Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
Gość naarzeczoona

kłótnia z narzeczonym co robić

Polecane posty

Gość naarzeczoona

Bardzo proszę Was dziewczyny o radę. Wierzę, że są tutaj osoby życzliwe, które nie będą po mnie zaraz jechać. Opiszę swoją sytuację. Z Tż jesteśmy ze sobą od ponad trzech lat, za miesiąc jest nasz ślub. Kochamy się bardzo mocno, czujemy że naprawdę jesteśmy dla siebie stworzeni. Ja czuję to bardzo mocno, on też wiele razy mi o tym mówił. Ostatnio jednak nasz związek stał się trochę burzliwy, kłócimy się o TOTALNE pierdoły. Tż ma taki dziwny problem ze swoim charakterem, że często nie potrafi przyjąć na spokojnie tego, o co go proszę albo co do niego w danej chwili mówię. Wiadomo, na codzień w związku różne rzeczy się rozwiązuje. Mówię mu np całkiem normalnie i spokojnie, że jutro czy kiedyś nam należy coś tam zrobić, a on ma tendencję do denerwowania się już od razu i do mówienia, że naciskam go i że czuje się pod presją. Mimo, że ja naprawdę go nie naciskam, mówię normalnie, spokojnie itp, proszę. *** Wczoraj była taka sytuacja. Poszliśmy na wieczorny spacer z psem, jak zwykle. Praktycznie cały dzień nie widzielismy się, bo on był w pracy (ja jeszcze mam wakacje, pracuję w szkole), później jak przyjechał to zjedliśmy tylko razem obiad, a ja pojechałam na szkolenie z naszym psem, przyjechałam, tż musiał coś tam zrobić na komputerze no i praktycznie zaraz był wieczór. Więc poszliśmy sobie na spacer, on mi mówi, że musi zadzwonić do mamy, bo cały dzień się nie mógł dodzwonić i nie wie co się dzieje. (jego mama ma chwilowo problemy, mieszka za granicą, ale na razie jest w pl, w innym mieście).....ja mu mówię, że spokojnie może najpierw porozmawiamy chociaż piętnaście minut, bo nei mieliśmy okazji przez cały dzień, a później zadzwoni do mamy (jego mama jest straszną gadułą jakby zadzwoniła to gadaliby przez godzinę). Później mówię mu, że pasuje jutro abyśmy po jego pracy pojechali kupić farby do pokoju, który sobie remontujemy. On sie na mnie prawie zaczął wtedy wydzierać. Stał się taki murgowaty, mówił że na niego naciskam, że wszystko chciałabym mieć od razu, że wiecznie mi się coś nie podoba itp, że pokój trzeba najpierw wyszpachlować ale ja się na tym nie znam bo nigdy nie miałam szpachli w ręku itp itd. Zrobiło mi się przykro że tak od razu skoczył, bo wierzcie mi NA SERIO mówiłam wszystko spokojnie, nie denerwowałam się, po prostu chciałam z nim omówić sprawę tego cholernego pokoju. Ot i tyle. **** Wkurzyłam się jego zachowaniem, powiedziałam mu, że tyle razy go prosiłam żeby tak mi nie odpyskowywał w niemiły sposób. Powiedział mi, że ja ciągle tylko wiecznie coś od niego chcę, że poszłam do spowiedzi przedślubnej sama mimo że mieliśmy iść razem, uzył sformułowania że wypięłam na niego dupę i poszłam :O Owszem....byłam sama u spowiedzi, ale to dlatego, że prosiłam go caly lipiec abyśmy poszli razem to wiecznie coś mu w tym przeszkadzało. Od sierpnia zaczął pracę, a ja jeszcze mam wakacje więc stwierdziłam ze mogę pojśc sama póki jeszcze mam wolne, bo od września ja mam zdecydowanie więcej obowiązków zawodowych niż on, dodatkowe zajęcia i tym podobne. *** Po tych słowach się wkurzyłam i powiedziałam mu coś czego nie powinnam, powiedziałam, zę tak się zachowuje i przeklina widocznie wychodza u niego geny tatusia (ich ojciec ich zostawił u pojechał ggdzieś niewiadomo gdzie i był ogólnie złym człowiekiem).....zaczął coś jeszcze po tym przeklinać i poszedł w drugą stronę. **** Wróciłam sama z psem do domu po paru minutach przyszedł tż. Powiedział, że jutro wraca do domu i żebym sobie sama