Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Nie starcza nam pieniedzy

Polecane posty

Gość gość
Napisalam w zaokragleniu 2000tys, miałam na mysli najnizsza krajowa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
21;47 alez znajdzie za 2 tysie. Tyle wynosi najnizsza krajowa brutto. A nawet jak znajdzie za te 1500 do reki, to przeciez jej spokojnie po oplaceniu przedszkola do ukonczenia przez dziecko 3rz, zostanie ok 800 zl. Oplaci szkole i zostaje 500 zeta do domowego budzetu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
21:42 a gdzie ja komu napisalam, ze ma sie douczyc, ze piszesz 'sama sie doucz' :/ autorka pisala chyba 3 razy, ze rodzice pracuja, a ktos jej z uporem maniaka odpisywal, zeby zostawila z nimi dziecko, to bylo w odpowiedzi na jej posta. Zreszta to tylko przyklad. I akurat tak, ja najpierw czytam i pytam, a potem wyciagam wnioski, a nie jak niektorzy tutaj sadza wg siebie. Np. autorka napisala, ze mikrofale wlacza ok 3 razy dziennie, to juz ktos wymyslil i puscil pojazd, ze dziewczyna nie gotuje tylko odgrzewa gotowce. I juz, zero pytan, wy zawsze wiecie lepiej, zawsze autor jest winny i głupi, nie ma argumentow to sie jakies wymysli, co tam, byle pojechac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
gość dziś Akurat nie pisałam wszystkiego o co się czepiasz, więc nie podważam wszystkiego co mówisz. Ale mam przykład - posiadam telefon za 600zł, minęło już 25 miesięcy więc koszt mojego telefonu to 24zł miesięcznie a nic póki co nie zapowiada, że sam z siebie padnie (chyba, ze mi upadnie :P ) więc miesięczny koszt tak naprawdę maleje (ani jednej naprawy nie potrzebował). I to nie jest smartfon na full wypasie, ale już taki bardzo funkcjonalny. Mój znajomy ma tel za 400zł już dobre 3lata, też całkiem spoko (inny system po prostu i mniej możliwości) - koszt jego tel to 11zł miesięcznie (aktualnie). A spokojnie możesz kupić tel za 200-300zł i wcale Ci nie padnie po roku, wtedy tel będzie Cię kosztował 10zł miesięcznie (w ciągu 2lat, jak więcej to koszt spada). A jak nie potrzebujesz smartfona to za 100zł są świetne telefony. Koszt nielimitowanych rozmów i smsów to 29zł (pierwsza lepsza oferta, być może są gdzieś tańsze). I to bez zobowiązań. Czyli za 40-50zł miesięcznie masz full pakiet do korzystania +całkiem dobry telefon, bez żadnych zobowiązań, a przy zwykłym telefonie to masz to za jakieś 35zł miesięcznie. Więc po chuj pakować się w abonament za 50-70zł, dostać średnio dobry telefon (rzadko kiedy jest coś ciekawego, dla biznesu głównie) i mieć cyrograf na 2-3lata? te głupie 20zł przepłacania miesięcznie to 480zł wyrzucane w błoto podczas 2letniej umowy (i to zakładam, ze za tel ani grosza się nei dopłaca, bierze niskie abonamenty itd, a jak mąż autorki dał się naciągnąć to obstawiam, że więcej przepłaca). Przy 2 telefonach to daje nam 1000zł. Plus internet pewnie też drugie 500-1000. Tak, oczywiscie musisz MYŚLEĆ WCZEŚNIEJ, że telefon to potrzebna sprawa, a nie jak masz 0 na koncie obudzić się, że jednak by się przydał. Ale w perspektywie tych 2-3lat abonamenty się nie opłacają (ponownie - chyba, że masz dg i biznesowe plany) x Ja wiem, w perspektywie miesięcznej to śmieszne oszczędności. Ale dzięki temu w ciągu 2 lat zamiast 2tys samochodu mieliby spłacone 3-4tys BEZ NAJMNIEJSZEGO ODMAWIANIA SOBIE CZEGOKOLWIEK. x Policzmy te papierosy - niech mąż zredukuje o 20% palenie (zamiast 10 dziennie to 8)- to daje nam 50zł miesięcznie. W skali roku to jest 600zł. Już