Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Niby ok

mąż niby idealny

Polecane posty

Gość Niby ok

Witajcie, Mam pewien problem z mężem (dalej M). Z góry dziękuję za wszelkie sensowne komentarze. Jesteśmy 4 lata po ślubie, mamy 3- letnią córkę. Generalnie mój mąż to porządny facet. Jest w porządku, uczciwy, pracowity, bardzo pomocny w domu, nie pije, nie bije itp. Gdy ktoś popatrzy z boku to ideał. Do tego bardzo przystojny. Można by powiedzieć, że mi się trafiło. Po części się zgadzam, jednak nie do końca. M pochodzi z patologicznej rodziny. Jest bardzo związany ze swoją mamą, na tatę (alkoholika) patrzeć nie może. Jego rodzina jest dość mocno pokręcona. Tata jako policjant odszedł na wcześniejszą emeryturę, zajął się domem, gotował, sprzątał i w ogóle "zrobił z siebie Marysię" i zaczął pić. Wiem, że to dość duże uproszczenie, ale chcę tylko przedstawić kontekst. Z M zakochaliśmy się od razu, po kilku miesiącach postanowiliśmy się pobrać. Wiedziałam, że to Ten. Nie myliłam się, ale zrobiło się nieciekawie. M potrafi się przestać odzywać, ale nie robi tego ewidentnie. Nie zacznie się po prostu nie odzywać, on się czai. Pokazuje, że niby się odzywa, ale nie do końca. Nawet nie wiem jak to opisać. Możemy się czasem mocno pokłócić, a on i tak rano wstanie i zapyta się czy nie napiję się kawy czy nie zrobić mi kanapek do pracy (tak, to On robi kanapki do pracy). W każdym razie wygląda na to, że po każdej kłótni wychodzi na to, że to ja znowu się czepiam, że to ja się przestałam odzywać i w ogóle wszystko jest moją winą. Mamy w domu podział obowiązków. Ja gotuję, sprzątam mieszkanie, on sprząta po obiedzie, czasem odkurza i wyrzuca śmieci. Ja robię pranie, on prasuje sobie koszule (twierdzi, że zrobi to najlepiej). Ja zajmuję się dzieckiem. On myje samochód, zabiera córkę na basen. Szczerze mówiąc my się nawet już nie kłócimy. Po prostu przestajemy się odzywać. Na początku pytałam o co chodzi, co jest, dlaczego się nie odzywa. Ale za każdym razem z zaskoczeniem pytał się o co mi chodzi, przecież wszystko jest ok. A uwierzcie mi, że nie jestem histeryczką i wiem kiedy jest nie tak. Potem jak pytałam co się dzieje itp. to mówił, że to ja się przestałam odzywać. Co jest EWIDENTNIE nieprawdą. Strzelał focha i wychodził do pokoju. Albo włączał komputer i już go nie było. Więc z czasem przestałam się pytać o co chodzi i nieodzywanie było już wyraźnie jak mało co. U nas układ jest trochę odwrócony. M ma bardziej kobiecy charakter, ja bardziej męski. Nigdy nie umiałam tkwić w nieporozumieniach. Zawsze pytałam co jest dostawałam odpowiedź, temat był wyjaśniany i było ok. Tak miałam zawsze. Uważam, że życie jest za krótkie aby je spędzić na obrażaniu się. W każdym razie w chwili obecnej tkwimy w takim nieodzywaniu. Jeszcze chcę powiedzieć, że odbyłam z nim wielokrotne rozmowy, jak było ok, co mi nie pasuje, że przestał na mnie zwracać uwagę, że nie zależy mu tak. Przestaliśmy też ze sobą sypiać. Od mniej więcej 2 lat spaliśmy razem może z 10 razy, ale raczej mniej. Wszystko stało się jałowe. Mam ogromne wrażenie, że uciekają nam najpiękniejsze lata. Mamy niezłą sytuację materialną, świetne dziecko, wszystko układa się. Jesteśmy zdrowi i w ogóle. Szkoda mi weekendów, w których siedzimy w domu, każdy osobno. On to wie. Zna moje podejście. Wczoraj poszłam spać po 20, jak usypiałam dziecko, bo nie było sensu siedzieć dłużej. On włączył