszala i bylo gadanie o dupie maryni i pol dnia mialam z glowy. W koncu przestalam odbierac tel i nie otwieralam drzwi. Niedawno sie przeprowadzila do innego miasta dzieki bogu i mam spokoj

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sasiadka upierdliwej sasiadki
Szczerze wam powiem, ze mnie to juz zaczelo draznic bo ja nie latam i nie prosze sie sasiadow, jezeli mam sie gdzies dostac i meza nie ma to wsiadam z dziecmi w autobus i nie widze zadnego problemu. Mimo, ze jak byla z takim jednym facetem jakis czas i mieli samochod, a widziala ze byla zima i ja z chorymi dziecmi tulalam sie w sniezyce zeby sie dostac do lekarza na drugi koniec miasta to nawet nie raczyla zapytac choc jechali w ta sama strone i mieli miejsca wolne. Ale takie zachowanie potrafi wyprowadzic z rownowagi, sadze ze jest wygodnicka badz bierze wszystkich na litosc bo w koncu jest po rozwodzie juz 5 lat, choc do tej pory jakos sobie radzila, dopoki wlasnie nie wyczula ze ma za sciana jeleni. Ja rozumiem ze raz na jakis czas mozna pomoc w wyjatkowych sytuacjach, ale takie cos co wyprawia moja sasiadka ma swoje okreslenie i nazywa sie wykorzystywaniem, bo ja musze odmowic swojej rodzinie zeby moc nalac do baku a ona to ma gdzies.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×