kredyt autka by się zmniejszył i mieliby spłacone 3,5-4,5 tysięcy. x I tu nie chodzi o to, że mają kokosy. Ale o to, że maja bardzo dużą tendencję do rozpirzania kasy. To się każdemu zdarza, jasne. Czasami to jest przyjemne, ale trzeba miec tego świadomość i mieć co rozpirzać. A oni są trochę w dupnej sytuacji jak nie mają ani grosza na czarną godzinę odłożonego, a autorka zamiast szukać jakiejkolwiek pracy to sobie wszystko na wrzesień odkłada. x PS. akurat pracowałam trochę w telefonii więc już dawno to zauważyłam, że klienci mają tendencję do wybierania skrajnie niekorzystnych opcji (które oczywiście sprzedawcy wciskają na siłę).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Autorko, powiedz też o jakie studia Ci chodzi. Pewnie boisz się krytyki (która na 200% będzie), ale może się znajdzie ktoś kto ma w tym doświadczenie i Ci powie jak to wygląda. Bo póki co wydajesz się bardzo młodą i niedoświadczoną osobą, więc nawet jeśli myślałaś kilka lat o tych studiach jest szansa, że dużo sobie wyobrażasz nie mając większego pojęcia o tym co jest potrzebne do wymarzonego przez Ciebie zawodu (może są np. inne drogi by to osiągnąć).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Na paliwo nie tak dużo, bo poszłoby jeszcze 100 na bilety? Niech będzie 200, dla nich obojga- chociaż nie wiem po co autorce miesięczny, ale nawet jeśli tak. Tyle że auto nie kosztuje ich 300 zł miesięcznie- auto kosztuje ich co najmniej 800 zł miesięcznie- paliwo, plus kredyt, plus koszty ubezpieczenia i napraw (chociaż te ostatnie jakby policzyć zapewne dają jeszcze większą kwotę). Więc sama rezygnacja z samochodu, przy tych biletach, to jest +600 zł miesięcznie. Mało? Na zakupach tyle straci? Zakupy może robić mąż po pracy, częściej- a drobne, raz na tydzień- dwa niech nawet zrobi naprawdę duże i wróci do domu taksówką, niech na te taksówki awaryjnie pójdzie kolejne 200- to dalej mamy 400 zł miesięcznie oszczędności. Zakładając że nie ma u nich opcji zakupów z dowozem do domu, bo czasami i poza miastem dowożą. Te 400 zł to dla autorki bardzo dużo. Rodzice nie mają drugiego auta z którego można awaryjnie skorzystać? Tyle że podejrzewam że szanowny małżonek nie zrezygnuje z własnego komfortu i wożenia tyłka samochodem, bo przecież nawet jak ona pójdzie do pracy- to samochód będzie dla niego, tak jak nie zrezygnuje z fajek- ona siedzi z kartką, planuje jadłospis i liczy, żeby było na przedszkole, żeby miała na szkołę. Może jak dostanie 5x w tygodniu zupę na kościach i podroby albo placki ziemniaczane, pierogi i pyzy, bo tanie, to otrzeźwieje trochę. Bo on przedłużył bez pomysłu umowy, bo on wziął kredyt. Nikt nie mówi że 3,5 tys na 3-osobową rodzinę to kokosy, bo tak nie jest. Po prostu to jest kwota która, zwłaszcza przy opłatach we wspólnym domu, spokojnie wystarcza na codzienne potrzeby i powinna pozwolić jeszcze na skromne bo skromne, ale oszczędności i drobne przyjemności. A autorce nie wystarcza, mają kredyt, mają dług (karta do spłaty), w perspektywie- większe wydatki, stąd rady. Prosi o nie, to ma. Wiem że niektórzy wyszli z bogatego domu i zawsze byli ustawieni, ale zakładam że większość z nas, tak jak ja, miała kiedyś taki "cienki" okres w życiu, kiedy się patrzyło czy po zapłaceniu rachunku za prąd będzie na buty zimowe, i takie rady są podytkowane doświadczeniem. \ Tak, jak było cienko a mąż nie musiał w czasie pracy korzystać z samochodu, to tego samochodu nie mieliśmy. Jak trzeba było, to dorabiam dorywczo