Odpowiedz na ten temat

Jaki macie kredyt i ile zarabiacie?

  • biforres 2012.08.08 [12:22]
    chcę się zorientowac, czy rzeczywiście kredyt to taki kosmos, jakoś ludzie maja i żyją...
    Zarabiam 2800 na ręke, czy to nie jest za mało żeby samemu splacac kredyt ok.15-200 tys? max 20 lat
  • bierzecie 200 tys 2012.08.15 [14:25]
    a oddacie lichwiarzom 450,000 :/
    Co za głupota. To już wolę całe życie wynajmować.
  • rtvagd 2012.08.16 [00:20]
    oboje z mezem mamy ok 4600 pensji, dwoje dzieci, kredyt wziety dwa lata temu na 30 lat, kwota 250 tys, rata z dopłatami 1200. i jest nam ciezko, rachunki, jedzenie, obuwie co sezon dla dzieci, oc, ac, i to by było wszystko na co nas stać. z premii cieszymy się jak dzieci
  • frania812 2012.08.16 [10:41]
    do bierzecie 200 tys
    - hahahaa
    to juz wole zaplacic za cos wiecej, ale potem wiem, ze dom/mieszkanie jest moje i moge oddac dzieciom.
    wole to niz napychac komus kieszenie i nic z tego nie miec.
    zreszta policz sobie ile przez np. 35lat placisz komus i nic z tego nie masz, a ile wyniesie cie kredyt - np.200 000.

  • niemieszkata 2012.08.16 [13:54]
    o właśnie mnie też to interesuje, czy przeciętny Kowalski z Kowalską zarabniający po 2 tys.zł są w stanie wziąć taki kredyt i go spłacić ? Czy to jest jak podłożenie sobie noża pod gardło na 30 lat ?
  • niemieszkata 2012.08.17 [11:49]
    qnty - no właśnie ja mam podobne podejście, jak Ty i zastanawiam się, jak to można tak sobie wiązać taką pętlę na szyi mając przeciętne zarobki ?
    Ja rozumiem jeszcze, jak ktoś większość życia umie kombinować i praktycznie co miesiąc osiąga dochody dużo wyższe niż przeciętny Kowalski, to go stać na kredyt, ale i tak fakt faktem, że 30 lat to sporo i nigdy nie wiadomo, co się może finansowo w życiu człowieka wydarzyć - utrata pracy, czy choćby wystarczy że jedno z małżonków odpadnie z dokładania się do domowego budżetu i np. kobieta pozachodzi w nieplanowane ciąże, będzie musiała zostać w domu z dziećmi i sam mąż będzie musiał udźwignąć ciężar utrzymania domu i rodziny i jeszcze kredytu, potem nie dziwić się, że ludzie popadają w depresję i myślą o samobójstwie, jak takie pętle sobie na szyję biorą.
  • żona zakredytowanego 2012.08.20 [10:58]
    Rozwalają mnie teksty w stylu:
    "- kredyt niesamowicie zmienia życie, psychikę, popatrzcie na ludzi totalnie zestresowanych i rezygnujących ze wszystkiego bo kredyt"
    albo takie o pętli na szyję. nie wiem, czy się śmiać, czy Wam po prostu współczuć.