komputer i przepadł. Kiedyś chciał rozmawiać, jak coś było nie tak to oboje dążyliśmy do zgody. Teraz nie. Teraz mam wrażenie, że to mi zależy. On się nie odzywa. Naprawdę strasznie mi źle. Nie wiem co zrobić. Nie chcę po raz kolejny wyciągnąć ręki. Bo wiem, że to będzie znów tylko na chwilę. Że niedługo znów się nawet nie pokłócimy, ale nadejdą ciche dni i znów będzie to samo. Zagroziłam kiedyś, że odejdę, że może lepiej będzie żyć osobno. Że papier małżeństwa nie jest nam do tego potrzebny. On mi powiedział, żebym pomyślała o dziecku. Nie mówi, że kocha. Dalej kupuje kwiaty, ale nie daje ich już, tylko automatycznie wstawia do wazonu. Niby ideał. Napiszcie coś, proszę. Pozdrawiam,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Nibylandia__
wie ktos moze gdzie kupie jakis dobry i tani lakier do paznokci?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
a co możemy ci napisać.Albo mu powiesz jak Ty sie czujesz z tym bez żadnego obwiniania i do niego dotrze, albo terapia. Tu nic więcej nie da się napisać. Facet jest obciążony dysfunkcją rodziny i jakos sobie stara z tym radzić, a że akurat tak że o pewnych rzeczach się nie mówi to już inna sprawa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Renty, kobieto inni mają o niebo gorzej: ) Może poprostu nie zwracaj na to uwagi przejdź do porządku i po paru dniach minie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość niby ok
Mówiłam i to nie raz. On tak wykręca kota ogonem, że potem mam wrażenie, że może faktycznie to znów ja przestałam się odzywać. Najbardziej dotkliwe jest to, że on po prostu pokazuje, że już mu nie zależy. Szkoda lat na takie życie. Więc trzeba coś z tym zrobić. Nie chcę po raz kolejny wyciągać ręki, bo wyjdzie tylko na to że to "znów" moja wina.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wiem, że inni mają gorzej. Ale chyba nie o to chodzi. Zawsze będą tacy co mają gorzej. Może faktycznie, jak sprząta i nie bije to nic tylko radować się ze szczęścia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
z takim ideałem na pewno bym nie wytrzymała. ewidentnie coś się dzieje w życiu twojego męża o czym ty nie wiesz. może popada w depresje a może ma jakiś inny "problem". jeśli nie brakuje wam pieniędzy postawiłabym na prywatnego detektywa,który rozwieje twoje wątpliwości.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość niby ok
Szczerze mówiąc, to mam wrażenie, że znudziła go monotonia życia codziennego. Praca, dom, dziecko. Jak proponuję wyjście gdzieś. To zawsze, ale to zawsze ten film, który ja wybiorę jest kiepski (ostatnio był lewiatan, ida to już w ogóle go nie wciągnęła). Wygrałam bilety do teatru, to spektakl mu się też nie podobał stwierdził, że dobrze, że za to nie zapłaciliśmy. Sam niczego nie zaproponuje. Obiecał mi konkretny prezent na święta. Nie wyrobił się podobno do świat i powiedział, że dostanę po świętach. Ponieważ mi zależało kilka razy niby w żartach zapytałam i jak tam mój prezent, to nic nie odpowiedział. Wiem, że niby głupoty, ale coś się dzieje i to od dłuższego czasu. Nie sądzę aby wchodziła w grę ta druga, choć pracuje w firmie z całą masą kobiet. Jednak on należy do tego porządnego typu facetów, którzy obrączki nigdy nie ściągają i nie oglądają się na ulicy za nawet półnagą panną.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość niby ok