sprzątaniem- praca elastyczna i mało godzin, a wychodziła pensja jak za pół etatu. Szkołę robiliśmy na zmianę, najpierw on, potem ja, już po ślubie, przy czym moja "zahaczyła" o ciążę i poród- ale nie wszystko na raz. Jest etap kiedy człowiek inwestuje w siebie i się dorabia, i jest etap kiedy korzysta z tego co osiągnął, a u autorki najwyraźniej wszystko na raz, przejadają pieniądze które powinny pójść na to żeby w przyszłości było lepiej. I z takim podejściem, lada chwila wpadną w długi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
22.12 widać, że pracowałaś w telefonii i potrafisz ludziom kit wciskać. Tam pracują sami oszuści i naciągacze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Na moj telefon wlasnie podpisalismy umowe, meza umowa konczy sie za dwa miesiace. Najgorsze jest to,ze on teraz placi 30 zl , a tez ma kilkuletni telefon, ktory sie juz do niczego nie nadaje, bedzie chcial miec nowy i pewnoe mu wcisna za 50zl.... I internet chyba tez calkiem niedlugo sie konczy i na pewno nie bedziemy juz tyle placic. Najwyzej wezmiemy z innej firmy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
gość dziś O to właśnie miałam na myśli pisząc o telefonach. x "22.12 widać, że pracowałaś w telefonii i potrafisz ludziom kit wciskać. Tam pracują sami oszuści i naciągacze. " Ojeju, jakaś Ty mądra. Akurat pracowałam najpierw na infolinii (płatności etc, czesto też ODKRĘCAŁAM jak się dało kretyńskie zmiany planów) a potem obsługiwałam reklamacje. Przeczytaj ze zrozumieniem co napisałam a wtedy próbuj dosrywać, bo akurat chciałabyś, żeby w telefonii pracowały takie osoby jak ja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
a po co wam nowe telefony? to dodatkowa kasa do rachunku, jak nie miałam kasy to w pierwszej kolejności opłacałam rachunki potem życie a telefon skoro był w dobrym stanie i działał to go nie zmieniałam, podpisałam nową umowę bez telefonu zmniejszając sobie przy tym abonament, a jeszcze przedtym okresem miałam starą nokię i tylko doładowywałam telefon za 20 zł i to mi starczało, więc można

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
gość dziś Sprawdźcie co operator ma do zaoferowania, zobaczcie po ile dany telefon chodzi na wolnym rynku o przeliczcie to. Zobaczcie co inni operatorzy dają za przeniesienie się (nowi klienci często mają korzystniejsze oferty niż przedłużający umowę). Jeśli mimo wszystko wolicie pozostać w abonamencie musicie trochę marudzić na warunki, porównać do konkurencji etc. Bo większość operatorów ma kilka linii ofertowych - od średniej do bardzo korzystnej. Ale no fajnego telefonu tam raczej się nie ugra, zniżki na abonamencie raczej jak już.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
no właśnie i takie niby nic nie znaczące wydatki jak choćby te teleofony, fajki i pewnie wiele innych, o których nie wiemy i kasa się rozpływa, nie wiadomo gdzie, pomyśl autorko że w skali roku to by się uzbierał 1 000 zł jak nie więcej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ale bez sensu tu piszecie o np. tych fajkach... tez mi się wydaje, ze trzeba się dobrze zastanowic, czy te studia na bank cos dadza, ale ja tu nie widze zadnej dramatycznej sytuacji, co innego jakby oni mieli z 600 zł na 2 osoby, i z tego by sżlo 250 na fajki, a probvlem w tym, ze oni maja dość dużo kasy i nie mieli okazji nauczyć się jak przycinac wydatki. Moim zdaniem rezygnacja z konkretnej rzeczy typu samochód, czy wydanie zwierzat nie ma sensu, spóbujcie czy nie ograniczycie wydatków wsiadając np. czasem na rower zamiast do samochodu, np. jadac na małe zakupy, gaszenie swiatła w domu żeby mniej szło na prad, i tego typu rzeczy... Najgłupsze to faktycznie te abonamenty na telefon i net...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