    Wzięcie kredytu, jak każdą inna decyzję, należy poważnie rozważyć i wiedzieć, na co nas stać. jak ktoś jest totalnie zestresowany z powodu kredytu, to znaczy, że tego nie zrobił, nie przemyślał i wziął za dużo po prostu. my z mężem spłacamy jego kredyt na mieszkanie (zaciągnięty jeszcze gdy był kawalerem), miesięczna rata to ok. 2000 zł plus obowiązkowe dodatkowe oszczędności jako pewnego rodzaju ubezpieczenie kredytu, ok 400 zł. i nie przeszkadza nam to normalnie żyć, chodzić do kina, czy wyjechać na urlop. a właśnie zaczęliśmy zbierać na samochód, bo ja już nie daję rady w swojej starej toyocie yaris, w której nie ma klimy - w przyszłym roku chcemy kupić dla mnie lepszy samochód (a mąż jeździ znacznie lepszym służbowym). wzięliśmy taki kredyt, na jaki nas stać, bez specjalnych wyrzeczeń. da się tak. mąż zarabia nieźle, ale milionerami też nie jesteśmy, normalnie uczciwie pracujemy. mamy jeszcze inne, dodatkowe koszty, ale już nie będę się rozpisywać. grunt, to wiedzieć, na co sobie można pozwolić.
  • żona zakredytowanego 2012.08.20 [11:01]
    aha, spojrzałam, że w tytule było wprost pytanie o zarobki, nie ma problemu, anonimowo opowiem: mąż zarabia ok. 6000, ja ok 2000. Gdy brał ten kredyt, nie znał mnie jeszcze i zarabiał mniej, ale nie wiem dokładnie ile. kredyt jest walutowy i początkowo rata była niższa, ale liczył się z tym, że może wzrosnąć i gdy wzrosła, nie musiał się zastanawiać, czy go stać na szynkę czy na mielonkę.
  • niemieszkata 2012.08.20 [11:06]
    No ale o czym tu mówić, jak mąż zarabia 6 tys. , a Ty 2 tys ????? Przecież gdybym miała tyle kasy co miesiąc, w ogóle kredyt nie byłby dla mnie problemem.
    Ale mało kto zarabia 6 tys. zł na miesiąc.
  • niemieszkata 2012.08.20 [11:10]
    Sorry, ale przy zarobkach typu 2 tys. mąż i 2 tys. żona to ciężko "rozważyć" kredyt, bo tu nie ma co rozważać.
  • niemieszkata 2012.08.20 [11:11]
    Weź teraz z tego odlicz ratę ponad 2 tys. zł, to zostaje Ci 2 tys. niecałe na życie dla 3-osobowej rodziny, w tym opłaty, jedzenie i wszelkie inne wydatki.Co tu rozważać ?
  • ffffffffd 2012.08.20 [11:16]
    Ja to moze pomarzyc o kredycie. Zarabia 1500 zl na reke i sama wychowuje dziecko i o dziwo wynajmuje mieszkanie. Na to mnie stac,ale na splacanie kredytu juz nie (wg banku).
  • niemieszkata 2012.08.20 [11:17]
    Przecież wynajem to tak samo, jak byś kredyt spłacał. Koszt wynajmu mieszkania to ponad 1000 zł, do tego opłaty...
  • ffffffffd 2012.08.20 [11:30]
    Dokladnie, place ponad 1000 zl, a zarabiam 1500 zl. I wszystko jest ok. Banki nie biora pod uwage innych dochodow ktore mam i dlatego moge o kredycie i wlasnym mieszkaniu pomarzyc pechowiec.gif
  • żona zakredytowanego 2012.08.20 [11:53]
    koszt wynajmu nigdy nie jest równy kosztom kredytu. kto tak mówi, nie zna się na rzeczy i może dobrze, że kredytu nie dostanie, bo szybko okazałoby się, że nie da rady go spłacić. w koszcie wynajmu są zwykle opłaty czynszowe, a czasem też woda i ogrzewanie. przy spłacaniu kredytu, oprócz normalnych opłat licznikowych dochodzą jeszcze te opłaty i te kilkaset złotych robi różnicę. nic dziwnego, że bank nie bierze pod uwagę dodatkowych dochodów, bo one są niepewne. i kto chciałby na nich bazować spłatę kredytu ten błądzi. gdy się wynajmuje, życie na styk jest okej, ale przy kredycie już nie, bo gdy dodatkowy dochód odpadnie, albo przyjdzie nagły wypadek, np choroba, która wymaga nakładów finansowych, to się jest w czarnej dupie. trzeba mieć zapas. jeśli masz dodatkowe dochody - to je odkładaj, potem bank spojrzy łaskawszym okiem, gdy wkład własny będzie większy.
  • żona zakredytowanego 2012.08.20 [11:57]
    a jeśli chodzi o 6000 mojego męża, to one oczywiście z nieba nie spadają. jego praca wiąże się z tym, że w domu bywa w weekendy i od czasu do czasu w tygodniu - ale nigdy nie jest do przewidzenia kiedy. więc okupiona jest sporymi wyrzeczeniami (nie wspominając o tym, że wymaga sporych kwalifikacji). ja z kolei podjęłam pracę w innym mieście niż to, w którym mamy mieszkanie - i dodatkowo wynajmujemy kawalerkę w tym mieście. ale to nasz wybór. jeśli ktoś wybiera ciepłą posadkę, to też jego wybór: ma stałą, pewną pracę i to są zalety, ale wadą jest to, że go nie stać na pewne rzeczy. trzeba świadomie ten wybór podjąć, a nie potem marudzić. ja bym np. nie podjęła się wyjazdu za granicę do bylejakiej pracy, żeby zarobić i odłożyć, nie szukam też pracy, która byłaby bardzo dobrze płatna, ale za to kompletnie dla mnie nieciekawa - mój świadomy wybór. z tego powodu większego mieszkania dorobimy się odpowiednio później. ale na pewne wyrzeczenia też świadomie się zdecydowaliśmy i dlatego teraz nie zarzyna nas rata kredytu + wynajem.
  • niemieszkata 2012.08.20 [13:49]
    To jest prawda, że większe zarobki i własne mieszkanie często wymagają wielu wyrzeczeń, zalezy co kto lubi. Ja np. nie chciałabym żeby mój mąż wciąż wyjeżdżał i był ciągle w pracy, tak samo dla siebie bym tego nie chciała. A czy warto pół życia zarzynać się zawodowo, czy też fizycznie, czy na wyjazdach za granicą dla tych własnych 4 ścian ? Jak już człowiek się wytyra i wreszcie to mieszkanie posiądzie na własność, to już będzie starym próchnem.I po co tyle życia marnować ?
  • obozowy67 2012.08.20 [14:47]
    po co mi kredyt jak mieszkam z mamą? wy i tak swoich nie pospłacacie bo idzie kryzys i będziecie piszczeć. jeszcze popamiętacie!
  • koc_hanka 2012.08.20 [15:06]
    obozowy, ale życzliwy z ciebie facet, nie ma co... :-{
  • krowa_na_pastwisku 2012.08.20 [17:00]
    mam kredyt z doplatą - place teraz 1200 zł. Zarabiam różnie, raz wiecej, raz mniej. Kredyt mam na 30 lat, a w tej chwili jestem sam. matką. Nie wyobrażam sobie, żeby majac 50 lat placic 2000 miesiecznie (tyle bedzie bez doplaty). Odkladam kase, żeby splacic wczesniej.