Panience marzy się normalna rozmowa nic więcej. Zwyczajne wyjaśnienie dlaczego od ok 2 lat żyjemy jak współlokatorzy. Faktycznie, wydumałam sobie problem. Potrzebuję rady co zrobić, aby jakoś to wszystko rozruszać, aby mu znów zależało. Nie chodzi o jakieś materialne przejawy, ale o zwykłe "zależenie", jego chęć do zrobienia czegoś razem. Dziś zabrał dziecko na spacer i nawet nie zapytał czy pójdę z nimi. Jak ja się z dzieckiem bawię, to on siedzi przy kompie. Odsuwa się jak może. Gdybym nie wiedziała jak jest jak jest dobrze, to bym się nie czepiała. Uwierzcie mi. Szkoda by było naszego cennego czasu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Czytajac Twoj tekst, zauwazylem wielkie podobienstwo miedzy zachowaniem Twojego meza, a swoim. Ale rowniez zauwazylem, ze dla zwiazku staram sie robic rzeczy, ktore Ty robisz, a zona reaguje tak jak Twoj maz. Zle sie z tym czuje, ale chyba mysle, ze w ten sposob chce pokazac, ze mi zle. Probowalem rozmaiwac, kazda rozmowa konczy sie klotnia, a po dwoch dniach zycie wraca do starego biegu. Wiec przestalo mi zalezec, albo raczej chce pokazac, ze przestalo mi zalezec. Moje zdanie jest takie, ze Twoj maz tez chce pogadac, ze chce cos Ci pokazac, tylko nie potrafi do Ciebie dotrzec. Moze terapia? Moze przy trzeciej osobie latwiej bedzie wam porozmawiac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość niby ok
Dzięki za odpowiedź. Próbowałam rozmawiać. Powiedział, że potrzebuje więcej czasu dla siebie. Na początku trochę się oburzyłam (nie pokazałam, tylko wewnętrznie się oburzyłam), ale z czasem mówię, że ok. I teraz ma dla siebie każdy wieczór. Dziecko idzie spać po 19, przed 20. I od wtedy M ma czas dla siebie. Ogląda, siedzi przy kompie, czyta. Ma czas dla siebie. Myślałam, że po takich kilku dniach "wróci". Że będzie chciał coś razem zrobić, coś razem obejrzeć, obgadać, napić się wina. Cokolwiek. Ale nie. On ma czas DLA SIEBIE i spędza go ze sobą. Wyłącznie. To jest dla mnie przerażające. Ja wolę oglądać z nim, bo co mi po robieniu czegoś samej. Czytam w drodze do pracy. Po całym dniu przed kompem oczy bolą przeokropnie. Koniec końców jet tak, że on ma czas dla siebie i robi sobie w nim wszystko co w czasach kawalerskich, a ja się miotam, że nie jesteśmy razem. Oczywiście nie musimy być cały czas, ale choć ten jeden wieczór z soboty na niedzielę, kiedy nie trzeba rano wstać. Mam potrzebę bycia razem, M najwidoczniej nie. O to chodzi. Z terapią powiedział mi kiedyś, że jak potrzebuję to możemy pójść. On takiej potrzeby nie widzi. Po co płacić komuś za pogadanie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Może jak próbował coś tam kiedyś dyskutować to wybuchały kłótnie i koniec końców i tak było po twojemu? Ja trochę z autopsji bo z żoną tez na początku próbowałem różne rzeczy omawiać i kończyło się fochem i tym że i tak wymuszała co chciała wiec teraz po latach już nic nie omawiam, nic nie proponuję, nie dyskutuję tylko robię swoje i koniec. Nie mam ochoty "kopać się z koniem"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość niby ok
Tylko że M nie ma w zwyczaju usiąść i rozmawiać. On tak wszystko "po kątach robi". Nie postawi sprawy jasno, tylko czeka aż zacznę pytać o co chodzi i w ten sposób wykręca kota ogonem. Poza tym nie uznaję podnoszenia głosu, bo o wszystkim można pogadać. Nie mówię, że jestem bez winy, ale chcę się dowiedzieć co mogę ewentualnie zrobić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×