Odpowiedz na ten temat

Do żonatych; czy macie problem z przeszłością żon?

  • Cycus Lizus 2015.07.12 [09:36]
    Pytanie jak wyżej: czy macie problemy z przeszłością seksualną Waszych żon? Bo u mnie idzie siódmy rok i nie mogę sobie z tym poradzić. Włączałem się do podobnych tematów na innych forach, zabierałem głos na kafeterii, ale najczęściej zostawałem mieszany z błotem. Dlatego zdecydowałem się założyć odrębny temat. W przypadku odpowiedzi będę go rozwijał. Po prostu szukam sposobu na poradzenie sobie z tym.
  • gość 2015.07.12 [09:39]
    no poszłeś na uzywany towar normalne. dziwny jesteś jak ci sie nie puszcza narazie to czym sie przejmujesz
  • gość 2015.07.12 [09:40]
    nie nie mam problemu
    przeciez i zona i ja mielismy zycie "przed"
    jak masz takie problemy to wez rozwod
    a napewno znajdziesz dziewice?ha ha ha
  • gość 2015.07.12 [21:52]
    Rzecz w tym, że ja o pewnych sprawach dowiedziałem się dopiero po ślubie. Zawsze dzieliłem kobiety na trzy kategorie ; 1. Dziewice marzenie prawie każdego 2. Nie dziewice kobiety np. po nieudanych związkach 3. Puszczalskie kobiety dające dla samego dawania. (więcej w tej kwestii napisałem w temacie "Dlaczego faceci wolą dziewicę, a gardzą nie dziewicami? "pod pseudonimem Wściekły Byk)Z tej ostatniej kategorii raczej nie wybrałbym żony, ostatecznie w układzie otwarty związek, tj. jesteśmy razem, ale jeśli chodzi o seks niczego sobie nie odmawiamy. Mówiłem o tym swojej jeszcze wtedy narzeczonej. Ona przyznała się na początku do dwóch, po ślubie doszło jeszcze kilku w tym dwie przygody bez zobowiązań, podobno z kolegami. A deklarowała się jako katoliczka i nie istniał dla niej seks pozamałżeński. Oczywiście nie bardzo jej wierzyłem, bo mimo tych deklaracji znałem rodzaj towarzycha, w którym bujała się za młodu. Ale ponieważ mieliśmy wspólnych znajomych, którzy dobrze o niej mówili zaryzykowałem i poprosiłem ją o rękę, przy czym wiedziałem, że wcześniej była w poważnym związku, więc dziewictwa nie zakładałem. Sam zresztą nie byłem prawiczkiem i tego nie wymagałem. Bardzo długo nie miałem nikogo na poważnie i nie drążyłem tematu. Oczywiście próbowałem, ale jakoś nie wychodziło. Gdy dowiedziałem się prawdy, jakby mnie szlag trafił. Najgorsze są dla mnie dwie rzeczy; po pierwsze, o czym mi jeszcze nie powiedziała i to, że nie robi pewnych rzeczy w łóżku, bo to grzech. Na początku małżeństwa jej to nie przeszkadzało. Wiem mam obsesje na tym punkcie. Rozwód, póki co nie wchodzi w rachubę, ponieważ mamy dziecko, które już sporo przeszło i potrzebuje normalnego dzieciństwa, poza tym mieszkamy w moim domu. Nie wiem co zrobię w przyszłości odejścia raczej nie przewiduje, ale nie wiem czy wytrzymam tylko przy niej. Dodam, że gdy się poznaliśmy nie byliśmy pierwszej młodości; ja ponad 30 ona ciut przed, toteż królewny śnieżki się nie spodziewałem, ale też nie tego co dostałem. Poza tym po co były te deklaracje, jaka to ona nie święta, przy okazji krytykowania wszystkich żyjących wbrew zasadom kk, co samo w sobie mnie zastanowiło. Nigdy nie używałem określenia używany towar itp., przecież kobieta to też człowiek z własnymi potrzebami; po prostu wiedziałem, że ja się do takiego układu nie nadaje. Ogólnie poza tymi sprawami dobrze nam ze sobą. Aha i kryzysu wieku średniego nie mam; w większości osiągnąłem to czego chciałem od życia; tylko związek mi nie wyszedł tak jak chciałem. Więcej napiszę po kolejnych wpisach. I jeszcze jedno nieodmiennie denerwuje mnie to zaniżanie partnerów przez kobiety (już kiedyś mnie to spotkało, ale jeszcze wtedy nie myślałem o poważnym związku), że kurcze nie potrafią się przyznać. Moja chociaż pokazała odwagę w tym, że nie wystąpiła w białej sukni z welonem. Piszę bez ksywki, bo mi gdzieś umknęło hasło.