jechała na weekend z psem (mieliśmy jechać na weekend). Zabrzmiało to dla mnie jak KONIEC :O Zaczęłam go prosić o rozmowę, o wyjaśnienie tej całej sytuacji, położył sie na łóżku i zakrył kocem. Powiedziałam mu, że jeśli teraz nie wstanie to ja rozumiem to jako koniec naszego związku. Nie wstał, wobec tego ja oddałam mu pierścionek zaręczynowy. Kolejna rzecz, którą zrobiłam źle. Wkurzył sie o to jeszcze bardziej i powiedział, że wcale nie chce się ze mną rozstawać, że widocznie to ja chcę itp itd..... Wiele czasu jeszcze upłynęło zanim doszliśmy do jakiegoś porozumienia, stwierdził, że nie pojedzie do domu itp, no i oczywiście jesteśmy razem cały czas. Wiele mnie to nerwów kosztowało i nie do pomyślenia dla mnie to jest, że poszło o głupią farbę do pokoju. Proszę was bardzo, jeśli w ogóle chce wam się to czytać oceńcie to obiektywnie i powiedzcie co ja robię źle? kto z nas ma rację? Czy tż służnie ma do mnie pretensje że go "naciskam"? Przecież ja tylko NORMALNIE mówię, tak jak wiele rzeczy się omawia w ten sposób w rodzinie czy związku. Teraz niby jest ok, ale ja jak zwykle całą winę biorę na siebie...tż jest w pracy, a ja zastanawiam się co robię nie tak :O To że nie powinnam tak powiedzieć o ojcu i tak zrobić z pierścionkiem to wiem ...:( ale co wcześniej powiedziałam nie tak że doprowadziło go to do takiego murgowatego nastroju i nalatywania na mnie :

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
aha, jeszcze dodam, że jak sie wtedy zaczął awanturowac na tym spacerze to powiedział mi, że zabraniam mu zadzwonić do mamy :O To jest wcale nieprawda, po prostu chciałam zebyśmy porozmawiali o sprawach nas dotyczących, jego mama ma telefon za darmo i potrafi godzinami nawijać o sąsiadkach z zagranicy i o d***e maryni z przeproszeniem. *** ja nie mówię, że ja jestem święta. Jestem czasami wybuchowa to fakt, ale na nim mi zależy najbardziej na świecie i zawsze staram się być dobra, miła i tak dalej. Wiadomo, ze w związku o różnych rzeczach się dyskutuje, prosi o coś. Moja mama często mówi mojemu tacie żeby zrobił to czy tamto i on to rozumie, bo to jest ich wspólny dom, często jest na niego lekko wkurzona, że np obiecał że będzie robił szklarnię od 9 a jest już 12 i tu nic. Ale tyle! na tym się kończy, dochodzą do kompromisu i nikt się na nikogo nie obraża. A tż o drazu odpyskowywuje, wchodzi mi w słowo jak próbuję coś wytłumaczyć o obraża się.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość __m
To nie jest tak, że któreś z Was jest winne, a drugie niewinne. Po prostu jesteś histeryczka, a on choleryk. Przecież nie stał się taki z dnia na dzień? Piszesz, że Ty chcesz 'na spokojnie sprawy załatwiać' i wyjeżdżasz z oddaniem pierścionka? Uwierz mi, niejeden facet by w tym momencie bardzo mocno zrewidował pogląd na związek i myślę, że niejeden by nie zniósł takiej obrazy. Może gość miał gorszy dzień, naskoczyłaś na niego (na pewno uwaga o ojcu bardzo go zabolała) a potem histerycznie postawiłaś sprawę na ostrzu noża mówiąc, że to koniec i że Ty tak to rozumiesz.. Nie wróżę Wam dobrze. Choleryk potrzebuje osoby wyważonej, która by kompensowała jego wybuchy (broń Boże nie mówię o agresji!). Swoją postawą tylko pogarszasz sytuację.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Też bym się w****ila na jego miejscu bo próbujesz mu zarządzać czasem. Mówi że chce zadzwonić do mamy bo nie odbiera telefonu, pewnie się martwił że się coś stało a Ty mu wyjeżdzasz z jakąś farbą. Poza tym jeśli nie masz pojęcia o remontach to siedz cicho zamiast się rzadzic

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