22:48 Akurat fajki to ogromny wydatek i niepotrzebny. Więc o ile przycinanie na żarciu czy zwierzętach jest bez sensu (chyba, ze naprawdę dużo kasy idzie na pierdoły w stylu słodki mały jogurcik z postacią z bajki etc) o tyle ograniczanie palenia jest bardzo efektywne. Bierzcie pod uwagę, ze teraz tracą 250zł mięsiecznie . A ile straca (i to nawet nie pieniędzy) jak mąż autorki w związku z fajkami zachoruje? Można zachorować bez fajek, ale po co zwiększać sobie prawdopodobieństwo i jeszcze za to dopłacać?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
22:12 i 22:20 :) tylko ja wlasnie nie zauwazylam zeby oni rozwalali kase, bo tu nie ma zbytnio co rozwalac... Te telefony - ok, my mamy chyba 120 w duecie ze smartfonami ze sredniej polki no i jakos 80zl upc za tv i internet, ale my moglismy tak sobie wziac bo mi starcza. Na pewno by oszczedzila te moze 30 czy 40zl miesiecznie, ale watpie zeby ich to ratowalo. Do uwag na temat fajek sama sie nie czepiam, bo moj pali, ja dlugo palilam, wiem ze nawet ograniczyc jest ciezko, jednak da sie rzucic, wystarczy chciec, taka prawda (palilam 7 lat). Ale mojego meza nie moge za nic przekonac. Ale jak mamy gorszy okres finansowy (wakacje) to skreca sam i jest polowe taniej. Ale z tym samochodem po prostu sie nie zgodze. Nie wyobrazam sobie nie miec auta przy dziecku, nie wyobrazam sobie czekac na autobus 2 godziny, w razie czego w nocy nawet nie zawioza dzieciaka na sor, taksowka w nocy jest strasznie droga, w Warszawie to szkoda gadac... A jak im taksa wypadnie nie 2 razy w miesiacu a 4 to co? Wyjdzie im na zero, tylko w pozostale dni sie umecza pksem czy tam miejskim. Skoro autorka ma isc do pracy to miesieczny bylby potrzebny. A skad wniosek ze autem bedzie jezdzil tylko maz? A moze beda jezdzic razem albo sie dzielic? Oczywiscie jakby klepali biede to niech sprzedadza samochod i sie tluka autobusami, ale ja akurat uwazam auto za podstawe i ten caly kredyt (niewielki w dodatku) za uzasadniony, szczegolnie ze maja np male koszty mieszkania. Autorce po prostu wychodzi na styk, ale raczej nie musi dziecku od ust odejmowac zeby utrzymac samochod... Jak zylismy bez samochodu 5 lat to przeklinalam te glupie tramwaje srednio raz w tygodniu mimo, ze mieszkalismy blisko centrum miasta i nie mielismy dziecka. A to nie przyjechal, a to przyjechal zawalony ludzmi i sie jechalo w smrodzie latem jak sardynka, w kolko z siatami pelnymi ciezkimi jak goryl... A do szkoly jak dojezdzalam busem to to samo, laskawie przyjechal i to na czas to bylo swieto lasu... Nie wyobrazam sobie tego z dwulatkiem pod opieka i sie nie dziwie ze auta nie sprzadadza. Bardziej bym na miejscu autorki zapanowala nad tym, co zostaje po odliczeniu wydatkow stalych, co sie z tym dzieje. Chociaz sama widze ze przy dziecku ta kasa nog dostaje:/ autorka dostala kilka cennych rad, ale z tym samochodem i zwierzakami ja popieram. To po prostu nie jest takie proste i oczywiste, sprzedaj samochod, jak sie mieszka gdzies, skad sie nie da dojechac jak czlowiek.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