  • gość 2015.07.12 [21:57]
    Aha i raczej się nie puszcza, ale na bank tego nie wiem i nie wiem co przyniesie przyszłość. Skoro bawiła się wcześniej, skąd mogę wiedzieć, czy jej fantazja nie przyjdzie do głowy, mimo uwielbienia dla kk.
  • gość 2015.07.12 [22:02]
    Jestem pozadna i jakos faceci mnie zostawiali dla puszczalskich (jestem ladna, uprzedzam). Nie cenicie dobrych kobiet, a potem placz ze zona ma przeszlosc itd. Szanujcie pozadne to potem kara na was nie spadnie.
  • gość 2015.07.12 [22:15]
    Ja ceniłem, siebie nie ceniłem dla takich kobiet C.L.
  • gość 2015.07.12 [22:35]
    I jeszcze te głupie porównania w stylu a wiesz G. zrobił tak czy siak i teksty wszyscy się śmiali, że E. zgwałciłam. To mnie dobiło
    Przygasiła nimi ten związek na starcie. Kurcze przecież jako osoba po związkach powinna zdawać sobie sprawę, że przy aktualnym facecie o pewnych sytuacjach się nie wspomina. I to jeszcze w jej wieku. Żaden nie lubi być porównywany. A dla żony byłem gotowy na wszystko. C.L.
  • gość 2015.07.12 [22:45]
    Są faceci, którzy biorą kobiety tylko do łóżka, kuchni i robienia dzieci i dlatego wolą puszczalskie, albo tak jak ja ulegają emocjom chwili i z nie wiedzy. Ja do końca miałem wątpliwości. Intuicja zawsze dobrze mi służyła, tylko jej nie posłuchałem w najważniejszej chwili.C.L.
  • dziewiędziesiąt dwa 2015.07.12 [22:46]
    To coś ty za szmate sobie przysposobił. Weź ten rozwód jak najszybciej
  • gość 2015.07.12 [22:52]
    to ona w towarzystwie opowiada jak jej z innymi bylo?nie wierze,to sucz prawdziwa.