przyznaję, że jestem histeryczką czasem. Przepraszałam go za ten pierścionek i na serio biję się w pierś, że nie powinnam była tak zrobić. Co mnie wkurzuło to głównie to, że staram się najnormalniej w świecie poruszyć zwykły, codzienny, nudny jak flaki z olejem temat który nas niedługo czeka, a on wybucha, obraża mnie i jeszcze przeklina (czego nienawidzę i o czym mu często mówiłam). Takie sytuacje zdarzają się nie jakoś tam często, ale jednak i ZAWSZE są o pierdoły. *** Kiedys idziemy też na spacer i on mówi: wiesz co, jak znajdę wreszcie pracę to wtedy kupimy wino i pójdziemy się gdzies upić. Ja na to: "aaaj a ja myślałam, że powiesz że pójdziemy wreszcie gdzieś do jakiejś knajpy" i ŚMIEJĘ się z tego, obracam w żart a on oczywiście znowu swoje: "a tobie od razu coś nie pasuje, ta jasne w********ę siedem stówek na knajpę itp itd".....a ja jak Boga kocham chciałam po prostu z tego zażartować. **** Takie sytuacje tak naprawdę są od niedawna. Zawsze byliśmy zgraną parą, rozumieliśmy się bez słów, jedno zaczynało zdanie a drugie kończyło. Mamy te same poglądy na świat, na ludzi, ten sam humor (przeważnie) itp. To nie są codzienne sytuacje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
nie zarządzam jego czasem. Nie kazałam mu jechać już teraz w tej chwili po tę farbę. Chciałam przedyskutować temat, to wszystko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fioletowa krowa
Ja tam nie uważam, że zrobiłaś źle mówiąc o tych tatusiowych genach. Wcale też nie zrobiłaś źle oddając mu pierścionek. Jak facet na chwilę poczuje, że Cię traci, to nic mu sie nie stanie, a i Ty będziesz wiedziała, czy mu zależy. Jak tak, to dobrze - jak nie, to dobrze że to wyszło przed ślubem. Dla mnie facet, którego nie można o nic poprosić, bo zaraz się bulwersuje, jest totalnym wałem (wybacz, takie moje zdanie). Nie zrób mu jedzenia raz czy drugi a jak zacznie Ci gadać to powiedz że ma Cie nie naciskać, że sie czepia i niech sobie sam raz zrobi, o ile kiedykoliwiek miał garnek w ręku. Zbulwersuje się, ale potem mu wytlumaczysz, że teraz on wie, jak Ty się czujesz w takich chwilach, kiedy on Cię atakuje. Swoją drogą, to że poszlaś do spowiedzi sama, to jak dla mnie dobrze. Pokazałaś mu tym coś, ale jeżeli go za to przeprosiłaś, to juz błąd. Jednak to, jak skomentował ten fakt, z tym wypięciem się, powinno dać Ci do myślenia. Mogę polecić Ci poradnik, który dużo mi dał, jeżeli chodzi o komunikację w związku. John Gray "Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus". Ta książka nie jest w żadnym stopniu przereklamowana.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pracujesz w szkole? Nie mam nic przeciw długim tekstom w tematach. Nie rezygnuję gdy widzę taki monolog. Ale Twój tekst zmęczyłam, beznadziejnie budujesz zdania. Aż dziw bierze, że jesteś nauczycielką. Co do Waszych problemów uważam, że to Ty postąpiłaś niewłaściwie. Ty chcesz rozmawiać o Was i tak ma być, matka nie ważna, ważna jesteś Ty. Ważne jest co Ty chcesz, a nie on. W ogóle nie liczysz się z jego zdaniem. A z oddaniem pierścionka przesadziłaś i powinnaś popracować nad sobą. Zacząć zauważać jego potrzeby nie tylko swoje. Co to za szantaż, że jak nie wstanie to koniec? Był zły, miał ochotę poleżeć w spokoju, widać, że nie chciał się kłócić tylko wyciszyć, a Ty mu wyskoczyłaś ze zrywaniem zaręczyn. Dziecinne i głupie zagranie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