dziś - zabawne te wyliczenia... :) ja bardzo oszczędzam, odkąd rozstałam się z mężem 10 lat temu to miałam chyba 3 telefony, za każdym razem kupowałam używane, dwa ostatnie z lombardu, ten co mam obecnie chyba 3 lata kosztował 70 zł... ostatnio jak przechodziłam to widziałam ze mieli najtańsze aparaty za 15 zł, a starsze smartfony od ok. 100 zł.. nie warto się pakowac w żadne abonamenty, na rozmowy wydaje z 10 zł na mc - kupuje na karte..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
22:48 Akurat fajki to ogromny wydatek i niepotrzebny. Więc o ile przycinanie na żarciu czy zwierzętach jest bez sensu (chyba, ze naprawdę dużo kasy idzie na pierdoły w stylu słodki mały jogurcik z postacią z bajki etc) o tyle ograniczanie palenia jest bardzo efektywne. x niepotrzebny komu? Tobie? Ja tez niepalę, ale może on b lubi, albo po prostu nie jest w wstanie rzucic... musisz zrozumieć, ze to co dla ciebie niepotrzebne, niekoniecznie jest takie dla kogo innego. I jestem pewna, ze akurat w tajkiej sytuacji przekonałabys gościa do wszystkiego tylko nie rzucenia fajek. A jeśli chodzi o kase, to wątpliwe czy to by przyniosła więcej w portfelu, bo jak ktoś nie pali, to czesto zaczyna to rekompensować czym innym, np. zwiększonym jedzeniem..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Odnosnie telefonu. Posiadam smartfona za 400 zl i taryfe za 25 zl miesiecznie gdzie mam nieograniczone minuty i sms do wszystkich sieci i kilka giga internetu. 400 dzielone na 2 lata, to 17 zl plus te 25 to daje mi 42 zl miesiecznie razy 2 to my na okraglo 85 zl.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
UP

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A dlaczego nie możesz mężowi sama robić papierosów, skoro siedzisz w domu? Wśród moich znajomych mało kto już kupuje gotowe, bo to jest drożyzna. Po drugie samochód za 10 tys zł przy takich zarobkach to jakiś kosmos. Niestety, żeby mieszkać na wsi to trzeba mieć kasę, bo na dojazdy sporo idzie a takto MPK starczy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Większość ludzi chce wygodę i brnie w kredyty. Ja mieszkam w mieście, ale i ja do pracy mam 15 km :) z powodu cen można się przejechać rowerem, większość moich znajomych takie niewielkie odległości dojeżdża, zwłaszcza jak jest w pracy prysznic. Podobnie można dojeżdżać do sklepu, nawet z dzieckiem w koszyku i do lekarza. Autorka nie ma wiele pieniędzy, ale jej mąż spoko zarabia. Po prostu decyzja o dziecku była albo nieprzemyślana, albo wpadką (normalnie miałaby macierzyński, wychowawczy, a jeśli chciałaby dłużej siedzieć w domu - odłożone pieniądze). Większość moich koleżanek dorabiała z dzieckiem w domu, choćby na słuchawkach albo opiekując się innymi dziećmi (o bardziej nietypowych sposobach nie wspomnę bo zakładam że autorka nie ma jakichś szczególnych umiejętności). Fajki męża to uzależnienie na które Was nie stać. Nie wiem o co chodzi z "ubezpieczeniem z pracy" - nawet na umowie zleceniu ubezpiecza pracodawca. Co do samochodu, da się trafić na całkiem spoko auto używane za 2500-5000, oczywiście stary model. Moim zdaniem autorka ma pełno wydatków na których w obecnej sytuacji mogłaby przyoszczędzić, ale jej się nie chce. Studia są moim zdaniem raczej fanaberią, z wyjątkami (inżynierskie, farmacja, medycyna) nie pomagają w znalezieniu dobrej (ani żadnej) pracy. A w/wym. wymagają dodatkowych nakładów, aplikacji etc. Nawet programowania można się samemu nauczyć. Krótko mówiąc autorka jest trochę oderwana od rzeczywistości i poczyna sobie niefrasobliwie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