  • gość 2015.07.12 [22:53]
    kobieta lubi seks - szmata - facet lubi seks - doswiadczony.. nie ogarniam tego szamba
  • gość 2015.07.12 [22:57]
    Przeczytałam Twój post i mam mieszane uczucia. Zgadzam się z gościem z 22.02 - mężczyźni nie cenią porządnych kobiet, wiążą się z "latawcami" a później lament jakie te baby to k***y. Byłam dziewicą do 24 r.ż i chciałam to zrobić z mężem w noc poślubną. Poznałam faceta, zakochałam się, klapki na oczach. Byłam strasznie naiwna, po jakimś czasie zaczęliśmy się kochać bo on strasznie nalegał a ja sobie tłumaczyłam, że przecież się pobierzemy. Po roku rzucił mnie w obrzydliwy sposób - wziął się za moją znajomą z pracy, znanego k********a. Posypał się mój świat i wszystko w co wierzyłam. Kolejny rok się zbierałam do kupy. Później poznałam chłopaka, który mnie pocieszał i pomógł się podnieść. Później sytuacja się powtórzyła. Nigdy nie oczekiwałam wiele, tylko miłości, wsparcia, szacunku. Trafiałam na samych gnojków bez serca za to świetnych aktorów. Spałam z pięcioma mężczyznami, w bliższej relacji byłam z siedmioma. Mam prawie trzydzieści trzy lata i jestem emocjonalnym wrakiem. Czasem myślę, ze lepiej by było gdybym nigdy nie kochała, nie szukała miłości...Wiem, jestem głupio naiwna i powinnam to zmienić ale jak mam budować z facetem relacje kompletnie mu nie ufając..a oni to wykorzystują. Ja też nie przyznaję się do liczy partnerów bo to nie powód do dumy. Nie udaję także świętej, po prostu mam przeszłość i tyle. Pewnie będę sama do końca życia, nie mam złudzeń i pewnie wolę być sama niż z człowiekiem, który ocenia mnie przez pryzmat tego kim byłam i co robiłam zanim się poznaliśmy. Przykro mi gdy czytam, że facet ma żal do kobiety za przeszłość. Wiedziałeś, że nie jest święta, zastanowiły Cię jej słowa a mimo to ożeniłeś się z nią. Skoro nie powiedziała Ci wszystkiego może się wstydziła? Może to nie ma wpływu na jej życie i po prostu nie chciała żebyś wiedział.. Nie osądzam Cię, po prostu daj spokój przeszłości i patrz do przodu jeśli ją kochasz.
  • gość 2015.07.12 [22:58]
    Shamba ... Ale panie C.L co konkretnie mierzi w żonie? Ilość panów brak dyskrecji ?
  • gość 2015.07.12 [23:03]
    Jestem pozadna i jakos faceci mnie zostawiali dla puszczalskich (jestem ladna, uprzedzam). Nie cenicie dobrych kobiet, a potem placz ze zona ma przeszlosc itd. Szanujcie pozadne to potem kara na was nie spadnie.
  • gość 2015.07.12 [23:09]
    Ech to ja porzucana, gosc z 22.22 wkleilo mi stary post. Najgorsze jest to, ze teraz mam chlopaka, dobrego i szanujacego. Z tym ze chyba nie umiem juz kochac... cos peklo, czara sie przelala. Gdyby mnie gnojki tak nie traktowaly bylam super zona, dziewczyna. A tak to traktuje faceta bez emocji i wiary w milosc.. szkoda tylko, ze on na to nie zasluguje...
  • xen 2015.07.12 [23:14]
    Twoja żona musi mieć niezły przebieg, skoro bez wstydu opowiada takie historyjki.
    Niestety, tak to widzę.
  • gość 2015.07.12 [23:23]
    Dziwny ten Wasz związek i albo ona jest puszczalska albo Ty nadwrażliwy. W towarzystwie znajomych, szczególnie po alko plecie różne głupoty więc może nie bierz tego do siebie?
  • gość 2015.07.13 [02:05]
    Ja byłem w podobnym związku. Nawiązuję do gościa 23:23. Ona okazała się puszczalska, a ja ufny i zapatrzony. Ona wykorzystała fakt iż będę dobrze zarabiał i zawód mam związany że często nie ma mnie w domu. 14 lat małżeństwa. Wszyscy dookoła wiedzieli a ja wierzyłem w jej słowa. Znajomi się nagle odsuwali, a ja wierzyłem w jej słowa. Potem jak wyszło na jaw. Naliczyłem kochasiów 6 przez te lata. Poznałem jej dzieciństwo jaka tufta była. Nikt mnie nie przestrzegł przed tym ślubem. Skupiłem się na ostatnim kochasiu i przed wokandę go przytargałem. Wypruł się ze wszystkiego. Jest jej wina. Teraz jest płacz i wielka złość do mnie, bo zabieram te 14 lat ze sobą a ona zostaje z niczym prawie z niczym ( musiała podjąć gu..wnianą pracę).