Nie zrób mu jedzenia raz czy drugi a jak zacznie Ci gadać to powiedz że ma Cie nie naciskać, że sie czepia i niech sobie sam raz zrobi, o ile kiedykoliwiek miał garnek w ręku. *** tż bardzo często gotuje i świetnie mu to wychodzi. Nie chcę go przedstawiać tutaj jak potwora, bo nim nie jest, jest świetnym facetem, ale czasem coś w niego wstępuje. Ja żałuję tego pierścionka najbardziej no i tej wzmianki o genach....gdyby nie to, pewnie jakoś wcześniej doszlibyśmy do porozumienia. *** on nie jest przyzwyczajony do pracy tak naprawdę. Wiem, że dziwnie to brzmi. Długo studiował, długo nie mógł niczego znaleźć, wychowywała go mama, która wyznawała zasadę, że śpi się do 10, a później się ewentualnie coś tam zrobi. Teraz od kilku lat mama jest na stałe za granicą, więc to go jednak trochę zmieniło. No a to, że jest u mnie. Mieszkamy w domu.....a w nim jest ZAWSZE coś do zrobienia. Ja nie uważam, że powinno się przyjść z pracy o tej 16 i do rana mieć już święty spokój....po prostu zostałam inaczej wychowana. I to mnie często boli, że nie wychodzi z inicjatywą jakiejś pomocy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość __m
Szkoda, że za miesiąc Wasz ślub, bo sytuacje, o których piszesz nie rokują dobrze. Może 'daj mu spokój' przez cały dzień, tzn. jak wróci z pracy, to nie męcz go o to malowanie, wyjście gdziekolwiek. Tylko niech zrobi to, co mu się podoba - nawet gdyby miał tylko leżeć i patrzeć w sufit. Może udziela mu się przedślubny stres, nie wiem. Nie chcę nikogo oskarżać ani usprawiedliwiać, ale z własnego doświadczenia wiem, że faceci mają obiekcje przed ślubem i zastanawiają się czesto, czy ten cały ślub, to dobry pomysł. Nie ma w tym nic złego, każdy, kto rozsądnie myśli o przyszłości ma obawy, bo nigdy nie wiadomo co będzie. Może u niego to objawia się poddenerwowaniem, które świadomie bądź nie, ale tylko powiększasz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
tak, pracuję w szkole, uczę angielskiego, nie polskiego. Wiem, że mój tekst zasługuje na pałę :), wybaczcie, jestem nadal roztrzęsiona. Wiem, że zrobiłam źle...tż jednak też nie jest bez winy. To nie jest tak, że mama jego jest nieważna. rozmawiają prawie codziennie przez telefon. Jak jest w polsce to często do nas przyjeżdża. Zawsze mu powtarzam, że jego mama jest dobrym człowiekiem i że bardzo ją szanuję. On nie jest bez winy bo chciałabym, aby podchodził normalnie do normalnych spraw. Boję się co będzie jak będziemy mieć prawdziwe problemy. Jak będzie dziecko.... Ale i tak biorę większą częśc winy na siebie. Jak mogę teraz to naprawić. Ja go naprawdę kocham.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość __m
O widzę, że już się zleciały 'życzliwe', które podjudzają, zamiast wprowadzać spokój. Nie rób mu jeść!, nie uprawiaj z nim seksu!, bardzo dobrze, że zrobiłaś coś sama wbrew waszym umowom! - internetowe napinaczki, które urządzają dziecinadę w związku..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
Ależ nie będzie żadnego malowania, bo nie ma żadnej farby (chociażby dlatego) ;). Ten remont to dla nas jest bardzo pilna sprawa i tż o tym tez dobrze wiedział. Czekaliśmy tylko aż inne sytuacje się rozwiążą. To nie jest tak, że wymyśliłam sobie malowanie z nudów, mieliśmy się tam przenieść do tego pokoju, aby zrobić sobie więcej miejsca (nie będę się rozpisywać o co chodzi dokładnie)....ale i dla niego i dla mnie byłoby to super rozwiązanie. Obojgu nam zależało. Zachowałam się jak kretynka z tym pierścionkiem....wbiłam sobie do głowy, że jak powiedział "wyjeżdżam jutro do domu" to oznacza koniec.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