"A jeśli chodzi o kase, to wątpliwe czy to by przyniosła więcej w portfelu, bo jak ktoś nie pali, to czesto zaczyna to rekompensować czym innym, np. zwiększonym jedzeniem.." Pierdolenie słabych i leniwych ludzi. Ja zaczynając pracę zaczęłam palić (stres, wyjścia na fajke do pogadania itp) jak zaczęłam to analizować to skończyłam bo uświadomiłam sobie ile hajsu tracę. Do tej pory sie śmieje, że głupia byłam, że w ogóle zaczynałam (musiałam strasznie śmierdzieć notabene) Słodycze - kiedyś (od czasów licealnych, PRZED paleniem) "musiałam" jeść codziennie, parę stow wywalalam pewnie na nie (zwiększonej liczby wizyt u dentysty naeet nie liczę) i teraz jakoś praktycznie nie jem słodyczy. Raz na jakiś czas mi się zachce tylko, a taka tabliczka czekolady starcza mi na 2-3tyg. Chipsy - to samo, potrafiłam kilka paczek w tygodniu zjeść. Teraz jem trochę raz na kilka mcy. Ten kto nie chce znajdzie powód, ten kto chce znajdzie sposób. I tyle w temacie papierosów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Aaaa, i żeby nie było - całe życie mam niedowagę, więc moje ograniczanie słodyczy nie było żadna odchudzająca dietą spowodowane.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Droga autorko. Mamy bardzo podobny dochód. Na razie jesteśmy we dwójkę, ale w czerwcu urodzę pierwsze dziecko. Również mieszkamy z rodzicami. Tyle mamy lepiej, że mamy mniejsze opłaty na dom. Nie mamy tez długów żadnych, bo przy takich dochodach wszelkie kredyty na rzeczy, bez których można się obejść np nowe auto to głupota. Wiem, że takie życie to czasem wegetacja. Uważam jednak, że dużo wydajesz na chemię i jedzenie. Chemię można kupować nie markową, a również dobrą. Na jedzeniu nie powinno się oszczędzać, ale można kupować też tanie, a pożywne rzeczy. Za internet i telefony można płacić mniej. My za dwa telefony, internet i tv płacimy w sumie 150zł na miesiąc. Myślę, że klimatyzacja to fanaberia w waszym wypadku. Też mieszkam na wsi, też muszę dojeżdżać, ale szkoda mi kasy na klimę. Da się bez tego obejść. W ogóle przy tak małych dochodach skąd pomysł na auto na kredyt? My mamy dwa auta, co prawda stare, ale tanie w utrzymaniu i na gaz. Z papierosów też możnaby zrezygnować. Żyjemy normalnie, bez szaleństw, ale i bez długów. Mamy nawet oszczędnośći ponieważ planujemy remont domu, jak uda się uzbierać jeszcze trochę pieniędzy. Nie chcemy brać kredytów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wy jeszcze ten temat ciągniecie? :o Rety... Przecież od początku wiadomo, że oni niczego nie zmienią. Chłopak nie rzuci fajek, bo nie. Umowy na telefony nie zerwą, bo na wsi to obciach mieć stary model. Samochodu też nie sprzedadzą, bo choćby i autobus chodził co kwadrans, to w małych miejscowościach nie wypada nie mieć auta, nawet jeśliby w domu był syf, kiła i mogiła. Założę się, że będą je robić u mechanika i w nie pakować kasę nim jeszcze w ogóle spłacą 1/3 kredytu, który na niego zaciągnęli, bo tak wygląda realne życie z używanymi kilkuletnimi autami. Znam tą mentalność aż za dobrze. Na darmo się produkujecie. Im jest wygodnie tak jak jest. Ten temat to tylko fantazje na temat hipotetycznych rozwiązań, które nigdy nie zostaną wdrożone bo są rozbieżne z potrzebami, przekonaniami i stylem życia takich ludzi. Oszczędzanie w takich domach polega na kupowaniu jeszcze tańszej żywności i chemii, gotowaniu jeszcze prostszych i tańszych posiłków, rezygnacja z większych lub dodatkowych porcji, z tego co jest w domu (np. używanie