    Oczywiście to nie reguła i tak nie musi być w przypadku autora tematu. Ale moja rada. Staraj się o rozdzielność majątkową, bo jak cię robi w rogi, to za kilka lat będziesz żałować że nic nie zrobiłeś, że pozwoliłeś ufać dalej w związek. Ja także miałem wątpliwości, zachowanie czasem ją zdradzało. Ale jak nie złapałem za rękę, oskarżyć nie potrafiłem, zadając pytanie wprost o kochanka. Taki mój pech że mam taki zawód, bo dużo mi faktów umknęło. I szczęście, bo finansowo nie odczuwam różnicy, a nawet poprawę wielką, bo skończyły się kłamstwa i naciąganie na piękne oczęta.
  • gość 2015.07.13 [08:17]
    Kilkukrotnie próbowałem zerwać ten związek jeszcze przed ślubem, bo mając na uwadze dawniejsze towarzycho mojej, podejrzewałem to i owo. Ona jednak stosowała klasyczny chwyt kobiet tj. płacz. Teraz wiem, że to nie było nic innego jak szantaż emocjonalny, ktoremu jak idiota uległem. Ciekawe facet po studiach z całkiem sporą wiedzą i podobnym doświadczeniem. Podejrzewam, że stukały jej latka i uznała, iż jak się teraz nie zwiążę to potem będzie jeszcze gorzej. Ale najbardziej się sfrajerzyłem tym, że zgodziłem się czekać do ślubu, mimo długiego postu. Gdybym się uparł pewnie byłoby inaczej, ale wyszło jak wyszło. Szkoda, bo teraz oprócz zrypanego światopoglądu dba o mnie i o dziecko.
    Większość facetów nie chce zbyt wcześnie wiązać się na stałe i przeskakują z kwiatka na kwiatek, a Wy drogie Panie to ułatwiacie i stąd później te płacze. Pamiętajcie, jeśli kocha to poczeka ile trzeba. C.L.
  • gość 2015.07.13 [22:46]
    Dzięki za wpisy. Fakt, że nie ja jeden jestem w dołku emocjonalnym działa nieco podbudowująco. Zaraz wyjaśnię kilka kwestii, teksty będę zamieszczał sukcesywnie, żeby wygodniej było czytać. Wiadomo, że człowiek jest stworzeniem stadnym i normalne, że każdy normalny potrzebuje towarzystwa osobnika płci przeciwnej, najczęściej. Tylko ja zawsze uważałem i uważam, że jeśli spędzić z kimś resztę życia to z osobą najbardziej zbliżoną do naszych marzeń czy wymagań. Niestety problem tkwi w tym, że przeważnie nie od razu trafiamy na naszą „drugą połowę”, niektórym nigdy się to nie udaje. Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Faktycznie często tak jest, że jak kobieta jest porządna to facet menda i na odwrót. Z przykrością potwierdzam, że rzeczywiście od najmłodszych lat byłem nadkochliwy i nadwrażliwy (to drugie w wyniku licznych chorób w dzieciństwie; musiałem wiele nad sobą pracować, żeby zyskać na pewności siebie, ale ta nadwrażliwość raczej już mi zostanie, chyba że z wiekiem zobojętnieje, co już mnie dopada-i czasem mi się wydaje, że tak jest najlepiej) Wychowano mnie w szacunku do kobiet; rodzina z zasadami, w domu poukładane itp. Tylko w późniejszych latach nie mogłem pojąć jak mam szanować kogoś, kto się sam nie szanuje. Jako łebek byłem marzycielem i idealistą, marzyłem że swój pierwszy raz przeżyję z kobietą swojego życia i vice versa. Koledzy szybko mnie jednak przekonali, że czekanie nie ma sensu, bo nie wiadomo na kogo się trafi. Posłuchałem rady i trochę powyrywałem, ale nigdy nie byłem typowym zaliczaczem. Przez te wszystkie lata spotykałem się z dziesiątkami kobiet, jednak nie było tak, że ze wszystkimi lądowałem w łóżku. Więcej nieraz kobiety same mnie napastowały. Jasne, że chciałem stworzyć stały związek, ale w większości laskom, które znałem chodziło głównie o seks albo o kasę (moja rodzina była średniozamożna) Podobno byłem dość przystojny, własny dom; słowem dobra partia. Parę razy przeżyłem zawód miłosny i nauczyłem się nieufności do kobiet. Na studiach powiedziałem sobie, że już się nie zakocham i zostanę sam. Po studiach dalej szukałem, ale bez przekonania. Miałem w międzyczasie trochę problemów z pracą i w tym okresie dostałem poważnej depresji. Nawet nie byłem w stanie przespać się z kobietą; mniejsza o to. W końcu poznałem swoją tzw. żonę. C. L.