    Zalety:
    1/ jesli mi sie noga powinie, zawsze mogę mieszkanie sprzedac i wyjsc na czysto
    2/ w razie mojej smierci dziecko ma mieszkanie
  • do krowy... 2012.08.20 [19:50]
    1/ jesli mi sie noga powinie, zawsze mogę mieszkanie sprzedac i wyjsc na czysto

    Możesz sprzedać...ale jak znajdziesz kupca i weź pod uwagę,że ceny nieruchomości nie rosną bez przerwy a przy nasyceniu rynku spadają.
    Sprzedać może i sprzedasz...prędzej czy później, ale jak za mniejszą kwotę niż kredyt to i tak musisz dopłacać

    2/ w razie mojej smierci dziecko ma mieszkanie

    jo...chyba kredyt i mieszkanie za ktore zaplacilas dwa razy tyle ile warte...
  • lia lia lilaniaaaa 2012.08.20 [19:55]
    Ja 2500 na rękę, on z umowy 8 na rękę plus 2 tysiące z nadgodzin, kredyt na 30 lat na 600 tys , rata 2200-2500 w zaleznosci od kursu euro
  • Mała czarna kawka 22 2012.08.20 [20:02]
    Jakie ponad tysiąc?? My z mężem wynajmujemy kawalerkę która kiedyś była dwupokojowym...36m2. Przynajmniej mało sprzątania i koszt 750zł plus internet(35pln). Miasto 80 000 mieszkańców. Kredytu nie chcemy brac. Zaczeliśmy budowac domek. Tzn. trwa pozwolenie na budowe. Z wiosny chcemy zrobić fundamenty i postawić szkielet do piętra . Liczymy że nam zajmie ok 7-8 lat. Ja mam 22 a mąż 27. Ale 7-8 lat to przy obecnych zarobkach. A za jakiś rok poltora mąz powinien dostac podwyzke. U mnie to nie wiadomo ale on robi kierownika budowy i wtedy będzie lepiej...więc moze 5-6 lat nam to zajmie.