Kochamy się, wspieramy w trudnych chwilach. Zawsze wiedziałam, że to ten facet. Moi rodzice go bardzo lubią. Kocham go nad życie swoje własne. Boli mnie to wszystko bardzo, nie mam już siły, mam ochotę tylko płakać. Nie zrobiłam nic wczoraj złego....gdybym dała spokój juz na spacerze mimo jego przekleństw i gadania na mnie to jakoś by się rozeszło po kościach. Ale to wszsytko mnie jeszcze bardziej nakręciło.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość __m
Chodzi mi tylko o to, żebyś może spróbowała dać mu chwilę dla siebie - nawet jeżeli spędzi ją całkowicie bezproduktywnie. Nie chodzi o 'cichy dzień' i focha, ale zwyczajne danie luzu - po powrocie z pracy możesz zapytać np. jak minął dzień, i czy ma jakieś plany na dziś? Nawet jak warknie (pewnie będzie myślał, że masz w zanadrzu jakieś kolejne priorytetowe zadanie), to zluzuj, powiedz: 'ok, to może sobie odpocznij' i idź do swoich zajęć (cokolwiek, bylebyś była sama - polecam tematy niektórych idiotek na kafe, przedni ubaw :D - i on sam). Ja wiem, że są pewne priorytety (to Wasz nieszczęsne malowanie), ale skoro czekaliście (powiedzmy) miesiąc, to jeden dzień nikogo nie zbawi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość __m
Ano właśnie. Sama doskonale wiesz, że przesadziłaś. Czasu nie cofniesz, ale mozesz wyciągnąć wnioski: wszystko na spokojnie. Wiem, że to truizm, ale pośpiech i nerwy złym doradcą :) Pozdrawiam Was

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A ja napiszę coś , co sama przerabiam od 33 lat, tzn mam takiego choleryka za męża. Z biegiem lat, coraz trudniej, nic nie mówi , najczęściej krzyczy, z byle powodu robi awanturę, taką , że słyszą wszyscy dookoła, najlepiej wychodzi mu zarządzanie moim czasem, planowanie za mnie, rozkazywanie, a kiedy próbuje mu to wytłumaczyć, by zrozumiał , ze nie jestem niczyim """popychadłem"", jest tylko gorzej. Z Twoich opisów wynika, że Twój narzeczony , przypomina mi mojego męża dawniej, kiedyś się hamował, z biegiem lat, jest tylko gorzej.Gdybym dzisiaj stanęła przed wyborem męża,jego charakter i dobroć, postawiłabym na pierwszym miejscu. To , co opisujesz, i słowa , którymi odpowiada, to brak szacunku do Ciebie, skoro Ty mówisz, możesz oczekiwać tego samego.Wierz mi, wiem o czym piszesz, domyślać się można , jak będą wyglądały kolejne lata z nim .Jesteś młoda , wydaje Ci się , ze On się zmieni, a ja nie sądzę ....ale to Twoje życie i Twój wybór.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
___m ale wiesz co? on ma zawsze luz jak wraca z pracy. No owszem ostatnio jeździliśmy zapraszać ludzi, ale jechałam ja, swoim autem, tż tylko siedział obok i na serio nie stresował sie niczym. Czasem go o coś po proszę, o przeniesienie czegoś, o przybicie czegoś do ściany itp.....boże ale czy to nie jest normalne? nie naciskam. I zawsze ZAWSZE pytam się jak mu minął dzień, jak było w pracy, witam go niemalże w drzwiach, zawsze ma obiad zaraz jak przyjdzie....wczoraj zjadłam marsa z lodówki którego sobie kupił (tzn nie wiedziałam że kupił SOBIE myślałam, że tak ogólnie żeby był dopóki ktoś nie je....), dzisiaj poleciałam mu kupić bo szedł do pracy bardzo nieszczęśliwy bez batona....więc poszłam mu odkupić. Kurde wiem, że to brzmi śmiesznie, aż sama się uśmiecham czytając to ;)....ale to taki śmiech przez łzy. tż nie ma źle.....zawsze się pytam, czy mu smakuje, czy wszystko dobrze, dbam o niego. Siedzi na kompie zaraz jak wróci z roboty, nie przymuszam go do niczego. Pies jest nasz wspólny (teoretycznie). Parę dni temu powiedziałam mu: "wiesz kochanie, ja bardzo lubię z młodą wychodzić na spacery, to dla mnie wielka frajda, ale pamiętasz jak mówiliśmy że będzie nasza wspólna, byłoby mi miło gdybyś czasem zechciał mi pomóc i pójść sam, a ja w tym czasie zrobiłabym co innego"....dosłownie - tymi słowami, jak cukiereczek, jak z jajkiem. Stwierdził, że wiecznie mi źle....i wczoraj jeszcze to wypomniał :O On jest cudownym człowiekiem jeśli nie ma takich akcji

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Niestety nie wróżę Waszemu wiązkowi dobrze.Ty jesteś wybuchowa i nie masz za grosz taktu w pewnych sprawach a on od razu Cię atakuje i jest bezjajeczny...Wyskoczyłaś z tą farbą wczoraj jak Filip z konopi.On cały dzień martwił się o Mamę a Ty zamiast Go zrozumieć-zachowałaś się jak głupia egoistka,dla której ważniejszy jest remont niż uczucia podobno kochanego przez nią narzeczonego.Nieładnie! Twój facet też w porządku również nie jest,skoro większość rzeczy i ustaleń ma w siedzeniu i nie liczy się kompletnie z Twoim zdaniem.Nie umiałabym i przede wszystkim nie chciałabym być z mężczyzną,którego o wszystko muszę prosić a on najpierw robi awantury,pyskuje i strzela fochy a później na odczepnego(po prawie zerwaniu)coś tam zrobi w domu.Wiem,że Go kochasz ale zastanów się kobieto czy warto się babrać w czymś takim.Po ślubie będzie jeszcze gorzej.czeka Was z pewnością poważna rozmowa.Jeśli narzeczony to oleje albo znów odszczeknie,że Go ciągle naciskasz i czuje presje to go zostaw.Mówię poważnie,bo kiedyś byłam w podobnej sytuacji i dziękuję Bogu,że nie doszło do ślubu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
gość z 12.23.....sama nie wiem czy nazwałabym go cholerykiem. Raczej wydaje mi się, że jest przyzwyczajony do życia kawalera, może w tym tkwi problem. Kiedyś byłam świadkiem jak jego mama go opieprzała, że coś tam "zawsze musi zostawiać na ostatnią chwilę".....obraził sie i poszedł położyć się do łóżka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość __m
@naarzeczona OK, przez myśl mi nawet nie przeszło, że nie dbasz itd. :) Chodzi mi o to, żeby zastosować 'inną taktykę' - na próbę. Kolokwialnie mówiąc: daj mu święty spokój na jeden dzień - 'nie dręcz' pytaniami, 'nie dręcz' swoją osobą, nie róbcie nic razem (nawet jeżeli to miałby być spacer). O zapytanie go: 'co tam w rpacy?' chodziło mi o to, żeby nie miał poczucia, że są 'ciche dni i foch' - tylko tyle (nie był to zarzut, że się nie interesujesz :)). Domyślam się, że starasz się, dbasz i to wszystko z miłości, ale każdy człowiek potrzebuje czasem pobyć sam. Uważam też, że lepiej pobyć 'osobno' w domu, niż miałby iść gdzieś do knajpy i dać w szyję z kolegami. Poziom stresu trzeba regulować, a nie utrzymywać na stałym poziomie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Red123
Mialam podobne sytuacje. Jestesmy na etapie wykanczania mieszkania i to ja wciaz napieralam na kupno tego i owego. Mowilam ze nawet sama pojade i kupie ale niech pomoze mi wybrac kolor. Wciaz slyszalam ze naciskam, nie daje spokoju. Odpuscilam kompletnie i wtedy nastapil zwrot akcji. Chlopak sam prosil o pomoc. Czasami jak guma jest napieta to trzeba odpuscic bo jak naciagniesz to na pewno peknie. Na pewno nie pomoze nic w stylu nie gotuj mu, nie uprawiaj z nim seksu. Jakie to ma znaczenie? Chodzi o to ze to on ma Cie prosic o pomoc, skoro Twoje ofiarowanie odrzuca. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nienawidzę takich foc**jących się facetów.Uwierz mi,że będzie tylko gorzej.Ten facet zachowuje się jak rozkapryszony bachor.O nic nie można poprosić o niczym nie można porozmawiać bo zaraz czuje się atakowany i strzela focha.Masakra jakaś a nie mężczyzna..Mój były też był taki i po rozstaniu z nim odżyłam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