  • gość 2015.07.13 [23:16]
    O większości spraw z nią związanych już pisałem, teraz wyjaśnienia. Podkreślę tylko, że szukałem kobiety, która pokocha mnie takiego jakim jestem, a nie za to co mam. Jak już wyciągnąłem od niej „prawdę”, podczas przypadkowej rozmowy na temat bodajże chłopaków jej koleżanki, to chciałem poznać przynajmniej okoliczności, w jakich doszło do tych akcji, nie wymagałem szczegółów. Wcale nie twierdzę, że mówiła mi coś w stylu: kochanie, a czy wiesz, że z moim trzecim to robiłam to tak i tak. Po prostu pewne teksty np. o tym gwałcie mogła sobie darować. Wiem, że podczas libacji alkoholowych mówi się różne rzeczy, ale w każdej takiej opowiastce tkwi ziarnko prawdy. Zwłaszcza, że ja też miałem akcje inicjatyw ze strony kobiet. Podejrzewam, że w jej towarzystwie z lat młodzieńczych nie taiło się takich tematów; teraz głośno o tym nie mówi, to nie tak. Moje zachowanie porównywała do zachowań byłych przy okazji sytuacji nie związanych z seksem. Nie mam problemów, jeśli chodzi o facetów ze związków, chodzi mi tylko o tych bez zobowiązań (no chyba każdy by się wściekł gdyby musiał czekać do ślubu na coś co inni dostali bez tego, w takich okolicznościach, zwłaszcza po długim poście) Myśli o tym, że iluś tam ją wyobracało, a potem pewnie przy piwie z kumplami chwalili się swoimi podbojami i odpowiednio ją komentowali, napawa mnie wściekłością. Przecież ta kobieta nosi moje nazwisko i jest matką mojego syna. A propos najbardziej obawiam się tego, że małemu kiedyś trzeba będzie wyjaśnić pewne sprawy i modle się, żeby nie zaczął zadawać niewygodnych pytań, bo gdybym mu musiał wyjaśniać jak to było z mamą np. to chyba spłonąłbym ze wstydu. Poza tym najbardziej chodzi mi o kłamstwo, po raz kolejny się przewiozłem. Teraz już sam nie wiem, co jeszcze przede mną ukrywa. Była w kilku dłuższych związkach, miała nawet narzeczonego, toteż łudzę się, że połowa osiedla nie robi sobie jaj za moimi plecami. I jeszcze jedno zaniżyła gości myśląc, że byłem prawiczkiem. Gdyby tak było wolałbym do końca życia zostać sam niż wchodzić w ten układ. Po prostu długi post zrobił swoje. C. L.