wiekowych, zniszczonych i zapuszczonych sprzętów), czyli wszystkiego czego nie widać od zewnątrz. Liczą się atrybuty, które można pokazać innym poza domem: auto, telefon, ubrania, fryzura, perfumy, pazury, makijaż, wózek. Każdy też powinien mieć co najmniej licencjata jakiejś Wyższej Szkoły X i Y po której i tak nie ma się roboty i pracuje gdzieś za minimum, albo fizycznie w innej branży, albo dorabia sezonowo na Wyspach lub w Rajchu. No ale zawsze można z dumą powiedzieć "jestem po studiach!" :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jeśli miasto macie 15 km od was to jedziecie do niego około kwadrans, więc klima to głupota! Jadąc ze wsi jedziecie obwodnicą na której się nie stoi w korkach. Klima jest zbędna na te 15 minut jazdy. Można okno albo szyberdach uchylić. Nie mieszkacie w Kalifornii! Ciepłe lato w PL trwa około 2 mies, z czego tylko kilka tyg jest upalnych a reszta w kratkę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja jestem na piątym roku i dla mnie to właśnie wstyd chwalić się studiami, jak się skończy potem w takiej pracy, gdzie nie są potrzebne. I nie to, że mam coś do tego typu prac. Po prostu uważam, że lepiej mieć zawód/pracę niż papierek mgr (ta mądrość przyszła mi poniewczasie).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sama znam taki przypadek. Dziewczyna wysłała chłopaka na studia do byle jakiej szkoły jakich dziś wiele w PL, bo nie chciała męża bez studiów. Skończył licencjackie na kierunku zarządzanie (praca dyplomowa oczywiście pisana przez jakiegoś kolesia za kasę). Nie mam pojęcia jak się przez nie prześlizgnął bo nie ma o zarządzaniu pojęcia. Inaczej nie prowadził by swojej lichej mikro działalności, z której nawet na składki nie ma. Pamiętam jak na początku ludzi nazatrudniał, nowych laptopów i smartfonów nakupował (dla każdego pracownika), dwa używane samochody, lokal wynajął, profesjonalne meble kupił - wszystko za kredyt na rodziców, bo zdolności kredytowej to do dziś nie ma i pewnie będzie miał dopiero na emeryturze jak dostanie minimalną, bo płaci minimalne składki. Po roku skończył solo, w swoim kawalerskim pokoju u rodziców. Nie wie nawet do czego jest Excel, nie ma pojęcia o kontrolowaniu wydatków, nawet z najprostszym PIT-em jedzie do biura rachunkowego. Niczego nie uczą w tych prywatnych szkołach. Ludzie płacą i się prześlizgują z zerową wiedzą o czymkolwiek. Poważni liczący się na rynku pracodawcy to wiedzą i dlatego takie osoby nie mają szans na zatrudnienie w swojej dziedzinie (chyba że po znajomości). Ale normalnie to nawet wstępnych testów by nie przeszli chcąc się dostać na staż czy coś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie tylko nie uczą ale przede wszystkim nie wymagają. Nie ma opcji że wylecisz po drugiej niezaliczonej poprawce. Płacisz i masz. Czasem zaliczasz coś tylko za samą obecność. Równie dobrze można se podrobiony dyplom kupić, oprawić, powiesić w pokoju i szczycić się "osiągnięciami". :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Po politechnikach i uniwersytetach tez nie zawsze jest praca. Mój kolega ukończył matematyke finansowa na dobrej politechnice, bardzo dobry z matmy był, po studiach zaraz poszedł na pol roku na staż za grosze. Po stażu szukał pracy w bankach, biurach i nic nie znalazł, nigdzie go nie chcieli. Wyjechał za granice, pracuje fizycznie i dobrze zarabia i jest szczęśliwy. Tak więc politechniki tez nie gwarantują pracy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×