  • krowa_na_pastwisku 2012.08.21 [06:34]
    Wartość mieszkania byla już wieksza niż w momencie kupna. Rynek deweloperski jest tańszy od wtórnego. Dodatkowo remont podniósł cenę. Oczywiście mogę mieć kłopoty ze sprzedaża, ale po dobrej cenie zawsze mieszkanie pójdzie. I wtedy spłacam nie całość kredytu, tylko na stan dzisiejszy.
    A co do tego czy dziecko dostanie mieszkanie w razie mojej śmierci. To tak jest, kredyt jest ubezpieczony i w razie takiej sytuacji ubezpieczyciel pokrywa tę kwotę (kredytu). Wiem bo się pytałam, czy na pewno tak jest.
  • żona zakredytowanego 2012.08.21 [09:21]
    niemieszkata i "do krowy" - wy chyba szukacie tylko potwierdzenie, że branie kredytu jest albo niemożliwe albo nierozsądne, w ogóle się nad tym nie zastanawiając. To, że Was nie stać nie znaczy, że nikt temu nie podoła. oczywiście, że mieszkanie można sprzedać. a w trakcie spłacania kredytu mieć normalne życie. my z mężem mamy wiele pasji, niektóre nie tanie, ale je realizujemy pomimo kredytu. a jego wyjazdowa praca nie została podjęta ze względu na kredyt, tylko po prostu była to dla niego ciekawa praca w jego zawodzie, więc ją podjął, a potem pomyślał o mieszkaniu i kredycie.
  • krowa_na_pastwisku 2012.08.21 [09:34]
    ale ja mam kredyt. Uważam, że lepiej coś spłacać niż wynajmować. Narazie mnie stać, i na kredyt i na prywatne przedszkole a nawet od pażdziernika zaczynam studia. W między czasie jestem też w stanie coś odłożyć.
  • do krowy... 2012.08.21 [11:30]
    Ja wynajmuję mieszkanie, ale nie dlatego, ze mnie nie stać. Stać mnie na kupno bo mam z mężem spory wkład własny. Uważam, że to jednak bez sensu oddawać bankowi tyle kasy z procentu (na 30 alt to jest 100 proc kwoty!!!)
    jestem młoda, mobilna, nie zależy mi na siedzeniu w jednym miejscu. Mogę zmienić nawet kontynent jeśli pracodawca będzie tego wymagał. A na starość za to co sobie odłożę kupie sobie jakiś fajny domek.

    Ale nie o tym.....skąd wynika ta niechęć do kredytów?Bo napatrzę się na gówniarzy po 20 pare lat, którzy z pensjami 1500 zł pakują się w kredyty na 30 lat, a potem do rodziców z łapką po kasę bo nie dają rady spłacać.
    Nie rozumiem tego pędu że na wszystko już. Tu ktoś wyżej pisał,że na spokojnie się buduje, zajmie im to 7-8 lat. I co, można, na spokojnie.
    W sumie, to nie moja sprawa, każdy bierze kredyt albo nie, jego wola...tylko dziwią statystki ile osób w Polsce tych kredytów nie jest w stanie spłacić.

  • krowa_na_pastwisku 2012.08.21 [12:01]
    ja wolałam wziąć kredyt ze względu na to że mam dziecko
    1/ więc w tej chwili mobilna za bardzo być nie mogę
    2/ niechętnie się wynajmuje osobie z dzieckiem
    3/ mam mniejszą ratę niż opcja z najmem (mieszkam w wawie)
    4/ musiałam się wyprowadzić i mam masę rzeczy

    Też uważam, że kredyt to zdzierstwo, jednak rozważając opcje za i przeciw wybrałam kredyt. Też oszczędzałam i oszczędzam. Niestety wpakowałam sporą czesc kasy w remont byłego (po 10 latach odwidziało mu się i wolal być z inną). Dużą część oszczędność pochłonął remont, miejsce parkingowe tez za gotówkę. Zostało trochę, żeby się nie spłukać całkowicie i znowu odbudowuję oszczędności. Liczę na to, że za 5-max 10 lat spłacę mieszkanie. Więc nie przepłacę aż tak dużo, zwłaszcza, że mam teraz dofinansowanie.
  • tripsa 2012.08.21 [12:07]
    krowo na pastwisku - czy mogę zapytać, jeśli zechcesz, odpowiesz, ile Ty masz dochodu na miesiąc, ile wynosi Ciebie kredyt i ile zostaje Ci na zycie i opłaty dla siebie i dziecka miesięcznie ? Ile masz tego dochodu i kredytu , że 30-letni kredyt jesteś w stanie spłacić za 5 lat i utrzymasz jeszcze dziecko ?
  • tripsa 2012.08.21 [12:08]
    Aha, przepraszam, doczytałam, że płacisz 1200 zł kredytu. To ile masz na życie na miesiąc dla siebie i dziecka ?
  • żona zakredytowanego 2012.08.21 [12:13]
    do "do krowy" - chcesz wynajmować, to Twój wybór, ale nie opowiadaj, że to jedyna sensowna opcja, a kredyt to pętla na szyję. ja też mogę wyjechać - mieszkanie można przecież choćby wynająć i wtedy spłaca się prawie samo, a kiedyś może zarabiać. ale ja wolę jakąś stałość i stabilność (akurat teraz o to w moim życiu trudno ze względu na pracę, ale to inna bajka) - a to daje własne mieszkanie, które np. urządzam po swojemu i nikt mi za miesiąc umowy nie wypowie.

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...