  • gość 2015.07.13 [23:31]
    Jak pisałem rozwód nie wchodzi, póki co w grę. Syn jest dla mnie wszystkim, nie zostawię go jeszcze zrobiłaby z niego hipokrytę. Poza tym człowiek przyzwyczaja się do drugiego, a w ciągu tych paru lat przeszliśmy więcej niż niejeden związek z dłuższym stażem. Sądzę, że na swój sposób coś tam czuję do niej. Myślałem, że jeśli ją zdradzę to się poczuje lepiej, ale tymczasem nie jest to jeszcze mój styl. Znając moją nadwrażliwość pewnie sam bym się z tym czuł gorzej, jak na razie. I wreszcie sam nie byłem święty, więc nie miałem prawa mieć pretensji, po prostu od dawna znałem się na tyle, żeby wiedzieć, iż są pewne sytuacje, które mnie przerastają. Czy to tak trudno zrozumieć? Chyba zresztą jestem już za stary na kolejne zmiany. Może w przyszłości znajdę sobie kochankę, nie wiem jak to będzie, może niedługo umrę. Kiedyś byłem „duszą towarzystwa” i człowiekiem ogólnie lubianym, miałem dużo znajomych liczne zainteresowania, ale od kiedy odnalazłem ten problem życie już nie ma takiej radości, nie licząc syna i zainteresowań, jak kiedyś. Podsumowując niekiedy też się czuje emocjonalnym wrakiem, a już dawno obiecywałem sobie, że kolejny raz kobiecie nie zaufam i nie pokocham. Na początku do tego związku też podchodziłem z rezerwą, ale często jak się jest przy drugiej osobie to uczucie po prostu samo przychodzi. Nie oceniam nikogo przez pryzmat tego co robił, bo i ja nie byłem święty, co powtarzam po raz kolejny, bo nie chcę wyjść na hipokrytę. Po prostu uważam, że skoro już zapadła decyzja o powiedzeniu sobie o pewnych sprawach to należało to zrobić szczerze. Jak już wspomniałem jestem nadwrażliwy, a czy ona była puszczalska? Dla mnie kobieta, która dawała dla samego dawania, nieważne ile razy, owszem była. Wkurza mnie jeszcze brak, od pewnego czasu niektórych łóżkowych elementów; przy innych pewnie się tak nie ograniczała. I chyba to jest najgorsze ze wszystkiego. Po prostu ze zbyt wieloma sprawami muszę się godzić, a ja do pokornych nigdy nie należałem. Jak patrze na to wszystko z perspektywy czasu, wydaje mi się, że tak naprawdę to mi wisiało czy ten związek wyjdzie, czy nie. Po prostu za bardo się zawiodłem na kobietach i nie sądziłem, że jeszcze do jakiejkolwiek będę żywił cieplejsze uczucia niż np. przyjaźń. Ale za długo byłem sam. Pomijając to wszystko naprawdę mam wrażenie, jakbym znalazł swoją drugą połówkę; szkoda tylko, że tak późno. A mieszkaliśmy niemalże obok siebie. C. L.
  • gość 2015.07.14 [00:17]
    I nawet nie chce mi się z nią gadać, bo co wspomnę o swoich potrzebach to dobra...i odwraca się do spania. A kurde ja na tyle jak frajer się zgodziłem. Sądzę, że to początek końca, o ile nie przejrzy na oczy.
  • gość 2015.07.14 [09:21]
    Wreszcie poszedłem po rozum do głowy i ją trochę przydusiłem w nocy. Tak jak przypuszczałem należy do kobiet, którym trzeba pokazać trochę siły. No to przynajmniej kwestie elementów łóżkowych mamy z głowy. Najbardziej dziwiło mnie to, że jej w tym temacie odbiło od niedawna; jeszcze ze dwa lata temu nie miała z tym problemu.
    Tak abstrach*jąc od układu odniesienia czasami zastanawiam się czy czarni jednak nie mają racji z tym zakazem seksu pozamałżeńskiego. Życie byłoby prostsze, gdyby nie było zazdrości o byłych. Niestety problem jest tego typu, że gdyby nawet na 99 przestrzegających tej zasady znalazł się 1 nie to i tak wszystko by trafił szlag. Będzie tak dopóki nie wejdzie inny sposób na rozmnażanie.C.L.
