Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość proszę o radę

Adopcja kota - Kraków

Polecane posty

Gość psiamamafify
I dobrze, ze sie interesuja losem tych zwierzat...ale jak widac cos jest nie tak i sa utrudnienia....ja osobiscie troche zwatpilam, jak w zeszla sobote robilam zakupy w M1..... jak mozna te biedne stworzenia w klatce przetrzymywac w pasazu handlowym?!!!!! Nawet po glebszej dyskusji z pracownikami sklepu zoologocznego, przyznali, ze to napewno wielki stres dla zwierzaka...no ale jakas PANI tak kazala i tak robia.....Moze i maja wielkie serce i chca pomoc...no ale cos tu jest nie tak.....Ktos powinnien byc z tymi zwierzakami i informowac ludzi co to za akcja...bo ja poki nie sprawdzilam, myslala,ze oni je poprostu sprzedaja..TAK TO WYGLADA

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Alicja 13
Opowiem jakbto wygląda w Łodzi. Otóż chłopak mojej corki kilka miesiecy temu przygarnął kota z fundacji. Przygarnął 8 letniego kocura o imieniu Manul. Do adopcji akurat tego kota fundacja wymagała przygarnięcia jeszcze jednego kota z którym Manul był zżyty. Chlopak bardzo chciał mieć Manula więc przygarnął oba koty. Manul okazał się fajnym miziastym kocurem jednak Fifi w nowym domu sie nie odnalazła. Była dzika nieufna i nie można było jej nawet pogłaskać. Jadła tylko jak był pusty dom albo w nocy. Gryzła fukała i cały czas siedziała w szafie. Chlopak zglaszal problem ale fundacja postawila warunek ze albo obydwa koty albo żaden.Czyli zabiorą Fifi ale Manula też. Ok na taki argument fundacji oba koty zostały razem. Manul siedział na kolanach a Fifi jak zwykle w szafie. Jednak chłopakowi trafił się wyjazd do Anglii na pół roku. Chciał oddać kotkę do fundacji a kota dać rodzinie aby przez ten czas pomieszkał sobie u siostry a po przyjeździe zabierze go z powrotem. Jakie bylo jego zdziwienie gdy fundacja odebrala mu obydwa koty! Koty mają być razem i koniec. Siostra nie mogla wziąć Fifi bo ma małe dziecko a Fifi nie lubi małych dzieci. Wyszło na to że koty wcale nie są własnością chłopaka i o ich losie decyduje do końca życia fundacja. W dodatku obciążyli chłopaka kosztami utrzymania kotów w wys 100 zł miesięcznie za jednego na czas jego wyjazdu. Czyli 1200 zł za dwa koty. Szok. Jak żyję na tym świecie ponad 40 lat to takiej historii nie słyszałam. Mój mąż stwierdził że fundacje to wypożyczalnie zwierzaków. I w sumie coś w tym jest. Nigdy zwierzaka z fundacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dobrze wiedzieć. Ja też nie popieram akcji adopcyjnych w galeriach handlowych. Powinni tego zabronić. Przykry widok skulone, wystraszone koty w klatkach, one dość już przeszły, jak można. Miałam koty, obecnie ostatni zmarł, przedtem długo chorował na niewydolność nerek, sporo wydałam na nieboszczyka, ale to bez znaczenia, kotu się należy wszystko, co trzeba. Chciałam adoptować jakiegoś biedaka z fundacji, ale już nie mam najmniejszego zamiaru. Większość osób ma straszne problemy z tymi kotami, często są to na siłę udomowione dzikusy. Wolę jednak kolejne rasowe, z porządnej hodowli, rasa to konkretny wygląd i zachowanie jednak. Myślę, że w podejmowaniu decyzji o posiadaniu zwierzaka rozsądek ważniejszy niż chwilowa litość i emocje :-(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Alicja 13 wcale mnie to nie dziwi, mam bardzo złe doświadczenie z fundacjami. Wybitnie roszczeniowa postawa wobec przyszłych właścicieli, wręcz agresywna. Po prostu kupię sobie zwierzaka, albo wezmę od prywatnej osoby. Do tego doprowadzili. A cierpią na tym bezdomne zwierzaki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja sobie w końcu kupiłam 2 koty i nie żałuję. Miłe, grzeczne, korzystają wyłącznie z drapaczki, kuwety. Takie kochane jak był nieboszczyk. W dalszym ciągu dokarmiam koty miejskie, im też coś się należy, ale z kota ze śmietnika nie zrobisz na siłę kanapowca ☺

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
fundacje tak na prawdę do końca życia kota uważają go za swojego, wiem, bo miałam kota z fundacji. Oni chcą o wszystkim decydować, nawet o rodzaju karmy. Tym razem po prostu wezmę kota od prywatnej osoby z miotu, jest dużo ogłoszeń. Chcę MOJEGO kota, a nie czyjegoś, gdzie ja tylko go karmię, płacę za weterynarza i oczywiście toleruję telefony i wizyty, żeby ustalić CO U KOTA! To nie był mój kot, tylko fundacji, ja go tylko utrzymywałam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ciekawi mnie, czy w schroniskach też tak jest, czy po prostu podpisuje sie papiery i tyle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jeśli chodzi o adopcję, to mnie bardzo pomogło stowarzyszenie http://sdz.org.pl/ - naprawdę porządni i cierpliwi ludzie. Dzięki nim adoptowałam kotka i wszystko jest ok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja mam kota z adopcji, muszę wam powiedzieć jest cudowny! regularnie chodzę z nim na kontrolę do naszej ulubionej pani weterynarz z melwet, tam jest bardzo sympatycznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×