Unmei - ależ on nie martwił się cały dzień o mamę. Rozmawiał z nią dwa dni temu a wczoraj przez jakiś czas nie mógł się dodzwonić. Do domu! bo mama nie ma komórki. Pewnie poszła gdzieś do koleżanki ot i tyle. Rozumiem jakby nie rozmawiali od tygodni. Mama wróciła zza granicy i teraz jest w innym mieście w ich dawnym mieszkaniu (dawnym tż, mamy obecnym). Nie chcę siebie usprawiedliwiać bo wiem, że postąpiłam źle z ojcem i pierścionkiem, ale nie wyskoczyłam z farbą jak filip z konopii. Mówiliśmy od conajmniej miesiąca o tym remoncie, bo to jest pokój, który obecnie zajmują moi rodzice, mają się przenieść na dół a my mamy sobie powoli remontować całą górę w domu. Wcześniej nie bylo możliwe zajęcie tego pokoju, bo tato rozkręca swój biznes i ma budować garaż więc ważyły się losy czy czasem do tego pokoju nie trzeba będzie zmieniać okna (długa historia). Tż sie już tez ciągle pytał i niecierpliwił o ten pokój a ja ciągle mówiłam, że już niedługo. Więc myślałam, że jemu tez zależy na uwinięciu się szybkim z tym malowaniem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
Jeszcze dodam, że jak się do czegoś zabierze to widzę że potrafi być pracowity i staranny i dobrze mu wszystko wychodzi. Cenię go bardzo za to, że na wielu rzeczach się zna i na wiele rzeczy można z nim porozmawiać. Gdyby tylko nie miał tych fochów to byłby po prostu ideałem. czasem ja się nawet zastanawiam o co mu chodzi. Przychodzę np z jakiegoś miejsca, widzę że coś tam robi i rzucam "o hej, co robisz? coś przy aucie?" i idę w swoją stronę. Następnie on do mnie z fochem. Ja pytam się o co chodzi....a on "a bo ty tak od razu że robię coś przy aucie".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość naarzeczoona
dziewczyny błaguniam obserwujcie ten topic, będę tu pisać na bieżąco. W tej chwili jest mi tak źle, że mam ochotę tylko płakać. Nie chcę się wygadywać nikomu na żywo bo tak nie lubię. Jedziemy jutro na ten weekend z psiakiem, postaram się abyśmy porozmawiali na spokojnie. Boże tak mi na nim zależy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ależ wyskoczyłaś.Bo akurat w tamtym momencie był wkurzony i zmartwiony,że jego Mama nie odbiera telefonów przez cały dzień.Nie masz prawa mówić mu co ma czuć.Dla Ciebie to mogą być tylko 2 dni a dla niego aż 2 dni.Poza tym tekst o ojcu był poniżej jakiegokolwiek poziomu nie mówiąc już o akcji z pierścionkiem. Red-widzisz u Ciebie pomogło a u mojej kumpeli jak odpuściła to panele do kuchni leżą już 5 lat nieruszone tak samo jak kafelki do łazienki w piwnicy...Więc wiesz-nie zawsze dobrze jest odpuścić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość __m
Drogie Panie, popieram Was w Waszej krucjacie o normalność w związku, ale weźcie, proszę, pod uwagę punkt widzenia faceta :) Same piszecie, że 'ciągle to ja nalegam, żeby ... (i tu wstaw to, co jest u Ciebie: zrobić remont, zrobić porządek, umyć samochód).. Chodzi mi o słowo: "ciągle" - cholery idzie dostać! Bo od faceta ciągle się czegoś chce. W pracy, w domu i tak cały czas. Każdy by się wściekł, tylko faceci różnie reagują: jeden zacznie kurwić i trzaśnie ręką w stół, drugi trzaśnie drzwiami i wyjdzie do kolegów, trzeci będzie robił 'na złość', a czwarty 'strzeli focha'. Nie bronie leni! BYNAJMNIEJ! Ale zluzujcie trochę, a wszyscy będziecie zdrowsi. U autorki sytuacja jest ŚWIEŻA, a Wy dajecie rady poparte na kilkuletniej walce z tego typu człowiekiem. Chodzi mi o to, że nie można wyskakiwać z armatą na wróbla i robić wideł z igieł. Jeśli stan narzeczonego autorki będzie 'przewlekły', to inna sprawa.. ale póki co jest jednostkowy (przynajmniej z tego co ona pisze)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

×