  • gość 2015.07.14 [10:37]
    Jesteś poprostu ostro poparany i tyle.Nie twój interes jaka była i co robiła przed ślubem.Ważne jest co teraz.Czy dba o ciebie i dziecko i czy jest wierna i uczciwa.Wybacz ale te twoje wywody to bełkot obłokanego świra.
    Tak,rozwal małżeństwo,bo masz paranoję i obsesje na punkcie czegoś co nie powinno cię obchodzić.Do tego sam nie byłeś święty,ale masz oczywiście na to milion usprawiedliwień.7 lat paranoii,twoja żona to święta kobieta,że z tobą wytrzymuję.A pogarda z jaką o niej piszesz po prostu poraża.Lecz się chłopie póki jeszcze nie jest za pózno.
  • gość 2015.07.14 [10:50]
    Ty sie spotykałes z kobietami, to ona mogla z facetami.
  • gość 2015.07.14 [10:56]
    Śmiać mi się chce jak piszesz o swojej wielkiej wrażliwości usmiech.gif dobre sobie.Wrażliwy to ty jesteś ale na swoim punkcie,do tego mega zakompleksiony i wredny.Egoizm i kompleksy oto co przebija z twoich wypowiedzi.Dam ci złotą radę -poszukaj pomocy u psychologa zanim zniszczysz wszystko wokół siebie.
  • gość 2015.07.14 [10:59]
    Tqoja zona zrobila Cie w balona, nie dala Ci szansy na swiadome podjecie decyzji co do jej osoby poniewaz Cie oklamala i nie wiedziales z kim sie wiazesz.
    Co do porownań z innymi ja po pierwszym wywalilem babe na zbity pysk, gowno mnie obchodzi co kto jak robil i albo sie podoba jak ja to robie albo wypad.
    Powinienes cisnac bardziej jesli czules,ze nie jest szczera przed slubem. Bo najwazniejsze jest w pelni swiadome podjecie decyzji i ewentualne przyzwyczajenie sie do mysli i zaakceptowanie ich. Ty zostales postawiony przed faktem dokonanym,oklamala Cie i pomyslala,ze skoro juz jestescie po slubie to moze powiedziec bo i tak juz nie zerwiesz.
    Nie ufalbym takiej.
  • gość 2015.07.14 [10:59]
    Nie gardzę nią jako człowiekiem. Pytanie było do gości z podobnymi problemami. I po raz kolejny piszę nienawidziłem i nienawidzę kłamstwa zwłaszcza w tak poważnych sprawach. O to głównie chodzi. Dlaczego ja mam być teraz uczciwy? Niestety jestem normalny badałem się, tylko emocje siadają. Nie prosiłem o zrozumienie tylko o poradę, jak sobie radzić w tej sytuacji.
    Oczywiście znałem w swoim życiu kilka porządnych kobiet, ale uznałem, że jako osoba już po przejściach nie zasłużyłem na taką żonę, więc wolałem w ogóle się nie wiązać. Nie uważam miłości za coś złego ale powinna ona być właściwie lokowana i nie mylona z zauroczeniem. I mam gdzieś to co o mnie myślą inni. C.L.
  • gość 2015.07.14 [11:05]
    Dzięki za zrozumienie. Jak pisałem nigdy do końca nie ufałem kobietom. Po prostu po tylu latach potrzebowałem związku. No teraz najważniejsze jest dziecko. Wszystko dla niego. Wydaje mi się, że ona jednak mnie kocha i mi też nie jest całkowicie obojętna. Po prostu nie radzę sobie z jej przeszłością. Niektórzy nie potrafią tego skumać. C. L.

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...
+18
Uwaga!
Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych